poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział trzydziesty pierwszy "Historia"

Wróciliśmy do zamku gdy zrobiło się już ciemno i wróciliśmy do swoich pokoi. Zamknęłam drzwi i stanęłam przed lustrem, odkryłam prawe ramie i przejechałam po znamieniu. W lustrze pojawił się Evi. Uśmiechnęłam się, zrobił to samo ale po chwili z powagą na twarzy spojrzał za mnie. Odwróciłam się i ujrzałam Mick'iego
- Czego tu szukasz? - warknęłam krzyżując ręce na klatce piersiowej - Szpiegujesz mnie?
- Coś czułem że do tego doszło... - wszedł do środka zamykając za sobą drzwi - Kto jeszcze o nim wie?
- Zadałam ci już pytanie. - nie odpuszczałam
- ... - westchnął - Tak, obserwowałem cię. Myślisz że zostawiłbym kogoś kto kontroluje żywioły? Musicie być pod moją ochroną.
- Czy ja się przesłyszałam? - otworzyłam szeroko oczy - Czy tobie się wydaje że bez ciebie jesteśmy bezbronni?!
- Wy nie wiecie co wam grozi, wasza moc jest niebezpieczna. - podszedł bliżej mnie, zadzwonił jego telefon. Odebrał. - Tak? Zrobiłeś to? To oczywiste że płacze, mam nadzieję że zrobiłeś to tak by cię nie podejrzewała?
- Z kim rozmawiasz? - podeszłam do niego i wyrwałam mu telefon z ręki - James?
- Oddaj to. - rozkazał wyciągając do mnie rękę, jego oczy były straszne
- James co ty robisz?! Powinieneś być z Lucy! - wrzasnęłam do telefonu, osłaniając się ogniem przed Mick'iem - Co się dzieje!
- Alice? - chwila ciszy - Oddaj telefon Mick'owi, proszę.
- Najpierw powiedz co zrobiłeś! - rozkazałam przerażona
- Nic takiego... - usłyszałam łkanie - ...Wybacz muszę się zająć Lucy. - rozłączył się
- Gdzie oni byli? - spojrzałam na Mick'a
- Nad morzem... - mruknął zrezygnowany - Lepiej weź ten ogień, zrobisz komuś krzywdę.
- Lucy płakała... Nad morzem? - otworzyłam szeroko oczy - Nie, nie mogłeś...
- Alice weź ten ogień. - powtórzył cierpliwie
- Czy zabicie mojej matki też było twoim planem? - przypomniałam sobie o śmierci rodziców Jack'a - Jego rodziców też? To w ten sposób nas chronisz?
- Nie rozumiesz. - podszedł najbliżej ognia - Oni was nie rozumieli.
- To ty nas nie rozumiesz, kiedy nasze rodziny giną tracimy panowanie! Prawie spaliłam James'a! - przypomniałam sobie jak mój ojciec patrzył na mnie wśród płomieni - Może moja matka nie rozumiała mojego daru, kazała mi powstrzymywać moje emocje ale tylko po to byśmy miały spokojne życie! Unikała mnie bym nie widziała jej przerażenia w oczach! - przed oczami stanął mi Ben - Jack nawet po stracie kontroli nie umie używać lodu, jak wyjaśnisz mi sytuację Ben'a?
- Co się tu dzieje? - do pokoju weszła zmęczona Minnie - Strasznie głośno tutaj i nie mogę spać.
- Spokojnie skarbie, musieliśmy sobie tylko wyjaśnić parę rzeczy. - Mick podszedł do Minnie i mocno ją przytulił - Idź już spać, wszystko będzie dobrze.
- Powiedz tylko czy zawsze wysługiwałeś się James'em? - spojrzałam na nich smutna
- Zawsze. - wyszedł razem z Minnie
Wyrzuciłam spalony telefon do śmietnika, usiadłam na ziemi i oparłam głowę o ręce. Czyli to wszystko było planem Mick'a, James był tylko wykonawcą. Spojrzałam na lustro
- Evi wytłumacz mi to wszystko... - poprosiłam zmęczona
Kiwnął uśmiechnięty głową. Zamknęłam oczy przez światło które zaczęło się wydobywać z lustra. Gdy znowu je otworzyłam przed moimi oczami rozpościerała się zielona dolina ze stawem na środku. Wokół niego chodzili ludzie, tylko czterech. Spojrzałam zdziwiona na Evi'ego który stał obok mnie, uśmiechnięty pokazywał że mam być cicho. Podeszliśmy bliżej i dostrzegłam podobieństwo między Evi'm a mężczyzną siedzącym przy ogniu
- Ciekawe co tam u reszty... - stwierdził patrząc w niebo, wyglądał identycznie jak Evi - Co myślisz Mick?
- Mick? - zaciekawiona spojrzałam na drugiego mężczyznę, to był Mick!
- Iris dobrze się nimi zajmie. - odpowiedział szturchając ognisko - Co powiesz na osłodzenie sobie czasu? Konkurs strzelecki?
- Nie chce zabijać zwierząt które tu są. - czerwonowłosy zamknął oczy - Ty lepiej też tego nie rób.
- Oczywiście. - wykrzywił twarz, widać było że go nie lubi.
Obok Mick'a usiadła blond włosa dziewczyna, Evi widząc ją natychmiast schował się za kamieniami. Widocznie miał z nią wspomnienia o których chce zapomnieć...
- A ty zastrzelisz? - Mick uśmiechnął się wrednie do dziewczyny - Bądź lepsza od Vincent'a, Julie.
- Ten pajac nie postrzelił żadnego ptaka? - prychnęła i wyciągnęła rękę w stronę nieba, po chwili na niebie pojawił się biały łabędź. Z ręki Julie wystrzeliło kilka pocisków w jego stronę, wszystkie trafiły i łabędź spadł na ziemię. - Łatwa zdobycz.
- Evi? - miał zasłoniętą twarz i trząsł się z przerażenia - Co ona ci zrobiła że tak się jej boisz?
- Idiotko! - Vincent pobiegł do zranionego łabędzia - Powinniśmy żyć z nimi w zgodzie! A nie zabijać!
Nie ma już rady... - spalił ciało łabędzia na popiół - Może tym razem mi się uda?
- Znowu chcesz jakieś nowe zwierze stworzyć? - podeszła do niego znudzona Julie - Nie uda ci się to, ogień tylko zabija.
- Mylisz się. - popiół zaczął się ruszać - On daje też życie. - Z popiołów powstał feniks a Evi z powrotem patrzył na całą scenę - Jeśli ciało jakiegoś stworzenia nie jest ciepłe, można je uznać za martwe.
- Tak, tak, tak, skończyłeś? - Julie w odwrotności do mnie nie wydała się ani trochę zainteresowana słowami Vincent'a - Jeśli tak pozwól że sobie pójdę.
- Julie musimy porozmawiać. - odezwał się Mick i zabrał dziewczynę bliżej mnie i Evi'ego - On ani reszta z tej ekipy nie wie że zabiłaś Johna, wiesz że będziesz musiała z tym coś zrobić?
- Oczywiście że wiem, zaatakuję go razem z Matt'em. Wtedy będziemy mieć większe szanse. - Julie oparła się o kamień za którym stałam - A ty pamiętasz że z Iris też będziemy musieli się rozprawić?
- Pewnie, ale póki co zabijcie Vincent'a. - rozkazał pewny siebie Mick
Oni odeszli a ja opadłam na ziemię. Więc Mick naprawdę coś knuje, będę musiała go powstrzymać. Spojrzałam na Evi'ego który przyglądał się Vincent'owi, więc taki był jego poprzedni właściciel. Będę musiała się postarać by być choć trochę jak on. Evi spojrzał na mnie i znowu oślepiające światło, zniknęło gdy znowu byłam w pokoju. Leżałam na podłodze a znamie na moim ramieniu miało jasno czerwony kolor, po chwili ten kolor zblaknął i stał się zwykłym czarnym. Spojrzałam na zegarek, była 10 rano, wybiegłam z pokoju i pobiegłam do Jack'a. Gdy weszłam on jeszcze spał, usiadłam obok niego. Zaczęłam się zastanawiać co planuje Mick, przecież przez ostatnie dwa lata pomagał mi opanować moc a teraz... Czyżby planował powtórzyć to co zrobił na samym początku? Ale tym razem pozbyć się nas na zawsze? Moje rozmyślanie przerwał zimny dotyk na moim policzku
- Nie mogę spać gdy masz taką smutną minę. - Jack patrzył na mnie zmartwiony, chwyciłam jego dłoń - Powiedz mi co się dzieje.
- Gdybym tylko sama dokładnie wiedziała... - spróbowałam udawać uśmiech, niestety po jego powadze czuję że mi nie wyszło - Mam złe przeczucia jeśli chodzi o Mick'a. Wczoraj wieczorem gdy się rozdzieliliśmy odkryłam coś czego bym nie chciała odkryć.
- Opowiadaj. - usiadł naprzeciw mnie i patrzył mi prosto w oczy
- Prawdopodobnie Mick wysługuje się James'em by zabić wszystkich normalnych ludzi którzy są wokół nas. - wzięłam głęboki wdech - Wczoraj usłyszałam jak rozmawiał z James'em, wszystko wyglądało tak jakby rodzice Lucy zostali zabici, nad morzem. W dodatku wczoraj gdy ponoć straciłeś kontrolę, był wszędzie lód.
- A ja go nie umiem stworzyć... - wyszeptał powoli wszystko rozumiejąc
- A z twoimi rodzicami? - przypomniałam mu - Oni też byli nad jeziorem, też zostali zabici przez wodę. Kto później dziwnym trafem razem z tobą trenował? A z moją matką wiesz jak było. Wszędzie są ślady James'a!