czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział trzydziesty czwarty "Kłamstwa"

- Mama? - do oczu dopłynęły mi łzy, spojrzałam na postać za kobietą z niedowierzaniem opadłam na kolana a z moich oczu wydobył się strumień łez - To nie możliwe!
- Wiecie co? Nawet jeśli to ma wyjść jej na dobrze, już nie będę kłamać. - stwierdził Jack a moi rodzice zmienili się w wodę - Kazali podnieść cię na duchu, lecz wiem że... - patrzyłam zdziwiona na wodę, tak się ucieszyłam na ich widok, że nie pomyślałam, że mogą być kolejnym kłamstwem. Spojrzałam zdziwiona na Jack'a
- Skąd wiedziałeś jak wygląda mój ojciec? Nigdy nie pokazywałam tobie jego zdjęć. - rozejrzał się po pokoju - Skąd?
- Kiedy przywiozłem tutaj twój album to podpatrzyłem. - patrzył przed siebie na James'a, zwróciłam się do James'a - Skąd bym go inaczej znał?
- On żyje? - wyszeptałam błagalnie do James'a
- Brawo idioto. - warknął James poprawiając włosy - Ben weź ją stąd.
- Nie. - Ben patrzył złowrogo na Jack'a - Najpierw pokazujecie jej rodziców, potem okazuje się to kłamstwem i niczego nie chcecie wyjaśnić? Ona chyba zasługuje by znać prawdę o swoich rodzicach.
- Jack? - James zwrócił się do Jack'a - Weźmiesz ją do pokoju?
- Nie, jestem tego samego zdania co Ben. - Jack przytulił mnie od tyłu i szepnął do ucha - Ale tylko w tej kwestii.
- Wiecie co? - wstałam ze łzami w oczach - Jeśli tak ma wyglądać moje życie z wami, to się wynoszę!
- Gdzie się niby wybierzesz? - prychnął James z wrednym uśmiechem - Znajdziemy cię wszędzie.
- Nie możesz być tego pewny, Ben? - spojrzałam pewna siebie na Ben'a - Idziesz ze mną?
- Chyba nie myślałaś że zostawię cię samą? - wstał i podszedł do mnie - Ale zostańmy tutaj przez jakiś czas.
- Nie mam wyboru. - wyszłam z pokoju i skierowałam się na zewnątrz
Kilka minut później byłam nad jeziorem, było spokojne jak zawsze. Zrobiło się ciemno i zaczął padać śnieg, nigdy wcześniej nie czułam zimna, teraz czułam je w sercu. Każda droga dla mnie osoba mnie okłamywała. Opadłam na kolana i spojrzałam w niebo, gwiazdy zakryte chmurami. ścisnęłam mocno pięści
- Okłamywali, zdradzali i udawali... - drzewa stanęły w płomieniach - ...ufałam, wierzyłam i.... - po policzku spłynęła łza - ...kochałam!
- Panienko? - odwróciłam wzrok na osobę stojącą w cieniu - Wszystko w porządku?
W tym samym czasie, po zamknięciu Mick'a w lochach wszyscy zebrali się w bibliotece. Rozmawiali o wydarzeniach tego wieczoru, każdy miał inne odczucia w tym temacie. Dyskusję przerwało walenie do bramy, Jack podszedł do okna
- To Pascal i Marco, wyglądają na przerażonych. - ogłosił i otworzył okno - Otworzyć bramę!
Do pokoju wbiegło dwóch mężczyzn, cali zdyszani i ubrani w piżamy
- Co się stało? - Iris podeszła do nich zmartwiona
- Las się pali! - wrzasnął Pascal
- A Jude zobaczył jak panienka Alice szła w tamtą stronę, nie wrócił do teraz. - dokończył bardziej opanowany Marco - Błagam uratujcie mego syna, o panience nie wspomnę.
- Jeśli spotkał Alice to nic mu się nie stanie. - prychnął Matt
- Zapomniałeś w jakim jest stanie? To ona mogła spowodować ten pożar! - Jack wyskoczył przez okno i pobiegł w stronę płomienia
- Matt i Mark idziecie ze mną, reszta zostaje. - rozkazał James - Ben jeśli ktoś z tej dwójki wróci masz wszystkim dać znać. Każdy bierze telefon! - zamknął okno za Jack'iem - Cholera on nie zabrał!
- On się zachowuje jak jego ojciec. - prychnęła Iris
- Idziemy! - Matt wyleciał przez okno a reszta wybiegła
- Oby wszystko dobrze się skończyło.... - podsumowała Lilly
- Wątpię. - Lucy spojrzała przez okno na chłopaków wybiegających przez bramę - Mam złe przeczucia.

***

- Panienko? - odwróciłam wzrok na osobę stojącą w cieniu - Wszystko w porządku? 
- Zostaw mnie. - zapaliłam drzewo obok niego, rozpoznałam go. To był Jude, jeden z wyznawców. - Jeszcze coś ci się stanie.
- Nie mogę tego zrobić, jako wyznawca muszę dbać o mojego Boga. - podszedł bliżej mnie 
- Kazałam ci mnie zostawić. - ogień wystrzelił w jego stronę, oberwał w ramie
- Proszę, nie zabijaj mnie! Chcę tylko pomóc! - padł na kolana i próbował ugasić ogień śniegiem
- Kłamiesz! Jak wszyscy! - kolejny strzał w brzuch - Każdy kłamie! Myślisz że tego nie wiem?!
- A! - woda z jeziora trysnęła na Jude'a - Zimno!
- Zostawcie mnie! - Jude cały się zapalił a przez moją prawą rękę przeszedł lodowaty dreszcz - Spalę to wszystko!
- Nie rób tego! - woda z jeziora spłynęła w stronę Jude'a a płomień zaczął pożerać resztę lasu, cofając się do tyłu wpadłam na coś. Spróbowałam to spalić, płonące dłonie złapały mnie i przytuliły - Proszę, ugaś ten pożar i daj się wytłumaczyć. 
- Za późno na tłumaczenie. - warknęłam i odwróciłam się do niego - Za późno na nas, Jack.
Zmieniłam się w popiół. Wiatr zabrał moje prochy daleko w góry pokryte wiecznym śniegiem, nikt mnie nie znajdzie i nikogo nie zranię. Znalazłam grotę i zasypałam jej wejście.
- Całą wieczność spędzę tutaj. - postanowiłam idąc w głąb jaskini

***

- Jack! - James podbiegł do nieprzytomnego Jack'a - Dobrze że osłoniłeś się wodą... Ale ona uciekła!
- Jude też dobrze wygląda, ma tylko lekkie poparzenia. - zdiagnozował Matt - Cieszmy się że mamy Mark'a po swojej stronie, wątpię byśmy sami dali tak szybko radę z tym ogniem.
- Myślisz że wróci? - James zabrał Jack'a na plecy
- Wiem że on jej nie zostawi. - Matt uśmiechnął się biorąc Jude'a - Ty też to wiesz.
- Miałem nadzieję że powiesz coś innego.... - westchnął i ruszyli do zamku

środa, 16 lipca 2014

Rozdział trzydziesty trzeci "Prawda"

Na następny dzień do pokoju Ben'a weszła Minnie i powiedziała że jeszcze dzisiaj przyjedzie Iris wraz z Mark'iem, oraz James i Lucy. Byłam pewna że Lucy przyzna mi rację gdy się dowie, że to James zabił jej rodziców. Jeśli Iris również postanowi mi pomóc to Mark też, za nimi pójdzie Mary... W ten sposób będziemy tak samo silni jak Mick z resztą zdrajców. Popołudniu poszłam do kuchni uszykować coś do jedzenia dla mnie i Ben'a, niestety spotkałam tam Matt'a i Lilly
- Hej Alice! - Lilly podbiegła do mnie radośnie - Ponoć Ben się obudził! Wszystko z nim dobrze?
- A co was to obchodzi? - warknęłam otwierając drzwi lodówki - Przecież i tak musicie go zabić.
- O co ci chodzi? - entuzjazm Lilly gwałtownie spadł - Przecież to nasz przyjaciel, tak jak i ty.
- Skoro jestem waszą przyjaciółką, to dlaczego nie zareagowaliście na wieść że moja mama ma zginać? - zamknęłam lodówkę - Zamówię lepiej pizze. 
- Już wiesz... - mruknął Matt - Skąd?
- Jack mi powiedział. Kiedy ogarnęłam że jego rodziców i wszystkich innych zabija James! - wrzasnęłam wściekła uderzając pięścią o lodówkę - Teraz jesteście dla mnie tylko zdrajcami....
- Czemu zrzucił na nas resztę? - Matt odetchnął z ulgą a Lilly zaczęła się śmiać - To jest naprawdę kłopotliwe...
- Ciocia przyjechała! - usłyszeliśmy radosne wołanie Minnie - Ciocia!
- Muszę się z nią zobaczyć. - wybiegłam szybko z kuchni
Ruszyłam za głosem Minnie na podwórze. Stała tam białowłosa dziewczyna razem z rudym chłopakiem, uśmiechnięta rozmawiała z Minnie. Chłopak spojrzał na mnie, przede mną rozbłysł ogień. Rozejrzałam się dookoła 
- Alice uważaj! - Jack podbiegł do mnie przerażony - Ten chłopak...
- Zostaw mnie. - podeszłam do Iris - Witaj, jestem Alice.
- Właśnie usłyszałam. - zaśmiała się i wskazała na chłopaka - To jest Mark a ja jestem Iris. Bardzo mnie zdziwiło że chcesz coś wszystkim ogłosić, stwierdziłam że jesteś bardzo ciekawą osobą. A kim jest tamten chłopak?
- Jack? To brat Mary. - mruknęłam zła
- Jesteś dla niego ważna. - poklepała mnie po ramieniu - Uratował cię przed płomieniem Mark'a, to naprawdę wyczyn.
- Możliwe... Musisz wiedzieć że Mick chce cię... - podbiegła do nas Mary i przytuliła Mark'a - Serio?
- Mark! Tęskniłam! - Spojrzała na Iris - Iris! 
- Witaj Mary. - Iris uśmiechnęła się i skierowała się do stojącego w drzwiach Mick'a - Witaj braciszku.
- Witaj, wybacz że tak nagle cię wezwałem. - weszli razem do zamku, poczułam na sobie spojrzenie Minnie
- Pokłóciłaś się z Jack'iem? - spytała prosto z mostu - O co chodzi? - spojrzałam na załamanego Jack'a - Wiesz że jeśli macie jakiś problem to najlepiej obgadać go w cztery oczy?
- To już nic nie da. - potargałam jej włosy i odeszłam ze smutnym uśmiechem, powstrzymując łzy - Już nic nie pomoże....
Powróciłam do Ben'a, widząc mój smutek mocno mnie przytulił i milczał. Byłam mu za to wdzięczna. Wieczorem wrócił James razem z Lucy, wszyscy zebrali się w jednym pokoju.
- Więc co chciałaś nam przekazać? - Iris uśmiechnęła się w moją stronę
- Wszyscy wiedzą że mam feniksa, racja? - spojrzałam na każdego, po czym podciągnęłam rękaw i pokazałam znamie które Evi pozostawił - Mam to samo co pierwszy, Mick doskonale poznaje to znamie. Oczywiście nie wspominając już o tym jak powstał Evi.
- Do czego zmierzasz? - mruknął znudzony Mick
- Do tego że Evi pokazał mi moment w którym zginął i powstał, moment jak soplami lodu przebiła go Julie. - Mick oraz Iris szeroko otworzyli oczy ze zdziwienia - Vincent go ocalił, lecz ty wtedy planowałeś zamach na własną siostrę. - wszyscy spojrzeli na Mick'a - Ciekawe ile rzeczy jeszcze zmyśliłeś? Iris ty inaczej trenowałaś Mary i Mark'a, prawda? - pokiwała oszołomiona głową - Mary nic nie wie o tym co się stanie gdyby zaszła w ciążę z Mark'iem, czy to prawda że by wtedy zmarła?
- Nic o tym nie wiem... Wcześniej nie było przy tym żadnych problemów pod warunkiem że w przypadku Mary pilnowałby jej Matt, tym sposobem żywioł byłby spokojny. - Mick spróbował wstać lecz James go powstrzymał - Skoro już wszystko nam przekazałaś to my też chcemy coś powiedzieć, prawda James?
- Taaak... - James uśmiechnął się a ja usiadłam na kanapie - Alice nie powiedziała tego że to przeze mnie ginęły wasze rodziny, oczywiście większość z was o tym wie. Ale to wszystko kłamstwo.
- Co? - ktoś położył rękę na moje ramie - Widziałam jak zabijałeś moją matkę.
- Znasz syreny Jack'a? - James uśmiechnął się wrednie - Dlatego nikt mnie nie powstrzymał, rodziców Jack'a przerzuciłem razem z Mary do Anglii. Oczywiście wcześniej się skontaktowałem z Iris, prawda Mary?
- Udawałam że straciłam pamięć, gdybyście wiedzieli moglibyście coś wygadać. - spojrzała na mnie - Ale naprawdę się ucieszyłam po tym co powiedziałaś mi o Jack'u tam. Ale jeśli moglibyście wyjaśnić mi syreny?
- Potrafię wytworzyć z wody postać która spełnia wszystkie potrzebne funkcje życiowe, oraz potrafi się komunikować. - wyjaśnił jej Jack
- Przy rodzinie Lucy również Jack pomógł, tylko płacz Lucy który słyszałaś przez telefon nie był udawany. Dopiero później opowiedziałem jej prawdę. - spojrzałam na Lucy która się uśmiechała i podeszła do mnie
- Przepraszam cię za te włosy, po tym jak się dowiedziałam jak na James'a i Mick'a nawrzeszczałaś za to co zrobili... Zrozumiałam że źle cię oceniłam. - oniemiała patrzyłam na wszystkich po kolei
- Mogę wyjść? - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi
- Są tu dwie osoby które powinnaś spotkać przed wyjściem. - Jack wybiegł przede mną i otworzył drzwi
- Mama? - do oczu dopłynęły mi łzy, spojrzałam na postać za kobietą z niedowierzaniem opadłam na kolana a z moich oczu wydobył się strumień łez - To nie możliwe! 

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział trzydziesty drugi Happy End

Patrzyłam na ziemię ze łzami w oczach, nie pamiętam już w którym momencie James się do mnie tak zbliżył, że jego zdrada zabolała mnie tak mocno. Jack również wyglądał na smutnego
- Alice znienawidzisz mnie jeśli ci powiem że o tym wiedziałem? - spojrzał na mnie poważny
- Słucham? - otworzyłam szeroko oczy, miałam nadzieję że to jakiś żart - Że ponoć wiedziałeś? I nic z tym nie zrobiłeś?
- Tak, wiedziałem to od samego początku... Wiedziałem również że zabije twoją matkę. - odwrócił wzrok - I nic z tym nie zrobiłem. - uderzyłam go w twarz
- Kłamałeś... - wstałam ściskając pięści - Wiesz jak cierpiałam, dlaczego go nie powstrzymałeś?
- Nie mogłem... - dotknął palcami swój policzek - Lilly i Matt też wiedzieli.
- Czyli wszyscy mnie okłamywali. - odwróciłam wzrok, do oczu podchodziły mi łzy - Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
- Przepraszam. - wymamrotał
- Za późno. - wyszłam wściekła i trzasnęłam drzwiami, oparłam się o nie i zjechałam na ziemię
Wszyscy mnie oszukiwali, prócz Ben'a. Tylko on był szczery od samego początku, wstałam i ruszyłam do pokoju w którym leżał. Kiedy weszłam do pokoju poczułam że nogi tracą swoją siłę. Oparłam się o ścianę i spoglądałam na niego. Przypomniało mi się że płomień nie tylko zabija, daje również życie. Podeszłam do Ben'a i położyłam rękę w miejscu serca, miałam nadzieję że rany pod moim dotykiem znikną. Po kilku minutach nadal się nie poruszył, usiadłam na krześle obok. Popatrzyłam na niego zdołowana
- Okazało się że tylko tobie mogę ufać. - wzruszyłam ramionami - Wybacz że cię zostawiłam. - jego ręka drgnęła - Ben?
- Cieszę się że jesteś. - wyszeptał, spojrzałam na jego twarz, uśmiechał się - Dobrze że nic ci nie jest.
- To ja powinnam ci to powiedzieć. - z moich oczu zaczęły się wydobywać łzy - Miałeś rację, mówiłeś że Jack się tylko mną bawi... Przepraszam że ci nie uwierzyłam.
- Nic się nie stało. - usiadł drapiąc się po głowie - Chociaż wolałbym byś teraz przez to nie cierpiała...
- To mówi facet który został przebity soplem lodu. - uśmiechnęłam się ocierając łzy - Powinieneś leżeć.
- Czuję się o wiele lepiej. - zaśmiał się - Opowiedz co się stało.
- Wiesz co spotkało moją matkę, prawda? - pokiwał twierdząco głową - Okazało się że to nie była jedyna ofiara James'a, rodzice Jack'a oraz rodzina Lucy też zostali przez niego zabici.
- Nie to musiało cię aż tak zaboleć. - zauważył
- Zabolało mnie to że wszyscy prócz mnie o tym wiedzieli, Jack, Lilly, Matt a Mick sam wydawał rozkazy. - spróbowałam się uśmiechnąć - Nikt z tym nic nie zrobił.
- Ben pewnie jeszcze się nie wybudził. - usłyszeliśmy za drzwiami głos Mick'a - Ale musimy zmienić jego opatrunek. - wszedł do środka razem z Minnie - Alice?
- Alice! - podbiegła i się do mnie przytuliła - Pokłóciłaś się z Jack'iem? - spojrzała na Ben'a - Tato on nie śpi!
- Powiedz mi Ben, czy Minnie coś o tym wie? - Minnie zaczęła rozmawiać z Ben'em a ja podeszłam do Mick'a - Czy wie tak dla przykładu, że chcesz zabić własną siostrę?
- Skąd o tym wiesz? - spojrzał na mnie poważny - Nikt o tym nie wiedział prócz...
- Pierwszego pokolenia? - uśmiechnęłam się wrednie - Zwołaj naradę, tak żeby wszyscy byli, Iris i Mark również.
- Co chcesz zrobić? - dopytał niepewny
- Zobaczysz. - wróciłam do Minnie i Ben'a - I jak jego rany?
- Nie ma ich. - Ben się odwrócił a na jego plecach nie było śladu po ranach - To dziwne, przynajmniej jakiś ślad przynajmniej powinien zostać.
- Po prostu mam świetne pielęgniarki. - zaśmiał się Ben i mocno przytulił Minnie - A czy możecie mnie i Alice zostawić jeszcze samych?
- Ta, postaram się w tym czasie spełnić jej prośbę. - Mick zabrał Minnie na ręce i wyszli z pokoju
- O co chodzi? - usiadłam z powrotem na krześle
- Najbardziej boli cię to że Jack nic nie zrobił, prawda?
- Aż tak to widać? - uśmiechnęłam się
- Weź o nim teraz zapomnij. - potargał mi włosy
- Nie umiem.
- Dlaczego?
- Pamiętasz ile to jest dwa plus dwa? - spojrzałam na niego ze smutkiem w oczach
- No oczywiście że pamiętam. - prychnął
- To weź to zapomnij. - położyłam głowę na jego kolanach i zaczęłam płakać - Pozwolił mi uwierzyć w siebie. W to, że czasem warto walczyć o coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne. Chwile zwątpienia i małe niepowodzenia tylko pobudzały do działania....
- Wiesz, może nigdy nie byłam z nim zaprzyjaźniony ale... - westchnął - Kiedy wrócił do zamku po twoim zniknięciu chciał cię od razu szukać. Według mnie jemu naprawdę na tobie zależy i dlatego nie mówił ci tego do tej pory. Bywa tak że życie układa nam inny scenariusz niż byśmy chcieli, ale na końcu zawsze spotka nas happy end.
- Naprawdę tak myślisz? - przestałam płakać i spojrzałam na niego - Naprawdę czeka mnie happy end?
- Każdego czeka. - uśmiechnął się - Nie masz co narzekać, masz cel i musisz do niego dążyć. Pamiętaj że ja zawsze będę po twojej stronie.
- Dziękuję ci. - przytuliłam go mocno - Uwierz mi, to co ja zrobię będzie nazywane wielką rewolucją.