Obudziłam się w łóżku James'a przytulona do Jack'a, przez dłuższą chwilę nie mogłam sobie przypomnieć co się stało. Usiadłam przecierając oczy, dostrzegłam na plecach Jack'a oparzenie i to bardzo poważne. Przypomniałam sobie, to jak oparzył się kiedy mnie przytulał. Dotknęłam go delikatnie
- Trzeba ci zrobić okład... - przesunęłam ręką po ranie a ona zniknęła - Jak? - otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na Jack'a - Może mogę naprawić rzeczy które zranił mój żywioł? - uśmiechnęłam się i pogładziłam jego ramie - Słodko wyglądasz gdy śpisz. Taki spokojny.
Siedziałam tak przez dłuższy czas patrząc na jego spokojną twarz, czułam że jeśli pójdę a on się obudzi to się zmartwi że mnie nie ma. Cały czas czułam gdzieś głęboko w sercu ciepło, nie takie jak przy atakach tylko takie miłe i przyjemne. Położyłam się obok niego i patrzyłam na jego śpiącą twarz, uspokajała mnie.
- Mam wyjść? - usłyszałam za sobą znajomy głos, odwróciłam się i ujrzałam James'a - Nie chcę przeszkadzać.
- Od kiedy tu jesteś? - wstałam zawstydzona
- Byłem tu zanim się obudziłaś, ciekawi mnie to co zrobiłaś z jego oparzeniem. - wstał i podszedł do Jack'a - Ono było naprawdę paskudne, do tego tym razem przy używaniu ognia nic ci się nie stało. Możliwe że twoje uczucia są silniejsze niż twój żywioł.
- Jakie uczucia? - spytałam skołowana - Ja nie czuję do niego nic innego niż wkurzenie, ciągle traktuje mnie jak służącą...
- Myślisz że dla służącej dałby się oparzyć? - James spojrzał mi w oczy - Jeśli się obudzi wyjdźcie stąd. Zbyt długo nadużywacie mojej dobroci.
- Jasne. - podszedł do drzwi - Wiesz co? Jesteś zupełni inny niż myśli reszta. Starasz się mi pomóc chociaż nawet cię nie prosiłam. - wyszedł z wielkim trzaskiem, spojrzałam na niewzruszonego Jack'a - Masz zbyt mocny sen.
- Wiem. - zostałam pociągnięta za rękę na poduszkę i przytulona - Nie wykorzystuj tego że jestem na wpół przytomny.
- Gadasz wtedy głupoty? - spytałam zainteresowana - Albo robisz głupoty?
- Nie drażnij mnie. - pocałował mnie w czoło - Daj mi po prostu spać.
- Oj nie, pierwszy raz ja mam jakąś przewagę. - wtuliłam się w niego, im mocniej tym w sercu czułam większe ciepło - Opowiedz mi o sobie.
- Eh... - na włosach poczułam jego oddech - Urodziłem się w Ameryce lecz rok później wyjechaliśmy do Rumunii i tutaj żyję do dziś. Od dziecka ciągnęło mnie do wody lecz dopiero gdy miałem 10 lat zauważyłem że mogę nią kierować, dzięki temu poznałem James'a. Razem staraliśmy się zapanować nad wodą, zżyliśmy się ze sobą. Niestety pewnego razu gdy wyjechaliśmy z moją rodziną nad morze... - przerwał na chwilę i pogłaskał mnie po głowie - ...Moi rodzice zginęli, myślałem że Mary, moja siostra również. Wtedy coś we mnie pękło. Stałem się zimny i wredny, nic mnie nie interesowało. Kiedy już myślałem że jestem zrobiony z lodu i nic tego nie zmieni, pewna osoba z ognistym temperamentem pozwoliła mi dotknąć swojej dłoni. - poczułam jak w moim sercu robi się coraz goręcej - Z każdym następnym dotykiem czułem że wracam do życia. Niestety James miał swoje plany i by cię nie zranić, wyjechałem.
- Jack? - spróbowałam podnieść głowę lecz ją przytrzymał
- Nie miałem zamiaru wracać wiedząc jak to się skończy. Wysłałem wtedy Ben'a, to był cholerny błąd. - poczułam na włosach wodę, on płakał - Idiota zakochał się w tobie i prawie udało mu się ciebie odbić. Na szczęście spotkałem cię w sklepie z ubraniami. Za pierwszym razem nie miałem odwagi na ciebie spojrzeć, zawahałem się i zbiłem doniczkę. Potem znikłaś mi z oczu no więc poszedłem przymierzyć ostatni garnitur. Zszokowałaś mnie tym jak wyglądałaś i tym że znowu wszedłem do twojej przebieralni.
- Trochę sentymentalne... - mruknęłam uśmiechnięta
- Zgadzam się, wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło. Oczywiście chciałem wygrać, unikałem cię jak tylko mogłem. Nadal żałuję że z tobą nie zatańczyłem. Wyglądałaś przepięknie. - usłyszałam jak jego serce głośno bije - Wtedy gdy mnie nie poznałaś, mimo że to było zaplanowane to mnie trochę zraniło.
- Przynajmniej wygrałeś. - warknęłam zdenerwowana - To się chyba liczy?
- Tak... ale i tak nie wykorzystałem wygranej tak jak chciałem. - mruknął podnosząc moją głowę - Teraz nie dam ci taryfy ulgowej. - pocałował mnie namiętnie w usta
Nie czułam się oszołomiona jak przy pocałunku Ben'a, Jack rozpalał we mnie miły i przyjemny płomyk. Położyłam ręce na jego szyi oparł się na rękach i leżał nade mną. Nie chciałam by to się kończyło. Nagle ktoś otworzył drzwi
- Przeszkadzam? - w drzwiach stał Mick a Jack szybko się ode mnie odsunął - James mówił że tu jesteście, obiad gotowy.
- Mick! - zawołałam go speszona - Możesz tego nikomu nie mówić?
- ... - spojrzał zirytowany na Jack'a - Ja nic tutaj nie widziałem.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się spokojna - Nie chcę by ktokolwiek o tym wiedział a w przypadku Ben'a tym bardziej. To złomie mu serce.
- Róbcie to co uznacie za słuszne. - mruknął i wyszedł zostawiając otwarte drzwi
- To co robimy? - spytał znudzony Jack - Jesteśmy razem?
- Dasz mi trochę czasu na zastanowienie się? - poprosiłam odwracając się do niego
- Nie. - znowu mnie pocałował tym razem krótko ale i tak przyjemnie - Bo znowu mi uciekniesz.
Alice poznała prawdę o swoim darze, lecz nie wszystko poszło po jej myśli. W tym momencie, razem z Jackiem musi nauczyć nowych przyjaciół opanowania. Czy Alice i Jack przetrwają wszelkie próby, które napotkają? Dowiesz się tylko czytając następne rozdziały.
piątek, 28 lutego 2014
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział dwudziesty drugi "Pożar"
Przespałam całą noc w pokoju James'a, miał rację mówiąc że nikt tutaj nie wchodzi. Spokój przez jedną noc był taki miły dla mojej obolałej głowy. Wyciągnęłam się na łóżku i usłyszałam prychnięcie od strony kanapy, leżał na niej James
- Spałeś tam? - zrobiło mi się głupio, przeze mnie musiał spać na twardej kanapie
- Ta, tylko mi się tu nie załamuj. Przecież ja cię tu przyniosłem. - zasłonił oczy ramieniem - Lepiej ci?
- Powiesz mi w końcu czemu to zrobiłeś? - uderzyłam ręką w materac - Odpowiedz!
- Muszę zapamiętać by następnym razem gdy zrobię coś dobrego nikt mnie nie zauważył... - wymamrotał i usiadł patrząc na mnie zmęczonym wzrokiem - Więc jeśli chodzi o te ataki... Ile razy je już miałaś?
- O ile dobrze pamiętam to trzy, zaczęły się wtedy gdy Jack kazał mi go zaatakować, - uśmiechnęłam się wrednie - Poczułam nagle taki żar gdzieś głęboko w sercu...
- Atakowałaś... Czyli jest to czego się spodziewałem. - spojrzał na widok za oknem - Pójdę zrobić ci śniadanie, ty w tym czasie siedź tutaj i nie wychodź. Jasne?
- Mam wybór? - położyłam się z powrotem do łóżka a James wyszedł zakluczając drzwi - świetnie.
W tym samym czasie w innej części zamku Jack razem z Ben'en stali przed pokojem Alice. Ben patrzył na Jack'a wściekły a Jack z zimnym spokojem
- Po co tu przyszedłeś? - warknął Ben - Chyba nie chcesz jej przepraszać?
- Nie mam za co, chcę tylko być pewny że tym razem niczego nie zrobisz. - wzruszył luźno ramionami - Poza tym skoro chcesz kogoś przepraszać to powinieneś przepraszać również mnie. To o siostrze naprawdę zabolało, wiesz? - westchnął udając zmartwienie
- Skończ udawać, może Alice udaje ci się nabrać ale ze mną nie pójdzie tak łatwo. - Ben ścisnął pięści opanowując chęć przyłożeniu Jack'owi w twarz - Zejdź z drogi.
- Ja nie udaję. - warknął zirytowany Jack a Ben otworzył drzwi do pokoju Alice - Ojej, pusto?
- Gdzie ją zabrałeś? - wycedził przez usta brunet - Wiem że to twoje wina.
- Ciągle mówisz że to przeze mnie, to przykre! - szatyn okręcił się na pięcie i ruszył do kuchni - Tak mnie to boli że aż nie wytrzymam.
- Dlaczego tacy idioci się rodzą? - zapytał retorycznie Ben i ruszył na poszukiwania Alice - Może poszła pobiegać?
James przygotowując w kuchni śniadanie spotkał Jack'a lekko wkurzonego. Jack wziął z lodówki mleko i płatki z górnej półki po czym nasypał je do miski i zalał mlekiem. Patrzył na James'a znudzony
- Lucy poprosiła byś zrobił jej śniadanie? - spytał zauważając ilość przygotowanego jedzenia - Czy może ukrywasz jakieś dziewczyny w swoim pokoju o których ja nic nie wiem?
- Lucy musiała wyjechać. - rzucił krótko James - A ty nie zgubiłeś czegoś?
- Ta... - przyjrzał się uważniej jego twarzy - Czyżbyś znalazł moją zgubę?
- Skąd takie pytanie? - blondyn odwrócił się do niego z szarmanckim uśmiechem - Ja tylko robię to czego oczekuje ode mnie mój przyjaciel. Tobie też radzę jakiegoś znaleźć.
- Nie potrzebuję przyjaciół. - do kuchni wszedł Matt - Ty i Lilly jeszcze nie wyjechaliście?
- Po co? Nareszcie mogę sobie z wami pogadać bez napięcia w powietrzu. - zaśmiał się brunet i spojrzał poważnie na James'a - Gdzieś ty był w nocy?
- Zwiedzałem zamek, dawno mnie tu nie było. - wstawił wodę i wrzucił do kubka torebkę herbaty
- Przy pokojach dziewczyn? - rzucił krótko na co zainteresowanie Jack'a wzrosło - Powiedz co tam robiłeś i masz spokój.
- A jak tam twoje sprawy z Lilly? - zalał wrzątkiem kubki - Ponoć chodzi cała w skowronkach odkąd rok temu zaczęliście razem chodzić.
- Chodzicie ze sobą? - Jack odłożył miskę do zlewu - Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Interesowałeś się nami przez ostatnie dwa lata? - Matt spojrzał na niego z pretensją w oczach - Wyjechałeś w takich okolicznościach... Wiesz komu było najciężej?
- Z tego co widziałem na balu trzymała się całkiem dobrze. - mruknął zdołowany a do pokoju wbiegł Ben - Czego?
- Co zrobiłeś z Alice?! Nigdzie nie mogę jej znaleźć! - Ben podszedł do niego z zaciśniętymi pięściami - Gadaj!
- Alice zniknęła? - Matt spojrzał zdziwiony na nie wzruszonego Jack'a
- Ja jej nie porwałem. - warknął widząc oskarżycielski wzrok obu brunetów - James pomóż.
- Mnie w to nie mieszaj. - James trzymając tacę z jedzeniem wyszedł z kuchni - Lepiej zostańcie w tej niewiedzy.
James wrócił do pokoju w którym czekała na niego Alice, położył na łóżku tace biorąc jeden talerz z jedzeniem. Wzięłam swój i zaczęłam spokojnie jeść, obserwowałam go a on mnie. W pewnym momencie westchnęłam
- Powiesz mi w końcu o co chodzi z tymi atakami? - poprosiłam grzecznie odkładając pusty talerz na tacę, wzięłam kubek z herbatą - Proszę.
- Więc twój żywioł próbuje cię wykończyć. - wzruszył ramionami odkładając talerz na stolik obok kanapy - Słyszałem o kilku takich przypadkach ale... Twój przypadek jest inny. Zazwyczaj to wychodziło z zewnątrz a twój pożar jest w tobie.
- Mogę to jakoś powstrzymać? - spytałam w nadziei że uda mi się oszukać przeznaczenie - Ja nie chcę umierać.
- Nikt nie chce. - oparł głowę na ręce i wpatrywał się w ziemię - Jednym z wyjść jest zupełne zaprzestanie używania ognia.
- A drugim?
- Drugi jest póki co dla ciebie nie osiągalny. - spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem - Ale twoim jedynym wyjściem jest nie korzystanie z ognia, potrafisz to?
- Chyba tak. No dobra powiedz mi co się dzieje na dole! - spróbowałam się uśmiechnąć i zmienić temat - Ktoś w ogóle zauważył że zniknęłam?
- Nie, tylko Ben się pluje na Jack'a że nie chce powiedzieć gdzie ciebie ukrywa. - uśmiechnął się a od strony drzwi było słychać głośną rozmowę - A oto przychodzą mężczyźni.
- Myślisz że James zauważy że się do niego wkradliśmy? - rozpoznałam głos Ben'a
- Pewnie tak, ale wątpię by to on uprowadził twoją przyszłą żonę. - zaśmiałam się na uwagę Jack'a - Jakby tam była już by się z tego śmiała.
- On cię dobrze zna. - zauważył James
- Czasami się tego boję. - popatrzyłam na drzwi z uśmiechem na ustach
- Muszę pamiętać by następnym razem do obserwowania kogoś dla mnie ważnego wysyłać dziewczyny. - stwierdził Jack - One się przynajmniej nie zakochają w swoich celach.
- Nie narzekaj! Lepsze to niż być zimnokrwisty jak ty! - warknął zły Ben i ktoś zapukał do drzwi - James? Jesteś tam?
- Mam odpowiedzieć? - James spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi, kiwnęłam niepewna głową - Jestem a co?
- Chcieliśmy pogadać! Wiesz jak facet z facetem! - chwila ciszy - I Ben'em!
- Mogą wejść? - kiwnęłam głową uśmiechając się - Wchodźcie!
- Więc jak już tu jesteśmy to... - do pokoju pierwszy wszedł Jack, spojrzał na mnie swoim zimnym spojrzeniem - ...Ben przynieś nam coś mocnego do picia.
- Czemu ja?! - Jack nie pozwolił mu wejść i zamknął drzwi
- Co tu się dzieje? - spojrzał złowrogo na James'a - Miałem nadzieję jej tutaj nie spotkać.
- Alice może ty mu to wytłumaczysz? - poprosił James siadając wygodnie na kanapie - Siadaj Jack, gdzie chcesz.
- Postoję. - warknął spokojnie patrząc mi w oczy - Mów.
- W nocy po tym jak ty i Ben odeszliście, mój żywioł chciał mnie wykończyć. Tak mi to wyjaśnił James. - przykryłam się mocniej kołdrą - Gdyby nie James, mogłabym już być martwa.
- Czy to było to samo nad jeziorem i później gdy spałaś w swoim pokoju przez parę godzin?
- Tak. Nie wiedziałam co się dzieje, wcześniej to się nie działo... - poczułam w sercu kolejny wybuch gorąca - ...O nie. - wymamrotałam uderzając ręką o swoją klatkę piersiową - Nie teraz!
- Alice! - Jack podbiegł do mnie i przejechał swoją ręką po policzku - James co mogę zrobić?!
- To naprawdę jest inny przypadek, nawet nie używała mocy. - James patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami - Obawiam się że długo z nami nie pożyje.
- Nie możemy tak myśleć! - powstrzymał moją rękę przed uderzaniem - Alice słyszysz mnie?
- Jack zostaw mnie. - wymamrotałam a wokół nas pojawił się krąg ognia - Nie chce by coś ci się stało!
- Alice, nic mi nie będzie. - przytulił się do mnie - Posłuchaj, pamiętasz to jak zasnęłaś na kanapie przed telewizorem? - uśmiechnęłam się - Widzę że pamiętasz, teraz przypomnij sobie jak obiecałem ci że obronię cię przed śmiercią. Pamiętasz?
- T..tak... - ogień zaczął się zbliżać do nas usłyszałam obok ucha syknięcie Jack'a - Oparzyłeś się?
- Wszystko dobrze, nie pozwolę by coś ci się stało. - pocałował mnie w czoło - Tylko ty również musisz się postarać. Więc teraz uśmiechnij się i powiedz że zwykły pożar cię nie zrani.
- Zwykły pożar mnie nie zrani. - uśmiechnęłam się i opadłam zmęczona w ramiona Jack'a - Dziękuję.
- Może jednak nasza druga opcja jest możliwa. - stwierdził James i wyszedł zamykając drzwi na klucz - Tylko ty możesz ją uratować Jack!
- Idioto, wiem o tym jak tylko ją zobaczyłem. - warknął przytulając mnie, usnęłam w jego ramionach z uśmiechem na ustach - Dobranoc dziewczynko.
- Spałeś tam? - zrobiło mi się głupio, przeze mnie musiał spać na twardej kanapie
- Ta, tylko mi się tu nie załamuj. Przecież ja cię tu przyniosłem. - zasłonił oczy ramieniem - Lepiej ci?
- Powiesz mi w końcu czemu to zrobiłeś? - uderzyłam ręką w materac - Odpowiedz!
- Muszę zapamiętać by następnym razem gdy zrobię coś dobrego nikt mnie nie zauważył... - wymamrotał i usiadł patrząc na mnie zmęczonym wzrokiem - Więc jeśli chodzi o te ataki... Ile razy je już miałaś?
- O ile dobrze pamiętam to trzy, zaczęły się wtedy gdy Jack kazał mi go zaatakować, - uśmiechnęłam się wrednie - Poczułam nagle taki żar gdzieś głęboko w sercu...
- Atakowałaś... Czyli jest to czego się spodziewałem. - spojrzał na widok za oknem - Pójdę zrobić ci śniadanie, ty w tym czasie siedź tutaj i nie wychodź. Jasne?
- Mam wybór? - położyłam się z powrotem do łóżka a James wyszedł zakluczając drzwi - świetnie.
W tym samym czasie w innej części zamku Jack razem z Ben'en stali przed pokojem Alice. Ben patrzył na Jack'a wściekły a Jack z zimnym spokojem
- Po co tu przyszedłeś? - warknął Ben - Chyba nie chcesz jej przepraszać?
- Nie mam za co, chcę tylko być pewny że tym razem niczego nie zrobisz. - wzruszył luźno ramionami - Poza tym skoro chcesz kogoś przepraszać to powinieneś przepraszać również mnie. To o siostrze naprawdę zabolało, wiesz? - westchnął udając zmartwienie
- Skończ udawać, może Alice udaje ci się nabrać ale ze mną nie pójdzie tak łatwo. - Ben ścisnął pięści opanowując chęć przyłożeniu Jack'owi w twarz - Zejdź z drogi.
- Ja nie udaję. - warknął zirytowany Jack a Ben otworzył drzwi do pokoju Alice - Ojej, pusto?
- Gdzie ją zabrałeś? - wycedził przez usta brunet - Wiem że to twoje wina.
- Ciągle mówisz że to przeze mnie, to przykre! - szatyn okręcił się na pięcie i ruszył do kuchni - Tak mnie to boli że aż nie wytrzymam.
- Dlaczego tacy idioci się rodzą? - zapytał retorycznie Ben i ruszył na poszukiwania Alice - Może poszła pobiegać?
James przygotowując w kuchni śniadanie spotkał Jack'a lekko wkurzonego. Jack wziął z lodówki mleko i płatki z górnej półki po czym nasypał je do miski i zalał mlekiem. Patrzył na James'a znudzony
- Lucy poprosiła byś zrobił jej śniadanie? - spytał zauważając ilość przygotowanego jedzenia - Czy może ukrywasz jakieś dziewczyny w swoim pokoju o których ja nic nie wiem?
- Lucy musiała wyjechać. - rzucił krótko James - A ty nie zgubiłeś czegoś?
- Ta... - przyjrzał się uważniej jego twarzy - Czyżbyś znalazł moją zgubę?
- Skąd takie pytanie? - blondyn odwrócił się do niego z szarmanckim uśmiechem - Ja tylko robię to czego oczekuje ode mnie mój przyjaciel. Tobie też radzę jakiegoś znaleźć.
- Nie potrzebuję przyjaciół. - do kuchni wszedł Matt - Ty i Lilly jeszcze nie wyjechaliście?
- Po co? Nareszcie mogę sobie z wami pogadać bez napięcia w powietrzu. - zaśmiał się brunet i spojrzał poważnie na James'a - Gdzieś ty był w nocy?
- Zwiedzałem zamek, dawno mnie tu nie było. - wstawił wodę i wrzucił do kubka torebkę herbaty
- Przy pokojach dziewczyn? - rzucił krótko na co zainteresowanie Jack'a wzrosło - Powiedz co tam robiłeś i masz spokój.
- A jak tam twoje sprawy z Lilly? - zalał wrzątkiem kubki - Ponoć chodzi cała w skowronkach odkąd rok temu zaczęliście razem chodzić.
- Chodzicie ze sobą? - Jack odłożył miskę do zlewu - Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Interesowałeś się nami przez ostatnie dwa lata? - Matt spojrzał na niego z pretensją w oczach - Wyjechałeś w takich okolicznościach... Wiesz komu było najciężej?
- Z tego co widziałem na balu trzymała się całkiem dobrze. - mruknął zdołowany a do pokoju wbiegł Ben - Czego?
- Co zrobiłeś z Alice?! Nigdzie nie mogę jej znaleźć! - Ben podszedł do niego z zaciśniętymi pięściami - Gadaj!
- Alice zniknęła? - Matt spojrzał zdziwiony na nie wzruszonego Jack'a
- Ja jej nie porwałem. - warknął widząc oskarżycielski wzrok obu brunetów - James pomóż.
- Mnie w to nie mieszaj. - James trzymając tacę z jedzeniem wyszedł z kuchni - Lepiej zostańcie w tej niewiedzy.
James wrócił do pokoju w którym czekała na niego Alice, położył na łóżku tace biorąc jeden talerz z jedzeniem. Wzięłam swój i zaczęłam spokojnie jeść, obserwowałam go a on mnie. W pewnym momencie westchnęłam
- Powiesz mi w końcu o co chodzi z tymi atakami? - poprosiłam grzecznie odkładając pusty talerz na tacę, wzięłam kubek z herbatą - Proszę.
- Więc twój żywioł próbuje cię wykończyć. - wzruszył ramionami odkładając talerz na stolik obok kanapy - Słyszałem o kilku takich przypadkach ale... Twój przypadek jest inny. Zazwyczaj to wychodziło z zewnątrz a twój pożar jest w tobie.
- Mogę to jakoś powstrzymać? - spytałam w nadziei że uda mi się oszukać przeznaczenie - Ja nie chcę umierać.
- Nikt nie chce. - oparł głowę na ręce i wpatrywał się w ziemię - Jednym z wyjść jest zupełne zaprzestanie używania ognia.
- A drugim?
- Drugi jest póki co dla ciebie nie osiągalny. - spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem - Ale twoim jedynym wyjściem jest nie korzystanie z ognia, potrafisz to?
- Chyba tak. No dobra powiedz mi co się dzieje na dole! - spróbowałam się uśmiechnąć i zmienić temat - Ktoś w ogóle zauważył że zniknęłam?
- Nie, tylko Ben się pluje na Jack'a że nie chce powiedzieć gdzie ciebie ukrywa. - uśmiechnął się a od strony drzwi było słychać głośną rozmowę - A oto przychodzą mężczyźni.
- Myślisz że James zauważy że się do niego wkradliśmy? - rozpoznałam głos Ben'a
- Pewnie tak, ale wątpię by to on uprowadził twoją przyszłą żonę. - zaśmiałam się na uwagę Jack'a - Jakby tam była już by się z tego śmiała.
- On cię dobrze zna. - zauważył James
- Czasami się tego boję. - popatrzyłam na drzwi z uśmiechem na ustach
- Muszę pamiętać by następnym razem do obserwowania kogoś dla mnie ważnego wysyłać dziewczyny. - stwierdził Jack - One się przynajmniej nie zakochają w swoich celach.
- Nie narzekaj! Lepsze to niż być zimnokrwisty jak ty! - warknął zły Ben i ktoś zapukał do drzwi - James? Jesteś tam?
- Mam odpowiedzieć? - James spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi, kiwnęłam niepewna głową - Jestem a co?
- Chcieliśmy pogadać! Wiesz jak facet z facetem! - chwila ciszy - I Ben'em!
- Mogą wejść? - kiwnęłam głową uśmiechając się - Wchodźcie!
- Więc jak już tu jesteśmy to... - do pokoju pierwszy wszedł Jack, spojrzał na mnie swoim zimnym spojrzeniem - ...Ben przynieś nam coś mocnego do picia.
- Czemu ja?! - Jack nie pozwolił mu wejść i zamknął drzwi
- Co tu się dzieje? - spojrzał złowrogo na James'a - Miałem nadzieję jej tutaj nie spotkać.
- Alice może ty mu to wytłumaczysz? - poprosił James siadając wygodnie na kanapie - Siadaj Jack, gdzie chcesz.
- Postoję. - warknął spokojnie patrząc mi w oczy - Mów.
- W nocy po tym jak ty i Ben odeszliście, mój żywioł chciał mnie wykończyć. Tak mi to wyjaśnił James. - przykryłam się mocniej kołdrą - Gdyby nie James, mogłabym już być martwa.
- Czy to było to samo nad jeziorem i później gdy spałaś w swoim pokoju przez parę godzin?
- Tak. Nie wiedziałam co się dzieje, wcześniej to się nie działo... - poczułam w sercu kolejny wybuch gorąca - ...O nie. - wymamrotałam uderzając ręką o swoją klatkę piersiową - Nie teraz!
- Alice! - Jack podbiegł do mnie i przejechał swoją ręką po policzku - James co mogę zrobić?!
- To naprawdę jest inny przypadek, nawet nie używała mocy. - James patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami - Obawiam się że długo z nami nie pożyje.
- Nie możemy tak myśleć! - powstrzymał moją rękę przed uderzaniem - Alice słyszysz mnie?
- Jack zostaw mnie. - wymamrotałam a wokół nas pojawił się krąg ognia - Nie chce by coś ci się stało!
- Alice, nic mi nie będzie. - przytulił się do mnie - Posłuchaj, pamiętasz to jak zasnęłaś na kanapie przed telewizorem? - uśmiechnęłam się - Widzę że pamiętasz, teraz przypomnij sobie jak obiecałem ci że obronię cię przed śmiercią. Pamiętasz?
- T..tak... - ogień zaczął się zbliżać do nas usłyszałam obok ucha syknięcie Jack'a - Oparzyłeś się?
- Wszystko dobrze, nie pozwolę by coś ci się stało. - pocałował mnie w czoło - Tylko ty również musisz się postarać. Więc teraz uśmiechnij się i powiedz że zwykły pożar cię nie zrani.
- Zwykły pożar mnie nie zrani. - uśmiechnęłam się i opadłam zmęczona w ramiona Jack'a - Dziękuję.
- Może jednak nasza druga opcja jest możliwa. - stwierdził James i wyszedł zamykając drzwi na klucz - Tylko ty możesz ją uratować Jack!
- Idioto, wiem o tym jak tylko ją zobaczyłem. - warknął przytulając mnie, usnęłam w jego ramionach z uśmiechem na ustach - Dobranoc dziewczynko.
wtorek, 18 lutego 2014
Rozdział dwudziesty pierwszy + wyjaśnienie
Wyjaśnienie.
Więc chodzi o to że od czasu gdy minęły te dwa lata można się lekko pogubić, to wam teraz wszystko wyjaśnię (może nie zbyt dobrze ale zawsze). Alice nie potrafi pływać gdyż jej żywiołem jest ogień, totalne przeciwieństwo wody. Niestety ona o tym zapomina albo ktoś ją wrzuca (Mam w planach parę wpadek XD). Następnie można zobaczyć że jej sny są różne. Chodzi o to że raz są dobre a raz nie, więc to mówi czy stanie się coś dobrego lub złego. Lilią wodną można na przykład nazwać **** ale i tak ten kwiat zostanie wykorzystany inaczej! Nie, nie zdradzę wam imienia XD. Później można zobaczyć iż Jack zaczął się zadawać z dużą ilością kobiet, miało to pokazać jak bardzo się zmienił przez te dwa lata. Później jeśli chodzi o wpadkę w przebieralni (Musiałam ją dać! Inaczej nie mogłabym żyć!) chodziło o to by przypomnieć co ich łączyło (yyyy... A co ich łączyło?). Następnie (jeszcze coś jest do nie zrozumienia?!) jeśli by chodziło o siostrę Jack'a... On przez większość swojego życia myślał że ją zabił, a tu BUM! ona żyje XD (Aiko troll) Dlatego ten był taki zdziwiony, plus ona go nie pamięta i to go boli ;_; Jeśli zaś idzie o te ataki u Alice... To się później wyjaśni, ale przypomnę że według tego co powiedział Mick został jej rok życia. No a teraz póki się tak odzywam (zawsze tak będę robić gdy coś będzie niejasne więc proszę pisać co jest nie jasne >,<) to proszę byście rozgłaszali mój blog jak... (oleje tą metaforę bo jest beznadziejna XD) Tylko gdyby co proszę nie zadawać pytań co będzie w przyszłości bo ja sama nie wiem ;_;. Dziękuję za przeczytanie tego tekstu który i tak jest bez sensu i zapraszam na czytanie jeszcze bardziej bez sensownego opowiadania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedziałam razem z Jack'iem na moim łóżku, wiedziałam co on teraz czuje. Jego siostra żyła ale go nie pamiętała i to go załamało, zrobiło mi się go naprawdę żal. Pogłaskałam go delikatnie po głowie a do drzwi ktoś zapukał. Jack spał więc nie mogłam się ruszyć
- Proszę. - szepnęłam w nadziei że to nie obudzi Jack'a ale gość za drzwiami usłyszy - Można wejść.
- Alice? - do pokoju wszedł Ben, spojrzał na Jack'a z pogardą a po chwili na mnie - Już po północy. Zostaw go, miałaś mi powiedzieć.
- Ben, ja nie mogę... - widziałam w jego oczach zdenerwowanie - Nie mogę go zostawić samego.
- Ponoć ma siostrę w Anglii, niech ona się nim opiekuje! - warknął podnosząc głos
- Ona go nie pamięta. - mruknęłam spoglądając na Jack'a - Większość życia był przekonany że zabił ją, a tu się okazuje że ona żyje. Do tego go nie pamięta. Czy ty byś miał odwagę do niej pojechać? Spojrzeć jej w oczy?
- To mnie nie obchodzi, mi się to nie przytrafiło. W ogóle znam swoich rodziców. - rzucił krótko bez uczuć, spojrzałam na niego oskarżycielsko - Czego? On tylko się tobą bawi! Jesteś idiotką bo mu się dajesz! A ja jestem większym idiotą...
- Dlaczego? - czułam do niego wstręt za te okrutne słowa, nie miał rodziny więc nie znał tego bólu po ich stracie. Tym bardziej nie miał prawa by twierdzić że się mną bawi
- Bo się w tobie zakochałem... - wzruszył ramionami i spojrzał na mnie smutno - Nie dziw się że czuję się zazdrosny jak on może sobie leżeć na twoich kolanach, a ja kiedy chcę się przytulić zostaję wepchnięty do wody.
- Byłeś cały mokry. - zaśmiałam się na tamto wspomnienie a trzymana przez Jack'a ręka została mocniej ściśnięta - Nie śpisz...
- Nie. - podniósł się siadając na łóżku i spojrzał na Ben'a zimnym wzrokiem - Skoro się w niej zakochałeś to powiedz mi czego ona się boi?
- Skąd mam wiedzieć? - warknął zły Ben patrząc na poważne oczy Jack'a - A ty niby wiesz?
- Ona boi się stracenia kontroli nad żywiołem. - spojrzałam na niego zdziwiona - Zgadza się, Alice?
- Skąd ty to wiesz? - wymamrotałam zdziwiona
- Mam rację. - wstał z łóżka nie puszczając mojej dłoni - Jeśli chcesz się ze mną mierzyć, dogoń mnie.
Jack wyszedł a krótko po nim Ben, czułam się dziwnie. Wiedziałam że Ben jest wobec mnie poważny i byłam prawie pewna że coś zaczynam do niego czuć ale, słowa Jack'a wytrąciły mnie z równowagi. Poczułam jak wokół mnie pojawia się płomień, żar w sercu powrócił. Uderzyłam pięścią o pościel z nadzieją że to minie, niestety to była złudna nadzieja. Nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie ale czułam że nie jestem sama w pokoju, ktoś mnie obserwował. Próbowałam podnieść głowę by przyjrzeć się jego twarzy ale ból był tak silny że wyczerpałam wszystkie siły i opadłam na łóżko. Starałam się nie zasnąć w obawie że wszystko spalę, mimo treningu ogień panował nade mną. Zamknęłam oczy by oszczędzić energię. Nie wiem ile tak leżałam, czekałam tylko aż ból minie. W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie podnosi i gdzieś niesie, otworzyłam oczy i spojrzałam na mojego obrońcę. To był James.
- Zostaw mnie. - rozkazałam na wpół przytomna - Nie ufam ci.
- Potrzebujesz pomocy, nie zaprzeczaj i pozwól sobie pomóc. - odpowiadał spokojnie i nie wiem czemu czułam że w tym momencie mogę mu zaufać
- Gdzie mnie zabierasz? - wymamrotałam
- Tam gdzie jest możliwa pomoc, często ci się to zdarza? - dotknął mojego czoła - Masz gorączkę.
- Od wczoraj to już trzeci raz. - przypomniałam sobie że Jack nie mógł mi sprawdzić ręką temperatury - Skąd wiesz że mam gorączkę?
- I tak zapomnisz tego co ci odpowiem, albo nie uwierzysz. - jak przez mgłę zobaczyłam uśmiech na jego twarzy - Przepraszam za włosy, Lucy bywa nieprzewidywalna.
- Nie rozumiem cię. - rzuciłam krótko - Po czyjej jesteś stronie?
- Nawet ja tego nie wiem. Mam cel i dążę do niego. - poczułam że wchodzimy po schodach - Gdyby nie to że tamta dwójka się pokłóciła teraz by tu się pewnie pałętali.
- Czemu oni się tak nienawidzą?
- Wiem tylko tyle że Ben tu został wysłany przez Jack'a ale po co to już nie mogę powiedzieć. - zaśmiał się i odłożył mnie na czymś miękkim - Póki co nie możesz się stąd ruszać, myśleć o niczym poważnym a najważniejsze, nie używaj mocy jeśli nie chcesz atakować.
- Nigdy tu nie byłam. - zignorowałam jego ostrzeżenie i rozglądałam się po pomieszczeniu zmęczona - Nadal jesteśmy z zamku?
- Tak, w mojej komnacie gdzie nikt nie zagląda. - podszedł do drzwi - Mieszkałem tu przez pewien czas więc... Jeśli poczujesz się senna śpij, ja w odróżnieniu od tamtej dwójki nic ci nie zrobię.
- Jesteś naprawdę miły. - spojrzałam na niego zdziwiona
- W obawie przed tym kazałem ci nigdy nie być samej. - otworzył drzwi i wyszedł zakluczając je
- I zostałam sama... - mruknęłam zdołowana - Czyli mam nie myśleć o niczym poważnym, a gdybym pomyślała o...
- Nie! - zza drzwi usłyszałam głos James'a
- Kurde... - warknęłam
Zostałam zamknięta w pokoju James'a, nie wiedziałam na jak długo ale byłam pewna że nic mi się tu nie stanie. Poczułam się senna i opadłam na poduszki. Byłam tak zmęczona że nie miałam siły nad niczym myśleć tak jak mi radził James i zasnęłam.
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział dwudziesty "Służąca"
Po szokujących wiadomościach ze strony Mick'a wszyscy wróciliśmy do pokoi, niestety na mnie czekało odprowadzenie Jack'a. Przegrałam zakład dlatego teraz muszę słuchać jego rozkazów, na moje nieszczęście wiadomość o żyjącej siostrze nie zmieniła jego wrednego usposobienia
- Jeśli nie masz do mnie żadnej roboty to pójdę spać. - po odprowadzeniu go odwróciłam się i ruszyłam w stronę pokoju Ben'a - Ale jeszcze coś załatwię.
- Nie pozwalam. Służąca powinna być przy swoim panu cały czas. - odwróciłam się i spojrzałam na niego przerażona - Chyba nie myślałaś że tak po prostu cię puszczę?
- Jesteś diabłem wcielonym. - warknęłam i weszłam do jego pokoju - To w czym mam ci pomóc?
- Pilnuj mnie. - zamknął za sobą drzwi i wszedł do łazienki - Wiem że cię to korci ale nie podglądaj.
- To ty sobie upatrzyłeś wchodzenie do damskich przebieralni! - zrobiłam się cała czerwona na twarzy - Poza tym, sam potrafisz się pilnować więc bym mogła sobie iść.
Nic mi nie odpowiedziało więc podeszłam do drzwi, spojrzałam na drzwi od łazienki. Jestem taka głupia. Usiadłam na krześle obok drzwi, godzina była już późna więc szybko zasnęłam. Obudziłam się w łóżku ale nie w swoim pokoju. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła, obok mnie spał Jack. Wyglądał tak słodko, zaczęłam się w niego przyglądać
- Wolno patrzeć ale nie konsumować. - stwierdził z zamkniętymi oczami Jack
- Ja wcale na ciebie nie patrzyłam. - odwróciłam głowę i spojrzałam przez okno
- Nie, wcale. - wstał i ziewnął - Dzisiaj masz być cały dzień przy mnie, o północy moja wygrana wygasa. Jasne?
- Im szybciej tym lepiej. - mruknęłam zła i wstałam patrząc na niego - Ale będę musiała z kimś porozmawiać na osobności.
- Z kim? - spojrzał na mnie kątem oka
- Ben'em... - mruknęłam najciszej jak tylko mogłam, nie chciałam by wiedział dlaczego muszę z nim porozmawiać - Sprawa osobista.
- Nie pozwalam ci rozmawiać z Ben'em. - zdjął bluzkę i rzucił ją we mnie - Wrzuć do pralki, potem ją ładnie przy mnie wyprasujesz, złożysz i i ładnie ułożysz na łóżku. Zrozumiałaś, czy mam coś powtórzyć?
- Jak to nie pozwalasz mi z nim porozmawiać? - poczułam jak robi mi się strasznie gorąco
- Po północy. - wziął bluzę z szafy i wszedł do łazienki - Po północy jesteś wolna.
Spojrzałam zirytowana przez okno, byłam pewna że nic już do niego nie czuję. Okropnie się zmienił w ciągu tych dwóch lat, nigdy nie myślałam że takiego go poznam. Drzwi do łazienki otworzyły się a w nich stał Jack przebrany w dres. Patrzyłam na niego zdziwiona
- Czemu się tak ubrałeś? - wskazałam na niego palcem
- Biegasz, no nie? Więc jako twój pan nie mogę cię zaniedbać. - uśmiechnął się i zabrał butelkę wody ze stolika - Idziemy do ciebie, chyba nie chcesz biegać w sukience?
- Czyli zostawisz mnie bym się mogła przebrać? Czuję się zaszczycona! - wyszłam zdenerwowana z jego pokoju - Idiota jeden!
- Alice? - za sobą usłyszałam głos Ben'a - Co robiłaś u Jack'a w pokoju? Całą noc?
- B... - odwróciłam się do niego, niestety moje usta zostały zasłonięte przez Jack'a
- To moja służąca i spędziła ze mną całą noc w łóżku. - powiedział wrednie Jack - I dzisiaj nawet nie marz o rozmowie z nią, ona jest cała moja. - patrzyłam na niego oszołomiona - Idziesz się przebrać czy mam ci pomóc?
- Przepraszam. - wyszeptałam i pobiegłam do swojego pokoju - Naprawdę muszę ci o tym później powiedzieć.
Poszłam pod prysznic, założyłam dres i weszłam do pokoju. Jack stał przede mną i lustrował mnie wzrokiem
- Puka się. - warknęłam zła
- Ja nie muszę. - uśmiechnął się i wyszedł - Pokażesz mi dzisiaj czego się nauczyłaś. To rozkaz.
Pobiegliśmy nad jezioro w lesie, Jack patrzył na nie nieobecnym wzrokiem. Usiadłam się zmęczona na trawie i odetchnęłam. To było miejsce gdzie Ben wpadł do wody, zaczęłam się śmiać
- Co cię tak śmieszy? - Jack usiadł obok mnie - Też chcę się pośmiać.
- Ostatnio jak biegałam tutaj z Ben'em, on wpadł do wody. - spojrzałam na niego z uśmiechem - A gdy wróciłam do domu żalił się Mick'owi, ha ha ha!
- Fajnie. - uśmiechnął się po czym spojrzał na wodę - Ja mam stąd inne wspomnienia.
- Tak? Jakie? - zaciekawiłam się
- Dwa lata temu była tu dziewczyna, moczyła sobie nogi. A przez to że ją znałem no to połaskotałem ją. - zaśmiał się - Byłem pod wodą i mnie nie widziała... Tęskniłem za nią.
- Jack. - przypomniałam sobie jak dwa lata temu moczyłam sobie tutaj nogi, jak ktoś mnie uratował - To byłeś ty! To ciebie widziałam w wodzie! Wiedziałam że to ty mnie uratowałeś! Tylko, dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz jak to jest gdy komuś ufasz a po dwóch latach ta osoba się całkowicie zmienia?!
- To wszystko? - warknął i podszedł do jeziora - Nauczyłaś się już pływać?
- Nie odzywaj się do mnie. - wstałam i odwróciłam się do niego tyłem - Wracam do zamku.
- Miałaś być ze mną cały dzień. - przede mną stanęła ściana wody - Nie puszczę cię tak łatwo, po dwóch latach mogę cię drażnić bez żadnych konsekwencji.
- Nie drażnij mnie lepiej. - spojrzałam na niego zirytowana po czym się uśmiechnęłam złośliwie - Czyli jeśli będę ci usługiwać cały dzień puścisz? - kiwnął zamyślony głową - To jakie jest twoje pierwsze życzenie?
- Pokaż czego się nauczyłaś. - uśmiechnął się i kiwnął palcem - Zaatakuj mnie.
- Nie mogę. - mruknęłam zła - Jestem ochroną, chcę chronić ludzi ważnych dla mnie.
- Ja się do nich nie zaliczam więc atakuj. Raz nic się nie stanie. - wzruszył ramionami - Wiem że chcesz mi przyłożyć. Ulżyj sobie.
- Sam się prosisz. - uśmiechnęłam się i skierowałam na niego palcem - To będzie słodka zemsta.
Z mojego palca w jego stronę strzelił mały płomyczek, Jack zatrzymał go gołą ręką. Spojrzał na mnie zawiedziona u gdy już miał coś powiedzieć wielki wybuch odrzucił go na parę metrów w tył, wylądował w jeziorze. Ulżyło mi kiedy wyszedł z wody, tylko że w sercu poczułam dziwny żar. Straciłam na chwilę oddech i opadłam na kolana. Jack podbiegł do mnie przerażony
- Nic ci nie jest? - spytał poważny dotykając mojego czoła - Nienawidzę tego że jesteś ciepła, nie mogę sprawdzić czy masz gorączkę! Często ci się to zdarza?
- Tak... - skłamałam łapiąc oddech - Już jest dobrze. I co, zadowolony z moich postępów?
- Nie strasz mnie. - odetchnął z ulgą i usiadł zmęczony - Dobrze że ja cię nie uczyłem, to mi wystarczy. Wracajmy.
Wróciliśmy do zamku około 12, cały czas czułam na sobie wzrok. Doskonale wiedziałam że należy on do Ben'a, obawiałam się co Jack mu powiedział gdy poszłam rano do swojego pokoju. Nie miałam wyboru tylko czekać do północy. Miałam jeszcze jedno zmartwienie na głowie, to co poczułam nad jeziorem. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Minnie
- Gdzie się szwendacie? Ben się o ciebie martwił. - powiedziała patrząc mi w oczy i wskazując palcem na ukrytego w krzakach bruneta - Poza tym co robiłaś z nim?
- Nic takiego, chciał zobaczyć ile nauczył mnie twój ojciec. - uśmiechnęłam się sztucznie
- A on wie że Ben ci niedawno malinkę na szyi zostawił? - poczułam że robię się czerwona na to wspomnienie i odruchowo spojrzałam na nie wzruszonego Jack'a - I to jak pocałował cię pierwszej nocy gdy zdjęłaś mu kaptur, czekaj on strasznie często cię całuje. - skierowała się do Jack'a - Ciebie to nie peszy?
- Wcale. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek - Teraz to ona jest moja.
- Przestań! - odsunęłam się od niego i uderzyłam go w policzek - Nie wykorzystuj mojej przegranej!
- Gdy weźmiesz prysznic przyjdź do czytelni, będę tam czekał. - Jack spochmurniał i odszedł od nas
Zirytowana wróciłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam się bawić ogniem przelatującym mi przez palce. Znowu poczułam dziwny żar w sercu, opadłam na łóżko i zemdlałam. Śnił mi się moment w którym spaliłam mojego ojca, jak nie potrafiłam panować nad żywiołem. Tym razem było tak samo. Siedziałam bezpieczna pod kocem a on się palił, zobaczyłam jak odwraca się w stronę mojej młodszej wersji i otworzył usta by coś powiedzieć
- Nigdy nie będziesz wolna od swojej przeszłości. - wymamrotał i upadł
Serce zaczęło mi szybciej bić i się obudziłam. Siedziałam cała zalana potem a obok mnie siedział zdziwiony Jack, rękę miał zamoczoną w wodzie razem z jakimś materiałem.
- Zmartwiłem się bo długo nie przychodziłaś. - przytulił się do mnie - Gdy przyszedłem, majaczyłaś przez sen i się pociłaś. Sin przyniosła materiał i ocierałem ci czoło z nadzieją że się obudzisz. Ale powiedz mi co się stało?
- Nic wielkiego, to tylko lekka choroba... - patrzyłam na niego zdziwiona - Przeziębiłam się.
- To nie wygląda na zwykłe przeziębienie. - popatrzył mi w oczy poważny - Przez ciebie straciłem cały dzień.
- Która godzina? - rozejrzałam się w poszukiwaniu zegara
- Za pięć minut północ. - mruknął zdołowany - A teraz pozwól mi tutaj poleżeć. - położył głowę na moich kolanach i kazał się głaskać - O północy będziesz mogła mnie zrzucić.
- Niczego gorszego nie zrobisz? - zaczęłam doszukiwać się haczyka
- Potrzebuję teraz twojego ciepła. - chwycił moją dłoń i się do niej przytulił - Niczego więcej.
- To przez twoją siostrę? - poczułam na dłoni coś mokrego - Jack czy ty...? - przytuliłam go a zegar wybił północ - Nie martw się, jestem przy tobie.
- Jeśli nie masz do mnie żadnej roboty to pójdę spać. - po odprowadzeniu go odwróciłam się i ruszyłam w stronę pokoju Ben'a - Ale jeszcze coś załatwię.
- Nie pozwalam. Służąca powinna być przy swoim panu cały czas. - odwróciłam się i spojrzałam na niego przerażona - Chyba nie myślałaś że tak po prostu cię puszczę?
- Jesteś diabłem wcielonym. - warknęłam i weszłam do jego pokoju - To w czym mam ci pomóc?
- Pilnuj mnie. - zamknął za sobą drzwi i wszedł do łazienki - Wiem że cię to korci ale nie podglądaj.
- To ty sobie upatrzyłeś wchodzenie do damskich przebieralni! - zrobiłam się cała czerwona na twarzy - Poza tym, sam potrafisz się pilnować więc bym mogła sobie iść.
Nic mi nie odpowiedziało więc podeszłam do drzwi, spojrzałam na drzwi od łazienki. Jestem taka głupia. Usiadłam na krześle obok drzwi, godzina była już późna więc szybko zasnęłam. Obudziłam się w łóżku ale nie w swoim pokoju. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła, obok mnie spał Jack. Wyglądał tak słodko, zaczęłam się w niego przyglądać
- Wolno patrzeć ale nie konsumować. - stwierdził z zamkniętymi oczami Jack
- Ja wcale na ciebie nie patrzyłam. - odwróciłam głowę i spojrzałam przez okno
- Nie, wcale. - wstał i ziewnął - Dzisiaj masz być cały dzień przy mnie, o północy moja wygrana wygasa. Jasne?
- Im szybciej tym lepiej. - mruknęłam zła i wstałam patrząc na niego - Ale będę musiała z kimś porozmawiać na osobności.
- Z kim? - spojrzał na mnie kątem oka
- Ben'em... - mruknęłam najciszej jak tylko mogłam, nie chciałam by wiedział dlaczego muszę z nim porozmawiać - Sprawa osobista.
- Nie pozwalam ci rozmawiać z Ben'em. - zdjął bluzkę i rzucił ją we mnie - Wrzuć do pralki, potem ją ładnie przy mnie wyprasujesz, złożysz i i ładnie ułożysz na łóżku. Zrozumiałaś, czy mam coś powtórzyć?
- Jak to nie pozwalasz mi z nim porozmawiać? - poczułam jak robi mi się strasznie gorąco
- Po północy. - wziął bluzę z szafy i wszedł do łazienki - Po północy jesteś wolna.
Spojrzałam zirytowana przez okno, byłam pewna że nic już do niego nie czuję. Okropnie się zmienił w ciągu tych dwóch lat, nigdy nie myślałam że takiego go poznam. Drzwi do łazienki otworzyły się a w nich stał Jack przebrany w dres. Patrzyłam na niego zdziwiona
- Czemu się tak ubrałeś? - wskazałam na niego palcem
- Biegasz, no nie? Więc jako twój pan nie mogę cię zaniedbać. - uśmiechnął się i zabrał butelkę wody ze stolika - Idziemy do ciebie, chyba nie chcesz biegać w sukience?
- Czyli zostawisz mnie bym się mogła przebrać? Czuję się zaszczycona! - wyszłam zdenerwowana z jego pokoju - Idiota jeden!
- Alice? - za sobą usłyszałam głos Ben'a - Co robiłaś u Jack'a w pokoju? Całą noc?
- B... - odwróciłam się do niego, niestety moje usta zostały zasłonięte przez Jack'a
- To moja służąca i spędziła ze mną całą noc w łóżku. - powiedział wrednie Jack - I dzisiaj nawet nie marz o rozmowie z nią, ona jest cała moja. - patrzyłam na niego oszołomiona - Idziesz się przebrać czy mam ci pomóc?
- Przepraszam. - wyszeptałam i pobiegłam do swojego pokoju - Naprawdę muszę ci o tym później powiedzieć.
Poszłam pod prysznic, założyłam dres i weszłam do pokoju. Jack stał przede mną i lustrował mnie wzrokiem
- Puka się. - warknęłam zła
- Ja nie muszę. - uśmiechnął się i wyszedł - Pokażesz mi dzisiaj czego się nauczyłaś. To rozkaz.
Pobiegliśmy nad jezioro w lesie, Jack patrzył na nie nieobecnym wzrokiem. Usiadłam się zmęczona na trawie i odetchnęłam. To było miejsce gdzie Ben wpadł do wody, zaczęłam się śmiać
- Co cię tak śmieszy? - Jack usiadł obok mnie - Też chcę się pośmiać.
- Ostatnio jak biegałam tutaj z Ben'em, on wpadł do wody. - spojrzałam na niego z uśmiechem - A gdy wróciłam do domu żalił się Mick'owi, ha ha ha!
- Fajnie. - uśmiechnął się po czym spojrzał na wodę - Ja mam stąd inne wspomnienia.
- Tak? Jakie? - zaciekawiłam się
- Dwa lata temu była tu dziewczyna, moczyła sobie nogi. A przez to że ją znałem no to połaskotałem ją. - zaśmiał się - Byłem pod wodą i mnie nie widziała... Tęskniłem za nią.
- Jack. - przypomniałam sobie jak dwa lata temu moczyłam sobie tutaj nogi, jak ktoś mnie uratował - To byłeś ty! To ciebie widziałam w wodzie! Wiedziałam że to ty mnie uratowałeś! Tylko, dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz jak to jest gdy komuś ufasz a po dwóch latach ta osoba się całkowicie zmienia?!
- To wszystko? - warknął i podszedł do jeziora - Nauczyłaś się już pływać?
- Nie odzywaj się do mnie. - wstałam i odwróciłam się do niego tyłem - Wracam do zamku.
- Miałaś być ze mną cały dzień. - przede mną stanęła ściana wody - Nie puszczę cię tak łatwo, po dwóch latach mogę cię drażnić bez żadnych konsekwencji.
- Nie drażnij mnie lepiej. - spojrzałam na niego zirytowana po czym się uśmiechnęłam złośliwie - Czyli jeśli będę ci usługiwać cały dzień puścisz? - kiwnął zamyślony głową - To jakie jest twoje pierwsze życzenie?
- Pokaż czego się nauczyłaś. - uśmiechnął się i kiwnął palcem - Zaatakuj mnie.
- Nie mogę. - mruknęłam zła - Jestem ochroną, chcę chronić ludzi ważnych dla mnie.
- Ja się do nich nie zaliczam więc atakuj. Raz nic się nie stanie. - wzruszył ramionami - Wiem że chcesz mi przyłożyć. Ulżyj sobie.
- Sam się prosisz. - uśmiechnęłam się i skierowałam na niego palcem - To będzie słodka zemsta.
Z mojego palca w jego stronę strzelił mały płomyczek, Jack zatrzymał go gołą ręką. Spojrzał na mnie zawiedziona u gdy już miał coś powiedzieć wielki wybuch odrzucił go na parę metrów w tył, wylądował w jeziorze. Ulżyło mi kiedy wyszedł z wody, tylko że w sercu poczułam dziwny żar. Straciłam na chwilę oddech i opadłam na kolana. Jack podbiegł do mnie przerażony
- Nic ci nie jest? - spytał poważny dotykając mojego czoła - Nienawidzę tego że jesteś ciepła, nie mogę sprawdzić czy masz gorączkę! Często ci się to zdarza?
- Tak... - skłamałam łapiąc oddech - Już jest dobrze. I co, zadowolony z moich postępów?
- Nie strasz mnie. - odetchnął z ulgą i usiadł zmęczony - Dobrze że ja cię nie uczyłem, to mi wystarczy. Wracajmy.
Wróciliśmy do zamku około 12, cały czas czułam na sobie wzrok. Doskonale wiedziałam że należy on do Ben'a, obawiałam się co Jack mu powiedział gdy poszłam rano do swojego pokoju. Nie miałam wyboru tylko czekać do północy. Miałam jeszcze jedno zmartwienie na głowie, to co poczułam nad jeziorem. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Minnie
- Gdzie się szwendacie? Ben się o ciebie martwił. - powiedziała patrząc mi w oczy i wskazując palcem na ukrytego w krzakach bruneta - Poza tym co robiłaś z nim?
- Nic takiego, chciał zobaczyć ile nauczył mnie twój ojciec. - uśmiechnęłam się sztucznie
- A on wie że Ben ci niedawno malinkę na szyi zostawił? - poczułam że robię się czerwona na to wspomnienie i odruchowo spojrzałam na nie wzruszonego Jack'a - I to jak pocałował cię pierwszej nocy gdy zdjęłaś mu kaptur, czekaj on strasznie często cię całuje. - skierowała się do Jack'a - Ciebie to nie peszy?
- Wcale. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek - Teraz to ona jest moja.
- Przestań! - odsunęłam się od niego i uderzyłam go w policzek - Nie wykorzystuj mojej przegranej!
- Gdy weźmiesz prysznic przyjdź do czytelni, będę tam czekał. - Jack spochmurniał i odszedł od nas
Zirytowana wróciłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam się bawić ogniem przelatującym mi przez palce. Znowu poczułam dziwny żar w sercu, opadłam na łóżko i zemdlałam. Śnił mi się moment w którym spaliłam mojego ojca, jak nie potrafiłam panować nad żywiołem. Tym razem było tak samo. Siedziałam bezpieczna pod kocem a on się palił, zobaczyłam jak odwraca się w stronę mojej młodszej wersji i otworzył usta by coś powiedzieć
- Nigdy nie będziesz wolna od swojej przeszłości. - wymamrotał i upadł
Serce zaczęło mi szybciej bić i się obudziłam. Siedziałam cała zalana potem a obok mnie siedział zdziwiony Jack, rękę miał zamoczoną w wodzie razem z jakimś materiałem.
- Zmartwiłem się bo długo nie przychodziłaś. - przytulił się do mnie - Gdy przyszedłem, majaczyłaś przez sen i się pociłaś. Sin przyniosła materiał i ocierałem ci czoło z nadzieją że się obudzisz. Ale powiedz mi co się stało?
- Nic wielkiego, to tylko lekka choroba... - patrzyłam na niego zdziwiona - Przeziębiłam się.
- To nie wygląda na zwykłe przeziębienie. - popatrzył mi w oczy poważny - Przez ciebie straciłem cały dzień.
- Która godzina? - rozejrzałam się w poszukiwaniu zegara
- Za pięć minut północ. - mruknął zdołowany - A teraz pozwól mi tutaj poleżeć. - położył głowę na moich kolanach i kazał się głaskać - O północy będziesz mogła mnie zrzucić.
- Niczego gorszego nie zrobisz? - zaczęłam doszukiwać się haczyka
- Potrzebuję teraz twojego ciepła. - chwycił moją dłoń i się do niej przytulił - Niczego więcej.
- To przez twoją siostrę? - poczułam na dłoni coś mokrego - Jack czy ty...? - przytuliłam go a zegar wybił północ - Nie martw się, jestem przy tobie.
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział dziewiętnasty "Bal"
Reszta dnia minęła spokojnie, postanowiłam nikomu nie wspominać o zakładzie. Chciałam sama dojść do wygranej dzięki której wykorzystam doszczętnie Jack'a i odwdzięczę się za te wszystkie sytuacje. Wreszcie nadeszła godzina balu. Wszyscy przychodzący dostawali maski i rękawiczki, wyglądało to tak jakby Mick specjalnie utrudniał mi zadanie. Miałam na sobie popielatą suknię z czarnymi dekoracjami. Rozglądałam się wokół ale nigdzie nie widziałam potencjalnego Jack'a. Kilka razy zostałam poproszona do tańca, oczywiście za każdym razem tańczyłam, lecz po pewnym czasie zmęczona odmawiałam wszystkim. Byłam załamana moją marną szansą na wygraną, zawsze go wyczuwałam. Kiedy szukałam go wzorkiem ktoś chwycił mnie za ramię
- Można prosić do tańca? - spytał uśmiechnięty chłopak - Maski to bardzo dobry pomysł prawda?
- Ben jestem zmęczona... - rzuciłam zdołowana
- Czyli nie chcesz wiedzieć o co chodzi z rękawiczkami? - zawrócił i wolnym krokiem skierował się do wyjścia
- Dobra, zatańczę. - chwyciłam go za rękę i ruszyliśmy na środek sali - To powiesz?
- Ładnie dziś wyglądasz. - stwierdził i zaczęliśmy tańczyć - Suknia wygląda na tobie idealnie.
- Dziękuję, to powiesz mi? - przewróciłam zmęczona oczami - Chyba że chciałeś mnie tylko wyciągnąć.
- Powiem dopiero po skończonym tańcu. - szepnął mi do ucha i pocałował w policzek - A poza tym, dziękuję że się zgodziłaś a nie poszłaś spytać Mick'a.
- Mick by mi nie powiedział. - mruknęłam zdołowana - Dlaczego nie powiesz mi teraz?
- Ponieważ gdybyś się dowiedziała, uciekłabyś z pretensjami. - uśmiechnął się smutno - A ja chciałem z tobą zatańczyć. Widziałem jak wszystkim odmawiasz więc wykorzystałem tę informację.
- Przepraszam, założyłam się o coś i rękawiczki zmniejszają moje szanse. - posmutniałam - Jeśli przegram... Nie wiem co się ze mną stanie...
- Z kim się założyłaś? Przecież nikt cię nie skrzywdzi. - zaśmiał się
- Racja, co mi Jack może zrobić? - stwierdziłam ironicznie
- On nic ci nie zrobi póki jestem przy tobie. - przytulił mnie bardzo mocno - Nie pozwolę mu na nic, tym bardziej nie na to by cię w jakikolwiek sposób zranił.
- Ben? - wtuliłam się w niego
- Tak? - pogłaskał mnie po głowie
- Pamiętasz jak wczoraj powiedziałeś że masz dość mojego ciągłego odrzucania? - spytałam ukrywając twarz - Pamiętasz to?
- Oczywiście.
- Jeśli dziś dowiem się kilku ważnych rzeczy, odpowiem ci czy twoje starania przyniosą cokolwiek. - spojrzałam mu w twarz - Wybacz ale przez to co mi powiedziałeś, muszę upewnić się przynajmniej jednej rzeczy.
- Rozumiem, cieszę się że jednak wzięłaś tamte słowa do serca. - uśmiechnął się i spojrzał za mnie - Nie odwracaj się.
- Jack? - spojrzałam do tyłu - James. Zostaw mnie.
- Nie mogę maleńka, Mick chce byśmy do niego przyszli. - spojrzał złowrogo na Ben'a - Oczywiście nie chodzi mu o zwykłych ludzi.
- Ben nie jest taki zwykły. - podeszłam do niego - Jest lepszy od ciebie.
- Chodzi mi o to że nie jest potomkiem że tak powiem, bogów. - wziął w dłoń kosmyk moich włosów - Masz śliczne włosy, urosły od naszego ostatniego spotkania.
- Miałam nadzieję że to będzie ostatnie. - poczułam jak ktoś uciął moje włosy. Okręciłam się do tyłu a za mną stał zdziwiony Ben i Lucy trzymająca w dłoniach moje odcięte włosy - Dlaczego je ścięłaś?
- Wszystko co podoba się James'owi w tobie, mnie obrzydza. - podeszła do mnie i przycisnęła do mnie odcięte włosy - To jeszcze nic, tylko na to James się póki co zgodził.
Chwyciłam w dłoń włosy a z oczu poleciały mi łzy, poczułam jak moja dłoń zaczyna płonąć a wraz z nią włosy. Byłam tego całkowicie świadoma i kontrolowałam ten ogień. Gdy włosy całkowicie zniknęły, podniosłam wysoko głowę i zmierzyłam Lucy wzrokiem
- Dziękuję, właśnie odcięłaś mnie od mojej przeszłości. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę gabinetu Mick'a, odwróciłam się i spojrzałam na Ben'a - Zaraz wrócę.
Pewna siebie ruszyłam przez tłum ludzi, przypominałam sobie jak ojciec mi mówił że pięknie wyglądam w długich włosach. Teraz poczułam że zostałam tak jakby odcięta od tej przeszłości. Weszłam po schodach na górę i tuż przed drzwiami gabinetu zatrzymałam się, miałam pokazać im się w uciętych włosach. Nagle drzwi same się otworzyły, stał w nich czarnowłosy, zamaskowany mężczyzna
- Wejdziesz? - patrzył na mnie zimnym wzrokiem, byłam tak oszołomiona że z nikim go nie porównałam chociaż że wyglądał znajomo - Wszyscy już są prócz James'a i Lucy.
- Tak już. - weszłam szybko i od razu poczułam na sobie ramiona Lilly
- Alice! Tęskniłam! - wrzasnęła po czym spojrzała na moje włosy - Skróciłaś?
- Kto ci je ściął? - spytał przerażony Mick - Jak cię ostatnio widziałem rano miałaś długie.
- Nic się nie stało. - uspokoiłam ich - Mały wypadek.
- To zrobiła Lucy. - mruknął chłopak w drzwiach, w nich stanęli akurat James i Lucy - Prawda?
- Tak. - odpowiedziała uśmiechnięta Lucy - Lepsze to niż zabicie jej.
- Chciałeś nam coś powiedzieć Mick? - zmienił szybko temat chłopak w kącie
- Tak... Dziękuję za przypomnienie Matt... Więc chodzi mi o to że, znaleźliśmy pozostałe żywioły. - wciągnął powietrze a zegar wybił dwunastą - Dobrze bal już się skończył, Jack możesz zdjąć maskę.
- Co?! - odwróciłam się do chłopaka przy drzwiach
- Warto było stać przy grzejniku. - chłopak uśmiechnął się i zdjął maskę - Teraz możesz mówić to co chciałeś.
- Dzięki. - Lilly poklepała mnie po ramieniu a Mick zaczął tłumaczyć - Więc chodzi o to że, od dwóch lat moja siostra szkoli dwa żywioły. - spojrzał poważny na Jack'a - Powietrze i ogień.
- Przecież siostra Jack'a miała ogień, czy to znaczy że ona żyje? - spytałam i spojrzałam na zdziwionego Jack'a
- Żyje ale... Jej żywioł to nie jest ogień. - odpowiedział unikając wzroku Jack'a - Jej żywiołem jest powietrze. Razem z Iris postanowiliśmy to przed wami ukrywać. Obawialiśmy się waszej reakcji.
- Czekaj, skoro moja siostra żyje i jej żywiołem jest powietrze to w jaki sposób pojawił się kiedyś u niej ogień? Tam nie było nic co mogło nagle się zapalić. - zauważył Jack - Poza tym pamiętam jak ona się topiła.
- Widać przetrwała, a pożar... - wszyscy spojrzeli na mnie - Sprawdziłem to, ty razem z Alice mieszkaliście wtedy w tym samym budynku. Od tamtego czasu Alice potrafi wyczuć twoje zimno.
- Czyli że tak powiem byliście ze sobą połączeni już od dziecka. - rzucił żartobliwie James a Jack nie spuszczał ze mnie wzroku - Czyżby jakieś kłótnie między kochankami?
- James zamknij się. - warknął zły Matt i spojrzał na Mick'a - Jeśli to wszystko to oni mogą już wyjść.
- To wszystko. Prócz jednego. - Mick podszedł do Jack'a - Ona cię nie pamięta.
- Można prosić do tańca? - spytał uśmiechnięty chłopak - Maski to bardzo dobry pomysł prawda?
- Ben jestem zmęczona... - rzuciłam zdołowana
- Czyli nie chcesz wiedzieć o co chodzi z rękawiczkami? - zawrócił i wolnym krokiem skierował się do wyjścia
- Dobra, zatańczę. - chwyciłam go za rękę i ruszyliśmy na środek sali - To powiesz?
- Ładnie dziś wyglądasz. - stwierdził i zaczęliśmy tańczyć - Suknia wygląda na tobie idealnie.
- Dziękuję, to powiesz mi? - przewróciłam zmęczona oczami - Chyba że chciałeś mnie tylko wyciągnąć.
- Powiem dopiero po skończonym tańcu. - szepnął mi do ucha i pocałował w policzek - A poza tym, dziękuję że się zgodziłaś a nie poszłaś spytać Mick'a.
- Mick by mi nie powiedział. - mruknęłam zdołowana - Dlaczego nie powiesz mi teraz?
- Ponieważ gdybyś się dowiedziała, uciekłabyś z pretensjami. - uśmiechnął się smutno - A ja chciałem z tobą zatańczyć. Widziałem jak wszystkim odmawiasz więc wykorzystałem tę informację.
- Przepraszam, założyłam się o coś i rękawiczki zmniejszają moje szanse. - posmutniałam - Jeśli przegram... Nie wiem co się ze mną stanie...
- Z kim się założyłaś? Przecież nikt cię nie skrzywdzi. - zaśmiał się
- Racja, co mi Jack może zrobić? - stwierdziłam ironicznie
- On nic ci nie zrobi póki jestem przy tobie. - przytulił mnie bardzo mocno - Nie pozwolę mu na nic, tym bardziej nie na to by cię w jakikolwiek sposób zranił.
- Ben? - wtuliłam się w niego
- Tak? - pogłaskał mnie po głowie
- Pamiętasz jak wczoraj powiedziałeś że masz dość mojego ciągłego odrzucania? - spytałam ukrywając twarz - Pamiętasz to?
- Oczywiście.
- Jeśli dziś dowiem się kilku ważnych rzeczy, odpowiem ci czy twoje starania przyniosą cokolwiek. - spojrzałam mu w twarz - Wybacz ale przez to co mi powiedziałeś, muszę upewnić się przynajmniej jednej rzeczy.
- Rozumiem, cieszę się że jednak wzięłaś tamte słowa do serca. - uśmiechnął się i spojrzał za mnie - Nie odwracaj się.
- Jack? - spojrzałam do tyłu - James. Zostaw mnie.
- Nie mogę maleńka, Mick chce byśmy do niego przyszli. - spojrzał złowrogo na Ben'a - Oczywiście nie chodzi mu o zwykłych ludzi.
- Ben nie jest taki zwykły. - podeszłam do niego - Jest lepszy od ciebie.
- Chodzi mi o to że nie jest potomkiem że tak powiem, bogów. - wziął w dłoń kosmyk moich włosów - Masz śliczne włosy, urosły od naszego ostatniego spotkania.
- Miałam nadzieję że to będzie ostatnie. - poczułam jak ktoś uciął moje włosy. Okręciłam się do tyłu a za mną stał zdziwiony Ben i Lucy trzymająca w dłoniach moje odcięte włosy - Dlaczego je ścięłaś?
- Wszystko co podoba się James'owi w tobie, mnie obrzydza. - podeszła do mnie i przycisnęła do mnie odcięte włosy - To jeszcze nic, tylko na to James się póki co zgodził.
Chwyciłam w dłoń włosy a z oczu poleciały mi łzy, poczułam jak moja dłoń zaczyna płonąć a wraz z nią włosy. Byłam tego całkowicie świadoma i kontrolowałam ten ogień. Gdy włosy całkowicie zniknęły, podniosłam wysoko głowę i zmierzyłam Lucy wzrokiem
- Dziękuję, właśnie odcięłaś mnie od mojej przeszłości. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę gabinetu Mick'a, odwróciłam się i spojrzałam na Ben'a - Zaraz wrócę.
Pewna siebie ruszyłam przez tłum ludzi, przypominałam sobie jak ojciec mi mówił że pięknie wyglądam w długich włosach. Teraz poczułam że zostałam tak jakby odcięta od tej przeszłości. Weszłam po schodach na górę i tuż przed drzwiami gabinetu zatrzymałam się, miałam pokazać im się w uciętych włosach. Nagle drzwi same się otworzyły, stał w nich czarnowłosy, zamaskowany mężczyzna
- Wejdziesz? - patrzył na mnie zimnym wzrokiem, byłam tak oszołomiona że z nikim go nie porównałam chociaż że wyglądał znajomo - Wszyscy już są prócz James'a i Lucy.
- Tak już. - weszłam szybko i od razu poczułam na sobie ramiona Lilly
- Alice! Tęskniłam! - wrzasnęła po czym spojrzała na moje włosy - Skróciłaś?
- Kto ci je ściął? - spytał przerażony Mick - Jak cię ostatnio widziałem rano miałaś długie.
- Nic się nie stało. - uspokoiłam ich - Mały wypadek.
- To zrobiła Lucy. - mruknął chłopak w drzwiach, w nich stanęli akurat James i Lucy - Prawda?
- Tak. - odpowiedziała uśmiechnięta Lucy - Lepsze to niż zabicie jej.
- Chciałeś nam coś powiedzieć Mick? - zmienił szybko temat chłopak w kącie
- Tak... Dziękuję za przypomnienie Matt... Więc chodzi mi o to że, znaleźliśmy pozostałe żywioły. - wciągnął powietrze a zegar wybił dwunastą - Dobrze bal już się skończył, Jack możesz zdjąć maskę.
- Co?! - odwróciłam się do chłopaka przy drzwiach
- Warto było stać przy grzejniku. - chłopak uśmiechnął się i zdjął maskę - Teraz możesz mówić to co chciałeś.
- Dzięki. - Lilly poklepała mnie po ramieniu a Mick zaczął tłumaczyć - Więc chodzi o to że, od dwóch lat moja siostra szkoli dwa żywioły. - spojrzał poważny na Jack'a - Powietrze i ogień.
- Przecież siostra Jack'a miała ogień, czy to znaczy że ona żyje? - spytałam i spojrzałam na zdziwionego Jack'a
- Żyje ale... Jej żywioł to nie jest ogień. - odpowiedział unikając wzroku Jack'a - Jej żywiołem jest powietrze. Razem z Iris postanowiliśmy to przed wami ukrywać. Obawialiśmy się waszej reakcji.
- Czekaj, skoro moja siostra żyje i jej żywiołem jest powietrze to w jaki sposób pojawił się kiedyś u niej ogień? Tam nie było nic co mogło nagle się zapalić. - zauważył Jack - Poza tym pamiętam jak ona się topiła.
- Widać przetrwała, a pożar... - wszyscy spojrzeli na mnie - Sprawdziłem to, ty razem z Alice mieszkaliście wtedy w tym samym budynku. Od tamtego czasu Alice potrafi wyczuć twoje zimno.
- Czyli że tak powiem byliście ze sobą połączeni już od dziecka. - rzucił żartobliwie James a Jack nie spuszczał ze mnie wzroku - Czyżby jakieś kłótnie między kochankami?
- James zamknij się. - warknął zły Matt i spojrzał na Mick'a - Jeśli to wszystko to oni mogą już wyjść.
- To wszystko. Prócz jednego. - Mick podszedł do Jack'a - Ona cię nie pamięta.
środa, 12 lutego 2014
Rozdział osiemnasty "Zakład"
Dziś wieczorem jak zawsze wyszłam biegać, było to częścią mojego treningu. Miałam wyznaczoną krótką trasę przez las i wokół jeziora. Włosy miałam spięte w kite i byłam ubrana w dres. Tym razem Ben postanowił pobiec ze mną by nic mi się nie stało. Wiem że to wymówka bo jak mi się może coś stać. Wbiegliśmy do lasu a było już strasznie ciemno
- I ty tak zawsze po ciemku? - jego głos zaczął drgać i zaczęłam się śmiać - Z czego się śmiejesz?! Tutaj nie ma nic śmiesznego! A jakby ktoś cię tutaj zaatakował?
- Spalę go. - spróbowałam powstrzymać śmiech - Skoro się boisz to po co ze mną biegasz?
- Ja się nie boję! - warknął i wybiegł do przodu
- Nie radzę. - mruknęłam a on wpadł do wody - Ja wiem gdzie zaczyna się jezioro, ty nie. Wróć do zamku i wyschnij ja jeszcze trochę pobiegam.
- Może ty mi pomożesz wyschnąć? - wyszedł z wody i mnie przytulił - Co ty na to?
- Nie. - wrzuciłam go z powrotem do wody i pobiegłam spokojnie dalej - Idiota.
Biegałam tak przez pół godziny i wróciłam do domu. Z tego co słyszałam Ben żalił się Mick'owi o tym że wepchnęłam go do wody. Dla mnie lepiej, mam z nim spokój minimum do jutra. Weszłam do swojego pokoju odświeżona i padłam zmęczona na łóżko, zasnęłam. Rano obudził mnie wredny nie dający spać budzik. Spojrzałam na niego zła
- Minnie możesz dać mi jeszcze pięć minut? - wymamrotałam kładąc sobie poduszkę na głowę
- Tata kazał mi bym obudziła cię na każdy możliwy sposób, więc... - poczułam na sobie lodowatą wodę
- Dlaczego lodowatą?! - wyleciałam z łóżka - Teraz mi jest zimno!
- Wiem, trzymaj. - rzuciła mi bluzę i ręcznik - A teraz wstawaj.
Minnie wyszła a ja przebrałam się w długą bluzę i leginsy. Zeszłam na dół, dzisiaj mieliśmy przymierzać stroje na bal Mick'a. Na dole stała radosna Minnie rozmawiająca ze swoim ojcem. Bena jeszcze nie ma, pewnie zaspał. Przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i jego upadek do wody, zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Obydwoje spojrzeli na mnie
- Czyżby wczorajszy plusk naszego kochanego Ben'a aż tak się rozbawił? - rzucił radośnie Mick - Przyznam się że też się śmiałem gdy mi to opowiadał, a o tym jak go odrzuciłaś.
- Wiesz jeśli do wyboru mam mokrego faceta który się do mnie klei od dwóch lat albo spokojny bieg po lesie, to odpowiedź jest prosta. - wzruszyłam ramionami uśmiechnięta
- Patrzcie nasza syrenka wstała! - Minnie wskazała na ziewającego szatyna idącego w naszą stronę
- Co? - spojrzał na nas zaspany
- Nie dość że syrenka to jeszcze śpiąca królewna. - prychnął Mick po czym się wyprostował - Skoro wszyscy już są możemy ruszać.
- Ja siedzę z przodu! - Minnie usiadła na przednim siedzeniu a Mick za kierownicą
- Czyli... - spojrzałam zamyślona na Ben'a - Mu razem siedzimy z tyłu.
- Pewnie i tak prześpię całą drogę. - ziewnął i wsiadł do środka przesuwając się i robiąc mi miejsce - Wsiadaj, ja nie gryzę.
- Mam pewne wątpliwości. - wsiadłam do środka
Ben tak jak mówił zasnął krótko po ruszeniu, głowę miał opartą o moje ramie. Uśmiechał się przez sen więc postanowiłam nie budzić go. Wyjrzałam przez okno, nawet mnie zaczęło nużyć wstające słońce i zasnęłam. Obudziłam się z głową na czyiś kolanach, na mojej głowie spoczywała czyjaś ręka. Podniosłam głowę i zobaczyłam śpiącego Ben'a opartego o szybę, powoli zaczął się budzić i spojrzał na mnie
- Dobrze się spało? - mruknął zaspanym głosem - Nie miałem serca cię budzić gdy zobaczyłem że śpisz.
- Dzieciaki wysiadamy! - Minnie i Mick wysiedli z auta - Szybko bo sami sobie uszyjecie stroje!
- Idziemy! - otworzyłam drzwi i już miałam zamiar wyjść ale Ben złapał mnie za rękę - Coś się stało?
- Zrozum, jestem wobec ciebie poważny i męczy mnie już to twoje ciągłe odrzucanie mnie. - jego oczy ukazywały determinację i powagę - Widzę przecież że... - pociągnął mnie do siebie, siedzieliśmy tak blisko że aż czułam jego oddech na ustach - ...zapomniałaś o tamtym zimnym debilu!
- Dość. - między naszymi twarzami pojawił się płomień, Ben odsunął się ode mnie i puścił moją rękę
Wyszłam szybko z auta próbując opanować swoje emocje, nigdy nie sądziłam że zrobi coś takiego, że mówił prawdę tej pierwszej nocy gdy przyszedł do mojego pokoju. Z całych sił chciał mi pomóc w zapomnieniu o Jack'u a ja się z tego śmiałam myśląc że tak naprawdę trakuje mnie jak zabawkę. Gdy weszłam do sklepu w którym znajdowali się Mick i Minnie ogarnęło mnie dziwne uczucie które już kiedyś czułam, około dwa lata temu. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie
- Jack... - wyszeptałam i usłyszałam jak wazon w sklepie się roztrzaskał
Przed nim tyłem do mnie stał chłopak z czarnymi związanymi włosami i czarnym garniturze. Przed nim na kanapie siedziało pięć dziewczyn patrzących prosto na mnie swoimi tygrysimi oczami. Jedna z nich podeszła do chłopaka nie odrywając ode mnie wzroku
- Wyglądasz ślicznie, aż nie mogę się oprzeć. - przytuliła się do niego i pocałowała namiętnie - Zrobisz furorę!
Poczułam się niezręcznie i odwróciłam wzrok całkowicie zapominając o dziwnym uczuciu zimna. Podeszła do przyjaciół cała czerwona na policzkach. Chwilę później do sklepu wpadł Ben, on nawet nie zwrócił uwagi na grupę ludzi. Minnie znalazła dla mnie czerwoną suknię z zielonymi ozdobami, weszłam z nią do przebieralni. Zdjęłam bluzkę i leginsy po czym założyłam suknię, spojrzałam na siebie w lustrze
- Nawet ładnie w niej wyglądam. - przyjrzałam się i schyliłam by przymierzyć buty
- Ostatnia koszula. - zza drzwi usłyszałam męski głos a drzwi lekko się odchyliły - Poczekaj na mnie. - automatycznie schowałam się za kotarą przy lustrze, drzwi się zamknęły a w środku był jakiś mężczyzna - Nienawidzę tej baby ale świetnie całuje.... - przerażona sytuacją ścisnęłam mocniej kotarę z nadzieją iż jej nie odsunie - Ktoś zostawił tutaj suknię? - odsłonił kotarę a moim oczom ukazał się półnagi mężczyzna który wcześniej całował się z tamtą dziewczyną a po moim ciele przeleciały dreszcze - Widać znowu wszedłem do twojej przebieralni...
- Znowu? - otworzyłam szeroko oczy a po chwili mocno przytuliłam się do chłopaka - Jack! Tak się cieszę! Ostatni raz widziałam cię nad jeziorem!
- I tak powinno pozostać. - warknął zły i odsunął mnie od siebie - Zrób coś dla siebie i o mnie zapomnij.
- Mam zapomnieć o kimś kto dał mi możliwość śmiania się? Płakania? Okazywania jakichkolwiek uczuć? - spojrzałam na niego z wyrzutem - Ben starał się o to różnymi sposobami ale i tak mu nie wyszło!
- Co? - jego wzrok był przerażający - Co on ci zrobił?
- Ponoć cię nie interesuje. - przestraszyłam się jego wzroku ale nie odwróciłam od niego wzroku - Dla twojej wiadomości posunął się dalej niż ty.
- Alice... - w jego głosie wyczułam żal i smutek - ...powiedz mi tylko czy nadal mi ufasz?
- Tak. - odwróciłam od niego wzrok zdziwiona swoją odpowiedzią - Chociaż wiem że nie powinnam.
- Ciebie trudno złamać. - uśmiechnął się pierwszy raz podczas tej rozmowy - Zobaczymy się jeszcze na balu, oczywiście nie poznasz mnie.
- Zakład? - założył drugą koszulę i spojrzał na mnie rozbawiony
- Przegrany będzie sługą wygranego przez jeden dzień. - stwierdził i wyszedł
- Czemu masz taki dobry humor? - zdziwiła się dziewczyna za drzwiami
- Wygrałem interesującą nagrodę. - odpowiedział głośno prawdopodobnie tylko dlatego bym usłyszała to
- Teraz muszę się postarać. - mruknęłam zdołowana
- I ty tak zawsze po ciemku? - jego głos zaczął drgać i zaczęłam się śmiać - Z czego się śmiejesz?! Tutaj nie ma nic śmiesznego! A jakby ktoś cię tutaj zaatakował?
- Spalę go. - spróbowałam powstrzymać śmiech - Skoro się boisz to po co ze mną biegasz?
- Ja się nie boję! - warknął i wybiegł do przodu
- Nie radzę. - mruknęłam a on wpadł do wody - Ja wiem gdzie zaczyna się jezioro, ty nie. Wróć do zamku i wyschnij ja jeszcze trochę pobiegam.
- Może ty mi pomożesz wyschnąć? - wyszedł z wody i mnie przytulił - Co ty na to?
- Nie. - wrzuciłam go z powrotem do wody i pobiegłam spokojnie dalej - Idiota.
Biegałam tak przez pół godziny i wróciłam do domu. Z tego co słyszałam Ben żalił się Mick'owi o tym że wepchnęłam go do wody. Dla mnie lepiej, mam z nim spokój minimum do jutra. Weszłam do swojego pokoju odświeżona i padłam zmęczona na łóżko, zasnęłam. Rano obudził mnie wredny nie dający spać budzik. Spojrzałam na niego zła
- Minnie możesz dać mi jeszcze pięć minut? - wymamrotałam kładąc sobie poduszkę na głowę
- Tata kazał mi bym obudziła cię na każdy możliwy sposób, więc... - poczułam na sobie lodowatą wodę
- Dlaczego lodowatą?! - wyleciałam z łóżka - Teraz mi jest zimno!
- Wiem, trzymaj. - rzuciła mi bluzę i ręcznik - A teraz wstawaj.
Minnie wyszła a ja przebrałam się w długą bluzę i leginsy. Zeszłam na dół, dzisiaj mieliśmy przymierzać stroje na bal Mick'a. Na dole stała radosna Minnie rozmawiająca ze swoim ojcem. Bena jeszcze nie ma, pewnie zaspał. Przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i jego upadek do wody, zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Obydwoje spojrzeli na mnie
- Czyżby wczorajszy plusk naszego kochanego Ben'a aż tak się rozbawił? - rzucił radośnie Mick - Przyznam się że też się śmiałem gdy mi to opowiadał, a o tym jak go odrzuciłaś.
- Wiesz jeśli do wyboru mam mokrego faceta który się do mnie klei od dwóch lat albo spokojny bieg po lesie, to odpowiedź jest prosta. - wzruszyłam ramionami uśmiechnięta
- Patrzcie nasza syrenka wstała! - Minnie wskazała na ziewającego szatyna idącego w naszą stronę
- Co? - spojrzał na nas zaspany
- Nie dość że syrenka to jeszcze śpiąca królewna. - prychnął Mick po czym się wyprostował - Skoro wszyscy już są możemy ruszać.
- Ja siedzę z przodu! - Minnie usiadła na przednim siedzeniu a Mick za kierownicą
- Czyli... - spojrzałam zamyślona na Ben'a - Mu razem siedzimy z tyłu.
- Pewnie i tak prześpię całą drogę. - ziewnął i wsiadł do środka przesuwając się i robiąc mi miejsce - Wsiadaj, ja nie gryzę.
- Mam pewne wątpliwości. - wsiadłam do środka
Ben tak jak mówił zasnął krótko po ruszeniu, głowę miał opartą o moje ramie. Uśmiechał się przez sen więc postanowiłam nie budzić go. Wyjrzałam przez okno, nawet mnie zaczęło nużyć wstające słońce i zasnęłam. Obudziłam się z głową na czyiś kolanach, na mojej głowie spoczywała czyjaś ręka. Podniosłam głowę i zobaczyłam śpiącego Ben'a opartego o szybę, powoli zaczął się budzić i spojrzał na mnie
- Dobrze się spało? - mruknął zaspanym głosem - Nie miałem serca cię budzić gdy zobaczyłem że śpisz.
- Dzieciaki wysiadamy! - Minnie i Mick wysiedli z auta - Szybko bo sami sobie uszyjecie stroje!
- Idziemy! - otworzyłam drzwi i już miałam zamiar wyjść ale Ben złapał mnie za rękę - Coś się stało?
- Zrozum, jestem wobec ciebie poważny i męczy mnie już to twoje ciągłe odrzucanie mnie. - jego oczy ukazywały determinację i powagę - Widzę przecież że... - pociągnął mnie do siebie, siedzieliśmy tak blisko że aż czułam jego oddech na ustach - ...zapomniałaś o tamtym zimnym debilu!
- Dość. - między naszymi twarzami pojawił się płomień, Ben odsunął się ode mnie i puścił moją rękę
Wyszłam szybko z auta próbując opanować swoje emocje, nigdy nie sądziłam że zrobi coś takiego, że mówił prawdę tej pierwszej nocy gdy przyszedł do mojego pokoju. Z całych sił chciał mi pomóc w zapomnieniu o Jack'u a ja się z tego śmiałam myśląc że tak naprawdę trakuje mnie jak zabawkę. Gdy weszłam do sklepu w którym znajdowali się Mick i Minnie ogarnęło mnie dziwne uczucie które już kiedyś czułam, około dwa lata temu. Rozejrzałam się dookoła i przypomniałam sobie
- Jack... - wyszeptałam i usłyszałam jak wazon w sklepie się roztrzaskał
Przed nim tyłem do mnie stał chłopak z czarnymi związanymi włosami i czarnym garniturze. Przed nim na kanapie siedziało pięć dziewczyn patrzących prosto na mnie swoimi tygrysimi oczami. Jedna z nich podeszła do chłopaka nie odrywając ode mnie wzroku
- Wyglądasz ślicznie, aż nie mogę się oprzeć. - przytuliła się do niego i pocałowała namiętnie - Zrobisz furorę!
Poczułam się niezręcznie i odwróciłam wzrok całkowicie zapominając o dziwnym uczuciu zimna. Podeszła do przyjaciół cała czerwona na policzkach. Chwilę później do sklepu wpadł Ben, on nawet nie zwrócił uwagi na grupę ludzi. Minnie znalazła dla mnie czerwoną suknię z zielonymi ozdobami, weszłam z nią do przebieralni. Zdjęłam bluzkę i leginsy po czym założyłam suknię, spojrzałam na siebie w lustrze
- Nawet ładnie w niej wyglądam. - przyjrzałam się i schyliłam by przymierzyć buty
- Ostatnia koszula. - zza drzwi usłyszałam męski głos a drzwi lekko się odchyliły - Poczekaj na mnie. - automatycznie schowałam się za kotarą przy lustrze, drzwi się zamknęły a w środku był jakiś mężczyzna - Nienawidzę tej baby ale świetnie całuje.... - przerażona sytuacją ścisnęłam mocniej kotarę z nadzieją iż jej nie odsunie - Ktoś zostawił tutaj suknię? - odsłonił kotarę a moim oczom ukazał się półnagi mężczyzna który wcześniej całował się z tamtą dziewczyną a po moim ciele przeleciały dreszcze - Widać znowu wszedłem do twojej przebieralni...
- Znowu? - otworzyłam szeroko oczy a po chwili mocno przytuliłam się do chłopaka - Jack! Tak się cieszę! Ostatni raz widziałam cię nad jeziorem!
- I tak powinno pozostać. - warknął zły i odsunął mnie od siebie - Zrób coś dla siebie i o mnie zapomnij.
- Mam zapomnieć o kimś kto dał mi możliwość śmiania się? Płakania? Okazywania jakichkolwiek uczuć? - spojrzałam na niego z wyrzutem - Ben starał się o to różnymi sposobami ale i tak mu nie wyszło!
- Co? - jego wzrok był przerażający - Co on ci zrobił?
- Ponoć cię nie interesuje. - przestraszyłam się jego wzroku ale nie odwróciłam od niego wzroku - Dla twojej wiadomości posunął się dalej niż ty.
- Alice... - w jego głosie wyczułam żal i smutek - ...powiedz mi tylko czy nadal mi ufasz?
- Tak. - odwróciłam od niego wzrok zdziwiona swoją odpowiedzią - Chociaż wiem że nie powinnam.
- Ciebie trudno złamać. - uśmiechnął się pierwszy raz podczas tej rozmowy - Zobaczymy się jeszcze na balu, oczywiście nie poznasz mnie.
- Zakład? - założył drugą koszulę i spojrzał na mnie rozbawiony
- Przegrany będzie sługą wygranego przez jeden dzień. - stwierdził i wyszedł
- Czemu masz taki dobry humor? - zdziwiła się dziewczyna za drzwiami
- Wygrałem interesującą nagrodę. - odpowiedział głośno prawdopodobnie tylko dlatego bym usłyszała to
- Teraz muszę się postarać. - mruknęłam zdołowana
sobota, 1 lutego 2014
Rozdział siedemnasty "Lilia wodna"
Minęły już dwa lata od mojego przybycia do zamku i treningów u Mick'a. Evi w dalszym ciągu nie powstał z popiołu przez co martwię się o niego coraz bardziej. Każdą wolną chwilę spędzałam na łóżku czekając aż się pojawi ale nic to nie dawało. Za parę dni w zamku ma się odbyć bal. Jedynym problem w sprawie balu jest osoba która mnie zaprosiła... Oczywiście Jack'a nie widziałam po sprawie gdy topiłam się w jeziorze więc nie mógł mnie zaprosić, wykorzystał to Ben. Przez całe dwa lata starał się do mnie zbliżyć nie powiem gdyby nie Mick możliwe że by mu się to udało, jednak nigdy nie zapomniałam o Jack'u. W tym momencie jest noc i staram się jakoś zasnąć. Niestety moją głowę ciągle dręczy bal. Ktoś zapukał do drzwi
- Mogę wejść? - to był Ben, coraz częściej przychodzi w nocy do mojego pokoju - Nic ci nie zrobię.
- Ile razy to już słyszałam? - warknęłam zła - Wejdź bo i tak mi nie dasz spokoju.
- Widzę już trochę mnie poznałaś. - radosnym krokiem wparował do pokoju - Widzę że Evi nadal się nie ruszył. - usiadł na łóżku - Trochę mnie to martwi.
- Nie tylko ciebie. Już dwa lata tak jest. - położyłam sobie poduszkę na kolanach - A opowiedz skąd masz Sin?
- Ona nie jest moja. - zamyślił się - Ma mnie pilnować. Kumpel jej kazał. No wiesz... Bym nic tutaj nie zmalował. Ha ha ha!
- Ale widzę że ty nic z tego nie robisz. - uśmiechnęłam się - A jeśli chodzi o bal. Ponoć wszystkie żywioły mają się tam pojawić, czyli że Matt, Lilly, Lucy, James i...
- Chyba tylko oni... - położył się na łóżku - ...Nie pamiętam by był ktoś jeszcze.
- Nie kładź się na moim łóżku. - westchnęłam zmęczona - Chcę iść zaraz spać.
- Dobrze się składa ja również. - chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie - Mi nie przeszkadza że będziemy spać razem.
- Ale za to mi przeszkadza. - spróbowałam mu się wyrwać - Puść mnie.
- Jesteś już w piżamie więc śpij. - przytulił mnie i przykrył kołdrą
- Nic nie zrobisz? - spojrzałam na niego podejrzliwie
- Nie zrobię. - pogłaskał mnie po głowie - Będę cię pilnować całą noc.
- Skoro nie pozostawiasz mi wyboru... - wtuliłam się w niego
Czułam ciepło i bezpieczeństwo. Zasnęłam niemal od razu. Śnił mi się pierwszy raz od dwóch lat mój ojciec. Kolejny raz płonął stojąc przede mną. Lecz tym razem ogień po chwili zostawił go a on mnie przytulił, zaczęłam płakać mu w ramionach jako dorosła. Byłam pewna że pogratuluje mi mojej kontroli nad ogniem i że z mamą wszystko w porządku, niestety myliłam się
- Alice, przed tobą dużo ciężkich wyborów. - pogłaskał mnie po głowie - Ona zadecydują nad twoją przyszłością.
- Tak wiem. Niedługo miną dwa lata z przepowiedni Mick'a a za rok. - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję że spotkam się z wami.
- Tylko mi nie mów takich rzeczy! - uderzył mnie delikatnie w brodę, tak jak to robił kiedyś - To że Mick ci przepowiedział przyszłość, nie znaczy że nie możesz jej zmienić. Zapamiętaj to. A właśnie! - wziął moją rękę i coś do niej włożył - Jeśli to zobaczysz rób to co czujesz. Zaufaj mi.
- Lilia wodna? - popatrzyłam zdziwiona na kwiat - Ale... - zniknął
Po moich policzkach poleciały łzy. Gdzieś w środku czułam że to był ostatni raz jak z nim rozmawiam. Spojrzałam jeszcze raz na kwiat. Tylko żebym nie musiała czekać za długo, mój czas powoli się kończy. Obudziłam się ze łzami w oczach, wtulona w śpiącego Ben'a. To ciepło dodawało mi teraz odwagi by przetrwać ten ostatni rok. Może jednak udało mu się do mnie zbliżyć wystarczająco blisko? Pogładziłam ręką po jego policzku, uśmiechnął się. Może dobrze że to był on a nie Jack. Spojrzałam na zegarek, była 12 w południe. Już czułam tą złość Mick'a za brak pomocy
- Ben wstawaj! - uderzyłam go delikatnie w policzek - Jest południe!
- Jeszcze 5 minut skarbie... - pocałował mnie delikatnie w usta
- Ja ci zaraz dam skarbie jak nie wstaniesz! - powstrzymałam się od uderzenia go - Chyba że wolisz by Mick cię zobaczył?
- Hę? - otworzył oczy i spojrzał na mnie zaspany - A skoro tak to przedstawiasz... - niechętnie wstał - Płakałaś w nocy.
- Miałam dziwny sen. - wziął łyka z butelki która była na stoliku nocnym - Wiesz coś o liliach wodnych? - butelka upadła a woda się rozlała - Ben?
- Muszę coś załatwić. - wybiegł szybko zostawiając mnie z bałaganem
- Dzięki... - mruknęłam zdołowana i spojrzałam w lustro - Ej! Coś ty mi w nocy robił że mam coś na szyi czerwonego?!
- To mi wygląda na malinke. - za mną stanęła Minnie - I nie martw się tata jeszcze też śpi. Wczoraj do późna ustalał szczegóły balu. Nie martw się, nie wie że Ben tutaj spał.
- Nie powiesz mu? - odwróciłam się do niej zmartwiona - Błagam.
- Nie ma sprawy i tak nie wie o wielu rzeczach. Takich jak ta wtedy na basenie dwa lata temu. - uśmiechnęła się wrednie
- Musiałaś mi przypominać? - zamknęłam oczy próbując zapomnieć tamto wydarzenie - Ech... Kiedy mamy przymiarkę sukni?
- Jutro rano. - zaakcentowała słowo "rano" i wyszła
Czyli dzisiaj też będę mogła tutaj siedzieć. Usiadłam na łóżku, zabrałam książkę ze stolika i zapominając o wylanej wodzie zatraciłam się w historię Tristana i Izoldy.
- Mogę wejść? - to był Ben, coraz częściej przychodzi w nocy do mojego pokoju - Nic ci nie zrobię.
- Ile razy to już słyszałam? - warknęłam zła - Wejdź bo i tak mi nie dasz spokoju.
- Widzę już trochę mnie poznałaś. - radosnym krokiem wparował do pokoju - Widzę że Evi nadal się nie ruszył. - usiadł na łóżku - Trochę mnie to martwi.
- Nie tylko ciebie. Już dwa lata tak jest. - położyłam sobie poduszkę na kolanach - A opowiedz skąd masz Sin?
- Ona nie jest moja. - zamyślił się - Ma mnie pilnować. Kumpel jej kazał. No wiesz... Bym nic tutaj nie zmalował. Ha ha ha!
- Ale widzę że ty nic z tego nie robisz. - uśmiechnęłam się - A jeśli chodzi o bal. Ponoć wszystkie żywioły mają się tam pojawić, czyli że Matt, Lilly, Lucy, James i...
- Chyba tylko oni... - położył się na łóżku - ...Nie pamiętam by był ktoś jeszcze.
- Nie kładź się na moim łóżku. - westchnęłam zmęczona - Chcę iść zaraz spać.
- Dobrze się składa ja również. - chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie - Mi nie przeszkadza że będziemy spać razem.
- Ale za to mi przeszkadza. - spróbowałam mu się wyrwać - Puść mnie.
- Jesteś już w piżamie więc śpij. - przytulił mnie i przykrył kołdrą
- Nic nie zrobisz? - spojrzałam na niego podejrzliwie
- Nie zrobię. - pogłaskał mnie po głowie - Będę cię pilnować całą noc.
- Skoro nie pozostawiasz mi wyboru... - wtuliłam się w niego
Czułam ciepło i bezpieczeństwo. Zasnęłam niemal od razu. Śnił mi się pierwszy raz od dwóch lat mój ojciec. Kolejny raz płonął stojąc przede mną. Lecz tym razem ogień po chwili zostawił go a on mnie przytulił, zaczęłam płakać mu w ramionach jako dorosła. Byłam pewna że pogratuluje mi mojej kontroli nad ogniem i że z mamą wszystko w porządku, niestety myliłam się
- Alice, przed tobą dużo ciężkich wyborów. - pogłaskał mnie po głowie - Ona zadecydują nad twoją przyszłością.
- Tak wiem. Niedługo miną dwa lata z przepowiedni Mick'a a za rok. - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję że spotkam się z wami.
- Tylko mi nie mów takich rzeczy! - uderzył mnie delikatnie w brodę, tak jak to robił kiedyś - To że Mick ci przepowiedział przyszłość, nie znaczy że nie możesz jej zmienić. Zapamiętaj to. A właśnie! - wziął moją rękę i coś do niej włożył - Jeśli to zobaczysz rób to co czujesz. Zaufaj mi.
- Lilia wodna? - popatrzyłam zdziwiona na kwiat - Ale... - zniknął
Po moich policzkach poleciały łzy. Gdzieś w środku czułam że to był ostatni raz jak z nim rozmawiam. Spojrzałam jeszcze raz na kwiat. Tylko żebym nie musiała czekać za długo, mój czas powoli się kończy. Obudziłam się ze łzami w oczach, wtulona w śpiącego Ben'a. To ciepło dodawało mi teraz odwagi by przetrwać ten ostatni rok. Może jednak udało mu się do mnie zbliżyć wystarczająco blisko? Pogładziłam ręką po jego policzku, uśmiechnął się. Może dobrze że to był on a nie Jack. Spojrzałam na zegarek, była 12 w południe. Już czułam tą złość Mick'a za brak pomocy
- Ben wstawaj! - uderzyłam go delikatnie w policzek - Jest południe!
- Jeszcze 5 minut skarbie... - pocałował mnie delikatnie w usta
- Ja ci zaraz dam skarbie jak nie wstaniesz! - powstrzymałam się od uderzenia go - Chyba że wolisz by Mick cię zobaczył?
- Hę? - otworzył oczy i spojrzał na mnie zaspany - A skoro tak to przedstawiasz... - niechętnie wstał - Płakałaś w nocy.
- Miałam dziwny sen. - wziął łyka z butelki która była na stoliku nocnym - Wiesz coś o liliach wodnych? - butelka upadła a woda się rozlała - Ben?
- Muszę coś załatwić. - wybiegł szybko zostawiając mnie z bałaganem
- Dzięki... - mruknęłam zdołowana i spojrzałam w lustro - Ej! Coś ty mi w nocy robił że mam coś na szyi czerwonego?!
- To mi wygląda na malinke. - za mną stanęła Minnie - I nie martw się tata jeszcze też śpi. Wczoraj do późna ustalał szczegóły balu. Nie martw się, nie wie że Ben tutaj spał.
- Nie powiesz mu? - odwróciłam się do niej zmartwiona - Błagam.
- Nie ma sprawy i tak nie wie o wielu rzeczach. Takich jak ta wtedy na basenie dwa lata temu. - uśmiechnęła się wrednie
- Musiałaś mi przypominać? - zamknęłam oczy próbując zapomnieć tamto wydarzenie - Ech... Kiedy mamy przymiarkę sukni?
- Jutro rano. - zaakcentowała słowo "rano" i wyszła
Czyli dzisiaj też będę mogła tutaj siedzieć. Usiadłam na łóżku, zabrałam książkę ze stolika i zapominając o wylanej wodzie zatraciłam się w historię Tristana i Izoldy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)