Leżałam całą noc i nie zmrużyłam oka. Chowałam się pod kołdrą, ukryta przed całym światem. Rano ktoś zapukał do drzwi
- Mogę wejść? - rozpoznałam głos Mick'a, wydawał się zmartwiony - Coś się stało? Wieczorem? - przytrzymałam mocniej kołdrę przy głowie - Możesz wyjść spod tej kołdry? - poczułam zdjęcie kołdry z moich nóg - Bo będę zmuszony do użycia siły.
- Czego? - zdjęłam kołdrę z głowy i spojrzałam na niego
- Czy coś się stało wczoraj że tak tu leżysz? - usiadł w tym samym miejscu co Ben wczoraj. Momentalnie się odsunęłam - Alice?
- Ben mnie wczoraj pocałował. - wymamrotałam zdołowana
- To wszystko? - wstał i podszedł do drzwi - Co chcesz na obiad?
- Dzięki za współczucie! - rzuciłam w niego poduszką
Coś wymamrotał pod nosem i wyszedł. Przebrałam się i wyszłam na zewnątrz. Była już dwunasta więc postanowiłam się przejść po lesie. Telefon od James'a zostawiłam w pokoju by mnie więcej nie drażnił. Poszłam nad staw. Tym razem wzięłam mały prowiant by posiedzieć tam dłużej nie martwiąc się później o wcześniejszy powrót. Usiadłam tuż nad brzegiem i ponownie zamoczyłam nogi w wodzie. Miałam nadzieję że razem z jej chłodem wspomnienie wczorajszego wieczora przeminie albo chociaż nie będzie tak mnie męczyć. Spojrzałam w spokojną już taflę jeziora
- Może on ma rację? Może powinnam naprawdę zapomnieć o Jack'u? - pomachałam delikatnie nogami - Było by w sumie wygodniej i może bardzie skupiłabym się na treningach. Wczoraj prawie podpaliłam zamek... - przejechałam palcem po wodzie - W sumie, gdyby nie Ben nawet bym nie zauważyła tego. - coś przejechało mi po stopie - A! - wyciągnęłam obie szybko z wody - Tutaj są jakieś ryby?
Pochyliłam się i spróbowałam dostrzec coś pod wodą. W pewnym momencie zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Zanurkowałam myśląc że się topi. Gdy znalazłam się pod wodą nikogo nie było. To jezioro było głębsze niż się mogło wydawać. Popłynęłam w dół wciąż szukając topielca. Po chwili poczułam że zaczyna mi brakować powietrza i powinnam jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię. Niestety nie zdążyłam. Z braku tlenu powoli traciłam przytomność i opadałam na dno. Poczułam jak moje plecy uderzają delikatnie o dno. Minutę przed utratą całkowicie przytomności ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie do góry. Mimo że byłam pod wodą, na samym dnie jeziora, czułam w miejscu gdzie mnie trzymał dziwne uczucie. Było to bardzo przyjemne zimno. Zemdlałam. Przebudziłam się na brzegu przemoczona. Otworzyłam delikatnie oczy i zobaczyłam czarnowłosego chłopaka który mnie reanimował. Słyszałam również jego głos
- Głupia, po co tam wskakiwałaś! - znałam ten głos - Nie waż mi się teraz tutaj udusić! Nie przy mnie!
- J...Jack? - otworzyłam oczy szerzej i wyplułam całą wodę która mi naleciała
- Żyjesz! - przytulił mnie mocno - Tak się cieszę! Ale nie jestem tym o którym myślisz.
- I tak wiem swoje. - poczułam że znów odpływam - Proszę nie zostawiaj mnie.
Zemdlałam. Gdy obudziłam się ponownie byłam sama a na niebie był już księżyc. Nie jestem pewna czy to mi się śniło czy zdarzyło się naprawdę ale... To było miłe. Jedyne co mogło mnie utrzymać w przekonaniu że to się zdarzyło były mokre włosy i zjedzone jedzenie. Wróciłam do zamku naładowana pozytywnymi wibracjami które znikły jak tylko zobaczyłam Bena stojącego pod bramą. Gdy mnie zobaczył podszedł
- Pływałaś? - dotknął moich mokrych włosów
- Nie twoja sprawa. - cofnęłam się do tyłu
- Nie martw się jakbym chciał cię pocałować już bym to zrobił. - szepnął mi do ucha - Ale powiem ci że słodko wyglądasz w mokrych ciuchach.
Poczułam jak robi mi się gorąco na policzkach. Całkowicie zapomniałam o ubraniach! Pobiegłam do swojego pokoju się przebrać. Kiedy usiadłam ubrana już w suche ciuchy na łóżku, odezwał się mój brzuch. Uważając na to by nie wpaść na Bena zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie tosty z którymi wyszłam na zewnątrz. Wiatr był delikatny i ciepły co mnie uspokajało. Obok mnie usiadł Mick. Wziął jednego tosta i zaczął go jeść
- Co dzisiaj robiłaś? - rzucił spoglądając w gwiazdy - Znikłaś na cały dzień i się martwiłem.
- Byłam z... - zamyśliłam się a po chwili uśmiechnęłam - Przyjacielem.
- Więc tutaj utknął. - prychnął powstrzymując śmiech - Idziemy jutro na basen? Minnie chciała iść.
- Z wielką chęcią. - uśmiechnęłam się
Wróciłam do pokoju i zasnęłam. Śnił mi się bardzo dobry sen tej nocy.
Alice poznała prawdę o swoim darze, lecz nie wszystko poszło po jej myśli. W tym momencie, razem z Jackiem musi nauczyć nowych przyjaciół opanowania. Czy Alice i Jack przetrwają wszelkie próby, które napotkają? Dowiesz się tylko czytając następne rozdziały.
wtorek, 28 stycznia 2014
niedziela, 26 stycznia 2014
Rozdział piętnasty "Obietnica"
Mick podszedł do nas z uśmiechem na twarzy. Cały czas miałam wtuloną w siebie dziewczynkę. Chłopak w kapturze ciągle się śmiał pod nosem co mnie strasznie denerwowało. Zawiesił się Mick'owi na ramieniu
- No opowiedz nam o swojej córeczce. - wskazał na dziewczynkę, uśmiech znikł z twarzy Mick'a
- Co tutaj robisz? - spojrzał na dziewczynkę
- Chciałam się pobawić, ale... - spróbowała się schować w moich ramionach - Nikt nie chciał.
- Mick, tak się nie traktuje dzieci. - warknęłam ściskając ją - Dzieci powinny mieć gdzie wracać.
- Ty to mówisz? - Mick prychnął
- Ogarnij się. - powstrzymał go kaptur - Nie jej wina że jej matka tak ją traktowała. Ty nie musisz popełniać tego błędu. Popatrz mi w oczy i powiedz że nie kochasz tej małej.
- Tato? - odwróciła głowę w stronę Mick'a
- Eh... - Mick podszedł do nas i pogłaskał dziewczynkę po głowie - Twoja mama bardzo cię kochała, nawet dała ci imię. - uśmiechnęłam się i wypuściłam ją, od razu rzuciła się Mick'owi w ramiona - Minnie, pasuje ci?
- Tak! - oboje uśmiechnęli się po czym dziewczynka popatrzyła na mnie i na kapturka - Dziękuję!
- Słodko... - stwierdził kapturek zapatrzony w tą rodzinną scenkę. Wykorzystując sytuację zdjęłam mu kaptur. To był jakiś krótkowłosy szatyn. Spojrzał na mnie zdziwiony - Nie zrobiłaś tego...
- Kim jesteś? - otworzyłam szeroko oczy
- Oberwie mi się za to. - podrapał się po głowie zmieszany - Jestem Ben. Teraz mogę się czuć jak trup.
- Dlaczego się ukrywałeś? - chwyciłam go pod szyją za bluzę i przyciągnęłam do siebie - Dlaczego podrzuciłeś mi telefon od James'a?
- Co? - patrzył na mnie zdziwiony - Ja ci nic nie podrzuciłem!
- Tylko ty miałeś do tego okazję. Nikt inny się do mnie nie zbliżył, ty miałeś okazję wtedy gdy byliśmy w piwnicy. - odrzuciłam go od siebie i spojrzałam na Mick'a - Ty wiesz wszystko. Mów że to on mi podrzucił... - wyjęłam telefon z kieszeni - ...ten telefon.
- To nie on. - Mick wziął Minnie na ręce i wrócił do środka
- Skoro nie ty... - ścisnęłam pięści i zwróciłam się do Ben'a - Skoro nie jesteś z James'em to z kim? Minnie jak cię zobaczyła powiedziała woda, mi powiedziała żywioł nad którym władam. Ale tobie? Mogła powiedzieć tylko żywioł z którym masz do czynienia a skoro to woda to tylko James albo... - uśmiechnął się wrednie - Z czego się śmiejesz?
- Z twojego rozumowania. - wybuchnął śmiechem - Nawet nie wiesz czy ta mała wdała się w ojczulka czy w mamuśkę! Ha ha ha! Dawno się tak nie uśmiałem!
- Co jest w tym śmiesznego? - cofnęłam się od niego
- Naprawdę nic nie rozumiesz. - spojrzał na mnie rozbawiony i zakrył usta ręką - Ale to jest w tobie słodkie.
- Słucham? - poczułam jak robię się czerwona na policzkach
- Może Jack cię zostawił, ale ja tego błędu nie popełnię. - puścił mi oko i poszedł za Mick'iem
- To chyba żart... W końcu i tak nic nie wiem. - przejechałam ręką włosy - Ech... A gdzie jest Evi?
Poszłam do pokoju. Leżał na moim łóżku i spał. Tylko że... Nie oddychał. Podeszłam bliżej i dotknęłam go, zmienił się w popiół. Był ze mną jeden dzień i już zniknął.
- Teraz czekać aż powstaniesz. - uśmiechnęłam się i zebrałam jego prochy do miseczki - Żeby to było takie proste.
Położyłam go na stoliczku obok łóżka i położyłam się. Na zewnątrz było już ciemno. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Ktoś podszedł do łóżka i usiadł obok mnie
- Miałaś nadzieję że jestem kimś innym, prawda?
- Tak, macie podobne głosy... - wstałam i spojrzałam mu w oczy
- Cóż gdybyś go teraz spotkała... - uśmiechnął się i kiwnął głową - ...straciłabyś całą wiarę w niego.
- Dlaczego? - otworzyłam szeroko oczy
- Kiedy nie ma się czegoś ważnego dla serca, nawet Bóg może się zatracić. - spojrzał na mnie rozczulony - Sprawię że o nim zapomnisz. - zbliżył się do mnie - Ze mną będziesz szczęśliwsza niż z nim.
- Co ty chcesz zrobić? - odsunęłam się aż pod ścianę ale on nadal się przysuwał
- Pozwól mi. - położył dłoń na mój policzek i przywarł czołem do mojego czoła - Chcę byś była szczęśliwa.
- Nawet mnie nie znasz. - spróbowałam się wyrwać ale chwycił mnie za ręce
- Dużo o tobie słyszałem, wystarczająco dużo by móc się w tobie zakochać. - spojrzał mi głęboko w oczy - Pozwolisz mi się do siebie zbliżyć?
- Nie... - pocałował mnie namiętnie a wokół nas pojawił się płomień. Przestał. - ...Wiem.
- Czyli mam szanse. - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło - Zapomnisz o nim, obiecuję.
Odwróciłam od niego głowę a płomień znikł. Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Całą noc nie mogłam spać.
- No opowiedz nam o swojej córeczce. - wskazał na dziewczynkę, uśmiech znikł z twarzy Mick'a
- Co tutaj robisz? - spojrzał na dziewczynkę
- Chciałam się pobawić, ale... - spróbowała się schować w moich ramionach - Nikt nie chciał.
- Mick, tak się nie traktuje dzieci. - warknęłam ściskając ją - Dzieci powinny mieć gdzie wracać.
- Ty to mówisz? - Mick prychnął
- Ogarnij się. - powstrzymał go kaptur - Nie jej wina że jej matka tak ją traktowała. Ty nie musisz popełniać tego błędu. Popatrz mi w oczy i powiedz że nie kochasz tej małej.
- Tato? - odwróciła głowę w stronę Mick'a
- Eh... - Mick podszedł do nas i pogłaskał dziewczynkę po głowie - Twoja mama bardzo cię kochała, nawet dała ci imię. - uśmiechnęłam się i wypuściłam ją, od razu rzuciła się Mick'owi w ramiona - Minnie, pasuje ci?
- Tak! - oboje uśmiechnęli się po czym dziewczynka popatrzyła na mnie i na kapturka - Dziękuję!
- Słodko... - stwierdził kapturek zapatrzony w tą rodzinną scenkę. Wykorzystując sytuację zdjęłam mu kaptur. To był jakiś krótkowłosy szatyn. Spojrzał na mnie zdziwiony - Nie zrobiłaś tego...
- Kim jesteś? - otworzyłam szeroko oczy
- Oberwie mi się za to. - podrapał się po głowie zmieszany - Jestem Ben. Teraz mogę się czuć jak trup.
- Dlaczego się ukrywałeś? - chwyciłam go pod szyją za bluzę i przyciągnęłam do siebie - Dlaczego podrzuciłeś mi telefon od James'a?
- Co? - patrzył na mnie zdziwiony - Ja ci nic nie podrzuciłem!
- Tylko ty miałeś do tego okazję. Nikt inny się do mnie nie zbliżył, ty miałeś okazję wtedy gdy byliśmy w piwnicy. - odrzuciłam go od siebie i spojrzałam na Mick'a - Ty wiesz wszystko. Mów że to on mi podrzucił... - wyjęłam telefon z kieszeni - ...ten telefon.
- To nie on. - Mick wziął Minnie na ręce i wrócił do środka
- Skoro nie ty... - ścisnęłam pięści i zwróciłam się do Ben'a - Skoro nie jesteś z James'em to z kim? Minnie jak cię zobaczyła powiedziała woda, mi powiedziała żywioł nad którym władam. Ale tobie? Mogła powiedzieć tylko żywioł z którym masz do czynienia a skoro to woda to tylko James albo... - uśmiechnął się wrednie - Z czego się śmiejesz?
- Z twojego rozumowania. - wybuchnął śmiechem - Nawet nie wiesz czy ta mała wdała się w ojczulka czy w mamuśkę! Ha ha ha! Dawno się tak nie uśmiałem!
- Co jest w tym śmiesznego? - cofnęłam się od niego
- Naprawdę nic nie rozumiesz. - spojrzał na mnie rozbawiony i zakrył usta ręką - Ale to jest w tobie słodkie.
- Słucham? - poczułam jak robię się czerwona na policzkach
- Może Jack cię zostawił, ale ja tego błędu nie popełnię. - puścił mi oko i poszedł za Mick'iem
- To chyba żart... W końcu i tak nic nie wiem. - przejechałam ręką włosy - Ech... A gdzie jest Evi?
Poszłam do pokoju. Leżał na moim łóżku i spał. Tylko że... Nie oddychał. Podeszłam bliżej i dotknęłam go, zmienił się w popiół. Był ze mną jeden dzień i już zniknął.
- Teraz czekać aż powstaniesz. - uśmiechnęłam się i zebrałam jego prochy do miseczki - Żeby to było takie proste.
Położyłam go na stoliczku obok łóżka i położyłam się. Na zewnątrz było już ciemno. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Ktoś podszedł do łóżka i usiadł obok mnie
- Miałaś nadzieję że jestem kimś innym, prawda?
- Tak, macie podobne głosy... - wstałam i spojrzałam mu w oczy
- Cóż gdybyś go teraz spotkała... - uśmiechnął się i kiwnął głową - ...straciłabyś całą wiarę w niego.
- Dlaczego? - otworzyłam szeroko oczy
- Kiedy nie ma się czegoś ważnego dla serca, nawet Bóg może się zatracić. - spojrzał na mnie rozczulony - Sprawię że o nim zapomnisz. - zbliżył się do mnie - Ze mną będziesz szczęśliwsza niż z nim.
- Co ty chcesz zrobić? - odsunęłam się aż pod ścianę ale on nadal się przysuwał
- Pozwól mi. - położył dłoń na mój policzek i przywarł czołem do mojego czoła - Chcę byś była szczęśliwa.
- Nawet mnie nie znasz. - spróbowałam się wyrwać ale chwycił mnie za ręce
- Dużo o tobie słyszałem, wystarczająco dużo by móc się w tobie zakochać. - spojrzał mi głęboko w oczy - Pozwolisz mi się do siebie zbliżyć?
- Nie... - pocałował mnie namiętnie a wokół nas pojawił się płomień. Przestał. - ...Wiem.
- Czyli mam szanse. - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło - Zapomnisz o nim, obiecuję.
Odwróciłam od niego głowę a płomień znikł. Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Całą noc nie mogłam spać.
niedziela, 19 stycznia 2014
Rozdział czternasty "Zagadki"
Razem z Mick'iem wróciłam do pokoju ze świeczkami. Tym razem miałam miałam utrzymać płomień jak najdłużej. Mick po półgodzinie musiał wyjść uzupełnić ważne papiery więc zostałam sama. Zaczęłam myśleć nad tym chłopakiem pod kapturem. Jestem prawie pewna że to był Jack! Tylko że on nie miał kolibra. Taki szczegół by mi przecież nie uciekł... Przez moment nawet wydawało mi się że chciał nazwać mnie dziewczynką. Od teraz będę za wszelką cenę musiała zobaczyć jego twarz. Nagle ktoś chwycił mnie od tyłu
- Chcesz spalić cały zamek? - spojrzałam na płomień sięgający sufitu - Uspokój się. - poczułam jego oddech na policzku a tam gdzie mnie trzymał ciepło. To nie jest Jack. Płomień wrócił do poprzedniej postaci. - Dobrze. Uważaj następnym razem. - puścił mnie - O kim się tak rozmarzyłaś?
- Kim jesteś? - odwróciłam się do niego - Zdejmij kaptur i powiedz mi kim jesteś.
- Nie mogę tego zrobić. - zasłonił się jeszcze bardziej kapturem - Nie teraz.
- Dlaczego? - skrzyżowałam ręce - Z resztą nie ważne. Zostaw mnie.
Wybiegłam do góry. Słońce było już wysoko na niebie. Wyszłam przez bramę i postanowiłam przejść się po okolicy. To nie jest Jack. Kiedy on mnie dotykał czułam zimno... A u niego... normalne ludzkie ciepło. Weszłam do lasu. Znalazłam małą polanę z jeziorkiem. Usiadłam na brzegu i spojrzałam w spokojną taflę wody. Mam powoli dość tych żywiołów. Zdjęłam buty i zamoczyłam nogi
- Dobrze że jest ciepło... - spojrzałam w słoneczne czyste niebo - Mój mały azyl.
Po chwili spokoju zadzwonił telefon w mojej kieszeni.
- Skąd ja mam telefon? - wyjęłam go z kieszeni - Nieznany numer? - odebrałam i przyłożyłam do ucha - Halo?
- Witaj Maleńka. - ten głos zmroził mi krew w żyłach - Pewnie dziwi cię fakt że masz telefon i ja wiedziałem jaki ma numer. Odpowiem ci od razu na te pytania. Mój kret ci go podrzucił. - przypomniałam sobie jak kaptur mnie zaskoczył przy świecach - Po twoim milczeniu wnioskuje że się domyślasz kto to.
- Czego chcesz? - warknęłam zła ściskając mocno telefon ze złości
- Mam w planach cię odwiedzić. Wiem gdzie jesteś więc to nie jest takie trudne. - położyłam jedną rękę na trawie i mocno ją ścisnęłam - Uczysz się tam kontroli prawda? - trawa zaczęła się palić - Dobrze przejdę do sedna. - zamilkł na chwilę
- James? - zmartwiłam się jego milczeniem
- Unikaj bycia samej. - rozłączył się
- Co to ma być? - spojrzałam zdziwiona na telefon a płomień zgasł - O co ci chodzi?
Wstałam, wzięłam buty w rękę i poszłam do domu. Kiedy nogi mi wyschły założyłam buty. Cały czas czułam że ktoś mnie obserwuje ale nie zwracałam na to większej uwagi. Weszłam na dziedziniec zamku i rozejrzałam się dookoła. Było tu tylko kilka osób. W jednym kącie siedziała mała czarnowłosa dziewczynka skulona i smutna. Podeszłam do niej
- Co się stało malutka? - pochyliłam się do niej - Czemu jesteś smutna?
- Hm? - spojrzała na mnie zdziwiona a jej oczy błysnęły - Ogień.
- Słucham? - do nas podszedł kapturek - Kim ona jest kablu?
- Jaki kablu? - warknął zły a dziewczynka spojrzała na niego
- Woda... - wymamrotała a jej oczy zrobiły się niebieskie
- Woda? - zwróciłam się z powrotem do dziewczynki - Kim jesteś?
- Nie boicie się mnie? - zobaczyłam promyk radości w jej oczach - Nie boicie prawda?
- Jak można się bać małej dziewczynki? - usiadłam obok niej i oparłam się o ścianę - Powiedz jak się nazywasz?
- Tata nie dał mi imienia...
- A mama? - chłopak podszedł do niej zainteresowany
- Nie znam jej. Zginęła przy moim porodzie... - jej oczy stały się puste - Tata mnie za to nienawidzi.
- Kim jest twój tata? - przytuliłam ją do siebie a w tej samej chwili na plac wyszedł Mick
- To on. - dziewczynka wskazała na Mick'a
- Wiedziałem że jest stary ale... Żeby dziecka się dorobić... - mruknął chłopak powstrzymując śmiech - Ej! Mick! Chodź opowiesz mi o swoich podbojach miłosnych!
- Ja w to nie wierzę... - uderzyłam się ręką w czoło
- Chcesz spalić cały zamek? - spojrzałam na płomień sięgający sufitu - Uspokój się. - poczułam jego oddech na policzku a tam gdzie mnie trzymał ciepło. To nie jest Jack. Płomień wrócił do poprzedniej postaci. - Dobrze. Uważaj następnym razem. - puścił mnie - O kim się tak rozmarzyłaś?
- Kim jesteś? - odwróciłam się do niego - Zdejmij kaptur i powiedz mi kim jesteś.
- Nie mogę tego zrobić. - zasłonił się jeszcze bardziej kapturem - Nie teraz.
- Dlaczego? - skrzyżowałam ręce - Z resztą nie ważne. Zostaw mnie.
Wybiegłam do góry. Słońce było już wysoko na niebie. Wyszłam przez bramę i postanowiłam przejść się po okolicy. To nie jest Jack. Kiedy on mnie dotykał czułam zimno... A u niego... normalne ludzkie ciepło. Weszłam do lasu. Znalazłam małą polanę z jeziorkiem. Usiadłam na brzegu i spojrzałam w spokojną taflę wody. Mam powoli dość tych żywiołów. Zdjęłam buty i zamoczyłam nogi
- Dobrze że jest ciepło... - spojrzałam w słoneczne czyste niebo - Mój mały azyl.
Po chwili spokoju zadzwonił telefon w mojej kieszeni.
- Skąd ja mam telefon? - wyjęłam go z kieszeni - Nieznany numer? - odebrałam i przyłożyłam do ucha - Halo?
- Witaj Maleńka. - ten głos zmroził mi krew w żyłach - Pewnie dziwi cię fakt że masz telefon i ja wiedziałem jaki ma numer. Odpowiem ci od razu na te pytania. Mój kret ci go podrzucił. - przypomniałam sobie jak kaptur mnie zaskoczył przy świecach - Po twoim milczeniu wnioskuje że się domyślasz kto to.
- Czego chcesz? - warknęłam zła ściskając mocno telefon ze złości
- Mam w planach cię odwiedzić. Wiem gdzie jesteś więc to nie jest takie trudne. - położyłam jedną rękę na trawie i mocno ją ścisnęłam - Uczysz się tam kontroli prawda? - trawa zaczęła się palić - Dobrze przejdę do sedna. - zamilkł na chwilę
- James? - zmartwiłam się jego milczeniem
- Unikaj bycia samej. - rozłączył się
- Co to ma być? - spojrzałam zdziwiona na telefon a płomień zgasł - O co ci chodzi?
Wstałam, wzięłam buty w rękę i poszłam do domu. Kiedy nogi mi wyschły założyłam buty. Cały czas czułam że ktoś mnie obserwuje ale nie zwracałam na to większej uwagi. Weszłam na dziedziniec zamku i rozejrzałam się dookoła. Było tu tylko kilka osób. W jednym kącie siedziała mała czarnowłosa dziewczynka skulona i smutna. Podeszłam do niej
- Co się stało malutka? - pochyliłam się do niej - Czemu jesteś smutna?
- Hm? - spojrzała na mnie zdziwiona a jej oczy błysnęły - Ogień.
- Słucham? - do nas podszedł kapturek - Kim ona jest kablu?
- Jaki kablu? - warknął zły a dziewczynka spojrzała na niego
- Woda... - wymamrotała a jej oczy zrobiły się niebieskie
- Woda? - zwróciłam się z powrotem do dziewczynki - Kim jesteś?
- Nie boicie się mnie? - zobaczyłam promyk radości w jej oczach - Nie boicie prawda?
- Jak można się bać małej dziewczynki? - usiadłam obok niej i oparłam się o ścianę - Powiedz jak się nazywasz?
- Tata nie dał mi imienia...
- A mama? - chłopak podszedł do niej zainteresowany
- Nie znam jej. Zginęła przy moim porodzie... - jej oczy stały się puste - Tata mnie za to nienawidzi.
- Kim jest twój tata? - przytuliłam ją do siebie a w tej samej chwili na plac wyszedł Mick
- To on. - dziewczynka wskazała na Mick'a
- Wiedziałem że jest stary ale... Żeby dziecka się dorobić... - mruknął chłopak powstrzymując śmiech - Ej! Mick! Chodź opowiesz mi o swoich podbojach miłosnych!
- Ja w to nie wierzę... - uderzyłam się ręką w czoło
piątek, 17 stycznia 2014
Rozdział trzynasty "Wytrwałość"
Obudziłam się około szóstej rano. Na zewnątrz było jeszcze ciemno i ponuro. Feniks również się obudził i spojrzał na mnie swoimi małymi czerwonymi oczkami
- Trzeba by cię tu nazwać prawda? - pogłaskałam go po głowie w zamyśleniu - Hm... Może by tak... Evi? - przytulił się do mojej ręki - Podoba ci się? To dobrze. - wyjrzałam przez okno - Idziemy obudzić Mick'a?
Evi pokiwał twierdząco głową. Po porannej łazience wyszłam z pokoju z Evi'm na ramieniu. Na korytarzu było pusto i strasznie. Można było wyczuć straszną przeszłość która zamieszkiwała tu w dawnych czasach. Przeszedł mnie dreszcz. Zeszłam po schodach i przypomniałam sobie że nie wiem gdzie Mick ma swój pokój. Oparłam się zdołowana o ścianę i spojrzałam w sufit
- My to mamy pecha. - spojrzałam na Evi - Chyba go nie obudzimy.
- Już nie śpię. - ktoś chuchnął mi do ucha na co przypaliłam mu włosy - Spokojnie to tylko ja. - ugasił szybko mały pożar - Skoro już wstałaś to pora na pierwszy trening. Chodź za mną.
- Tak to bywa jak się mnie straszy. - mruknęłam znudzona - Znowu mnie zaprowadzisz do jakiejś ciemnej piwnicy?
- Spokojnie, każdy twój trening będzie się odbywał w piwnicy. - uśmiechnął się przerażająco i zaprowadził mnie do dużej piwnicy wypełnionej świecami - Spokojnie nic ci nie zrobię.
- Zgaduję że mam zapalić te świeczki? - wskazałam na jedną świeczkę palcem
- Tak. Chcę wiedzieć na ile panujesz nad żywiołem. - związał mi oczy - Zapal co drugą świeczkę.
- Jak mam to zrobić skoro ich nie widzę? - mruknęłam zdołowana
- Wyobraź sobie cztery świeczki, zapalasz tylko co drugą. - wyobraziłam to sobie - Słyszysz?
- Niby co? - zdjęłam materiał z oczu
- Musisz słyszeć skwierczenie ognia. Jeśli tego nie usłyszysz i nie poczujesz tego ciepła. - postawił rękę nad płonącą świeczką - Będzie tak jak tutaj każda zapalona. Czyli słaba kontrola. Popatrz. - zdmuchnął jedną a za nią zgasły inne - Jeden podmuch a zgasły wszystkie. Postaraj się.
- Eh... - zamknęłam jeszcze raz oczy i wyobraziłam sobie cztery świeczki. Zapaliły się co drugie i spróbowałam je usłyszeć. Słyszałam delikatny odgłos a po chwili ciepło w rękach. Otworzyłam oczy. Świeciły się wszystkie świeczki - To żart?
- Ty się wcale nie starasz. - zdmuchnął je - Pokaż mi że chcesz tu być i chcesz się tego nauczyć.
- Chcę tego. - powtórzyłam wszystko jeszcze raz. Tym razem ciepło przeszło przez całe moje ramie. Otworzyłam oczy i znowu, wszystkie się świeciły - Ja chcę!
- To mi to udowodnij. - ponownie je zgasił jednym dmuchnięciem - Będziemy tu siedzieć tak długo aż ci się nie uda.
- A śniadanie? - spojrzałam na niego z pretensją
- Dzięki że pytasz nie jestem głodny. - uśmiechnął się siadając na krześle obok - No próbuj dalej.
- Denerwujesz mnie. - zacisnęłam pięść i spróbowałam ponownie. Nic to nie dało. - Żart?
- Czemu tak myślisz? - Mick wyglądał jakby zaczął się dobrze bawić - Spróbuj jeszcze raz.
- Jaki to ma sens? - spytałam retorycznie i powtórzyłam wszystko. Całe moje ciało przeszło ciepło. Otworzyłam oczy. Tym razem żadna się nie paliła - Jestem pewna że mi się tym razem udało!
- Jeszcze raz. - zakrył usta ręką powstrzymując się od śmiechu
- Zaraz spalę cię żywcem. - powtórzyłam wszystko. Otworzyłam oczy i powróciłam do początku. Paliły się wszystkie - Coś mi tu nie pasuje.
- Pozwól że ci wyjaśnię. - Mick wstał, podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę - Teraz zamknij oczy. - zamknęłam - Wyobraź sobie świecę. - wyobraziłam - A teraz ją zapal. - zapaliła się - A teraz nadal nie otwieraj oczu. - Poczułam coś ciepłego na mojej ręce. To była świeca - Ona się pali. Powiedz czy druga się świeci.
- Nie świeci. - nie wyczułam żadnego ciepła
- Błąd. - otworzyłam oczy i znowu wszystkie świece się paliły - Jesteś beznadziejna.
- Możesz wyjść na moment? - zaczęłam podejrzewać że przez niego mi się nie udaje. Wyszedł z wrednym uśmiechem na twarzy - Jeszcze raz. - Zamknęłam oczy. Powtórzyłam wszystko dokładnie jeszcze raz. Otworzyłam je. Świeczki paliły się co druga. - Mick! To ty je zapalałeś! - otworzyłam drzwi Mick zdążył już uciec - Mick!
Wyszłam zdenerwowana na górę. Było już jasno. Mick rozmawiał z kimś w kapturze. Podeszłam do niego wściekła
- Ładnie to tak oszukiwać? - położyłam ręce na biodra - Udało mi się.
- Ale gdybym cię nie podpuścił nie czułabyś ciepła w całym ciele prawda? - uśmiechnął się i zwrócił do mężczyzny - Jak widzisz wszystko jest dobrze. Jak tam Sin?
- Bardzo dobrze. Popatrz na nią. - wysunął palec a na nim usiadł koliber - Ostatnio jest strasznie marudna.
- Pewnie jest zła za to co zrobiłeś? - Mick spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem - Alice ten pan chciał zobaczyć feniksa.
- Skąd on o nim wie? - spojrzałam zainteresowana na mężczyznę - I kim on jest? Poza tym jeśli z kimś rozmawia to kaptur powinien zdjąć.
- Pyskata jesteś. - usłyszałam drwinę w jego głosie. Znajomym głosie
- Kim jesteś? Brzmisz skądś znajomo... - wyciągnęłam rękę by zdjąć mu kaptur ale się odsunął - Proszę mi powiedzieć.
- Pokaż ptaka. - Jego głos z kimś mi się kojarzył. Moment. Jack! Ale Jack nie miał kolibra. Spojrzałam na Sin - Skoro nie chcesz mi powiedzieć kim jesteś to powiedz mi skąd go masz.
- Nie twoja sprawa dzie... - przerwał w połowie zdania - Chyba już pójdę. Miałem zamiar zobaczyć mitycznego ptaka ale cóż... Widać kłamałeś że ona się z nim zaprzyjaźniła.
- Nie kłamał! Evi! - Na moim ramieniu usiadł Evi - I co?
- Łatwo cię zmanipulować. - rzucił krótko
- Zaraz kogoś uduszę. - warknęłam zła - Mick co dalej? - zobaczyłam jego zainteresowanie naszą dwójką - Mick! Trening!
- A! Tak! - ocknął się - Kapturek też będzie cię trenować. - uśmiechnął się głupio - Tylko mi tu jej nie podrywaj! Zajęta jest!
- Przez kogo? - oboje rzuciliśmy w niego wściekłym tonem - Hm?
- Nie ważne... - chwycił mnie za ramie i odprowadził od Kapturka - Idź trenować wyczucie ciepła.
- Ale... - zobaczyłam jego powagę której Matt kazał mi unikać - ...Dobra.
- Trzeba by cię tu nazwać prawda? - pogłaskałam go po głowie w zamyśleniu - Hm... Może by tak... Evi? - przytulił się do mojej ręki - Podoba ci się? To dobrze. - wyjrzałam przez okno - Idziemy obudzić Mick'a?
Evi pokiwał twierdząco głową. Po porannej łazience wyszłam z pokoju z Evi'm na ramieniu. Na korytarzu było pusto i strasznie. Można było wyczuć straszną przeszłość która zamieszkiwała tu w dawnych czasach. Przeszedł mnie dreszcz. Zeszłam po schodach i przypomniałam sobie że nie wiem gdzie Mick ma swój pokój. Oparłam się zdołowana o ścianę i spojrzałam w sufit
- My to mamy pecha. - spojrzałam na Evi - Chyba go nie obudzimy.
- Już nie śpię. - ktoś chuchnął mi do ucha na co przypaliłam mu włosy - Spokojnie to tylko ja. - ugasił szybko mały pożar - Skoro już wstałaś to pora na pierwszy trening. Chodź za mną.
- Tak to bywa jak się mnie straszy. - mruknęłam znudzona - Znowu mnie zaprowadzisz do jakiejś ciemnej piwnicy?
- Spokojnie, każdy twój trening będzie się odbywał w piwnicy. - uśmiechnął się przerażająco i zaprowadził mnie do dużej piwnicy wypełnionej świecami - Spokojnie nic ci nie zrobię.
- Zgaduję że mam zapalić te świeczki? - wskazałam na jedną świeczkę palcem
- Tak. Chcę wiedzieć na ile panujesz nad żywiołem. - związał mi oczy - Zapal co drugą świeczkę.
- Jak mam to zrobić skoro ich nie widzę? - mruknęłam zdołowana
- Wyobraź sobie cztery świeczki, zapalasz tylko co drugą. - wyobraziłam to sobie - Słyszysz?
- Niby co? - zdjęłam materiał z oczu
- Musisz słyszeć skwierczenie ognia. Jeśli tego nie usłyszysz i nie poczujesz tego ciepła. - postawił rękę nad płonącą świeczką - Będzie tak jak tutaj każda zapalona. Czyli słaba kontrola. Popatrz. - zdmuchnął jedną a za nią zgasły inne - Jeden podmuch a zgasły wszystkie. Postaraj się.
- Eh... - zamknęłam jeszcze raz oczy i wyobraziłam sobie cztery świeczki. Zapaliły się co drugie i spróbowałam je usłyszeć. Słyszałam delikatny odgłos a po chwili ciepło w rękach. Otworzyłam oczy. Świeciły się wszystkie świeczki - To żart?
- Ty się wcale nie starasz. - zdmuchnął je - Pokaż mi że chcesz tu być i chcesz się tego nauczyć.
- Chcę tego. - powtórzyłam wszystko jeszcze raz. Tym razem ciepło przeszło przez całe moje ramie. Otworzyłam oczy i znowu, wszystkie się świeciły - Ja chcę!
- To mi to udowodnij. - ponownie je zgasił jednym dmuchnięciem - Będziemy tu siedzieć tak długo aż ci się nie uda.
- A śniadanie? - spojrzałam na niego z pretensją
- Dzięki że pytasz nie jestem głodny. - uśmiechnął się siadając na krześle obok - No próbuj dalej.
- Denerwujesz mnie. - zacisnęłam pięść i spróbowałam ponownie. Nic to nie dało. - Żart?
- Czemu tak myślisz? - Mick wyglądał jakby zaczął się dobrze bawić - Spróbuj jeszcze raz.
- Jaki to ma sens? - spytałam retorycznie i powtórzyłam wszystko. Całe moje ciało przeszło ciepło. Otworzyłam oczy. Tym razem żadna się nie paliła - Jestem pewna że mi się tym razem udało!
- Jeszcze raz. - zakrył usta ręką powstrzymując się od śmiechu
- Zaraz spalę cię żywcem. - powtórzyłam wszystko. Otworzyłam oczy i powróciłam do początku. Paliły się wszystkie - Coś mi tu nie pasuje.
- Pozwól że ci wyjaśnię. - Mick wstał, podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę - Teraz zamknij oczy. - zamknęłam - Wyobraź sobie świecę. - wyobraziłam - A teraz ją zapal. - zapaliła się - A teraz nadal nie otwieraj oczu. - Poczułam coś ciepłego na mojej ręce. To była świeca - Ona się pali. Powiedz czy druga się świeci.
- Nie świeci. - nie wyczułam żadnego ciepła
- Błąd. - otworzyłam oczy i znowu wszystkie świece się paliły - Jesteś beznadziejna.
- Możesz wyjść na moment? - zaczęłam podejrzewać że przez niego mi się nie udaje. Wyszedł z wrednym uśmiechem na twarzy - Jeszcze raz. - Zamknęłam oczy. Powtórzyłam wszystko dokładnie jeszcze raz. Otworzyłam je. Świeczki paliły się co druga. - Mick! To ty je zapalałeś! - otworzyłam drzwi Mick zdążył już uciec - Mick!
Wyszłam zdenerwowana na górę. Było już jasno. Mick rozmawiał z kimś w kapturze. Podeszłam do niego wściekła
- Ładnie to tak oszukiwać? - położyłam ręce na biodra - Udało mi się.
- Ale gdybym cię nie podpuścił nie czułabyś ciepła w całym ciele prawda? - uśmiechnął się i zwrócił do mężczyzny - Jak widzisz wszystko jest dobrze. Jak tam Sin?
- Bardzo dobrze. Popatrz na nią. - wysunął palec a na nim usiadł koliber - Ostatnio jest strasznie marudna.
- Pewnie jest zła za to co zrobiłeś? - Mick spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem - Alice ten pan chciał zobaczyć feniksa.
- Skąd on o nim wie? - spojrzałam zainteresowana na mężczyznę - I kim on jest? Poza tym jeśli z kimś rozmawia to kaptur powinien zdjąć.
- Pyskata jesteś. - usłyszałam drwinę w jego głosie. Znajomym głosie
- Kim jesteś? Brzmisz skądś znajomo... - wyciągnęłam rękę by zdjąć mu kaptur ale się odsunął - Proszę mi powiedzieć.
- Pokaż ptaka. - Jego głos z kimś mi się kojarzył. Moment. Jack! Ale Jack nie miał kolibra. Spojrzałam na Sin - Skoro nie chcesz mi powiedzieć kim jesteś to powiedz mi skąd go masz.
- Nie twoja sprawa dzie... - przerwał w połowie zdania - Chyba już pójdę. Miałem zamiar zobaczyć mitycznego ptaka ale cóż... Widać kłamałeś że ona się z nim zaprzyjaźniła.
- Nie kłamał! Evi! - Na moim ramieniu usiadł Evi - I co?
- Łatwo cię zmanipulować. - rzucił krótko
- Zaraz kogoś uduszę. - warknęłam zła - Mick co dalej? - zobaczyłam jego zainteresowanie naszą dwójką - Mick! Trening!
- A! Tak! - ocknął się - Kapturek też będzie cię trenować. - uśmiechnął się głupio - Tylko mi tu jej nie podrywaj! Zajęta jest!
- Przez kogo? - oboje rzuciliśmy w niego wściekłym tonem - Hm?
- Nie ważne... - chwycił mnie za ramie i odprowadził od Kapturka - Idź trenować wyczucie ciepła.
- Ale... - zobaczyłam jego powagę której Matt kazał mi unikać - ...Dobra.
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział dwunasty "Feniks"
Na następny dzień zostałam wywieziona przez Matt'a i Lilly do zamku Draculi nic mi nie wyjaśniając. Rozmawiali między sobą
- Zobaczysz że ją polubi! W końcu w połowie jest jej żywiołem! - Lilly podskakiwała na siedzeniu jak oszalała - Poza tym znasz go.
- Tak zna, ale tak ci przypomnę że ma również w połowie twój żywioł. - Matt co chwilę spoglądał na mnie w lusterku - Pewnie ciekawi cię o kim rozmawiamy. Lilly jesteś taka pełna energii to opowiedz jej większość a on zajmie się szczegółami.
- Zgoda! - odwróciła się do mnie - Więc w zamku istnieje stowarzyszenie wierzące w nas. Jesteśmy tak jakby bogami! - zachichotała wrednie - Więc jest tam również taki chłopak. Jest on tak jakby medium. Widzi przyszłość. A to wszystko przez to że jest stworzony z dwóch żywiołów. Ognia i powietrza.
- A woda i ziemia? - starałam się wszystko ogarnąć
- Z tych żywiołów jest jego siostra. Dzięki takim żywiołom przyciągają się. Ale to teraz nie ważne. Ważne jest to jaki z niego przystojniak! - Lilly spojrzała w przestrzeń zauroczona
- Chodzi o to że on jest kapłanem zamku a jego siostra w Anglii niedaleko Stonehenge. No i możemy im ufać. Zachowują się jak normalni ludzie tylko mają te swoje zdolności i tym nas przewyższają. Mick wszystko ci dokładnie objaśni jeśli chodzi o żywioły no i przeznaczenie.
- Jakie przeznaczenie?
- Cóż, Mick każdemu z nas przepowiada połowę przepowiedni. Resztę dopowiada Iris. Więc teraz Mick będzie cię trenował na zamku, jako jedyną. Będziesz w naprawdę dobrych rękach. - uśmiechnięty znowu spojrzał na mnie w lusterku - Nie obawiaj się, jest spoko tylko że jeśli stanie się poważny to... Naprawdę nie życzę ci byś go takiego widziała.
- Ale dziwi mnie że Jack zrezygnował z uczenia Alice. Teraz Mick będzie się do niej doczepiał. - mruknęła mniej zadowolona Lilly
- Jack wcale się do mnie nie... - ruszyłam na nią lecz mi przerwała
- Przypomnieć ci przebieralnie? - uśmiechnęła się wrednie - No ale i tak mnie dziwi jego zachowanie. Tym bardziej że był inny gdy się pojawiłaś, potem stał się z powrotem nudnym sobą.
- Dojechaliśmy. - auto się zatrzymało - Mogłem się tego spodziewać.
- Mick! - Lilly bez wahania wybiegła z auta i rzuciła się na bruneta z czerwonymi oczami - Dawno się nie widzieliśmy!
- Witaj Lilly! Matt! Miło was widzieć! - wyszłam razem z Matt'em na zewnątrz - Cieszę się że mogę cię w końcu poznać Alice.
- Skąd mnie znasz? - popatrzyłam na niego zdziwiona po czym sobie przypomniałam - Nie ważne, też się cieszę.
- Mick będziesz mógł jej wszystko wyjaśnić? - Matt podszedł do niego bliżej - Ty zrobisz to najlepiej z nas wszystkich. I przy okazji potrenować?
- Nie ma sprawy dla was wszystko. Ale ty i Lilly lepiej stąd odjedźcie. Jeśli ktoś was zobaczy nie będziecie mieć łatwego powrotu. - Mick szepnął tak że tylko my to słyszeliśmy - Rozumiecie?
- Pewnie. Alice załatwimy twoją nieobecność w szkole więc martw się tylko treningiem. - Matt wsiadł do auta - Do zobaczenia! Alice! Mick!
- Cześć! - Mick i ja pokiwaliśmy mu
- Alice obiecaj mi że zawsze będziesz moją przyjaciółką! - Lilly mocno mnie przytuliła - Czemu musisz tu siedzieć tak długo?!
- Jak długo? - przytuliłam ją - Obiecuję że zawsze nią będę.
- Dwa lata... - mruknął mi do ucha Mick
- Że ile? - spojrzałam na niego przerażona
- Pa pa! - Lilly pokiwała z auta i wyjechali
- Wy to uknuliście... - patrzyłam zdołowana na ziemię - Dobra nie wiem jak wrócić więc tutaj zostaję. Od czego zaczynamy?
- Chodź ze mną, wszystko ci wyjaśnię. - uśmiechnięty otworzył drzwi do piwnicy - Wiesz kim jestem prawda?
- Tak, opowiedzieli mi po drodze. - zaczęłam schodzić po schodach
- Dobrze to trochę pomoże. - wszedł za mną i zamknął drzwi - Tutaj nikt nie powinien schodzić. Zejdźmy na sam dół tam mam dla ciebie niespodziankę. - ruszyliśmy razem w dół - Ten zamek jest bardzo pomocny, ma tutaj mnóstwo ukrytych przejść.
- Skąd macie pozwolenie na przebywanie tutaj? - rozejrzałam się po wąskim korytarzu - Przecież to zamek samego Vlada Tepesa. Inaczej pierwszego "wampira".
- Tak, "wampir". Był tak naprawdę kimś takim jak ty. Tylko że kontrolował wodę. A wiadomo ludzkie ciało składa się w 60% z wody. A Vlad rozwinął swoją moc tak mocno że zaczął kontrolować tą wodę. - uderzyłam w lodowate drzwi - O doszliśmy na dół! - otworzył drzwi - No i to trochę wyglądało przerażająco ale w ogóle to spoko z niego gość był, tylko skończył kiepsko.
- Co to za miejsce? - wokół biegało mnóstwo zwierząt - Słodkie są.
- I większość mordercza. - wzięłam szybko rękę od małego psa - Więc tak masz żywioł ognia a ja tu mam niczego sobie zwierzaczki. Możesz wybrać jednego który będzie z tobą tak jakby związany. Sam to wymyśliłem.
- Dlaczego?
- Więc jak będziesz w potrzebie on będzie mógł cię uratować. - uśmiechnął się smutno - Muszę was chronić. To jest najlepszy sposób. Więc?
- Mam jeden wybór tak? - rozejrzałam się i zobaczyłam małego starego ptaka - Co to za gatunek?
- Nic nie mogę mówić w tym temacie. - wzruszył ramionami - To część twojego treningu.
- Świetnie. - przyjrzałam się ptaku. Miał małe czerwone skrzydła i malutki słaby dziób. Wzięłam go na palec - Wybiorę jego.
- Czemu? Przecież jest stary i słaby. - podszedł do mnie
- Ponieważ Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu byłam tak samo słaba jak on, trzeba dać mu po prostu szansę. - uśmiechnęłam się a mały zaśpiewał - Piękna piosenka.
- To jest feniks. - ucieszył się Mick - Coś czułem że go wybierzesz, w końcu ten sam żywioł. Dobrze teraz zobaczę twoją przyszłość. Podaj rękę.
- Ale tylko połowę prawda? - podałam mu rękę
- Tak. - chwycił ją i zamknął oczy. Po dłuższej chwili znów je otworzył - W ciągu trzech następnych lat dużo się zmieni w twoim życiu. Wszyscy użytkownicy żywiołów będą z tobą powiązani w jakiś sposób. Niestety tuż przed najważniejszym momentem twojego życia zginiesz. Twoje serce będzie wtedy zamarznięte i ogień cię nie uratuje. Niestety, to wszystko co widzę. Przykro mi.
- Zginę? - otworzyłam szerzej oczy - No cóż, skoro to moje przeznaczenie to muszę się do niego przygotować. Możemy zacząć już trening?
- Trening zaczniemy jutro z rana. Teraz idź odpocznij. Takie informacje trzeba przemyśleć. - otworzył drzwi do góry - Opiekuj się Feniksem.
- Będę. - uśmiechnęłam się delikatnie i ruszyłam do góry
Mick pokazał mi pokój w którym była grzęda dla feniksa, komputer, łóżko, szafa i półka z książkami. Na biurku obok monitora był jakiś album. Otworzyłam go i z moich oczu zaczęły płynąć łzy. To był album z mojego domu na którym jestem z całą rodziną. Pomiędzy stronami była mała karteczka z napisem
- "On jest dla ciebie ważny, nie trać go."
- Kto go tu przyniósł? - otarłam łzy a feniks wydał dźwięk
- Jack go przyniósł. Był tutaj wczoraj. - rozpoznałam głos Mick'a - Powiedział że wyjeżdża na długo. Nie jest razem z James'em. Okłamał cię.
- To że wiesz o mnie wszystko mocno pomaga. Nie muszę tłumaczyć większości rzeczy. - uśmiechnęłam się w jego stronę - Dlaczego tutaj był?
- Właśnie po to by zostawić ci ten album. - podrapał się po głowie - Idź spać. Jutro wcześnie wstajesz.
- Dobrze. - zamknęłam album a Mick zamknął drzwi do pokoju - I jak niby mam ci przestać ufać?
Jak tylko położyłam się na łóżko feniks podleciał do mnie i zasnął tuż obok. Biło od niego ciepło więc zasnęłam od razu. Wiedziałam że będę mieć tej nocy miły sen.
- Zobaczysz że ją polubi! W końcu w połowie jest jej żywiołem! - Lilly podskakiwała na siedzeniu jak oszalała - Poza tym znasz go.
- Tak zna, ale tak ci przypomnę że ma również w połowie twój żywioł. - Matt co chwilę spoglądał na mnie w lusterku - Pewnie ciekawi cię o kim rozmawiamy. Lilly jesteś taka pełna energii to opowiedz jej większość a on zajmie się szczegółami.
- Zgoda! - odwróciła się do mnie - Więc w zamku istnieje stowarzyszenie wierzące w nas. Jesteśmy tak jakby bogami! - zachichotała wrednie - Więc jest tam również taki chłopak. Jest on tak jakby medium. Widzi przyszłość. A to wszystko przez to że jest stworzony z dwóch żywiołów. Ognia i powietrza.
- A woda i ziemia? - starałam się wszystko ogarnąć
- Z tych żywiołów jest jego siostra. Dzięki takim żywiołom przyciągają się. Ale to teraz nie ważne. Ważne jest to jaki z niego przystojniak! - Lilly spojrzała w przestrzeń zauroczona
- Chodzi o to że on jest kapłanem zamku a jego siostra w Anglii niedaleko Stonehenge. No i możemy im ufać. Zachowują się jak normalni ludzie tylko mają te swoje zdolności i tym nas przewyższają. Mick wszystko ci dokładnie objaśni jeśli chodzi o żywioły no i przeznaczenie.
- Jakie przeznaczenie?
- Cóż, Mick każdemu z nas przepowiada połowę przepowiedni. Resztę dopowiada Iris. Więc teraz Mick będzie cię trenował na zamku, jako jedyną. Będziesz w naprawdę dobrych rękach. - uśmiechnięty znowu spojrzał na mnie w lusterku - Nie obawiaj się, jest spoko tylko że jeśli stanie się poważny to... Naprawdę nie życzę ci byś go takiego widziała.
- Ale dziwi mnie że Jack zrezygnował z uczenia Alice. Teraz Mick będzie się do niej doczepiał. - mruknęła mniej zadowolona Lilly
- Jack wcale się do mnie nie... - ruszyłam na nią lecz mi przerwała
- Przypomnieć ci przebieralnie? - uśmiechnęła się wrednie - No ale i tak mnie dziwi jego zachowanie. Tym bardziej że był inny gdy się pojawiłaś, potem stał się z powrotem nudnym sobą.
- Dojechaliśmy. - auto się zatrzymało - Mogłem się tego spodziewać.
- Mick! - Lilly bez wahania wybiegła z auta i rzuciła się na bruneta z czerwonymi oczami - Dawno się nie widzieliśmy!
- Witaj Lilly! Matt! Miło was widzieć! - wyszłam razem z Matt'em na zewnątrz - Cieszę się że mogę cię w końcu poznać Alice.
- Skąd mnie znasz? - popatrzyłam na niego zdziwiona po czym sobie przypomniałam - Nie ważne, też się cieszę.
- Mick będziesz mógł jej wszystko wyjaśnić? - Matt podszedł do niego bliżej - Ty zrobisz to najlepiej z nas wszystkich. I przy okazji potrenować?
- Nie ma sprawy dla was wszystko. Ale ty i Lilly lepiej stąd odjedźcie. Jeśli ktoś was zobaczy nie będziecie mieć łatwego powrotu. - Mick szepnął tak że tylko my to słyszeliśmy - Rozumiecie?
- Pewnie. Alice załatwimy twoją nieobecność w szkole więc martw się tylko treningiem. - Matt wsiadł do auta - Do zobaczenia! Alice! Mick!
- Cześć! - Mick i ja pokiwaliśmy mu
- Alice obiecaj mi że zawsze będziesz moją przyjaciółką! - Lilly mocno mnie przytuliła - Czemu musisz tu siedzieć tak długo?!
- Jak długo? - przytuliłam ją - Obiecuję że zawsze nią będę.
- Dwa lata... - mruknął mi do ucha Mick
- Że ile? - spojrzałam na niego przerażona
- Pa pa! - Lilly pokiwała z auta i wyjechali
- Wy to uknuliście... - patrzyłam zdołowana na ziemię - Dobra nie wiem jak wrócić więc tutaj zostaję. Od czego zaczynamy?
- Chodź ze mną, wszystko ci wyjaśnię. - uśmiechnięty otworzył drzwi do piwnicy - Wiesz kim jestem prawda?
- Tak, opowiedzieli mi po drodze. - zaczęłam schodzić po schodach
- Dobrze to trochę pomoże. - wszedł za mną i zamknął drzwi - Tutaj nikt nie powinien schodzić. Zejdźmy na sam dół tam mam dla ciebie niespodziankę. - ruszyliśmy razem w dół - Ten zamek jest bardzo pomocny, ma tutaj mnóstwo ukrytych przejść.
- Skąd macie pozwolenie na przebywanie tutaj? - rozejrzałam się po wąskim korytarzu - Przecież to zamek samego Vlada Tepesa. Inaczej pierwszego "wampira".
- Tak, "wampir". Był tak naprawdę kimś takim jak ty. Tylko że kontrolował wodę. A wiadomo ludzkie ciało składa się w 60% z wody. A Vlad rozwinął swoją moc tak mocno że zaczął kontrolować tą wodę. - uderzyłam w lodowate drzwi - O doszliśmy na dół! - otworzył drzwi - No i to trochę wyglądało przerażająco ale w ogóle to spoko z niego gość był, tylko skończył kiepsko.
- Co to za miejsce? - wokół biegało mnóstwo zwierząt - Słodkie są.
- I większość mordercza. - wzięłam szybko rękę od małego psa - Więc tak masz żywioł ognia a ja tu mam niczego sobie zwierzaczki. Możesz wybrać jednego który będzie z tobą tak jakby związany. Sam to wymyśliłem.
- Dlaczego?
- Więc jak będziesz w potrzebie on będzie mógł cię uratować. - uśmiechnął się smutno - Muszę was chronić. To jest najlepszy sposób. Więc?
- Mam jeden wybór tak? - rozejrzałam się i zobaczyłam małego starego ptaka - Co to za gatunek?
- Nic nie mogę mówić w tym temacie. - wzruszył ramionami - To część twojego treningu.
- Świetnie. - przyjrzałam się ptaku. Miał małe czerwone skrzydła i malutki słaby dziób. Wzięłam go na palec - Wybiorę jego.
- Czemu? Przecież jest stary i słaby. - podszedł do mnie
- Ponieważ Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu byłam tak samo słaba jak on, trzeba dać mu po prostu szansę. - uśmiechnęłam się a mały zaśpiewał - Piękna piosenka.
- To jest feniks. - ucieszył się Mick - Coś czułem że go wybierzesz, w końcu ten sam żywioł. Dobrze teraz zobaczę twoją przyszłość. Podaj rękę.
- Ale tylko połowę prawda? - podałam mu rękę
- Tak. - chwycił ją i zamknął oczy. Po dłuższej chwili znów je otworzył - W ciągu trzech następnych lat dużo się zmieni w twoim życiu. Wszyscy użytkownicy żywiołów będą z tobą powiązani w jakiś sposób. Niestety tuż przed najważniejszym momentem twojego życia zginiesz. Twoje serce będzie wtedy zamarznięte i ogień cię nie uratuje. Niestety, to wszystko co widzę. Przykro mi.
- Zginę? - otworzyłam szerzej oczy - No cóż, skoro to moje przeznaczenie to muszę się do niego przygotować. Możemy zacząć już trening?
- Trening zaczniemy jutro z rana. Teraz idź odpocznij. Takie informacje trzeba przemyśleć. - otworzył drzwi do góry - Opiekuj się Feniksem.
- Będę. - uśmiechnęłam się delikatnie i ruszyłam do góry
Mick pokazał mi pokój w którym była grzęda dla feniksa, komputer, łóżko, szafa i półka z książkami. Na biurku obok monitora był jakiś album. Otworzyłam go i z moich oczu zaczęły płynąć łzy. To był album z mojego domu na którym jestem z całą rodziną. Pomiędzy stronami była mała karteczka z napisem
- "On jest dla ciebie ważny, nie trać go."
- Kto go tu przyniósł? - otarłam łzy a feniks wydał dźwięk
- Jack go przyniósł. Był tutaj wczoraj. - rozpoznałam głos Mick'a - Powiedział że wyjeżdża na długo. Nie jest razem z James'em. Okłamał cię.
- To że wiesz o mnie wszystko mocno pomaga. Nie muszę tłumaczyć większości rzeczy. - uśmiechnęłam się w jego stronę - Dlaczego tutaj był?
- Właśnie po to by zostawić ci ten album. - podrapał się po głowie - Idź spać. Jutro wcześnie wstajesz.
- Dobrze. - zamknęłam album a Mick zamknął drzwi do pokoju - I jak niby mam ci przestać ufać?
Jak tylko położyłam się na łóżko feniks podleciał do mnie i zasnął tuż obok. Biło od niego ciepło więc zasnęłam od razu. Wiedziałam że będę mieć tej nocy miły sen.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Rozdział jedenasty "Postanowienie"
- Co ty mówisz? - cofnęłam się od niego - Nie mogłeś się we mnie zakochać. Niby w czym?
- Właśnie w niczym. Sprawdzałem czy mi ufasz. Jeśli byś mi ufała nie cofnęłabyś. Powiem ci coś. - uśmiechnął się i poprawił grzywkę - Dorastałem razem z James'em. Jest dla mnie jak brat.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego z tym co mi przed chwilą powiedziałeś?
- To że nigdy go nie zdradzę. A ty jesteś dla mnie zwykłą obcą kobietą która myśli że mnie zna. - wyjrzał przez okno - To co mówili dziś Matt i Lilly, to prawda. Mam cię oddać.
- Czyli specjalnie mnie tutaj przywiozłeś? - smutna zawiesiłam wzrok na podłodze
- Nie, jestem takim typem który nie lubi łatwej ofiary. - spojrzałam na niego zdziwiona - Masz pięć minut by się tu ukryć. Jeśli cię nie znajdę przez półgodziny, odjadę i wezwę do ciebie Matt'a. Chyba sprawiedliwe? Tym bardziej że powinnaś znać tutaj każdy kąt. Uciekaj, nie ruszę się z tej kuchni przez całe pięć minut.
- Jack... - popatrzyłam tak przez chwilę i pobiegłam na piętro
Weszłam na ostatnie piętro, wyszłam przez okno i usiadłam na dachu. Widziałam stąd całe miasteczko i las w którym była nasza kryjówka. Już nie nasza, Jack'a tam od dziś nie będzie. Niepotrzebnie go broniłam przed Lilly i Matt'em. Schowałam twarz w dłoniach
- Naprawdę ci ufałam. - wymamrotałam zdenerwowana - Musiałeś mnie zawieść?
Usłyszałam dźwięk silnika, Jack odjeżdżał na motorze. Czyli siedzę tutaj już półgodziny. Poczekam jeszcze chwilę a przyjadą po mnie. Hałas zaczął powoli zanikać a Jack oddalać. W pewnym momencie się zatrzymał. Spojrzał na mnie i wyjął coś z kieszeni, pewnie telefon ponieważ przyłożył go do ucha. Wyrzucił to i odjechał dalej
- Pajac jeden. - mruknęłam zła - Czyli teraz do nich zadzwonił, trzyma się reguł. Jest uczciwy.
- Widzę że nadal jesteś po jego stronie. - stwierdziła Lilly obok mnie - Jack dzwonił do nas wcześniej, nie wiem do kogo teraz dzwonił.
- Rozmawiał z James'em. Powiedział że go przejrzeliśmy i nie udało się zdobyć Alice. - z okna wyszedł Matt - Wiem już dlaczego mu ufałaś. W ogóle cię nie szukał.
- Czyli od początku chciał mnie wypuścić?! - straciłam równowagę a Matt mnie szybko złapał - Zrobił to by mnie ochronić?!
- Jak już mówiłem on jest dla mnie zagadką. - wzruszył ramionami - Zawsze robił coś innego niż zakładałem. Nawet gdy chciał coś chronić za wszelką cenę, odchodził od tego. Nas również zostawił.
- Gdy nie potrafiliśmy panować nad żywiołami, uczył nas po czym odchodził. Kiedy sami ją opanowaliśmy wracał. - dopowiedziała Lilly - Jakby w ten sposób nam pomagał.
- Może teraz chce to zrobić ze mną? - uśmiechnęłam się - A możecie mi opowiedzieć o dzieciństwie Jack'a? Jeśli coś wiecie?
- Wiem tylko tyle że jest bardzo zżyty z James'em. - Matt podrapał się po głowie - Nigdy go nie zdradził mimo wszystko. Zawsze gdy walczyli przeciwko sobie, Jack nigdy nie atakował.
- Jak to nigdy? - spojrzałam zdziwiona na Matt'a
- Zawsze pozwalał się zranić ale nigdy nie atakował. - Matt wyglądał na zdziwionego - A co?
- Tak tylko pytam. Wiecie o czymś jeszcze?
- Podczas wakacji nad morzem utopił swoją rodzinę. - dokończyła Lilly - Wtedy jego młodsza siostra miała dwa lata. Tak jak ty panowała nad ogniem. Wiedział o tym ponieważ kilka razy budził się w nocy gdy płakała i ją ratował. Niestety nikt nie znalazł jej ciała. Pewnie jak się pojawiłaś i panujesz nad tym samym żywiołem chciał traktować cię jak młodszą siostrę ale coś się w nim zmieniło.
- I to wszystko go zmieniło... Rozumiem. - popatrzyłam w stronę miasteczka - Muszę przestać mu ufać i pokazać że poskromię ten ogień.
- Wiemy że ci się uda. - Matt potargał mnie po głowie - Dasz radę.
- Będzie mi tylko brakować jednej rzeczy...
- Jakiej? - spytała zdziwiona Lilly
- Dziewczynki. - zaśmiałam się - Zobaczycie że dam radę!
- Właśnie w niczym. Sprawdzałem czy mi ufasz. Jeśli byś mi ufała nie cofnęłabyś. Powiem ci coś. - uśmiechnął się i poprawił grzywkę - Dorastałem razem z James'em. Jest dla mnie jak brat.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego z tym co mi przed chwilą powiedziałeś?
- To że nigdy go nie zdradzę. A ty jesteś dla mnie zwykłą obcą kobietą która myśli że mnie zna. - wyjrzał przez okno - To co mówili dziś Matt i Lilly, to prawda. Mam cię oddać.
- Czyli specjalnie mnie tutaj przywiozłeś? - smutna zawiesiłam wzrok na podłodze
- Nie, jestem takim typem który nie lubi łatwej ofiary. - spojrzałam na niego zdziwiona - Masz pięć minut by się tu ukryć. Jeśli cię nie znajdę przez półgodziny, odjadę i wezwę do ciebie Matt'a. Chyba sprawiedliwe? Tym bardziej że powinnaś znać tutaj każdy kąt. Uciekaj, nie ruszę się z tej kuchni przez całe pięć minut.
- Jack... - popatrzyłam tak przez chwilę i pobiegłam na piętro
Weszłam na ostatnie piętro, wyszłam przez okno i usiadłam na dachu. Widziałam stąd całe miasteczko i las w którym była nasza kryjówka. Już nie nasza, Jack'a tam od dziś nie będzie. Niepotrzebnie go broniłam przed Lilly i Matt'em. Schowałam twarz w dłoniach
- Naprawdę ci ufałam. - wymamrotałam zdenerwowana - Musiałeś mnie zawieść?
Usłyszałam dźwięk silnika, Jack odjeżdżał na motorze. Czyli siedzę tutaj już półgodziny. Poczekam jeszcze chwilę a przyjadą po mnie. Hałas zaczął powoli zanikać a Jack oddalać. W pewnym momencie się zatrzymał. Spojrzał na mnie i wyjął coś z kieszeni, pewnie telefon ponieważ przyłożył go do ucha. Wyrzucił to i odjechał dalej
- Pajac jeden. - mruknęłam zła - Czyli teraz do nich zadzwonił, trzyma się reguł. Jest uczciwy.
- Widzę że nadal jesteś po jego stronie. - stwierdziła Lilly obok mnie - Jack dzwonił do nas wcześniej, nie wiem do kogo teraz dzwonił.
- Rozmawiał z James'em. Powiedział że go przejrzeliśmy i nie udało się zdobyć Alice. - z okna wyszedł Matt - Wiem już dlaczego mu ufałaś. W ogóle cię nie szukał.
- Czyli od początku chciał mnie wypuścić?! - straciłam równowagę a Matt mnie szybko złapał - Zrobił to by mnie ochronić?!
- Jak już mówiłem on jest dla mnie zagadką. - wzruszył ramionami - Zawsze robił coś innego niż zakładałem. Nawet gdy chciał coś chronić za wszelką cenę, odchodził od tego. Nas również zostawił.
- Gdy nie potrafiliśmy panować nad żywiołami, uczył nas po czym odchodził. Kiedy sami ją opanowaliśmy wracał. - dopowiedziała Lilly - Jakby w ten sposób nam pomagał.
- Może teraz chce to zrobić ze mną? - uśmiechnęłam się - A możecie mi opowiedzieć o dzieciństwie Jack'a? Jeśli coś wiecie?
- Wiem tylko tyle że jest bardzo zżyty z James'em. - Matt podrapał się po głowie - Nigdy go nie zdradził mimo wszystko. Zawsze gdy walczyli przeciwko sobie, Jack nigdy nie atakował.
- Jak to nigdy? - spojrzałam zdziwiona na Matt'a
- Zawsze pozwalał się zranić ale nigdy nie atakował. - Matt wyglądał na zdziwionego - A co?
- Tak tylko pytam. Wiecie o czymś jeszcze?
- Podczas wakacji nad morzem utopił swoją rodzinę. - dokończyła Lilly - Wtedy jego młodsza siostra miała dwa lata. Tak jak ty panowała nad ogniem. Wiedział o tym ponieważ kilka razy budził się w nocy gdy płakała i ją ratował. Niestety nikt nie znalazł jej ciała. Pewnie jak się pojawiłaś i panujesz nad tym samym żywiołem chciał traktować cię jak młodszą siostrę ale coś się w nim zmieniło.
- I to wszystko go zmieniło... Rozumiem. - popatrzyłam w stronę miasteczka - Muszę przestać mu ufać i pokazać że poskromię ten ogień.
- Wiemy że ci się uda. - Matt potargał mnie po głowie - Dasz radę.
- Będzie mi tylko brakować jednej rzeczy...
- Jakiej? - spytała zdziwiona Lilly
- Dziewczynki. - zaśmiałam się - Zobaczycie że dam radę!
sobota, 4 stycznia 2014
Rozdział dziesiąty "Zaufanie"
Obudziłam się na kanapie. Było bardzo ciepło więc wtuliłam się w poduszkę. Coś wydawało mi się nie tak. Otworzyłam oczy i przyjrzałam się w jakim jestem położeniu. Byłam wtulona w śpiącego Jack'a i przykryta kocem. Przed nami stał zirytowany Matt
- Co wy robicie? - patrzył na mnie poważnym wzrokiem
- Śpimy? - powiedziałam na wpół przytomna
- Szanuję cię za odwagę. - Lilly patrzyła na mnie z boku - Ja bym się tak bała.
- Czego? - spojrzałam na nią
- Śpisz na kanapie ze zboczonym facetem w okresie dojrzewania, świeżo po nakryciu was bez bluzek w przebierani w sklepie. - odpowiedziała a ja wyskoczyłam jak oparzona spod koca - Czułam że tak zareagujesz.
- Dlaczego on spał obok mnie?! - schowałam się za Matt'em
- Nie martw się nic ci nie zrobiłem. - zobaczyłam jak Jack patrzy na mnie znudzony - Gdy zobaczyłem że zasnęłaś przykryłem cię, zostałem tu tylko dlatego że trzymałaś mnie mocno za rękę. Oglądałem telewizję ale też zasnąłem.
- Nie wykorzystana szansa boli, co nie? - zaśmiała się Lilly
- Przepraszam że w ciebie zwątpiłam. - wyszłam zza Matt'a
- Nic się nie stało. Idź się ubierz. - Jack wstał i ruszył do swojego pokoju - Za pięć minut chcę cię tu widzieć. Zaczynamy trening.
- D...Dobrze! - poczułam się jak w wojsku
- Wrócił stary Jack. - warknęła Lilly - Lepiej się nie spóźnij. Inaczej trening zmieni się w tortury.
- Naprawdę? - popatrzyłam za Jack'iem
- Tak, niestety on nadal jest dla mnie zagadką. - Matt wyglądał na zamyślonego - Alice, lepiej trzymaj się od niego z daleka. Bądź tylko na treningach.
- Dlaczego? To że wy go nie rozumiecie nie znaczy że mamy mu nie ufać. - spojrzałam na nich z pretensją - Jak was poznałam dalibyście się za siebie zabić. A teraz? W tej chwili bardziej ufam jemu niż wam.
- Alice, on wczoraj rozmawiał z Lucy. - powiedział poważny - Zobaczył ją i od razu za nią poszedł. Nic mi nie powiedział.
- Obawiamy się że chce się że... - Lilly patrzyła na ziemię po czym na mnie - ...Chce cię im oddać.
- Nie wiecie wszystkiego! - Matt położył rękę na moje ramie - Nie wiecie czy z nią rozmawiał!
- Alice idź się przebierz. - rozkazał Matt
- Idioci! - wyrwałam ramię spod jego ręki i ruszyłam do pokoju - Jack mnie wtedy uratował.
Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Jack stał przy kanapie patrząc na mnie zimnym wzrokiem. Bez słowa wyszliśmy na zewnątrz. Usiadł na motor i podał mi kask. Usiadłam za nim i mocno go przytuliłam. Pojechaliśmy do mojego domu. Weszliśmy do środka
- Dlaczego tu jesteśmy? - rozejrzałam się smutna po korytarzu
- Tylko tutaj tamta dwójka nic nie słyszy. - zamknął wszystkie okna - Słyszałem jak mnie broniłaś.
- To dlaczego ty nic nie powiedziałeś? - spojrzałam na niego zdziwiona - Nic nie powiedziałam o tym jak mnie uratowałeś przed Lucy, ale oni myślą że chcesz nas zdradzić.
- A ty tak nie myślisz tylko przez to że cię uratowałem? - oparł się o szafkę - Mogłem to zrobić byś mi zaufała.
- Ufam ci ponieważ nigdy nie zrobiłeś czegoś bym tego żałowała. - uśmiechnęłam się delikatnie
- A jeśli zrobiłem coś przez co powinnaś przestać mi ufać? - podszedł do mnie pewnym krokiem
- Niby co? - spojrzałam mu w oczy
- Zakochałem się w tobie?
- Co wy robicie? - patrzył na mnie poważnym wzrokiem
- Śpimy? - powiedziałam na wpół przytomna
- Szanuję cię za odwagę. - Lilly patrzyła na mnie z boku - Ja bym się tak bała.
- Czego? - spojrzałam na nią
- Śpisz na kanapie ze zboczonym facetem w okresie dojrzewania, świeżo po nakryciu was bez bluzek w przebierani w sklepie. - odpowiedziała a ja wyskoczyłam jak oparzona spod koca - Czułam że tak zareagujesz.
- Dlaczego on spał obok mnie?! - schowałam się za Matt'em
- Nie martw się nic ci nie zrobiłem. - zobaczyłam jak Jack patrzy na mnie znudzony - Gdy zobaczyłem że zasnęłaś przykryłem cię, zostałem tu tylko dlatego że trzymałaś mnie mocno za rękę. Oglądałem telewizję ale też zasnąłem.
- Nie wykorzystana szansa boli, co nie? - zaśmiała się Lilly
- Przepraszam że w ciebie zwątpiłam. - wyszłam zza Matt'a
- Nic się nie stało. Idź się ubierz. - Jack wstał i ruszył do swojego pokoju - Za pięć minut chcę cię tu widzieć. Zaczynamy trening.
- D...Dobrze! - poczułam się jak w wojsku
- Wrócił stary Jack. - warknęła Lilly - Lepiej się nie spóźnij. Inaczej trening zmieni się w tortury.
- Naprawdę? - popatrzyłam za Jack'iem
- Tak, niestety on nadal jest dla mnie zagadką. - Matt wyglądał na zamyślonego - Alice, lepiej trzymaj się od niego z daleka. Bądź tylko na treningach.
- Dlaczego? To że wy go nie rozumiecie nie znaczy że mamy mu nie ufać. - spojrzałam na nich z pretensją - Jak was poznałam dalibyście się za siebie zabić. A teraz? W tej chwili bardziej ufam jemu niż wam.
- Alice, on wczoraj rozmawiał z Lucy. - powiedział poważny - Zobaczył ją i od razu za nią poszedł. Nic mi nie powiedział.
- Obawiamy się że chce się że... - Lilly patrzyła na ziemię po czym na mnie - ...Chce cię im oddać.
- Nie wiecie wszystkiego! - Matt położył rękę na moje ramie - Nie wiecie czy z nią rozmawiał!
- Alice idź się przebierz. - rozkazał Matt
- Idioci! - wyrwałam ramię spod jego ręki i ruszyłam do pokoju - Jack mnie wtedy uratował.
Przebrałam się i wyszłam z pokoju. Jack stał przy kanapie patrząc na mnie zimnym wzrokiem. Bez słowa wyszliśmy na zewnątrz. Usiadł na motor i podał mi kask. Usiadłam za nim i mocno go przytuliłam. Pojechaliśmy do mojego domu. Weszliśmy do środka
- Dlaczego tu jesteśmy? - rozejrzałam się smutna po korytarzu
- Tylko tutaj tamta dwójka nic nie słyszy. - zamknął wszystkie okna - Słyszałem jak mnie broniłaś.
- To dlaczego ty nic nie powiedziałeś? - spojrzałam na niego zdziwiona - Nic nie powiedziałam o tym jak mnie uratowałeś przed Lucy, ale oni myślą że chcesz nas zdradzić.
- A ty tak nie myślisz tylko przez to że cię uratowałem? - oparł się o szafkę - Mogłem to zrobić byś mi zaufała.
- Ufam ci ponieważ nigdy nie zrobiłeś czegoś bym tego żałowała. - uśmiechnęłam się delikatnie
- A jeśli zrobiłem coś przez co powinnaś przestać mi ufać? - podszedł do mnie pewnym krokiem
- Niby co? - spojrzałam mu w oczy
- Zakochałem się w tobie?
piątek, 3 stycznia 2014
Rozdział dziewiąty "Zakupy"
Razem z Jack'iem pojechałam na motorze do centrum handlowego niedaleko. Zanim Lilly i Matt do nas dojechali poszliśmy się przejść po całym centrum. Stanęliśmy przed sklepem z grami
- Grasz? - spytał zainteresowany Jack
- Jak myślisz w jaki sposób mogłam się odizolować od świata? - odpowiedziałam zdenerwowana i weszłam do środka - Wow! Mają nowego Assasina!
- Nie gadaj! Gdzie?! - Jack wbiegł za mną i razem patrzyliśmy na stertę gier - Chciałabyś ją?
- Jeszcze pytasz?! Pewnie! - odpowiedziałam mu z pretensją - Niestety pieniędzy nie mam. Chodźmy, pewnie już dojechali.
- Tak, chodźmy.
Wyszliśmy na parking. Lilly i Matt już stali z jakąś dziewczyną. Nie poznałam jej ponieważ stała do nas tyłem. Podeszliśmy do nich i wtedy się odwróciła. To była Trish.
- Alice! - od razu rzuciła mi się na szyję - Strasznie długo nie było cię w szkole! Co się stało?
- Miałam małe problemy. - odpowiedziałam zdziwiona - Co ty tu robisz?
- Martwiła się o ciebie. - odpowiedział Jack
- Nie ciebie pytałam. - spojrzałam morderczym wzrokiem na niego po czym na Trish - Więc?
- Na prawdę się martwiłam. A tak w ogóle... - wzięła mnie na bok i zaczęła szeptać - Co cię łączy ze szkolnym przystojniakiem?
- Załamujesz mnie na każdym kroku. - mruknęłam zdołowana
- Dobra chodźmy na czekoladę! - zasugerowała Lilly - Potem sobie pogadacie.Albo chłopacy pójdą się napić a my na zakupy!
- Planowałaś to od początku, przyznaj się Lilly. - zaśmiał się Matt - No ale czemu nie? Co ty na to Jack?
- Nie ma sprawy. Trochę musimy odpocząć od siebie. - Jack wzruszył ramionami i się rozdzieliliśmy
Poszłyśmy do New Yorker'a, Levi's i do H&M. Lilly i Trish widać świetnie się bawiły ponieważ co chwilę biegały do przymierzalni a ja stałam z powiększającą się stertą toreb.
- Hej Alice! Znalazłam coś dla ciebie! - zawołała mnie Trish - Lilly mogłabyś przypilnować zakupów?
- Pewnie, przecież ona też musi sobie coś kupić. - Lilly podeszła do mnie i popchnęła w stronę Trish - Rozluźnij się.
- Łatwo mówić. - niechętnie ruszyłam do Trish - Co ciekawego znalazłaś?
- Popatrz! - pokazała mi czerwoną bluzę - Pasuje do ciebie!
- Jest śliczna. - przyjrzałam się jej - Pójdę ją przymierzyć.
- Poczekaj. - podała mi stertę ciuchów - Cały czas brałam też te które tobie mogą się spodobać. Przymierz je wszystkie.
- Nie za dużo? Mamy tyle pieniędzy? - przerażona patrzyłam na całą stertę ubrań
- Na razie idź przymierz! - popchnęła mnie do przebieralni - Zawołaj jak będziesz gotowa!
Ruszyłam w stronę przebieralni bardzo niechętnie. Weszłam do środka i ściągnęłam bluzkę. Poczułam lekki powiew od strony drzwi. Ktoś przyłożył mi rękę do ust
- Cicho siedź. - szepnął mi do ucha - No patrz dziewczynko. Nie mogę mówić że jesteś płaska. - Spiorunowałam go wzrokiem i spróbowałam się wyrwać - Przestań. Lucy jest na zewnątrz a po tym jak załatwiłaś James'a pewnie chce zemsty. Mamy szczęście że nas nie wyczuje. - wypuścił mnie i zdjął bluzkę
- Ty masz w ogóle po kolei w głowie?! - krzyknęłam wściekła - Zakładaj to z powrotem!
- Dobrze że masz tutaj tyle ciuchów. Na dół. - wskazał palcem w dół
- Nie pozwalasz sobie na za dużo? - wzięłam szybko jakąś bluzkę i się nią zakryłam
- A ty sobie za bardzo fantazjujesz. Chowaj się pod ubrania. - rzucił we mnie ciuchami - Masz się pod nimi ukryć. Ja odprawię Lucy.
- Trzeba było od razu... - schowałam się pod ubraniami
- I siedź cicho. O cześć Lucy!
- Wiesz że to damska przebieralnia, prawda? - pierwszy raz usłyszałam głos Lucy, jest strasznie chłodny i spokojny. Tak jak kiedyś ja.
- I co? Mam w tym stroju wyjść na sklep? - zaśmiałam się cicho - Poza tym znasz mnie.
- Właśnie. Znam cię. I dlatego martwię się że tu jesteś.
- Nie podnosisz na duchu.
- Lepiej się ubierz i wyjdź bo ktoś nam na zawał zajdzie. - Ja prawie zaszłam. - Widzę że lubisz damskie ciuszki.
- A wiesz... Chodzi o to że... Nie mam nic na swoją obronę. - zachichotałam - A co ty tutaj robisz?
- Przyszłam na zakupy. Muszę kupić nowe ubrania dla James'a. Twoja koleżanka spaliła mu ciuchy. Niestety on nadal z niej nie zrezygnował. Woli ją zabić niż wam oddać.
- Powiedział ci to? - w głosie Jack'a wyczułam przerażenie podobne do tego jakie sama czułam
- Widzę że się o nią martwisz. Ja oczywiście również mam zamiar brać udział w tym polowaniu. Jak ją znajdę... Zabiję. Nie ważnie gdzie i kiedy. Zabiję. Zapamiętaj to i ją ostrzeż. Nie będę miała skrupułów. Do zobaczenia.
- Cześć. - usłyszałam zamknięcie drzwi - Ona jest straszna. Możesz wyjść.
- Jack... - spojrzałam na niego przerażona co mocno go zdziwiło - Ja się boję.
- Nie martw się dziewczynko. - przytulił mnie - Nie pozwolę by coś ci się stało.
Siedziałam w niego wtulona a przerażenie powoli zaczęło mnie opuszczać. Po chwili ktoś zapukał w drzwi
- Alice! Wchodzę! - drzwi się otwarły a w nich stała Trish razem z Lilly - No co ja widzę! Ładnie to tak?
- Co? - przypomniałam sobie że oboje nie mamy bluzek - To nie to o czym myślicie!
- Więc tak mają wyglądać wasze treningi? - zaśmiała się Lilly - Jack wykorzystujesz sytuację.
- Skończcie, najadłem się już dzisiaj wstydu. - zabrał swoją bluzkę, ubrał i wyszedł - Wracajcie już do nas. Lilly zapłać moją kartą.
- Jak zawsze. - popatrzyła za nim z wrednym uśmieszkiem
- Ja się chyba zakopię pod ziemię. - jęknęłam zdołowana - Będę miała święty spokój.
- Ale teraz go nie zaznasz, więc przymierzaj i nam potem wszystko ładnie opowiesz. - Trish z powrotem zamknęła drzwi do przebieralni - Więc?
- Nic się nie wydarzyło. - założyłam bluzę i spojrzałam w lustro - Ta bluza jest dobra.
Po długim przymierzaniu i przesłuchaniu spotkałyśmy się z chłopakami w McDonaldzie. Razem z Jack'iem siedziałam cicho zajadając się frytkami. Woleliśmy przemilczeć temat przebieralni. Niestety to był tylko nasz plan
- Matt czy Jack ci dzisiaj zniknął? - spytała Lilly a Jack zakrztusił się colą - Czyżbym poruszyła delikatny temat?
- Idę zamówić następne frytki. - wstałam szybko i ruszyłam do kasy
- Ludzi się nie porzuca.. - usłyszałam warknięcie Jacka - Co to za praca zespołowa?
- Praca zespołowa? Zaciekawiłeś mnie. - usłyszałam jeszcze głos Matt'a
- Nie trzeba mnie było nazywać maleńka. - zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do kasy - Poproszę frytki powiększone.
- Już się robi. - mrugnął do mnie sprzedawca - Jestem Joe, a ty?
- Alice. Ile płacę? - wyjęłam portfel i zajrzałam do środka - Kurde.
- Nie ma sprawy, na mój koszt. Ale musisz mi dać swój numer. - podał mi frytki i ze swojego portfela dał pieniądze do kasy - Zgadzasz się?
- Nie mam telefonu. Przykro mi. Czekaj moment. - podeszłam szybko po Jack'a - Pożyczysz mi swój telefon?
- Po co? - głowę miał położoną na rękach po czym spojrzał na mnie - Jeśli pójdę razem z tobą.
- Co Jack jeszcze ci mało? - zaśmiała się Lilly
- Zgoda. - wzięłam mu telefon - Chodź ale nie przeszkadzaj.
- Je przeszkadzać? Właśnie zraniłaś moją duszę! - zaśmiał się - To po co ci on?
- Chłopak z kasy chciał mój numer za frytki. - chwycił mnie za rękę - Co ci znowu?
- Jesteś niekumata? On chce się z tobą umówić. - widziałam jak powstrzymywał śmiech - Coś z nim jest nie tak.
- Mam rozumieć że skoro ktoś chce się ze mną umówić to od razu jest coś nie tak? - spojrzałam na niego z pretensją
- Nie o to mi chodziło dziewczynko. - zabrał mi telefon - Który to?
- Myślisz że ci powiem?
- Nie, według mnie to ten co do ciebie kiwa. - Jack podszedł do Joe i wyjął kartę kredytową, szybko do nich podbiegłam - Chciałbym za nią zapłacić.
- Jesteś jej chłopakiem? - spytał zdziwiony Joe
- Nie. - powiedziałam szybko
- Tak. - powiedział Jack w tym samym momencie za co spiorunowałam go wzrokiem - Mogę w końcu zapłacić?
- Nie trzeba, to było na koszt firmy. - uśmiechnął się speszony - Przepraszam za problem.
- Nic się nie stało. - Jack wziął mnie pod ramie i odeszliśmy od kasy - Nie podoba mi się ten gość.
- Nikt ci się nie podoba. - warknęłam zła
- Ej my już pojedziemy do domu. - powiedział do Matt'a który do nas podszedł - Odwieź później Trish.
- Taki mam zamiar. Postaram się byśmy za szybko nie wracali. Dziewczyny planowały jeszcze wyjście do kina. Macie cały wieczór dla siebie. - zaśmiał się Matt
- Nie jesteśmy parą. - powiedzieliśmy oboje
- Rozumiem. - odpowiedział bez przekonania i wrócił do dziewczyn
- Chodź, szybko. - przyśpieszył kroku
W pół godziny dojechaliśmy do domu. Poszłam się wykąpać. Zamknęłam na klucz łazienkę w obawie przed nieproszonym gościem. Ubrałam się w spodnie od dresu i czerwoną bluzę którą dziś kupiłam. Jack siedział na kanapie i oglądał film. Usiadłam obok niego i nie wiem kiedy, zasnęłam.
- Grasz? - spytał zainteresowany Jack
- Jak myślisz w jaki sposób mogłam się odizolować od świata? - odpowiedziałam zdenerwowana i weszłam do środka - Wow! Mają nowego Assasina!
- Nie gadaj! Gdzie?! - Jack wbiegł za mną i razem patrzyliśmy na stertę gier - Chciałabyś ją?
- Jeszcze pytasz?! Pewnie! - odpowiedziałam mu z pretensją - Niestety pieniędzy nie mam. Chodźmy, pewnie już dojechali.
- Tak, chodźmy.
Wyszliśmy na parking. Lilly i Matt już stali z jakąś dziewczyną. Nie poznałam jej ponieważ stała do nas tyłem. Podeszliśmy do nich i wtedy się odwróciła. To była Trish.
- Alice! - od razu rzuciła mi się na szyję - Strasznie długo nie było cię w szkole! Co się stało?
- Miałam małe problemy. - odpowiedziałam zdziwiona - Co ty tu robisz?
- Martwiła się o ciebie. - odpowiedział Jack
- Nie ciebie pytałam. - spojrzałam morderczym wzrokiem na niego po czym na Trish - Więc?
- Na prawdę się martwiłam. A tak w ogóle... - wzięła mnie na bok i zaczęła szeptać - Co cię łączy ze szkolnym przystojniakiem?
- Załamujesz mnie na każdym kroku. - mruknęłam zdołowana
- Dobra chodźmy na czekoladę! - zasugerowała Lilly - Potem sobie pogadacie.Albo chłopacy pójdą się napić a my na zakupy!
- Planowałaś to od początku, przyznaj się Lilly. - zaśmiał się Matt - No ale czemu nie? Co ty na to Jack?
- Nie ma sprawy. Trochę musimy odpocząć od siebie. - Jack wzruszył ramionami i się rozdzieliliśmy
Poszłyśmy do New Yorker'a, Levi's i do H&M. Lilly i Trish widać świetnie się bawiły ponieważ co chwilę biegały do przymierzalni a ja stałam z powiększającą się stertą toreb.
- Hej Alice! Znalazłam coś dla ciebie! - zawołała mnie Trish - Lilly mogłabyś przypilnować zakupów?
- Pewnie, przecież ona też musi sobie coś kupić. - Lilly podeszła do mnie i popchnęła w stronę Trish - Rozluźnij się.
- Łatwo mówić. - niechętnie ruszyłam do Trish - Co ciekawego znalazłaś?
- Popatrz! - pokazała mi czerwoną bluzę - Pasuje do ciebie!
- Jest śliczna. - przyjrzałam się jej - Pójdę ją przymierzyć.
- Poczekaj. - podała mi stertę ciuchów - Cały czas brałam też te które tobie mogą się spodobać. Przymierz je wszystkie.
- Nie za dużo? Mamy tyle pieniędzy? - przerażona patrzyłam na całą stertę ubrań
- Na razie idź przymierz! - popchnęła mnie do przebieralni - Zawołaj jak będziesz gotowa!
Ruszyłam w stronę przebieralni bardzo niechętnie. Weszłam do środka i ściągnęłam bluzkę. Poczułam lekki powiew od strony drzwi. Ktoś przyłożył mi rękę do ust
- Cicho siedź. - szepnął mi do ucha - No patrz dziewczynko. Nie mogę mówić że jesteś płaska. - Spiorunowałam go wzrokiem i spróbowałam się wyrwać - Przestań. Lucy jest na zewnątrz a po tym jak załatwiłaś James'a pewnie chce zemsty. Mamy szczęście że nas nie wyczuje. - wypuścił mnie i zdjął bluzkę
- Ty masz w ogóle po kolei w głowie?! - krzyknęłam wściekła - Zakładaj to z powrotem!
- Dobrze że masz tutaj tyle ciuchów. Na dół. - wskazał palcem w dół
- Nie pozwalasz sobie na za dużo? - wzięłam szybko jakąś bluzkę i się nią zakryłam
- A ty sobie za bardzo fantazjujesz. Chowaj się pod ubrania. - rzucił we mnie ciuchami - Masz się pod nimi ukryć. Ja odprawię Lucy.
- Trzeba było od razu... - schowałam się pod ubraniami
- I siedź cicho. O cześć Lucy!
- Wiesz że to damska przebieralnia, prawda? - pierwszy raz usłyszałam głos Lucy, jest strasznie chłodny i spokojny. Tak jak kiedyś ja.
- I co? Mam w tym stroju wyjść na sklep? - zaśmiałam się cicho - Poza tym znasz mnie.
- Właśnie. Znam cię. I dlatego martwię się że tu jesteś.
- Nie podnosisz na duchu.
- Lepiej się ubierz i wyjdź bo ktoś nam na zawał zajdzie. - Ja prawie zaszłam. - Widzę że lubisz damskie ciuszki.
- A wiesz... Chodzi o to że... Nie mam nic na swoją obronę. - zachichotałam - A co ty tutaj robisz?
- Przyszłam na zakupy. Muszę kupić nowe ubrania dla James'a. Twoja koleżanka spaliła mu ciuchy. Niestety on nadal z niej nie zrezygnował. Woli ją zabić niż wam oddać.
- Powiedział ci to? - w głosie Jack'a wyczułam przerażenie podobne do tego jakie sama czułam
- Widzę że się o nią martwisz. Ja oczywiście również mam zamiar brać udział w tym polowaniu. Jak ją znajdę... Zabiję. Nie ważnie gdzie i kiedy. Zabiję. Zapamiętaj to i ją ostrzeż. Nie będę miała skrupułów. Do zobaczenia.
- Cześć. - usłyszałam zamknięcie drzwi - Ona jest straszna. Możesz wyjść.
- Jack... - spojrzałam na niego przerażona co mocno go zdziwiło - Ja się boję.
- Nie martw się dziewczynko. - przytulił mnie - Nie pozwolę by coś ci się stało.
Siedziałam w niego wtulona a przerażenie powoli zaczęło mnie opuszczać. Po chwili ktoś zapukał w drzwi
- Alice! Wchodzę! - drzwi się otwarły a w nich stała Trish razem z Lilly - No co ja widzę! Ładnie to tak?
- Co? - przypomniałam sobie że oboje nie mamy bluzek - To nie to o czym myślicie!
- Więc tak mają wyglądać wasze treningi? - zaśmiała się Lilly - Jack wykorzystujesz sytuację.
- Skończcie, najadłem się już dzisiaj wstydu. - zabrał swoją bluzkę, ubrał i wyszedł - Wracajcie już do nas. Lilly zapłać moją kartą.
- Jak zawsze. - popatrzyła za nim z wrednym uśmieszkiem
- Ja się chyba zakopię pod ziemię. - jęknęłam zdołowana - Będę miała święty spokój.
- Ale teraz go nie zaznasz, więc przymierzaj i nam potem wszystko ładnie opowiesz. - Trish z powrotem zamknęła drzwi do przebieralni - Więc?
- Nic się nie wydarzyło. - założyłam bluzę i spojrzałam w lustro - Ta bluza jest dobra.
Po długim przymierzaniu i przesłuchaniu spotkałyśmy się z chłopakami w McDonaldzie. Razem z Jack'iem siedziałam cicho zajadając się frytkami. Woleliśmy przemilczeć temat przebieralni. Niestety to był tylko nasz plan
- Matt czy Jack ci dzisiaj zniknął? - spytała Lilly a Jack zakrztusił się colą - Czyżbym poruszyła delikatny temat?
- Idę zamówić następne frytki. - wstałam szybko i ruszyłam do kasy
- Ludzi się nie porzuca.. - usłyszałam warknięcie Jacka - Co to za praca zespołowa?
- Praca zespołowa? Zaciekawiłeś mnie. - usłyszałam jeszcze głos Matt'a
- Nie trzeba mnie było nazywać maleńka. - zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do kasy - Poproszę frytki powiększone.
- Już się robi. - mrugnął do mnie sprzedawca - Jestem Joe, a ty?
- Alice. Ile płacę? - wyjęłam portfel i zajrzałam do środka - Kurde.
- Nie ma sprawy, na mój koszt. Ale musisz mi dać swój numer. - podał mi frytki i ze swojego portfela dał pieniądze do kasy - Zgadzasz się?
- Nie mam telefonu. Przykro mi. Czekaj moment. - podeszłam szybko po Jack'a - Pożyczysz mi swój telefon?
- Po co? - głowę miał położoną na rękach po czym spojrzał na mnie - Jeśli pójdę razem z tobą.
- Co Jack jeszcze ci mało? - zaśmiała się Lilly
- Zgoda. - wzięłam mu telefon - Chodź ale nie przeszkadzaj.
- Je przeszkadzać? Właśnie zraniłaś moją duszę! - zaśmiał się - To po co ci on?
- Chłopak z kasy chciał mój numer za frytki. - chwycił mnie za rękę - Co ci znowu?
- Jesteś niekumata? On chce się z tobą umówić. - widziałam jak powstrzymywał śmiech - Coś z nim jest nie tak.
- Mam rozumieć że skoro ktoś chce się ze mną umówić to od razu jest coś nie tak? - spojrzałam na niego z pretensją
- Nie o to mi chodziło dziewczynko. - zabrał mi telefon - Który to?
- Myślisz że ci powiem?
- Nie, według mnie to ten co do ciebie kiwa. - Jack podszedł do Joe i wyjął kartę kredytową, szybko do nich podbiegłam - Chciałbym za nią zapłacić.
- Jesteś jej chłopakiem? - spytał zdziwiony Joe
- Nie. - powiedziałam szybko
- Tak. - powiedział Jack w tym samym momencie za co spiorunowałam go wzrokiem - Mogę w końcu zapłacić?
- Nie trzeba, to było na koszt firmy. - uśmiechnął się speszony - Przepraszam za problem.
- Nic się nie stało. - Jack wziął mnie pod ramie i odeszliśmy od kasy - Nie podoba mi się ten gość.
- Nikt ci się nie podoba. - warknęłam zła
- Ej my już pojedziemy do domu. - powiedział do Matt'a który do nas podszedł - Odwieź później Trish.
- Taki mam zamiar. Postaram się byśmy za szybko nie wracali. Dziewczyny planowały jeszcze wyjście do kina. Macie cały wieczór dla siebie. - zaśmiał się Matt
- Nie jesteśmy parą. - powiedzieliśmy oboje
- Rozumiem. - odpowiedział bez przekonania i wrócił do dziewczyn
- Chodź, szybko. - przyśpieszył kroku
W pół godziny dojechaliśmy do domu. Poszłam się wykąpać. Zamknęłam na klucz łazienkę w obawie przed nieproszonym gościem. Ubrałam się w spodnie od dresu i czerwoną bluzę którą dziś kupiłam. Jack siedział na kanapie i oglądał film. Usiadłam obok niego i nie wiem kiedy, zasnęłam.
czwartek, 2 stycznia 2014
Rozdział ósmy "Trening"
Po zakopaniu ciała mamy ukryliśmy się w kryjówce. Pozwolili mi nocować w pokoju dla gości gdzie się od razu zamknęłam. Położyłam się na łóżku i zwinęłam w kłębek. Chciałam być sama. Wspominałam każdy moment spędzony z mamą. Mimo że nie był on najlepszy, nie chciałam tego zapominać. A na pewno nie stracić w taki sposób. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Leżałam tak przez dwa dni. Później zaczęłam chodzić z kąta w kąt. W ogóle nie jadałam posiłków które zostawiali mi pod drzwiami. Czwartego dnia ktoś otworzył drzwi. Siedziałam wtedy w najciemniejszym kącie pokoju. Tym kimś okazał się Jack. W ręce trzymał kartonik z pizzą. Jej zapach zaczął unosić się po pokoju i dotarł do mnie. Nie miałam siły nawet powiedzieć słowa
- Masz tu i jedz! - rzucił karton na łóżko - Mam nadzieję że może być z pieczarkami i salami. - patrzyłam na niego morderczym spojrzeniem - Nie lubisz salami? - przypatrywał mi się tak przez dłuższą chwilę - Jesteś tak słaba że nie możesz mówić. W takim wypadku potraktuję cię jak dziecko i będę cię karmić. - wziął mnie na ręce i siadając na łóżku położył mnie sobie na kolana - Powinnaś o siebie dbać. - zabrał kawałek pizzy i podłożył mi go pod usta - Obiecałem że przejdziemy przez to razem a ty mi się zamykasz w pokoju na cztery dni. To nie było sprawiedliwe. - wzięłam maleńki gryz pizzy - Strasznie osłabłaś. Czyżbyś była już całkowicie bezbronna? - uśmiechnął się wrednie a pomiędzy nami pojawił się niewielki płomień - Dobra cofam, jesteś jednak dość silna.
- Nie traktuj mnie... Jak dziecko... - wymamrotałam zdenerwowana
- Umiesz mówić! - spojrzał na mnie zdziwiony - Zjedz wszystko, muszę gdzieś iść.
- Gdzie? - położył mnie na łóżku i podszedł do drzwi
- Jestem z kimś umówiony. - uśmiechnął się do mnie i wyszedł
Nawet szybko zjadłam pizze zostawiając salami w kartonie. Podeszłam do zamkniętych drzwi i przez przypadek usłyszałam rozmowę Matt'a z Lilly
- Nareszcie tam wszedł. Jeszcze jeden dzień tego narzekania i bym go tam sama wepchnęła. - stwierdziła Lilly - Całe cztery dni tu pod drzwiami zdenerwowany siedział!
- Martwił się. Chociaż myślałem że szybciej tam wejdzie. Alice pewnie zdążyła strasznie osłabnąć. - w głosie Matt'a wyczułam współczucie - Oboje w końcu stracili rodziny.
- My również nie mamy rodzin. - warknęła Lilly
- Ale my straciliśmy ich jako noworodki. Oni zdążyli pojąć co stracili a my, zawsze żyliśmy bez rodziców. Mają za czym tęsknić. - na policzkach znowu poleciały mi łzy
- Masz rację. Ale od czasu gdy ona się pojawiła Jack wydaje się jakiś taki... Jakby to ująć? Weselszy?
- Otwarty. - uśmiechnęłam się - Tak samo jak te drzwi w tej chwili. - ktoś otworzył drzwi - Prawda Alice? Ładnie podsłuchiwać?
- Przepraszam, ale skąd wiedziałeś? - popatrzyłam na niego zdziwiona
- Oboje wiedzieliśmy. - zaśmiała się Lilly i tupnęła nogą - Przez dwa ostatnie dni ładnie krążyłaś po pokoju.
- Ja wyczułem twój oddech, dzięki czemu wiedziałem że żyjesz. - Matt uśmiechnął się a moje włosy uniósł słaby wietrzyk - Nie powiem, bardzo się ucieszyłem jak Jack przeszedł z pizzą przez cały dom, mocno przy tym hałasując.
- Też się ucieszyłam gdy go zobaczyłam. - uśmiechnęłam się i poczułam ciepło na policzkach przypominając sobie jak mnie karmił pizzą
- Czyżby Jack zrobił coś ciekawego? - Lilly uśmiechnęła się wrednie - Twoje policzki cię zdradzają.
- N..Nie! - zaprzeczyłam bez przekonania
- Ważne że stamtąd wyszłaś. - Matt szybko zmienił temat za co jestem mu wdzięczna - Jest coś co chciałabyś zrobić?
- Chcę się nauczyć kontrolować ogień. - powiedziałam poważna - Nie chcę stracić innych ważnych mi osób.
- Rozumiem. Cieszę się że tak postanowiłaś. Lilly mogłabyś zaprowadzić Alice na zewnątrz? - Matt spojrzał na Lilly - Ja wezmę parę rzeczy.
- Oczywiście! - Lilly pociągnęła mnie za rękę w stronę schodów - Wejście przez jezioro jest tylko dla Jack'a i Matt'a, my możemy wchodzić tędy. Zapamiętasz?
- Muszę. - wyszłyśmy przez jakieś drzewo tuż obok jeziora na zewnątrz - Wasze żywioły są bardzo pomocne. Nie to co mój.
- Nie mów tak! - zatrzymałyśmy się i spojrzała na mnie z pretensją w oczach - Gdyby nie ogień co byśmy teraz mieli?! Nic. Więc proszę nie narzekaj już na niego.
- Postaram się. - uśmiechnęłam się bez przekonania - Po co tutaj wyszłyśmy?
- Spróbujesz zapanować nad ogniem. - za mną stanął Matt - Ponoć zaatakowałaś James'a, powiedz jak?
- Sama nie wiem. Byłam wściekła i go znienawidziłam. - wzruszyłam ramionami
- Uczucia bardzo wpływają na kontrolę. - zamyślił się i spojrzał na Lilly - Mogę prosić?
- Czekałam tylko na tą prośbę. - uśmiechnęła się a na środku jeziora pojawił się błotny manekin przypominający Jacka. Razem z Matt'em spojrzałam zdziwionym spojrzeniem na Lilly - No co przez ostatnie dni mocno mnie wkurzył!
- Ehhh... - zaśmiałam się a Matt załamał - Alice wyobraź sobie płomień. - zamknęłam oczy - Wyciągnij rękę. - wyciągnęłam - Wyobraź sobie że twój płomień jest w tej ręce. Nie parzy cię. Czujesz coś?
- Delikatne ciepło. - otworzyłam powoli oczy a na mojej dłoni był mały płomyk - Ja to zrobiłam?
- Tak, bardzo ładnie ci wyszło. - Matt się uśmiechnął - Teraz strzel w tamtą podobiznę Jack'a.
- Dobrze. - skierowałam dłoń w stronę jeziora
- Pizza! - Lilly krzyknęła tuż obok mnie a wystrzelony płomyk trafił do jeziora - Wiedziałam że coś się wtedy stało!
- Lilly, naprawdę? - Matt wyglądał na załamanego - Alice spróbuj jeszcze raz. A ty siedź cicho.
- Postaram się. - powtórzyłam wszystko i wystrzeliłam płomień trafił on na drzewo obok jeziora - Musimy to szybko zgasić!
- Jak Jack by się przydał to nigdy go nie ma. - warknął zdenerwowany Matt - Albo czekajcie. Alice spróbuj usunąć ten płomień. Wyobraź sobie że on znika.
- Ale mogę go przez przypadek powiększyć! - odpowiedziałam przerażona na co płomień się powiększył - Spokój Alice! Spokój! - płomień zniknął - Ja to zrobiłam?
- Nie ty tylko ja. - zobaczyłam Jack'a opartego o jedno drzewo - Matt za dużo od niej wymagasz.
- Chciała opanować swój żywioł to wszystko. - Matt wzruszył ramionami a Jack spojrzał na swoją podobiznę
-Lilly. - w jego oczach widziałam mordercę po czym spojrzał na mnie łagodniejszym wzrokiem - Od teraz ja będę cię uczyć. Zaczniemy od teraz. - woda z jeziora wystrzeliła w moją stronę po drodze zmieniając się w lód - Refleks.
- Jaja se robisz?! - wysunęłam w tamtą stronę rękę, zamknęłam oczy i wyobraziłam spanikowana płomień. Po chwili ciszy otworzyłam oczy. W mojej dłoni był płomień a na ziemi była woda - Udało mi się?
- W ostatniej chwili. - ucieszył się Matt
- Gratuluję dziewczynko. - Jack potargał mi włosy z wrednym uśmieszkiem - Coś z ciebie może jednak wyrośnie.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się
- Ej skoro już skończyliśmy z tym treningiem to może pójdziemy do centrum? - zasugerowała Lilly - Przy okazji kupimy sobie jakieś ciuchy.
- Dobra, mała wycieczka pewnie przyda się Alice. - przytaknął Matt i spojrzał na Jacka - Będzie pod twoją ochroną.
- Przecież wiem. - mruknął Jack i pociągnął mnie za rękę - Jedziesz ze mną maleńka.
- Masz tu i jedz! - rzucił karton na łóżko - Mam nadzieję że może być z pieczarkami i salami. - patrzyłam na niego morderczym spojrzeniem - Nie lubisz salami? - przypatrywał mi się tak przez dłuższą chwilę - Jesteś tak słaba że nie możesz mówić. W takim wypadku potraktuję cię jak dziecko i będę cię karmić. - wziął mnie na ręce i siadając na łóżku położył mnie sobie na kolana - Powinnaś o siebie dbać. - zabrał kawałek pizzy i podłożył mi go pod usta - Obiecałem że przejdziemy przez to razem a ty mi się zamykasz w pokoju na cztery dni. To nie było sprawiedliwe. - wzięłam maleńki gryz pizzy - Strasznie osłabłaś. Czyżbyś była już całkowicie bezbronna? - uśmiechnął się wrednie a pomiędzy nami pojawił się niewielki płomień - Dobra cofam, jesteś jednak dość silna.
- Nie traktuj mnie... Jak dziecko... - wymamrotałam zdenerwowana
- Umiesz mówić! - spojrzał na mnie zdziwiony - Zjedz wszystko, muszę gdzieś iść.
- Gdzie? - położył mnie na łóżku i podszedł do drzwi
- Jestem z kimś umówiony. - uśmiechnął się do mnie i wyszedł
Nawet szybko zjadłam pizze zostawiając salami w kartonie. Podeszłam do zamkniętych drzwi i przez przypadek usłyszałam rozmowę Matt'a z Lilly
- Nareszcie tam wszedł. Jeszcze jeden dzień tego narzekania i bym go tam sama wepchnęła. - stwierdziła Lilly - Całe cztery dni tu pod drzwiami zdenerwowany siedział!
- Martwił się. Chociaż myślałem że szybciej tam wejdzie. Alice pewnie zdążyła strasznie osłabnąć. - w głosie Matt'a wyczułam współczucie - Oboje w końcu stracili rodziny.
- My również nie mamy rodzin. - warknęła Lilly
- Ale my straciliśmy ich jako noworodki. Oni zdążyli pojąć co stracili a my, zawsze żyliśmy bez rodziców. Mają za czym tęsknić. - na policzkach znowu poleciały mi łzy
- Masz rację. Ale od czasu gdy ona się pojawiła Jack wydaje się jakiś taki... Jakby to ująć? Weselszy?
- Otwarty. - uśmiechnęłam się - Tak samo jak te drzwi w tej chwili. - ktoś otworzył drzwi - Prawda Alice? Ładnie podsłuchiwać?
- Przepraszam, ale skąd wiedziałeś? - popatrzyłam na niego zdziwiona
- Oboje wiedzieliśmy. - zaśmiała się Lilly i tupnęła nogą - Przez dwa ostatnie dni ładnie krążyłaś po pokoju.
- Ja wyczułem twój oddech, dzięki czemu wiedziałem że żyjesz. - Matt uśmiechnął się a moje włosy uniósł słaby wietrzyk - Nie powiem, bardzo się ucieszyłem jak Jack przeszedł z pizzą przez cały dom, mocno przy tym hałasując.
- Też się ucieszyłam gdy go zobaczyłam. - uśmiechnęłam się i poczułam ciepło na policzkach przypominając sobie jak mnie karmił pizzą
- Czyżby Jack zrobił coś ciekawego? - Lilly uśmiechnęła się wrednie - Twoje policzki cię zdradzają.
- N..Nie! - zaprzeczyłam bez przekonania
- Ważne że stamtąd wyszłaś. - Matt szybko zmienił temat za co jestem mu wdzięczna - Jest coś co chciałabyś zrobić?
- Chcę się nauczyć kontrolować ogień. - powiedziałam poważna - Nie chcę stracić innych ważnych mi osób.
- Rozumiem. Cieszę się że tak postanowiłaś. Lilly mogłabyś zaprowadzić Alice na zewnątrz? - Matt spojrzał na Lilly - Ja wezmę parę rzeczy.
- Oczywiście! - Lilly pociągnęła mnie za rękę w stronę schodów - Wejście przez jezioro jest tylko dla Jack'a i Matt'a, my możemy wchodzić tędy. Zapamiętasz?
- Muszę. - wyszłyśmy przez jakieś drzewo tuż obok jeziora na zewnątrz - Wasze żywioły są bardzo pomocne. Nie to co mój.
- Nie mów tak! - zatrzymałyśmy się i spojrzała na mnie z pretensją w oczach - Gdyby nie ogień co byśmy teraz mieli?! Nic. Więc proszę nie narzekaj już na niego.
- Postaram się. - uśmiechnęłam się bez przekonania - Po co tutaj wyszłyśmy?
- Spróbujesz zapanować nad ogniem. - za mną stanął Matt - Ponoć zaatakowałaś James'a, powiedz jak?
- Sama nie wiem. Byłam wściekła i go znienawidziłam. - wzruszyłam ramionami
- Uczucia bardzo wpływają na kontrolę. - zamyślił się i spojrzał na Lilly - Mogę prosić?
- Czekałam tylko na tą prośbę. - uśmiechnęła się a na środku jeziora pojawił się błotny manekin przypominający Jacka. Razem z Matt'em spojrzałam zdziwionym spojrzeniem na Lilly - No co przez ostatnie dni mocno mnie wkurzył!
- Ehhh... - zaśmiałam się a Matt załamał - Alice wyobraź sobie płomień. - zamknęłam oczy - Wyciągnij rękę. - wyciągnęłam - Wyobraź sobie że twój płomień jest w tej ręce. Nie parzy cię. Czujesz coś?
- Delikatne ciepło. - otworzyłam powoli oczy a na mojej dłoni był mały płomyk - Ja to zrobiłam?
- Tak, bardzo ładnie ci wyszło. - Matt się uśmiechnął - Teraz strzel w tamtą podobiznę Jack'a.
- Dobrze. - skierowałam dłoń w stronę jeziora
- Pizza! - Lilly krzyknęła tuż obok mnie a wystrzelony płomyk trafił do jeziora - Wiedziałam że coś się wtedy stało!
- Lilly, naprawdę? - Matt wyglądał na załamanego - Alice spróbuj jeszcze raz. A ty siedź cicho.
- Postaram się. - powtórzyłam wszystko i wystrzeliłam płomień trafił on na drzewo obok jeziora - Musimy to szybko zgasić!
- Jak Jack by się przydał to nigdy go nie ma. - warknął zdenerwowany Matt - Albo czekajcie. Alice spróbuj usunąć ten płomień. Wyobraź sobie że on znika.
- Ale mogę go przez przypadek powiększyć! - odpowiedziałam przerażona na co płomień się powiększył - Spokój Alice! Spokój! - płomień zniknął - Ja to zrobiłam?
- Nie ty tylko ja. - zobaczyłam Jack'a opartego o jedno drzewo - Matt za dużo od niej wymagasz.
- Chciała opanować swój żywioł to wszystko. - Matt wzruszył ramionami a Jack spojrzał na swoją podobiznę
-Lilly. - w jego oczach widziałam mordercę po czym spojrzał na mnie łagodniejszym wzrokiem - Od teraz ja będę cię uczyć. Zaczniemy od teraz. - woda z jeziora wystrzeliła w moją stronę po drodze zmieniając się w lód - Refleks.
- Jaja se robisz?! - wysunęłam w tamtą stronę rękę, zamknęłam oczy i wyobraziłam spanikowana płomień. Po chwili ciszy otworzyłam oczy. W mojej dłoni był płomień a na ziemi była woda - Udało mi się?
- W ostatniej chwili. - ucieszył się Matt
- Gratuluję dziewczynko. - Jack potargał mi włosy z wrednym uśmieszkiem - Coś z ciebie może jednak wyrośnie.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się
- Ej skoro już skończyliśmy z tym treningiem to może pójdziemy do centrum? - zasugerowała Lilly - Przy okazji kupimy sobie jakieś ciuchy.
- Dobra, mała wycieczka pewnie przyda się Alice. - przytaknął Matt i spojrzał na Jacka - Będzie pod twoją ochroną.
- Przecież wiem. - mruknął Jack i pociągnął mnie za rękę - Jedziesz ze mną maleńka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)