Dziś wieczorem jak zawsze wyszłam biegać, było to częścią mojego treningu. Miałam wyznaczoną krótką trasę przez las i wokół jeziora. Włosy miałam spięte w kite i byłam ubrana w dres. Tym razem Ben postanowił pobiec ze mną by nic mi się nie stało. Wiem że to wymówka bo jak mi się może coś stać. Wbiegliśmy do lasu a było już strasznie ciemno
- I ty tak zawsze po ciemku? - jego głos zaczął drgać i zaczęłam się śmiać - Z czego się śmiejesz?! Tutaj nie ma nic śmiesznego! A jakby ktoś cię tutaj zaatakował?
- Spalę go. - spróbowałam powstrzymać śmiech - Skoro się boisz to po co ze mną biegasz?
- Ja się nie boję! - warknął i wybiegł do przodu
- Nie radzę. - mruknęłam a on wpadł do wody - Ja wiem gdzie zaczyna się jezioro, ty nie. Wróć do zamku i wyschnij ja jeszcze trochę pobiegam.
- Może ty mi pomożesz wyschnąć? - wyszedł z wody i mnie przytulił - Co ty na to?
- Nie. - wrzuciłam go z powrotem do wody i pobiegłam spokojnie dalej - Idiota.
Biegałam tak przez pół godziny i wróciłam do domu. Z tego co słyszałam Ben żalił się Mick'owi o tym że wepchnęłam go do wody. Dla mnie lepiej, mam z nim spokój minimum do jutra. Weszłam do swojego pokoju odświeżona i padłam zmęczona na łóżko, zasnęłam. Rano obudził mnie wredny nie dający spać budzik. Spojrzałam na niego zła
- Minnie możesz dać mi jeszcze pięć minut? - wymamrotałam kładąc sobie poduszkę na głowę
- Tata kazał mi bym obudziła cię na każdy możliwy sposób, więc... - poczułam na sobie lodowatą wodę
- Dlaczego lodowatą?! - wyleciałam z łóżka - Teraz mi jest zimno!
- Wiem, trzymaj. - rzuciła mi bluzę i ręcznik - A teraz wstawaj.
Minnie wyszła a ja przebrałam się w długą bluzę i leginsy. Zeszłam na dół, dzisiaj mieliśmy przymierzać stroje na bal Mick'a. Na dole stała radosna Minnie rozmawiająca ze swoim ojcem. Bena jeszcze nie ma, pewnie zaspał. Przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i jego upadek do wody, zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Obydwoje spojrzeli na mnie
- Czyżby wczorajszy plusk naszego kochanego Ben'a aż tak się rozbawił? - rzucił radośnie Mick - Przyznam się że też się śmiałem gdy mi to opowiadał, a o tym jak go odrzuciłaś.
- Wiesz jeśli do wyboru mam mokrego faceta który się do mnie klei od dwóch lat albo spokojny bieg po lesie, to odpowiedź jest prosta. - wzruszyłam ramionami uśmiechnięta
- Patrzcie nasza syrenka wstała! - Minnie wskazała na ziewającego szatyna idącego w naszą stronę
- Co? - spojrzał na nas zaspany
- Nie dość że syrenka to jeszcze śpiąca królewna. - prychnął Mick po czym się wyprostował - Skoro wszyscy już są możemy ruszać.
- Ja siedzę z przodu! - Minnie usiadła na przednim siedzeniu a Mick za kierownicą
- Czyli... - spojrzałam zamyślona na Ben'a - Mu razem siedzimy z tyłu.
- Pewnie i tak prześpię całą drogę. - ziewnął i wsiadł do środka przesuwając się i robiąc mi miejsce - Wsiadaj, ja nie gryzę.
- Mam pewne wątpliwości. - wsiadłam do środka
Ben tak jak mówił zasnął krótko po ruszeniu, głowę miał opartą o moje ramie. Uśmiechał się przez sen więc postanowiłam nie budzić go. Wyjrzałam przez okno, nawet mnie zaczęło nużyć wstające słońce i zasnęłam. Obudziłam się z głową na czyiś kolanach, na mojej głowie spoczywała czyjaś ręka. Podniosłam głowę i zobaczyłam śpiącego Ben'a opartego o szybę, powoli zaczął się budzić i spojrzał na mnie
- Dobrze się spało? - mruknął zaspanym głosem - Nie miałem serca cię budzić gdy zobaczyłem że śpisz.
- Dzieciaki wysiadamy! - Minnie i Mick wysiedli z auta - Szybko bo sami sobie uszyjecie stroje!
- Idziemy! - otworzyłam drzwi i już miałam zamiar wyjść ale Ben złapał mnie za rękę - Coś się stało?
- Zrozum, jestem wobec ciebie poważny i męczy mnie już to twoje ciągłe odrzucanie mnie. - jego oczy ukazywały determinację i powagę - Widzę przecież że... - pociągnął mnie do siebie, siedzieliśmy tak blisko że aż czułam jego oddech na ustach - ...zapomniałaś o tamtym zimnym debilu!
- Dość. - między naszymi twarzami pojawił się płomień, Ben odsunął się ode mnie i puścił moją rękę
Wyszłam szybko z auta próbując opanować swoje emocje, nigdy nie sądziłam że zrobi coś takiego, że mówił prawdę tej pierwszej nocy gdy przyszedł do mojego pokoju. Z całych sił chciał mi pomóc w zapomnieniu o Jack'u a ja się z tego śmiałam myśląc że tak naprawdę trakuje mnie jak zabawkę. Gdy weszłam do sklepu w którym znajdowali się Mick i Minnie ogarnęło mnie dziwne uczucie które już kiedyś czułam, około dwa lata temu. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie
- Jack... - wyszeptałam i usłyszałam jak wazon w sklepie się roztrzaskał
Przed nim tyłem do mnie stał chłopak z czarnymi związanymi włosami i czarnym garniturze. Przed nim na kanapie siedziało pięć dziewczyn patrzących prosto na mnie swoimi tygrysimi oczami. Jedna z nich podeszła do chłopaka nie odrywając ode mnie wzroku
- Wyglądasz ślicznie, aż nie mogę się oprzeć. - przytuliła się do niego i pocałowała namiętnie - Zrobisz furorę!
Poczułam się niezręcznie i odwróciłam wzrok całkowicie zapominając o dziwnym uczuciu zimna. Podeszła do przyjaciół cała czerwona na policzkach. Chwilę później do sklepu wpadł Ben, on nawet nie zwrócił uwagi na grupę ludzi. Minnie znalazła dla mnie czerwoną suknię z zielonymi ozdobami, weszłam z nią do przebieralni. Zdjęłam bluzkę i leginsy po czym założyłam suknię, spojrzałam na siebie w lustrze
- Nawet ładnie w niej wyglądam. - przyjrzałam się i schyliłam by przymierzyć buty
- Ostatnia koszula. - zza drzwi usłyszałam męski głos a drzwi lekko się odchyliły - Poczekaj na mnie. - automatycznie schowałam się za kotarą przy lustrze, drzwi się zamknęły a w środku był jakiś mężczyzna - Nienawidzę tej baby ale świetnie całuje.... - przerażona sytuacją ścisnęłam mocniej kotarę z nadzieją iż jej nie odsunie - Ktoś zostawił tutaj suknię? - odsłonił kotarę a moim oczom ukazał się półnagi mężczyzna który wcześniej całował się z tamtą dziewczyną a po moim ciele przeleciały dreszcze - Widać znowu wszedłem do twojej przebieralni...
- Znowu? - otworzyłam szeroko oczy a po chwili mocno przytuliłam się do chłopaka - Jack! Tak się cieszę! Ostatni raz widziałam cię nad jeziorem!
- I tak powinno pozostać. - warknął zły i odsunął mnie od siebie - Zrób coś dla siebie i o mnie zapomnij.
- Mam zapomnieć o kimś kto dał mi możliwość śmiania się? Płakania? Okazywania jakichkolwiek uczuć? - spojrzałam na niego z wyrzutem - Ben starał się o to różnymi sposobami ale i tak mu nie wyszło!
- Co? - jego wzrok był przerażający - Co on ci zrobił?
- Ponoć cię nie interesuje. - przestraszyłam się jego wzroku ale nie odwróciłam od niego wzroku - Dla twojej wiadomości posunął się dalej niż ty.
- Alice... - w jego głosie wyczułam żal i smutek - ...powiedz mi tylko czy nadal mi ufasz?
- Tak. - odwróciłam od niego wzrok zdziwiona swoją odpowiedzią - Chociaż wiem że nie powinnam.
- Ciebie trudno złamać. - uśmiechnął się pierwszy raz podczas tej rozmowy - Zobaczymy się jeszcze na balu, oczywiście nie poznasz mnie.
- Zakład? - założył drugą koszulę i spojrzał na mnie rozbawiony
- Przegrany będzie sługą wygranego przez jeden dzień. - stwierdził i wyszedł
- Czemu masz taki dobry humor? - zdziwiła się dziewczyna za drzwiami
- Wygrałem interesującą nagrodę. - odpowiedział głośno prawdopodobnie tylko dlatego bym usłyszała to
- Teraz muszę się postarać. - mruknęłam zdołowana
Wincyj!
OdpowiedzUsuń