wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy + wyjaśnienie

Wyjaśnienie.
Więc chodzi o to że od czasu gdy minęły te dwa lata można się lekko pogubić, to wam teraz wszystko wyjaśnię (może nie zbyt dobrze ale zawsze). Alice nie potrafi pływać gdyż jej żywiołem jest ogień, totalne przeciwieństwo wody. Niestety ona o tym zapomina albo ktoś ją wrzuca (Mam w planach parę wpadek XD). Następnie można zobaczyć że jej sny są różne. Chodzi o to że raz są dobre a raz nie, więc to mówi czy stanie się coś dobrego lub złego. Lilią wodną można na przykład nazwać **** ale i tak ten kwiat zostanie wykorzystany inaczej! Nie, nie zdradzę wam imienia XD. Później można zobaczyć iż Jack zaczął się zadawać z dużą ilością kobiet, miało to pokazać jak bardzo się zmienił przez te dwa lata. Później jeśli chodzi o wpadkę w przebieralni (Musiałam ją dać! Inaczej nie mogłabym żyć!) chodziło o to by przypomnieć co ich łączyło (yyyy... A co ich łączyło?). Następnie (jeszcze coś jest do nie zrozumienia?!) jeśli by chodziło o siostrę Jack'a... On przez większość swojego życia myślał że ją zabił, a tu BUM! ona żyje XD (Aiko troll) Dlatego ten był taki zdziwiony, plus ona go nie pamięta i to go boli ;_; Jeśli zaś idzie o te ataki u Alice... To się później wyjaśni, ale przypomnę że według tego co powiedział Mick został jej rok życia. No a teraz póki się tak odzywam (zawsze tak będę robić gdy coś będzie niejasne więc proszę pisać co jest nie jasne >,<) to proszę byście rozgłaszali mój blog jak... (oleje tą metaforę bo jest beznadziejna XD) Tylko gdyby co proszę nie zadawać pytań co będzie w przyszłości bo ja sama nie wiem ;_;. Dziękuję za przeczytanie tego tekstu który i tak jest bez sensu i zapraszam na czytanie jeszcze bardziej bez sensownego opowiadania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedziałam razem z Jack'iem na moim łóżku, wiedziałam co on teraz czuje. Jego siostra żyła ale go nie pamiętała i to go załamało, zrobiło mi się go naprawdę żal. Pogłaskałam go delikatnie po głowie a do drzwi ktoś zapukał. Jack spał więc nie mogłam się ruszyć
- Proszę. - szepnęłam w nadziei że to nie obudzi Jack'a ale gość za drzwiami usłyszy - Można wejść.
- Alice? - do pokoju wszedł Ben, spojrzał na Jack'a z pogardą a po chwili na mnie - Już po północy. Zostaw go, miałaś mi powiedzieć. 
- Ben, ja nie mogę... - widziałam w jego oczach zdenerwowanie - Nie mogę go zostawić samego. 
- Ponoć ma siostrę w Anglii, niech ona się nim opiekuje! - warknął podnosząc głos
- Ona go nie pamięta. - mruknęłam spoglądając na Jack'a - Większość życia był przekonany że zabił ją, a tu się okazuje że ona żyje. Do tego go nie pamięta. Czy ty byś miał odwagę do niej pojechać? Spojrzeć jej w oczy?
- To mnie nie obchodzi, mi się to nie przytrafiło. W ogóle znam swoich rodziców. - rzucił krótko bez uczuć, spojrzałam na niego oskarżycielsko - Czego? On tylko się tobą bawi! Jesteś idiotką bo mu się dajesz! A ja jestem większym idiotą...
- Dlaczego? - czułam do niego wstręt za te okrutne słowa, nie miał rodziny więc nie znał tego bólu po ich stracie. Tym bardziej nie miał prawa by twierdzić że się mną bawi
- Bo się w tobie zakochałem... - wzruszył ramionami i spojrzał na mnie smutno - Nie dziw się że czuję się zazdrosny jak on może sobie leżeć na twoich kolanach, a ja kiedy chcę się przytulić zostaję wepchnięty do wody.
- Byłeś cały mokry. - zaśmiałam się na tamto wspomnienie a trzymana przez Jack'a ręka została mocniej ściśnięta - Nie śpisz...
- Nie. - podniósł się siadając na łóżku i spojrzał na Ben'a zimnym wzrokiem - Skoro się w niej zakochałeś to powiedz mi czego ona się boi?
- Skąd mam wiedzieć? - warknął zły Ben patrząc na poważne oczy Jack'a - A ty niby wiesz?
- Ona boi się stracenia kontroli nad żywiołem. - spojrzałam na niego zdziwiona - Zgadza się, Alice?
- Skąd ty to wiesz? - wymamrotałam zdziwiona
- Mam rację. - wstał z łóżka nie puszczając mojej dłoni - Jeśli chcesz się ze mną mierzyć, dogoń mnie.
Jack wyszedł a krótko po nim Ben, czułam się dziwnie. Wiedziałam że Ben jest wobec mnie poważny i byłam prawie pewna że coś zaczynam do niego czuć ale, słowa Jack'a wytrąciły mnie z równowagi. Poczułam jak wokół mnie pojawia się płomień, żar w sercu powrócił. Uderzyłam pięścią o pościel z nadzieją że to minie, niestety to była złudna nadzieja. Nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie ale czułam że nie jestem sama w pokoju, ktoś mnie obserwował. Próbowałam podnieść głowę by przyjrzeć się jego twarzy ale ból był tak silny że wyczerpałam wszystkie siły i opadłam na łóżko. Starałam się nie zasnąć w obawie że wszystko spalę, mimo treningu ogień panował nade mną. Zamknęłam oczy by oszczędzić energię. Nie wiem ile tak leżałam, czekałam tylko aż ból minie. W pewnym momencie poczułam jak ktoś mnie podnosi i gdzieś niesie, otworzyłam oczy i spojrzałam na mojego obrońcę. To był James. 
- Zostaw mnie. - rozkazałam na wpół przytomna - Nie ufam ci. 
- Potrzebujesz pomocy, nie zaprzeczaj i pozwól sobie pomóc. - odpowiadał spokojnie i nie wiem czemu czułam że w tym momencie mogę mu zaufać
- Gdzie mnie zabierasz? - wymamrotałam
- Tam gdzie jest możliwa pomoc, często ci się to zdarza? - dotknął mojego czoła - Masz gorączkę.
- Od wczoraj to już trzeci raz. - przypomniałam sobie że Jack nie mógł mi sprawdzić ręką temperatury - Skąd wiesz że mam gorączkę?
- I tak zapomnisz tego co ci odpowiem, albo nie uwierzysz. - jak przez mgłę zobaczyłam uśmiech na jego twarzy - Przepraszam za włosy, Lucy bywa nieprzewidywalna.
- Nie rozumiem cię. - rzuciłam krótko - Po czyjej jesteś stronie?
- Nawet ja tego nie wiem. Mam cel i dążę do niego. - poczułam że wchodzimy po schodach - Gdyby nie to że tamta dwójka się pokłóciła teraz by tu się pewnie pałętali. 
- Czemu oni się tak nienawidzą? 
- Wiem tylko tyle że Ben tu został wysłany przez Jack'a ale po co to już nie mogę powiedzieć. - zaśmiał się i odłożył mnie na czymś miękkim - Póki co nie możesz się stąd ruszać, myśleć o niczym poważnym a najważniejsze, nie używaj mocy jeśli nie chcesz atakować.
- Nigdy tu nie byłam. - zignorowałam jego ostrzeżenie i rozglądałam się po pomieszczeniu zmęczona - Nadal jesteśmy z zamku?
- Tak, w mojej komnacie gdzie nikt nie zagląda. - podszedł do drzwi - Mieszkałem tu przez pewien czas więc... Jeśli poczujesz się senna śpij, ja w odróżnieniu od tamtej dwójki nic ci nie zrobię. 
- Jesteś naprawdę miły. - spojrzałam na niego zdziwiona
- W obawie przed tym kazałem ci nigdy nie być samej. - otworzył drzwi i wyszedł zakluczając je 
- I zostałam sama... - mruknęłam zdołowana - Czyli mam nie myśleć o niczym poważnym, a gdybym pomyślała o...
- Nie! - zza drzwi usłyszałam głos James'a
- Kurde... - warknęłam 
Zostałam zamknięta w pokoju James'a, nie wiedziałam na jak długo ale byłam pewna że nic mi się tu nie stanie. Poczułam się senna i opadłam na poduszki. Byłam tak zmęczona że nie miałam siły nad niczym myśleć tak jak mi radził James i zasnęłam. 

2 komentarze:

  1. W sumie niepotrzebne było to wyjaśnienie, wystarczy czytać wszystko dokładnie, po kolei i ze zrozumieniem :) "W ogóle znam swoich rodziców. - rzucił krótko bez uczuć" połknęłaś 'nie' i 'bezsensownego' piszemy łącznie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. James'a...? Tego James'a?!?
    Nie ogarniam ...0_o

    OdpowiedzUsuń