- Wiecie co? Nawet jeśli to ma wyjść jej na dobrze, już nie będę kłamać. - stwierdził Jack a moi rodzice zmienili się w wodę - Kazali podnieść cię na duchu, lecz wiem że... - patrzyłam zdziwiona na wodę, tak się ucieszyłam na ich widok, że nie pomyślałam, że mogą być kolejnym kłamstwem. Spojrzałam zdziwiona na Jack'a
- Skąd wiedziałeś jak wygląda mój ojciec? Nigdy nie pokazywałam tobie jego zdjęć. - rozejrzał się po pokoju - Skąd?
- Kiedy przywiozłem tutaj twój album to podpatrzyłem. - patrzył przed siebie na James'a, zwróciłam się do James'a - Skąd bym go inaczej znał?
- On żyje? - wyszeptałam błagalnie do James'a
- Brawo idioto. - warknął James poprawiając włosy - Ben weź ją stąd.
- Nie. - Ben patrzył złowrogo na Jack'a - Najpierw pokazujecie jej rodziców, potem okazuje się to kłamstwem i niczego nie chcecie wyjaśnić? Ona chyba zasługuje by znać prawdę o swoich rodzicach.
- Jack? - James zwrócił się do Jack'a - Weźmiesz ją do pokoju?
- Nie, jestem tego samego zdania co Ben. - Jack przytulił mnie od tyłu i szepnął do ucha - Ale tylko w tej kwestii.
- Wiecie co? - wstałam ze łzami w oczach - Jeśli tak ma wyglądać moje życie z wami, to się wynoszę!
- Gdzie się niby wybierzesz? - prychnął James z wrednym uśmiechem - Znajdziemy cię wszędzie.
- Nie możesz być tego pewny, Ben? - spojrzałam pewna siebie na Ben'a - Idziesz ze mną?
- Chyba nie myślałaś że zostawię cię samą? - wstał i podszedł do mnie - Ale zostańmy tutaj przez jakiś czas.
- Nie mam wyboru. - wyszłam z pokoju i skierowałam się na zewnątrz
Kilka minut później byłam nad jeziorem, było spokojne jak zawsze. Zrobiło się ciemno i zaczął padać śnieg, nigdy wcześniej nie czułam zimna, teraz czułam je w sercu. Każda droga dla mnie osoba mnie okłamywała. Opadłam na kolana i spojrzałam w niebo, gwiazdy zakryte chmurami. ścisnęłam mocno pięści
- Okłamywali, zdradzali i udawali... - drzewa stanęły w płomieniach - ...ufałam, wierzyłam i.... - po policzku spłynęła łza - ...kochałam!
- Panienko? - odwróciłam wzrok na osobę stojącą w cieniu - Wszystko w porządku?
W tym samym czasie, po zamknięciu Mick'a w lochach wszyscy zebrali się w bibliotece. Rozmawiali o wydarzeniach tego wieczoru, każdy miał inne odczucia w tym temacie. Dyskusję przerwało walenie do bramy, Jack podszedł do okna
- To Pascal i Marco, wyglądają na przerażonych. - ogłosił i otworzył okno - Otworzyć bramę!
Do pokoju wbiegło dwóch mężczyzn, cali zdyszani i ubrani w piżamy
- Co się stało? - Iris podeszła do nich zmartwiona
- Las się pali! - wrzasnął Pascal
- A Jude zobaczył jak panienka Alice szła w tamtą stronę, nie wrócił do teraz. - dokończył bardziej opanowany Marco - Błagam uratujcie mego syna, o panience nie wspomnę.
- Jeśli spotkał Alice to nic mu się nie stanie. - prychnął Matt
- Zapomniałeś w jakim jest stanie? To ona mogła spowodować ten pożar! - Jack wyskoczył przez okno i pobiegł w stronę płomienia
- Matt i Mark idziecie ze mną, reszta zostaje. - rozkazał James - Ben jeśli ktoś z tej dwójki wróci masz wszystkim dać znać. Każdy bierze telefon! - zamknął okno za Jack'iem - Cholera on nie zabrał!
- On się zachowuje jak jego ojciec. - prychnęła Iris
- Idziemy! - Matt wyleciał przez okno a reszta wybiegła
- Oby wszystko dobrze się skończyło.... - podsumowała Lilly
- Wątpię. - Lucy spojrzała przez okno na chłopaków wybiegających przez bramę - Mam złe przeczucia.
***
- Panienko? - odwróciłam wzrok na osobę stojącą w cieniu - Wszystko w porządku?
- Zostaw mnie. - zapaliłam drzewo obok niego, rozpoznałam go. To był Jude, jeden z wyznawców. - Jeszcze coś ci się stanie.
- Nie mogę tego zrobić, jako wyznawca muszę dbać o mojego Boga. - podszedł bliżej mnie
- Kazałam ci mnie zostawić. - ogień wystrzelił w jego stronę, oberwał w ramie
- Proszę, nie zabijaj mnie! Chcę tylko pomóc! - padł na kolana i próbował ugasić ogień śniegiem
- Kłamiesz! Jak wszyscy! - kolejny strzał w brzuch - Każdy kłamie! Myślisz że tego nie wiem?!
- A! - woda z jeziora trysnęła na Jude'a - Zimno!
- Zostawcie mnie! - Jude cały się zapalił a przez moją prawą rękę przeszedł lodowaty dreszcz - Spalę to wszystko!
- Nie rób tego! - woda z jeziora spłynęła w stronę Jude'a a płomień zaczął pożerać resztę lasu, cofając się do tyłu wpadłam na coś. Spróbowałam to spalić, płonące dłonie złapały mnie i przytuliły - Proszę, ugaś ten pożar i daj się wytłumaczyć.
- Za późno na tłumaczenie. - warknęłam i odwróciłam się do niego - Za późno na nas, Jack.
Zmieniłam się w popiół. Wiatr zabrał moje prochy daleko w góry pokryte wiecznym śniegiem, nikt mnie nie znajdzie i nikogo nie zranię. Znalazłam grotę i zasypałam jej wejście.
- Całą wieczność spędzę tutaj. - postanowiłam idąc w głąb jaskini
***
- Jack! - James podbiegł do nieprzytomnego Jack'a - Dobrze że osłoniłeś się wodą... Ale ona uciekła!
- Jude też dobrze wygląda, ma tylko lekkie poparzenia. - zdiagnozował Matt - Cieszmy się że mamy Mark'a po swojej stronie, wątpię byśmy sami dali tak szybko radę z tym ogniem.
- Myślisz że wróci? - James zabrał Jack'a na plecy
- Wiem że on jej nie zostawi. - Matt uśmiechnął się biorąc Jude'a - Ty też to wiesz.
- Miałem nadzieję że powiesz coś innego.... - westchnął i ruszyli do zamku