Przespałam całą noc w pokoju James'a, miał rację mówiąc że nikt tutaj nie wchodzi. Spokój przez jedną noc był taki miły dla mojej obolałej głowy. Wyciągnęłam się na łóżku i usłyszałam prychnięcie od strony kanapy, leżał na niej James
- Spałeś tam? - zrobiło mi się głupio, przeze mnie musiał spać na twardej kanapie
- Ta, tylko mi się tu nie załamuj. Przecież ja cię tu przyniosłem. - zasłonił oczy ramieniem - Lepiej ci?
- Powiesz mi w końcu czemu to zrobiłeś? - uderzyłam ręką w materac - Odpowiedz!
- Muszę zapamiętać by następnym razem gdy zrobię coś dobrego nikt mnie nie zauważył... - wymamrotał i usiadł patrząc na mnie zmęczonym wzrokiem - Więc jeśli chodzi o te ataki... Ile razy je już miałaś?
- O ile dobrze pamiętam to trzy, zaczęły się wtedy gdy Jack kazał mi go zaatakować, - uśmiechnęłam się wrednie - Poczułam nagle taki żar gdzieś głęboko w sercu...
- Atakowałaś... Czyli jest to czego się spodziewałem. - spojrzał na widok za oknem - Pójdę zrobić ci śniadanie, ty w tym czasie siedź tutaj i nie wychodź. Jasne?
- Mam wybór? - położyłam się z powrotem do łóżka a James wyszedł zakluczając drzwi - świetnie.
W tym samym czasie w innej części zamku Jack razem z Ben'en stali przed pokojem Alice. Ben patrzył na Jack'a wściekły a Jack z zimnym spokojem
- Po co tu przyszedłeś? - warknął Ben - Chyba nie chcesz jej przepraszać?
- Nie mam za co, chcę tylko być pewny że tym razem niczego nie zrobisz. - wzruszył luźno ramionami - Poza tym skoro chcesz kogoś przepraszać to powinieneś przepraszać również mnie. To o siostrze naprawdę zabolało, wiesz? - westchnął udając zmartwienie
- Skończ udawać, może Alice udaje ci się nabrać ale ze mną nie pójdzie tak łatwo. - Ben ścisnął pięści opanowując chęć przyłożeniu Jack'owi w twarz - Zejdź z drogi.
- Ja nie udaję. - warknął zirytowany Jack a Ben otworzył drzwi do pokoju Alice - Ojej, pusto?
- Gdzie ją zabrałeś? - wycedził przez usta brunet - Wiem że to twoje wina.
- Ciągle mówisz że to przeze mnie, to przykre! - szatyn okręcił się na pięcie i ruszył do kuchni - Tak mnie to boli że aż nie wytrzymam.
- Dlaczego tacy idioci się rodzą? - zapytał retorycznie Ben i ruszył na poszukiwania Alice - Może poszła pobiegać?
James przygotowując w kuchni śniadanie spotkał Jack'a lekko wkurzonego. Jack wziął z lodówki mleko i płatki z górnej półki po czym nasypał je do miski i zalał mlekiem. Patrzył na James'a znudzony
- Lucy poprosiła byś zrobił jej śniadanie? - spytał zauważając ilość przygotowanego jedzenia - Czy może ukrywasz jakieś dziewczyny w swoim pokoju o których ja nic nie wiem?
- Lucy musiała wyjechać. - rzucił krótko James - A ty nie zgubiłeś czegoś?
- Ta... - przyjrzał się uważniej jego twarzy - Czyżbyś znalazł moją zgubę?
- Skąd takie pytanie? - blondyn odwrócił się do niego z szarmanckim uśmiechem - Ja tylko robię to czego oczekuje ode mnie mój przyjaciel. Tobie też radzę jakiegoś znaleźć.
- Nie potrzebuję przyjaciół. - do kuchni wszedł Matt - Ty i Lilly jeszcze nie wyjechaliście?
- Po co? Nareszcie mogę sobie z wami pogadać bez napięcia w powietrzu. - zaśmiał się brunet i spojrzał poważnie na James'a - Gdzieś ty był w nocy?
- Zwiedzałem zamek, dawno mnie tu nie było. - wstawił wodę i wrzucił do kubka torebkę herbaty
- Przy pokojach dziewczyn? - rzucił krótko na co zainteresowanie Jack'a wzrosło - Powiedz co tam robiłeś i masz spokój.
- A jak tam twoje sprawy z Lilly? - zalał wrzątkiem kubki - Ponoć chodzi cała w skowronkach odkąd rok temu zaczęliście razem chodzić.
- Chodzicie ze sobą? - Jack odłożył miskę do zlewu - Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Interesowałeś się nami przez ostatnie dwa lata? - Matt spojrzał na niego z pretensją w oczach - Wyjechałeś w takich okolicznościach... Wiesz komu było najciężej?
- Z tego co widziałem na balu trzymała się całkiem dobrze. - mruknął zdołowany a do pokoju wbiegł Ben - Czego?
- Co zrobiłeś z Alice?! Nigdzie nie mogę jej znaleźć! - Ben podszedł do niego z zaciśniętymi pięściami - Gadaj!
- Alice zniknęła? - Matt spojrzał zdziwiony na nie wzruszonego Jack'a
- Ja jej nie porwałem. - warknął widząc oskarżycielski wzrok obu brunetów - James pomóż.
- Mnie w to nie mieszaj. - James trzymając tacę z jedzeniem wyszedł z kuchni - Lepiej zostańcie w tej niewiedzy.
James wrócił do pokoju w którym czekała na niego Alice, położył na łóżku tace biorąc jeden talerz z jedzeniem. Wzięłam swój i zaczęłam spokojnie jeść, obserwowałam go a on mnie. W pewnym momencie westchnęłam
- Powiesz mi w końcu o co chodzi z tymi atakami? - poprosiłam grzecznie odkładając pusty talerz na tacę, wzięłam kubek z herbatą - Proszę.
- Więc twój żywioł próbuje cię wykończyć. - wzruszył ramionami odkładając talerz na stolik obok kanapy - Słyszałem o kilku takich przypadkach ale... Twój przypadek jest inny. Zazwyczaj to wychodziło z zewnątrz a twój pożar jest w tobie.
- Mogę to jakoś powstrzymać? - spytałam w nadziei że uda mi się oszukać przeznaczenie - Ja nie chcę umierać.
- Nikt nie chce. - oparł głowę na ręce i wpatrywał się w ziemię - Jednym z wyjść jest zupełne zaprzestanie używania ognia.
- A drugim?
- Drugi jest póki co dla ciebie nie osiągalny. - spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem - Ale twoim jedynym wyjściem jest nie korzystanie z ognia, potrafisz to?
- Chyba tak. No dobra powiedz mi co się dzieje na dole! - spróbowałam się uśmiechnąć i zmienić temat - Ktoś w ogóle zauważył że zniknęłam?
- Nie, tylko Ben się pluje na Jack'a że nie chce powiedzieć gdzie ciebie ukrywa. - uśmiechnął się a od strony drzwi było słychać głośną rozmowę - A oto przychodzą mężczyźni.
- Myślisz że James zauważy że się do niego wkradliśmy? - rozpoznałam głos Ben'a
- Pewnie tak, ale wątpię by to on uprowadził twoją przyszłą żonę. - zaśmiałam się na uwagę Jack'a - Jakby tam była już by się z tego śmiała.
- On cię dobrze zna. - zauważył James
- Czasami się tego boję. - popatrzyłam na drzwi z uśmiechem na ustach
- Muszę pamiętać by następnym razem do obserwowania kogoś dla mnie ważnego wysyłać dziewczyny. - stwierdził Jack - One się przynajmniej nie zakochają w swoich celach.
- Nie narzekaj! Lepsze to niż być zimnokrwisty jak ty! - warknął zły Ben i ktoś zapukał do drzwi - James? Jesteś tam?
- Mam odpowiedzieć? - James spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi, kiwnęłam niepewna głową - Jestem a co?
- Chcieliśmy pogadać! Wiesz jak facet z facetem! - chwila ciszy - I Ben'em!
- Mogą wejść? - kiwnęłam głową uśmiechając się - Wchodźcie!
- Więc jak już tu jesteśmy to... - do pokoju pierwszy wszedł Jack, spojrzał na mnie swoim zimnym spojrzeniem - ...Ben przynieś nam coś mocnego do picia.
- Czemu ja?! - Jack nie pozwolił mu wejść i zamknął drzwi
- Co tu się dzieje? - spojrzał złowrogo na James'a - Miałem nadzieję jej tutaj nie spotkać.
- Alice może ty mu to wytłumaczysz? - poprosił James siadając wygodnie na kanapie - Siadaj Jack, gdzie chcesz.
- Postoję. - warknął spokojnie patrząc mi w oczy - Mów.
- W nocy po tym jak ty i Ben odeszliście, mój żywioł chciał mnie wykończyć. Tak mi to wyjaśnił James. - przykryłam się mocniej kołdrą - Gdyby nie James, mogłabym już być martwa.
- Czy to było to samo nad jeziorem i później gdy spałaś w swoim pokoju przez parę godzin?
- Tak. Nie wiedziałam co się dzieje, wcześniej to się nie działo... - poczułam w sercu kolejny wybuch gorąca - ...O nie. - wymamrotałam uderzając ręką o swoją klatkę piersiową - Nie teraz!
- Alice! - Jack podbiegł do mnie i przejechał swoją ręką po policzku - James co mogę zrobić?!
- To naprawdę jest inny przypadek, nawet nie używała mocy. - James patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami - Obawiam się że długo z nami nie pożyje.
- Nie możemy tak myśleć! - powstrzymał moją rękę przed uderzaniem - Alice słyszysz mnie?
- Jack zostaw mnie. - wymamrotałam a wokół nas pojawił się krąg ognia - Nie chce by coś ci się stało!
- Alice, nic mi nie będzie. - przytulił się do mnie - Posłuchaj, pamiętasz to jak zasnęłaś na kanapie przed telewizorem? - uśmiechnęłam się - Widzę że pamiętasz, teraz przypomnij sobie jak obiecałem ci że obronię cię przed śmiercią. Pamiętasz?
- T..tak... - ogień zaczął się zbliżać do nas usłyszałam obok ucha syknięcie Jack'a - Oparzyłeś się?
- Wszystko dobrze, nie pozwolę by coś ci się stało. - pocałował mnie w czoło - Tylko ty również musisz się postarać. Więc teraz uśmiechnij się i powiedz że zwykły pożar cię nie zrani.
- Zwykły pożar mnie nie zrani. - uśmiechnęłam się i opadłam zmęczona w ramiona Jack'a - Dziękuję.
- Może jednak nasza druga opcja jest możliwa. - stwierdził James i wyszedł zamykając drzwi na klucz - Tylko ty możesz ją uratować Jack!
- Idioto, wiem o tym jak tylko ją zobaczyłem. - warknął przytulając mnie, usnęłam w jego ramionach z uśmiechem na ustach - Dobranoc dziewczynko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz