środa, 14 października 2015

Księga II Rozdział 3 + Info~!

Pierwszą rzeczą którą chcę ogłosić, jest to, że otwieram nowego bloga. Planuję go otworzyć dopiero na Halloween, więc wtedy podam tutaj notkę wraz z linkiem. Teraz mogę jedynie podać zdjęcie głównych bohaterów (przepraszam że robione w grze od Rinmaru ale nie mam talentu plastycznego...). Mam nadzieję że spodoba wam się tak samo jak historia Jack'a oraz Alice. 
Drugą rzeczą, jest zadanie dla was. Na podstawie zdjęcia, spróbujcie zgadnąć o czym będzie opowiadanie, oraz w jaki sposób poznają się bohaterowie. Od razu mówię, nie znali się wcześniej. 

To wszystko Dziękuję <3
~~~~~~

Gdy Matt oraz Lilly nas obudzili, było już daleko po północy. Zabrał Minnie do łóżka, a nas zostawił z Norą i jej czekoladą. Muszę przyznać, była bardzo dobra. Koło drugiej poszliśmy do łóżek. Tym razem zasnęłam we własnym pokoju. Śnił mi się koszmar. Był tam Mick, szedł w moją stronę a ja nie mogłam się ruszyć. Byłam w połowie w kamieniu. W jego ręce nagle pojawiło się ostrze
- To twój koniec. - Przyłożył do mojej szyi nóż - Mogłem to zrobić jak tylko cię spotkałem.
- Jeśli to zrobisz... Oni cię zabiją... - warknęłam a z rany poleciała stróżka krwi
- Nie zrobili tego od milionów lat, myślisz że teraz im się uda? - zabrał rękę i przyjrzał się mojej krwi - To dopiero ostrzeżenie.
Obudziłam się cała spocona, na szczęście to był tylko koszmar... Poczułam nagle ból przy szyi, dotknęłam tam ręką... Rana którą zostawił mi Mick... Ona nie zniknęła... Pobiegłam na dół do kuchni szukając bandaży, W kuchni stała Lucy ze szklanką wody, podeszłam do niej zakrywając ranę
- Coś się stało? - w oczy rzuciła mi się skąpa piżama jaką zakłada, to dlatego James nie może się nigdy powstrzymać - Źle się czujesz?
- Pewnie zjadłam coś nieświeżego... - napiła się jeszcze wody - wymiotowałam.
- James wie? - spojrzałam na nią sięgając po opatrunki
- Nie... Wolałam spać dzisiaj sama... - westchnęła - A ty czemu nie śpisz?
- Miałam koszmar, poza tym lepiej żeby on o tym wiedział. - wstając uderzyłam głowę o górę szafki - Ała... - przeklęłam pod nosem, po czym spojrzałam na Lucy - Pomóc ci wrócić do łóżka?
- Jeszcze trochę tutaj zostanę... Ale dziękuję za troskę. - posłała mi miły uśmiech
- Ale nie siedź za długo. - wyszłam z kuchni i skierowałam się do swojego pokoju, gdy odeszłam już trochę usłyszałam jak szklanka w kuchni się roztrzaskała. Wróciłam tam biegiem. Lucy leżała nieprzytomna na ziemi. - James! Jack! Chodźcie tu! - zawołałam ich zbliżając się do niej - Lucy pobudka!
- Co się stało? - do kuchni wszedł zaspany Jack, gdy spojrzał na Lucy, bez pytań zabrał ją na ręce a ona wrzasnęła z bólu - Lucy...
- Słyszałem Lucy! - przybiegł do nas James i zabrał szybko Lucy na ręce - Co jej się stało?!
- Nie wiem... Przed chwilą jeszcze stała i rozmawiała ze mną... - wymamrotałam przerażona, byłam w totalnym szoku
- Zabierz ją do jej pokoju. - obok nich stanęła Iris - Lilly zaraz powinna tam być.
- Wiesz co jej jest? - James patrzył na nią jak na ostatnią deskę ratunku
- Prawdopodobnie... Idź. Już. Jeśli będzie tam Mark... Ma się nie zbliżać do Lucy. - rozkazała - Będzie wiedział o co chodzi.
James odszedł, Iris podeszła do mnie i spojrzała na moją szyję
- Jak to się stało? - dotknęła rany, zabolało
- Obudziłam się z tym...- w sumie, nie skłamałam...
- Alice, jeśli mi nie powiesz to ci nie pomogę. - poczułam w jej głosie wrogość - Jak to się stało?
- Nie mam pojęcia... Naprawdę... - spojrzałam na Jack'a, - Pomocy...
- Iris, zostaw ją na razie. Jest przerażona tym co się stało. - uratował mnie - Idź lepiej do Lucy.
Bez słowa wyszła, zostawiając mnie samą z Jack'iem. On bez słowa odkaził mi ranę i zawinął bandażem. Czułam jak chce mnie o to spytać, lecz w końcu tego nie zrobił. Wyszedł bez słowa. Nie chciałam stracić nikogo z nich... A to może być tylko przypadek... Ehh... Kiepsko to sobie tłumaczę... To nie może być prawda... On powinien być zamknięty... Wiedząc że Iris zajmie się Lucy, wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Zasnęłam dopiero po godzinie. Tym razem byłam związana łańcuchami. Naprzeciwko mnie znowu stał Mick
- Widzę, że nasza kochana Alice chce umrzeć. - zaśmiał się, dlaczego akurat teraz nie mogłam korzystać z ognia? - Coś ci nie pasuje? Może dlatego że... - Wokół mnie pojawił się ognisty krąg - Ja tu rządzę.
- Co ty planujesz?! - wrzasnęłam, krąg się zmniejszał i powoli zaczął mnie parzyć - To nie możliwe!
- Zabiję cię, a ty nie masz na to wpływu. Już to mówiłem. To twój koniec.
Obudziłam się tuż nad ranem, tym razem oprócz przecięcia na szyi miałam... Oparzenia na całym ciele...

sobota, 6 czerwca 2015

Księga II Rozdział 2

Mimo tego co powiedział, nie zrobił nic więcej. Zasnął od razu po tym... A przez Lucy i James'a nie mogłam spać całą noc... Chociaż też bym tak chciała, ale mu tego nie powiem. A gdybym mogła wstać to by było święto! Dureń potraktował mnie jak przytulankę... A po tym wszystkim nie mogę mu odmówić... Kiedy tamci skończyli, wreszcie mogłam się przespać. Niestety, ten świat nie jest taki łaskawy. Chwilę później jak zasnęłam, Jack musiał wstać...
- Wstajemy śpiąca królewno. - pocałował mnie w policzek. W ten magiczny sposób, cała moja złość na niego znikła. - Przepraszam za wieczór, byłem zmęczony...
- Nic się nie stało, rozumiem... - odwróciłam się na drugi bok - Pozwól mi jeszcze chwilę pospać... Lucy i James nie dawali sobie przerw...
- No skoro tak. - przytulił się do moich pleców, jak tutaj człowiek ma zasnąć? - Będę pilnował twojego spokojnego snu.
- Jesteś jednym z czynników, przez które nie mogę spać... - wymamrotałam tak szybko jak tylko umiałam.
- Co mówiłaś? - odwrócił mnie w swoją stronę. Po uśmieszku wiedziałam, zrozumiał... - Możesz powtórzyć?
- Jesteś sadystą. - warknęłam wtulając się w niego, tak się cieszę. Już po wszystkim... - Za to cię kocham. - nie słysząc odpowiedzi spojrzałam do góry. - Jesteś czerwony aż po same uszy! - zaśmiałam się, byłam z siebie zadowolona.
- Ponieważ dawno tego nie słyszałem... - zasłonił twarz dłonią, to było tak strasznie urocze. Spojrzał na zegarek, poczym na mnie - Jest dopiero siódma... Więc może...
- Nie zaśniesz? - spojrzałam na niego z pretensją
- Ja nie, a ty księżniczko? - rzucił mi to wyzywające spojrzenie
- Nie jestem tobą. - prychnęłam odwracając od niego wzrok
Nagle poczułam jak ręką podnosi moją głowę w swoją stronę, pocałował mnie. Tak delikatnie, uroczo. Był uroczy, gdy był delikatny... Powoli zszedł z pocałunkami na moją szyję, trochę mnie to łaskotało... Ale czułam się cudownie. Zamknęłam oczy, mimo nieprzespanej nocy, byłam pełna energii. Do czasu...
- Jack?! Możemy zacząć trening?! - do pokoju bez pytania weszła Nora, a gdzie ta jej nieśmiałość z wczoraj? - Przepraszam, nie wiedziałam że przeszkadzam...
- Najpierw się puka, teraz wyjdź. - warknęłam piorunując ją wzrokiem
- Alice, ona ma rację... - Jack szepnął mi do ucha, po plechach przeszły mnie dreszcze - A ty się prześpij.
- Naprawdę jesteś sadystą! - wykopałam go z łóżka i schowałam się cała pod kołdrą. - Nie wracaj mi tutaj!
Usłyszałam tylko westchnienie i zamknięcie drzwi. Teraz tak wzdychaj... Mnie będzie głowa boleć przez całe życie! Poza tym, co to za wychowanie? Ta cała Nora weszła sobie bez pukania ani nic! Zamknęłam oczy, próbowałam zasnąć. Niestety myśl o tym, że tranują sami nie dawała mi spokoju... Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Po szybkim prysznicu zeszłam do stołówki, Matt oraz Mary. Zabrałam miseczkę z płatkami i usiadłam obok nich
- Wyspałaś się? - ziewnęłam nalewając mleko do miski
- Tak! Wyspałam! Tym bardziej mając za ścianą James'a i Lucy podczas upojnej nocy sam na sam! - wrzasnęłam na cały głos
- To miło. - zaśmiała się wrednie Mary - A braciszek coś zrobił?
- Wykorzystał... - spojrzeli na mnie przerażeni - Jako przytulankę... - odetchneli z ulgą - Chociaż rano zaczęło być przyjemnie... Ale ta cała Nora przylazła...
- A to dlatego Jack był taki markotny... - zauważył z uśmiechem Matt - Co takiego się tam wydarzyło?
- Em... Zaczął mnie ten... całować po... no po szyi... I weszła do nas Nora, powiedziała coś o treningu. No to Jack stwierdził, że musi iść z nią... - zaczęłam jeść płatki
- A ty na to...? - zaczął dalej Matt
- Wykopałam go z łóżka i kazałam nie wracać... - mruknęłam
- Biedny braciszek... - westchnęła Mary - Chociaż zachował się jak ostatnia świnia... To muszę przyznać.
- Chcesz, to możemy się na nim zemścić. - zaśmiał się wrednie Matt, pierwszy raz widziałam ten błysk w jego oczach. - Mark pewnie się zgodzi.
- Coś ty wymyślił? - Ten błysk bardzo mi się spodobał, miałam nadzieję że z planem będzie to samo...
Mary pobiegła radośnie po Mark'a, gdy wróciła była sama i cała czerwona. Pewnie też zapomniała zapukać... Kiedy Mark do nas zszedł równiez był czerwony, aż byłam ciekawa co tam się między nimi wydarzyło... Matt opowiedział nam swój plan. Średnio mi się podobał... Ale jak już wszyscy byli zaangażowani... Razem z Mark'iem wyszłam na zewntąrz
- Myślisz że się uda? - rozglądałam się za Jack'iem i Norą - Alice?!
- Tak? - spojrzałam na niego zaskoczona, byłam aż tak zamyślona?
- Ehh... Rozumiem że jesteś zazdrosna, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież to tylko nauka. - kiwnął głową na zamarznięte jezioro przed nami
- Jack zakochał się we mnie podczas treningu... - mruknęłam zauważając Norę i Jack'a, jeździli na łyżwach - A tu warunki są jeszcze lepsze...
- Umiesz jeździć na łyżwach? - spojrzał na mnie z uśmiechem, pokręciłam głową - Nauczę cię.
Podeszliśmy nad jezioro, a on zrobił nam z lodu łyżwy. Wytłumaczył przy okazji całą sprawę z treningiem James'a. Aż się dziwiłam, że niczego wczoraj nie spalił... Trzymał mnie za rękę i poprowadził na środek. Czułam na sobie wzrok Jack'a, był chłodniejszy od lodu pod nami... Mark nie puszczał mojej ręki nawet na chwilę, dwie godziny treningu i potrafiłam jeździć bez jego pomocy. Wtedy podjechał do nas Jack
- Zamienimy się? - spojrzał na Mark'a
- A nie masz teraz treningu? Nora się zmartwi, że ją tak zostawiłeś. - chwyciłam za ramię Mark'a
- Wybacz, ale nie mogę... - uśmiechnęłam się, po uśmiechu zobaczyłam że rozumie i odszedł. - To jak?
- Przepraszam za poranek... - mruknął zawstydzony - Pewnie poczułaś się okropnie...
- To mało powiedziane. - po jego minie widziałam, że jest mu z tym źle. Ale tak świetnie się bawiłam... - Wiesz co czuje dziewczyna, gdy jej facet zostawia ją w łóżku dla innej?
- To samo co ja, gdy zobaczyłem cię tutaj z Mark'iem?
- Gorzej. - zaśmiałam się, Matt chyba wiedział że tak to się skończy - Skończyliście na dzisiaj trening?
- Tak... W sumie, nie ale... - podrapał się po głowie. Naprawdę, musiałam się starać by go nie wyśmiać - ...Ale nie mogłem was tak zostawić...
- Jack, jesteś uroczy. - uśmiechnęłam się. Jednak męska zazdrość jest naprawdę słodka.

***
W tym samym czasie. Lochy zamku Vlada Tepesa. Stary przyjaciel dowiedział się o nieobecności i ucieczce Alice. Zadowolony śmiał się chodząc po celi
- Wiedziałem że to kiedyś nastąpi, tak było w wizji! - zaśmiał się podchodząc do krat - Chodź i mnie wreszcie uwolnij!
- Spokojnie Mick, będziesz miał czas na zemste. - do krat podszedł zamaskowany mężczyzna - Jak myślisz, kiedy dowiedzą się o twojej ucieczce?
- Przychodzą tutaj tylko sprzątać i przynieść jedzenie. Następna przyjdzie dopiero jutro, mamy czas na wyjazd z kraju. - otworzyli klatkę a Mick wyszedł rozciągając się - Nareszcie... 
- Musimy działać zgodnie z planem, najpierw Iris i Minnie, potem reszta. - zaśmiał się wrednie zamaskowany mężczyzna - Nie boli cię zabicie siostry i córki?
- A ciebie matki i kuzynki? - warknął zirytowany Mick, towarzysz powoli go irytował 
- I tu mnie masz. - zaśmiał się i ruszył do wyjścia - Niestety, uczucia do rodziny straciłem już dawno temu. Tak samo jak ty gdy zabiłeś swoją ukochaną i zrzuciłeś wszystko na Minnie.
- Zamknij się już. - Mick ruszył za nim.

***
Razem z Jack'iem wróciliśmy do schroniska, Iris razem z Minnie bawiły się pluszakami. Miałam złe przeczucia, że ten spokój niedługo zniknie... Podeszliśmy do nich
- Co ciekawego robilicie? - usiadłam obok Minnie, była taka radosna mimo sprawy z Mick'iem
- Bawimy się w rodzinę! - pokazała na słonia - To jest tata! A Iris trzyma mame!
- Naprawdę? - spojrzałam rozbawiona na żyrafę - A może chcesz się pobawić z nami w rodzinę?
- Hmmm... - spojrzała na nas zamyślona - Dobra! Jack będzie tatą! A Alice mamą! Iris i ja będziemy waszymi dziećmi! - do pokoju wszedł James z Lucy - A oni będą wujkiem i ciocią!
- O co chodzi? Komuś gratulować? - spytał zaskoczony James
- Ta... Mamy dwie córki... - stwierdził załamany Jack 
- Nie narzekaj, takie urocze córki to skarb! - przytuliłam się do Minnie, spojrzałam na James'a - Zostaliście wciągnięci w naszą zabawę.
Przez resztę dnia bawiliśmy się razem w rodzinę, brakowało mi tej atmosfery... Na końcu wszyscy zasnęliśmy razem na kanapie. 

czwartek, 4 czerwca 2015

Księga II Rozdział 1

Po długiej przerwie zaczynamy nową część. Zmienia się wątek, ponieważ Alice zapanowała nad ogniem. Razem z tym, zmieniony został opis oraz tło. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Miłej lektury. 



Dziewczyna 30 minut później, przyprowadziła Matt'a oraz Mark'a. Domyśliłam się, że wszyscy tutaj przyjechali... A to oznaczało więcej histerii. Gdy Mark wszedł do środka, podszedł do mnie smok którego wcześniej znalazłam. Widziałam że zainteresował się bałaganem oraz... Mark'iem...
- Mark, mogę cię poprosić? - podniosłam smoka i spojrzałam na Mark'a. Tęskniłam za nimi...
- Pewnie, za chwilę dojrzie James, musiał się ubrać... - zaśmiałam się, pewnie Lucy jest teraz zła. - O co chodzi?
- Zainteresowałeś kogoś. - podałam mu smoka. Widziałam między nimi jakieś podobieństwo...
Nagle poczułam piekące uczucie w ramieniu, tatuaż. Podwinęłam rękaw, świecił się na czerwono... W tym samym momencie smok zniknął, a w ubraniu Mark'a powstała wypalona dziura. Dzięki temu mogłam dostrzeć smoczy tatuaż na jego piersi, więc o to chodzi... Uśmiechnęłam się. To dlatego pojawił się tutaj dzisiaj rano...
- Masz wiernego towarzysza... - stwierdziłam, po chwili poczułam jak lód unieruchomił moje nogi - Witaj James...
- Co ty mu zrobiłaś? - zobaczyłam jak kucnął przy Jack'u - Wygląda jak porażony piorunem, tylko jak?
- To sprawka drugiego nieprzytomnego. - stopiłam lód i podeszłam do Ethan'a - Wystrzelił z niego piorun... Nie umiem tego wytłumaczyć ale...
- Ja mogę... - spojrzałam na czarnowłosą dziewczynę, nie odzywała się od powrotu z chłopakami... - Zauważyłam że potraficie panować nad żywiołami... I... Myślę że mogę wam o tym powiedzieć...
- Streszczaj się. - rozkazał James, dawno nie słyszałam jak się żądzi... Za tym akurat nie tęskniłam...
- Więc, ja też potrafię strzelać piorunami... Ale nie tylko! - wyciągnęła latarkę i wyjeła z niej baterie - Może to wygląda śmiesznie ale...
- Pośpiesz się. - ponaglił ją James, widać że nie ma humoru po tym co stracił z Lucy...
- Proszę. - wyrzuciła baterie na bok a latarka się zapaliła - Potrafię włączać różne przedmioty, możecie mnie uznać za przenośny akumulator. - zaśmiała się nerwowo - Poczytałam trochę w internecie i książkach... Moje moce podpisują się pod władanie energią... W międzyczasie znalazłam wziankę o was... I poleciałam do Transylwanii... Znalazłam zamek i wszystko ale was tam nie było... A potem spotkałam Matt'a na lotnisku, musiałam skorzystać! Nie wiedziałam, że jesteście tacy...
- Normalni? - skomentował James - Myślałaś że spotkasz jakiś staruszków? Albo obcych?
- Tak... - wymamrotała, nie dziwię się że była przerażona. James był naprawdę wkurzony...
- Przedyskutujemy to jak ich weźmiemy! - odwróciłam się do chłopaków - Jak ich bierzemy?
- Ja biorę Jack'a, nie wiem jak wy. - James zabrał Jack'a na plecy i zaczął wracać - Eve! Idziesz ze mną!
- Eve? - spojrzałam na dziewczynę która wybiegła z jaskini - Kto to?
- Dziewczyna tego gościa... - Matt wskazał na Ethan'a - Jesteście strasznie podobne...
- Niby w którym miejscu? - prychnęłam - Ja jestem jedyna w swoim rodzaju.
- Ta, jasne... - Matt oraz Mark zaśmiali się podnosząc Ethan'a
- Alice? - dziewczyna położyła rękę na moje ramie - Możemy porozmawiać?
- Nie lepiej najepierw wrócić do domu? - wskazałam na chłopaków wychodzących z jaskini
- Chcę tylko wiedzieć co myślisz o tym, co powiedziałam... - wymamrotała, wcześniej myślałam że jest bardziej pewna siebie...
- Nie wyglądasz na kogoś kto by kłamał w tym temacie, a po tym co tutaj widziałam... - uśmiechnęłam się do niej - Jestem w stanie ci uwierzyć. A teraz chodź, pewnie ci zimno.
- A tobie nie jest? Nie masz żadnej kurtki!
- Moim żywiołem jest ogień, więc nigdy nie narzekam na chłód. - zaśmiałam się, widać że mało o nas wie... - Wracajmy.
Ruszyłyśmy za chłopakami w ciszy. W międzyczasie przypomniałam sobie, że nie spytałam jej o imię... Teraz nie wypada więc... Później kogoś innego spytam... Mimo wszystko byłam zainteresowana tym co wcześniej powiedziała. Przecież ogień, ziemia, woda i powietrze to nie są jedyne żywioły na świecie... O energii też kiedyś słyszałam... Z mojego zamyślenia wyrwała mnie dziewczyna, gdy poszła otworzyć chłopakom drzwi. Spojrzałam na dom w którym się zatrzymali, lepiej niż w jaskini... Nim weszłam do środka usłyszałam głosy Lilly i Lucy
- Znaleźliście go? - w głosie Lilly wyczułam współczucie - Musimy opatrzeć jego nogę!
- I tylko po to James szedł z wami? - znowu przeszły mnie dreszcze. Nie tylko James był zły... - Powiedzcie że coś jeszcze tam było.
- A no... Jest przed drzwiami. - jak zwykle Matt mnie wrobił... Weszłam niepewnie do domu - Nasza zaginiona!
- Cześć... - mruknęłam kiwając im, poczułam się przez wszystkich obserwowana...
- Ty... - Lucy oraz Lilly zabrały mnie pod ramię na górę, a za nami podążyła Mary - Wyjaśnisz nam kilka rzeczy.
- Ratunku! - krzyknęłam patrząc na chłopaków - Zdrajcy!
Zaciągnęły mnie do pokoju, z porozrzucanych rzeczy wnioskowałam że spała tutaj Mary...
- Gadaj. - warknęła Lucy
- A...Ale co? - mruknęłam siadając na krześle, jednak to nie był dobry pomysł...
- Jakich facetów spotkałaś?! - krzyknęła radośnie Mary, one to potrafiły mnie zaskoczyć... - Chyba mi nie powiesz, że tylko jednego zajętego faceta...
- Żadnego... Ethan był jedynym którego spotkałam... Jeśli chodzi o tych w naszym wieku... - odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na Lucy - Tamta dziewczyna przeszkodziła wam w czymś?
- Nora? - Lucy zrobiła się momentalnie czerwona na policzkach, więc tak ma mna imię... Moment...
- Lucy ty się zawstydziłaś?! - wszystkie spojrzałyśmy na Lucy, nie mogłam uwierzyć w to co widzę
- No wiesz... - odwróciła się do nas tyłem
- I jeszcze nie wiesz co mi odpowiedzieć?! To musiało być poważne... - powstrzymałam się od śmiechu. Zdałam sobie sprawę, że brakuje mi bliskości Jack'a...
Do pokoju wszedł zmieszany James, pewnie wszystko słyszał. Oznajmił że Jack się obudził i chce ze mną pogadać na osobności... Więc zostawiłam dziewczyny poczym poszłam do pokoju Jack'a. Trochę się bałam rozmowy z nim... W końcu gdyby nie ja, to by tego nie było... Zapukałam do drzwi
- Proszę. - usłyszałam głos Jack'a, teraz nie ma odwrotu. Weszłam.
- O czym chcesz porozmawiać? - mruknęłam cicho, czekałam tylko aż zacznie krzyczeć. O dziwo nie zrobił tego. Wstał z łóżka i mnie mocno przytulił. - Jack?
- Cicho. Jeszcze przez chwilę, muszę sobie uświadomić że tu jesteś. - mruknął, słyszałam jak jego głos się załamywał. - Czuje się jakby minęła wieczność...
- Przepraszam za ucieczkę... - wymamrotałam wtulając się w niego, poczułam jak do oczu napływają mi łzy - Przepraszam za wszystko...
- Ciii... - odsunął mnie od siebie, też miał szklanki w oczach - Zostawmy już to wszystko. - pocałował mnie delikatnie w usta, poczułam jak znamie na ramieniu robi się coraz gorętsze.
Powoli pocałunek zaczął się pogłębiać, a Jack zaczął mnie powoli popychać do tyłu. W momencie gdy moje plecy dotknęły zimnych drzwi, poczułam jego ręce na moich plecach pod bluzką. Czyżby mu też brakowało bliskości? Przytuliłam się do jego szyi i przylgnęłam do niego. Jego ręka zaczęła powoli wędrować coraz wyżej, niestety ktoś zapukał do drzwi
- Jak już skończyliście gadać, to mamy tutaj mały problem z Norą! - głos James'a doskonale zdradzał jego myśli. Wiedział że nam przeszkodził...
- Musimy iść... - mruknęłam odrywając się od niego
- Dobra, ale śpisz ze mną w pokoju. - uśmiechnięty pocałował mnie w policzek i trzymając za rękę, wyszliśmy z pokoju. W salonie siedzieli wszyscy oprócz Ethan'a oraz Eve. - Jaki problem?
- Nora panuje nad energią, jednym z żywiołów. - odpowiedziała Iris, po jej minie wiedziałam, że też nie rozumie skąd się wziął ten żywioł tak nagle... - Ethan również go posiada, musimy znaleźć kogoś by ich uczyli.
- Najlepszym wyjściem byłabyś ty. - zasugerował Matt
- Tak, ale skoro Mick jest zamknięty, ja przejmuję jego papierkową pracę. - uśmiechnęła się delikatnie, wyglądała jak porcelanowa lalka... - Według mnie dla Ethan'a najlepszym nauczycielem będzie Alice, ponieważ przypomina Eve i on jej ufa.
- A Nora? - spojrzałam na dziewczynę poprawiającą ogień w kominku
- Rozmawiałam z nią, prosiła by Jack się nią zajął. - Poczułam jak ściska mocniej moją rękę, coś mnie ominęło? - Zgadzasz się, Jack?
- Tak, muszę... - spojrzałam na niego z uśmiechem, chciałam dodać mu otuchy. Przy okazji było mi żal Nory... Jack nie umie uczyć... - Nie patrz tak na mnie, będę lepszy niż u ciebie...
- Jasne, wmawiaj sobie. - zachichotałam, dla Nory lepiej by to była prawda - Kiedy mamy zacząć?
- Kiedy chcecie, oczywiście Ethan musi się obudzić. - Iris wstała i ruszyła do pokoju - Chodźmy też spać, to był ciężki wieczór.
- O z wielką chęcią. - Jack przyłożył mnie przez ramie i zaniósł do swojego pokoju - Do jutra!
- Jack! - zaczęłam go bić po plecach. W pokoju rzucił mnie na łóżko i zbliżył się niebezpiecznie blisko
- Tej nocy masz się postarać. - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły dreszcze po plecach. Sadystyczny Jack się pokazał...

czwartek, 5 lutego 2015

Rok :3

Witam was!
Tak, wiem że rok minął ponad miesiąc temu... Brak czasu robi swoje... Chciałam wam powiedzieć, że skończył się jeden wątek opowiadania. Alice nauczyła się panować nad ogniem, więc teraz pora pomęczyć innych. Jak zaczynałam pisać to nawet nie myślałam o kilku wątkach, teraz mam ich nawet sporo... Jejku... To już rok! Nigdy tak długo czegoś nie pisałam... Mam nadzieję, że mój styl, chociaż trochę się polepszył. I mam małą prośbę... Jeśli ktoś by mógł streścić cały wątek z ogniem, to byłabym wdzięczna.
Następna rzecz to... Następny wątek! Będzie on nosić nazwę energii, gdyż to nowy żywioł. Jest masa żywiołów w różnych miejscach świata, dlatego na początku były tylko cztery używane najczęściej: ogień, woda, ziemia i powietrze. Teraz będzie energia, a jest tak bardzo podobna do ognia.... Więc Alice dalej będzie mieć ręce pełne roboty. Oczywiście, o Mick'u też nie zapomniałam. Ba! On też będzie się pojawiał! Ale rzadko... Mam zamiar wątek z energią skończyć też tak za rok... Żeby się nie ciągnęło...
No i to chyba wszystko co chciałam przekazać. Mam nadzieję że was nie zawiodłam, przez ten rok. Oczywiście mam nadzieję że liczba komentarzy też będzie wzrastać. To żegnam i do następnego~!

Tak tak tak... Rozdział mam prawie skończony xD

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział trzydziesty siódmy "Piorun"

Wszyscy siedzieli w salonie, w kuchni gotowała się kolacja szykowana przez matkę Nory. Jack nie spuszczał wzroku z Eve która rozmawiała z Norą.
- Więc byłaś z chłopakiem w górach? - rzucił Mark zainteresowany całą sytuacją - A co się z nim stało?
- Nie mam pojęcia... Jutro z samego rana chciałabym go poszukać. - Eve spojrzała smutna na ziemię - Nocą w górach jest niebezpiecznie.
- A opowiedz nam coś o sobie, albo o twoim chłopaku. - Lilly usiadła się wygodniej opierając o Matt'a - Jak się poznaliście?
- Poznaliśmy się w szkole, nie zwracaliśmy na siebie uwagi do momentu projektu z biologii. - uśmiechnęła się na te wspomnienia - Jest strasznie zazdrosny ale to jest w nim bardzo słodkie, chodził do klubu pływackiego. Strasznie kochał wodę, lecz wybrał mnie.
- Urocze. - stwierdził James bez żadnego przekonania - Jakoś historia znajoma.
- A opowiedz coś o sobie. - zaproponowała Lucy
- Ale... Ja nie wiem co... - Eve zaczerwieniła się ale pod pogardliwym spojrzeniem Lucy coś wymyśliła - Nie jestem zbyt otwartą osobą, wszystkich traktowałam kiedyś chłodno. Ale jak poznałam Ethan'a... Wszystko się zmieniło. - jej wzrok stał się nieobecny - Potrafił ze mnie wyciągnąć to czego nie potrafił nikt.
- Póki co ktoś musi iść do sklepu! - ogłosił ojciec Nory - Jestem pewien, że duchy gór zaopiekowały się Ethan'em. Nie musisz się martwić.
- W takim razie mogę iść do sklepu, wczoraj zwiedziłam całą wioskę więc pamiętam gdzie jest. - zasugerowała uspokojona Eve
- Pójdę z nią, dla bezpieczeństwa. - Jack również zgłosił się na ochotnika - Coś by mogło ją po drodze napaść...
- Skoro chcecie... Nora pójdzie z wami, będę miał pewność że wrócicie. - Nora westchnęła i poszła założyć kurtkę - Ale jeszcze zaniesiecie coś w góry, powiedziałem jej że ktoś przyjdzie.
- Nie ma sprawy. - Jack i Eve również ubrali kurtki i całą czwórką wyszli na dwór. Nora dostała coś od swojego ojca i ruszyli w stronę gór.
Do pewnego momentu wszystkim było ciepło, aż weszli na pierwsze pagórki. Eve zaczęła się trząść z zimna i nie mogła dalej iść. Jack postanowił ponieść ją na rękach, wydawała mu się okropnie zimna, jakby była martwa. Wreszcie doszli do małej groty, fala ciepła jaka biła ze środka uderzyła w nich tak mocno, że musieli się cofnąć. Im głębiej szli tym było cieplej aż w końcu zaczęli słyszeć głosy
- Spokojnie, on ci nic nie zrobi. - ten głos był doskonale wryty w pamięć Jack'a, należał tylko do jedynej dziewczyny którą kochał, Alice. - Myślałam że one wyginęły, a tu proszę.
- One nie powinny istnieć. - odezwał się inny głos, męski - Gdyby był większy i nas stąd wyciągnął...
- Nie twoja wina, złamałeś nogę i nie możesz się nigdzie ruszyć. - Nora ruszyła przodem - Kto tam jest?!
- Alice! To ja! - Jack postawił Eve na nogi i ruszył do przodu - Możemy porozmawiać? - pojawiłam się tuż przed nim, wyglądał jakby nie wiedział co powiedzieć - Przepraszam.
- To wy się znacie? - rzuciła dziewczyna za mną
- Tak, to dziewczyna którą kocham. - przytulił mnie mocno, na policzkach poczułam że płacze. - Pytanie czy ona nadal kocha mnie?
- To wy pogadajcie a ja zobaczę co z tym drugim. - obydwie dziewczyny pobiegły do Ethan'a, jedna dziewczyna która przyszła razem z Jack'iem wyglądała znajomo
- Rozumiem twoją złość, ucieczkę i milczenie w tym momencie ale proszę, powiedz że nadal mnie kochasz. - jego głos zaczął się łamać a policzki miałam całe mokre, grzywkę też - Proszę, powiedz mi.
- Tęskniłam. - przytuliłam go, z moich oczu też poleciały łzy - Starałam się ciebie znienawidzić, nie potrafię. Zbyt dużo pięknych dni by to się udało.
- Ethan! - z głębi jaskini dobiegł krzyk - Stój!
- Zostaw ją! - Jack szybko stanął przede mną - Zostaw Alice!
- Chłopie uspokój się, pogorszysz stan swojej nogi jak będziesz chodził! - wrzasnął Jack po czym usłyszałam świst - Co ty robi...!
- Jack! - Jack opadł przede mną na kolana, cały się trząsł jak porażony piorunem aż opadł na ziemię - Co mu zrobiłeś?!
- Ja nie wiem... Nie panuje nad tym... - Ethan potknął się i upadł na plecy
- Mamy już dwa trupy... - stwierdziła jedna z dziewczyn - Pójdę po pomoc.
- Świetna gwiazdka, nie ma co. - mruknęłam zdołowana

piątek, 31 października 2014

Halloween się zbliża!! + konkurs

Witajcie! Dawno się nie odzywałam TuT Więc tak, skoro już jutro moje ukochane święto "Halloween" postanowiłam zrobić pierwszy oneshot! Nie będzie to związane z fabułą :3 Po prostu pokażę wam jak ten dzień spędzą wszystkie postacie z historii! Od początku do teraz... (tak Jack w dalszym ciągu będzie się gapił na tą biedną dziewczynę) Nikomu o tym oneshocie nie mówiłam >:D Więc każdy będzie mieć takie zaskoczenie, lubię zaskakiwać xD Na końcu powiem wam moją ocenę bohaterów ogólnie... Dowiecie się jakimi uczuciami ich darzę <3 Wybaczcie mi xD Dobrz... To teraz nocia ^^ 

Zamek Draculi.
- Jack! Jesteś tu? - weszłam do sali balowej, była specjalnie przygotowana na bal. - Jedziemy do miasta, jedziesz?
- Mam wybór? - Jack zeskoczył z drabiny - Jakbym został to bym musiał piec, a ja tego nienawidzę! A tak w ogóle... Po co jedziesz?
- Niespodzianka, a ty? - uśmiechnęłam się unikając odpowiedzi
- Też niespodzianka. - zaśmiał się, chwycił mnie za rękę i wyciągnął na zewnątrz - Robi się coraz zimniej.
- Serio? Nie zauważyłam. - pełna powagi spojrzałam na niego po czym wybuchliśmy śmiechem, przytulił mnie mocno - Musimy się pośpieszyć, czekają już tylko na nas.
- Mi to nie przeszkadza. - pocałował mnie w czoło - Nawet mam ochotę tam nie przychodzić.
- Musimy jechać, ponoć nie chcesz gotować. - odetchnął głęboko - Chodźmy już.

Warszawa.
- Tatooooooo! Ja chcę do Rumunii! - Trish chodziła za Ivan'em - Dlaczego nie pozwalasz mi tam jechać?!
- Bo tam są oni. - ściskał zdenerwowany zęby - Jeśli puszczę cię tam samą, domyślą się, że się z nimi przyjaźnisz i kto wypuścił te dwie!
- Powiedz, że jedziemy na wakacje! Proszę! Oni mają dzisiaj bal! Muszę tam być! Mam nawet strój! - stanęła tuż przed nim - Proszę.
- Dobra, ale jadę z tobą. - Ivan dał za wygraną - Ale nie będę musiał się przebierać?
- Już mam pomysł za co. - uściskała go mocno i pobiegła do swojego pokoju
- Czego ja dla niej nie zrobię? - mruknął do siebie i zadzwonił gdzieś - Szykuj trzy bilety do Rumunii...

Norwegia.
- Nora, skarbie! Dostałaś zaproszenie od Matt'a na bal! - zaśmiał się ojciec Nory - Masz jakiś kostium prawda?
- Serio? - podbiegła do niego Nora - Żadnego nie mam, miałam zamiar siedzieć dzisiaj w domu... Cassisy! Masz coś?
- Chodź! - siostra Nory zawołała ją ze swojego pokoju - Tylko nie wybrzydzaj!
- Kocham cię! A jak mam do nich przylecieć? - spojrzała na zaproszenie
- Na lotnisku jest specjalny odrzutowiec dla ciebie. - wskazał jej palcem na zaproszeniu - Biegnij, mama ci normalne ciuchy spakuje.
- Dzięki! - pobiegła do pokoju siostry - Nie masz nic innego?!
- Miałaś nie wybrzydzać! 

Zamek Draculi.
Wszyscy byli już na sali, a ja wciąż szukałam butów. Wrednie kozaki, zawsze któryś znajdzie się zupełnie gdzie indziej od drugiego. Znalazłam go pod łóżkiem, leżał tuż obok mojego starego albumu. Cały był zakurzony, kiedy już chciałam go otworzyć do drzwi ktoś zapukał
- Alice, jesteś gotowa? - Spytała Mary - Pomóc ci w czymś?
- Zaraz przyjdę! Tylko... Muszę coś odłożyć! - wsunęłam album pod łóżko, wybiegłam na korytarz i założyłam ostatni kozak - Duch?
- Pasuje? - miała na sobie białą sukienkę, legginsy, buty oraz czapkę z twarzą ducha - A ty, wiedźma?
- Włosy akurat pasują. - spojrzałam na brązowe kozaki, byłam jeszcze ubrana w krótkie czarne spodenki, czerwono-brązowy gorset, czarne rękawiczki oraz mały kapelusz wiedźmy - Widziałaś innych?
- Iris jest za królową śniegu. - zaśmiała się i ruszyła do sali - Reszty nie zdążyłam.
- To biegiem. - ruszyłam za nią i spróbowałam ją wyprzedzić - Kto ostatni ten zgniłe jajo! 
- To tekst jakiegoś dzieciaka?! - zaczęłyśmy się ścigać
Do sali dobiegłyśmy dość szybko i w równym czasie. Zaczęłyśmy się śmiać i łapać oddech.
- Widzę że dobrze się bawicie. - przed nami stanął strach na wróble oraz Dorotka z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" - Dopiero tutaj przyszłyście a już zmęczone?
- Matt, weź z nich przykład. - zaśmiała się Lilly jako Dorotka - Twój feniks Alice idealnie pasuje do wiedźmy.
- Dzięki, a wy pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się i zaczęłam się rozglądać
- Gada z James'em i Trish, szybko ich znajdziesz. - Matt szybko zrozumiał kogo szukam - Biegnij bo ucieknie.
Pobiegłam szukać Jack'a, niestety zdążył odejść od James'a i Trish. 
- Witamy maleńka. - James idealnie wyglądał w roli wampira, długie blond włosy dodawały mu niebezpiecznego uroku. - Szukasz naszego zajączka Alice?
- Zajączka? Szukam Jack'a, a wątpię by przebrał się za jakieś zwierze, zwłaszcza! Zająca... - spojrzałam na Trish, typowy ninja - Postarałaś się z kostiumem.
- Wiem, mój tata ma lepszy strój. - zachichotała i wskazała palcem na mumie - Jak zobaczył kostium to widziałam jak się powstrzymuje od jakiejś uwagi.
- A kim jest ten zombie obok niego? - zaciekawiłam się niebiesko skórnym kolegą 
- To Joe... - przeszły mnie od razu dreszcze - Idź już lepiej szukać bo ci znowu ucieknie, mówił że chce się pośmiać z Ben'a. 
- Ta... To całkiem w jego stylu... - odeszłam od nich i skierowałam się z dala od Joe. W szybkim czasie znalazłam Ben'a, rozmawiał z Lucy. Ona była przebrana za diablice, nie powiem ona i James świetnie wybrali kostiumy... Ben za to przebrał się za wilkołaka... - Serio?
- O Alice! - uśmiechnął się na mój widok - Pięknie wyglądasz.
- A ty... śmiesznie... - powstrzymywałam się od napadu śmiechu - Ekhem... Widzieliście Jack'a?
- Szedł na balkon, powiedział że jak będziesz go szukać to masz tam iść. - Lucy wskazała na drzwi - Ostrzegam, on może zwiać tak szybko jak królik Alice. 
- Skończcie z tymi królikami! - wrzasnęłam zirytowana i ruszyłam na balkon. Zamurowało mnie gdy w jedynym tłumie zobaczyłam królicze uszy... Podeszłam do nich - Jack?
- Alice? - spytał chłopak obok mnie, Mark przebrał się za kota z Chershire - Pasuje ci ten strój.
- Dziękuję, tobie kot nie za bardzo. - poklepałam go po głowie i spojrzałam na królika, okazała się nim Nora - Ładnie wyglądasz...
- Dziękuję, mam dla ciebie wiadomość. - pokazała dwój wielki zegar na łańcuszku - Jesteś spóźniona na Jack'a.
- Znowu?! - westchnęłam - Najwyżej, niech sam mnie znajdzie. Co ja jestem, jego piesek?
- O ile mnie pamięć nie zawodzi, raz byłaś służącą. - Jack przytulił mnie do tyłu - Znaleźliśmy Alicje przyjaciele. 
- Hura! - Nora podskoczyła a Mark powstrzymywał się od śmiechu - Kapelusznik to wymyślił, na mnie nie patrz. Z własnej woli za kota bym się nie przebrał...
- Ja was kiedyś zatłukę.... - warknęłam zirytowana 
Po krótkiej rozmowie zabawa halloweenowa się skończyła. Tak jak ten Oneshot :D 

Więc... Teraz pora na moje uczucia co do postaci... 

Alice - To jest taka moja własna OC... Ma cechy charakteru które ja bym chciała mieć, chociaż wkurza mnie ta jej ostatnia ucieczka >,< (Chociaż sama ją wymyśliłam) Myślę, że to normalne. Dopiero co poznała prawdę o swoich rodzicach i o tym że jej przyjaciele ją okłamywali, w sumie... Też bym uciekła wszystko przemyśleć. Osobiście jestem na etapie Alice z pierwszego rozdziału xD Nie lubię z nikim za bardzo gadać i nie pokazuję emocji póki naprawdę mocno kogoś nie polubię <3 Kanae-chan ty dobrze wiesz jak mi może odbić xD

Jack - On mnie wkurza! XD Seryjnie... To taka dziewczyna z ciągłym okresem XD Ale w sumie... takich chłopaków lubię ^^ Na początku on miał być wredny a później tak jakoś... zmizerniał... Ostatnio stwierdziłam że skoro Alice ma Bena to on też musi mieć swoją fanke XD Stąd pomysł na Nore B| <- w tej czcionce śmiesznie ta mina wygląda xD Uwielbiam go męczyć, ogólnie lubię męczyć i jego i Alice razem (dwie sceny z przebieralniami) Ale... Brałabym *_*

Ben - Wiecie jak mi go szkoda?! Został biedak przebity lodem Q_Q (wcale nie przez moją sadystyczną naturę) Było mi go tak szkoda że dałam Alice moc uzdrawiania XD Mam dla niego ogólnie parę w całym opowiadaniu, na początku to była Trish... Ale od niedawna mam kogoś innego na oku +w+  Lubię jego dziecięce kłótnie z Jack'iem! Na przykład o miejsce przy oknie w samolocie xD Albo... To jak się kłócili gdy nagle Alice zniknęła a tak naprawdę James wziął ją dla siebie XD Planuję jeszcze sporo takich kłótni między nimi xd

James - Kiedy pisałam pierwsze rozdziały to miałam do niego uczucie "Ty durniu, kiedyś cię zabiję! Zobaczysz!" A w końcu i tak zrobiłam z niego dobrego kumpla... Brawo ja! OD początku miał ociekać BISHOWATOŚCIĄ! Oczywiście Lucy też ale to za chwilę xD Teraz zdałam sobie sprawę że moje opisy mogą się okazać dłuższe od oneshota... MASAKRA~ 

Lucy - Ona powinna napisać książkę "Jak z wrednego babsztyla być miłą przyjaciółką" <3 Nie miałam w planach zrobienia jej takiej... W sumie, Lucy stała się taka gdy się dowiedziała, że Alice była wściekła w sprawie jej rodziców. Wiecie, twój wróg jest bardziej zły o twoją krzywdę niż ty... To zmienia nastawienie człowieka.

Matt - WUJCIO DOBRA RADA! On potrafi załatwić wszystko! Każdy go lubi bo jak inaczej? Też go uwielbiam :> Stwierdzam że on najlepiej ze wszystkich nadaje się na ojca xD 

Lilly - Przyznam szczerze... Na początku myliłam imiona Lilly i Lucy xD Ona by też była najlepszą mamuśką... ONI ZA DOBRZE SIĘ DOBRALI!

Mary - W planach miałam zamiar ją dać później do opowiadania... Ale w pewnym momencie stwierdziłam... Niech ma! Będzie dłużej od Mark'a i Iris XD W sumie naprawdę miałam w planach zostawić tą amnezję... Ale taki piękny plan oni wymyślili, że musiałam to zmienić T^T 

Mark - Człowiek według mnie zagadka... Iris tak samo! Kurde... Trenował na innym żywiole niż swój... Taki gnojek.... Ale lubię gnoja XD Nie mogę się zdecydować z kim on ma być ;-; planuję Mary ale Iris tak mnie szczuje.....

Iris - Czego kobieta nie potrafi? Ta wredna małpa żywioły nawet zmieniać potrafi XD Lubię ją ale tylko dlatego, że jest inna od Mick'a i nie ukrywa aż tyle jak on.

Mick - NIENAWIDZĘ! Tak jak na początku miałam aure spokoju jak pisałam z nim sceny tak teraz mam ochotę na morderstwo +.+

Trish - Na początku planowałam zrobić z niej plastika... W sumie udało się XD Ona była moim pierwszym parowaniem Matt'a... Cóż nie wyszło... Później Ben... Też zmieniłam zdanie... Ona chyba będzie starą panną z kotami TuT Lubię ją, ma takie pozytywna nastawienie.

Minnie - KOCHAM MAŁE DZIECI! To wszystko mówi...

Nora - ... Mam zamiar uprzykrzyć jej życie >:3 

No to chyba wszyscy.... Wgl chciałam zauważyć, że niedługo minie rok tego opowiadania! I myślę nad jakimś konkursem TuT Chyba rysunkowy będzie xD O wiem! Do końca grudnia macie czas na zrobienie swojego zakończenia całego opowiadania! XD Może to być ich śmierć ślub któryś bohaterów... Cokolwiek! Aiko.... dopiero rok minął... Nie myśl o zakończeniu >,< No ale cóż... Technika dowolna: rysunek, opowiadanie itp... Więc życzę wam wesołego.... SORRY! Strosznego Halloween <3 Do następnego! (Jack! Przestań się patrzyć na tą dziewczynę!) 

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział trzydziesty szósty "Odnaleziona zguba?"

Godzinę później, spokojnie siedzieli w prywatnym odrzutowcu czekając na start. Spokojnie? Bardzo głośnie dawali się we znaki kapitanowi i reszcie personelu.
- Ja! Siadam przy oknie! – wrzasnął zdenerwowany Ben 
- Po co? I tak zaśniesz chwilę po starcie…- prychnął Jack i usiadł na fotelu przy oknie – Poza tym, dlaczego musisz siedzieć obok mnie? 
- Ponieważ inne miejsca są zajęte! – machnął ręką pokazując zajęte miejsca – A stać przez kilka godzin nie zamierzam.
- Czemu? To bardzo dobry pomysł, stój. – uśmiechnął się i odwrócił szybko głowę oglądając pas startowy i zakładając słuchawki na uszy
- Czy oni kiedyś przestaną? – jęknął zdołowany James a na skrzydle z jego strony pojawił się płomyk
- James! – Mary szybkim podmuchem powietrza ugasiła pożar, po czym spojrzała ostro na Mark’a i Iris – Jeśli chcecie dożyć tą podróż, oddajcie mu jego żywioł!
- Nie. Ma. Tak. Dobrze. – uśmiechnął się Mark i powrócił do rozmowy z Iris, w tym momencie do odrzutowca wszedł Matt razem ze skromną, niską brunetką – Kogo nam przyprowadziłeś?
- To jest Nora, na samolot w tamtym kierunku nie było już wolnych miejsc więc zaproponowałem jej lot z nami. – uśmiechnięty Matt wskazał miejsce obok Jack’a – Ben jeśli możesz iść do pilota się…. – Ben szybko przebył odległość dzielącą go z kabiną pilotów – Nora, ty możesz usiąść obok Jack’a. Obiecała że oprowadzi nas po tamtych terenach w zamian za transport.
- Dziękuję za pomoc. – usiadła obok Jack’a
- Nie ma sprawy, tylko rozwesel go. – kiwnął głową na słuchającego muzyki chłopaka obok – Tak jakby, dziewczyna go rzuciła. – usiadł obok Lilly – Siadać! Za chwilę startujemy!
Pół godziny po starcie większość spała, tak jak Jack przewidział Ben również. Niestety Jack’a męczyły koszmary, widział Alice płaczącą w koncie. Gdy podszedł do niej, jej źrenice stały się czerwone a cały pokój zaczęła ogarniać duchota. Powoli zaczynało brakować powietrza, wyglądało to jakby tylko on to poczuł, Alice w bezruchu spoglądała jak jemu powoli kończy się powietrze. Zamknął oczy i usłyszał cichy szept który wołał jego imię, na początku brzmiał jak głos Alice ale im głośniejszy się stawał tym nabierał całkowicie inny ton. Otworzył oczy i jedyne co ujrzał to zielone oczy wpatrujące się w niego
- Alice? – wyszeptał, miał nadzieję że to już nie był sen. Rozejrzał się na boki i zauważył że dziewczyna stojąca przed nim ma czarne włosy – Kim jesteś?
- Jestem Nora, wyglądało że miałeś koszmar więc próbowałam cię obudzić. – usiadła z powrotem na swoje miejsce – Matt mi powiedział jak masz na imię i… - szybko umilkła – To imię które wypowiedziałeś po obudzeniu, to była ona?
- Ta… - podrapał się po głowie – Tylko my nie śpimy?
- Na to wychodzi. – rozejrzała się wokół – Opowiesz mi o niej?
- Nie. - odwrócił się do niej tyłem i z powrotem zasnął
Dwie godziny później dotarli na miejsce, mała wioska w górach. Zapomniana część Norwegii, góry pokryte wiecznym śniegiem. Nora zabrała wszystkich do rodzinnej wioski oraz schroniska prowadzonego przez jej rodzinę. Wszyscy prócz Mark'a zamarzali
- Dlaczego tutaj jest tak zimno?! - wrzasnęła zdołowana Mary
- Jest zima oraz jesteśmy w górach, to powinno wszystko wyjaśnić. - Mark zaśmiał się, zawsze rozbawiały go narzeka Mary - Pomyśl że jutro idziemy na zjeżdżalnię która jest wysoooooooooko w górach.
- W takim razie mam nadzieję, że mnie wtedy ogrzejesz. - Mark zaczerwienił się, nie spodziewał się takiej odpowiedzi - Co tak zamilkłeś?
- To już tutaj! - Nora wskazała na budynek przed nimi - Podoba się?
- Pewnie! Świetny jest! - Matt z entuzjazmem otworzył drzwi i przepuścił Norę w drzwiach - Panie przodem. - po tych słowach czekał aż wszystkie wejdą
- Wróciłam! - Nora nie zdążyła zdjąć kurtki a już ktoś wszedł do rejestracji - Tato!
- Nora! Mój skarbek! - dobrze zbudowany szatyn przytulił ją - Już myślałem że nie dotrzesz na gwiazdkę!
- Nie mogłam tego ominąć, chociaż gdyby nie oni to mnie by tu nie było. - Nora wskazała na całą grupę - Zabrali mnie prywatnym samolotem.
- Bogaci co? - zmierzył ich wzrokiem
- Miło Pana poznać. czy jest możliwość zatrzymania się u Państwa na jakiś czas? - Matt zabrał ojca Nory do innego pokoju
- I już mamy pokoje załatwione. - ucieszyła się Iris - Matt potrafi wszystko załatwić!
- Załatwione! - Matt wrócił do wszystkich z kluczami - Dziękujemy Noro za pomoc.
- Nie ma sprawy, tylko ojciec powiedział ci o innym gościu? - dopytała Nora, wszyscy usłyszeli skrzypienie sufitu - Ostatnio była na stoku lawina i siostra znalazła jakąś dziewczynę. - na schodach pojawiła się rudowłosa dziewczyna - To właśnie ona.
- Tego się nie spodziewałem... - warknął James i spojrzał na Jack'a - Ludzie, straciliśmy go.
- Alice? - Jack z otwartymi oczami przyglądał się dziewczynie na schodach