~~~~
Prolog
Widziałam
go. Palił się na moich oczach. Chroniąc mnie... Później zniknął... Zostałam
wyciągnięta przez strażaków. Dom runął. Razem z moim ojcem w środku. Zabrali
mnie i matkę do szpitala. Stwierdzili że z nami wszystko w porządku i dali nam
pokój w hotelu. Pewnego razu postanowiłam poszukać ciała ojca lecz znalazłam
same prochy. Widok jak stał w płomieniach śnił mi się każdej nocy. Zawsze
budziłam się krzycząc ze łzami. Lecz jednej nocy śnił mi się jak mówił coś do
mnie
-To twoja wina... Jesteś potworem który nie powinien się urodzić...- szeptał przez płomienie
Wtedy obudziłam się otoczona ogniem. Mój smutek i rozpacz nawet podczas snu przyzwały ogień który zaczął palić wszystko na swojej drodze. Na szczęście moja mama zdążyła ugasić płomienie. Kazała mi od teraz zniszczyć w sobie uczucia by nikogo nie narazić. Od tamtych chwil to co kiedyś było dla mnie darem stało się przekleństwem. Traktowałam znajomych jak zło konieczne i z nikim nie utrzymywałam stałego kontaktu. Przeprowadzałyśmy się z miasta do miasta, aż trafiłyśmy do Transylwanii. Albo inaczej... Do miasteczka w Rumunii niedaleko Transylwanii... Według matki tutaj możemy zacząć nowe życie patrząc na mrok i brak życia. Kupiła dom najbardziej oddalony od wszystkich i zapisała mnie do szkoły. Byłam pewna że gdy będę zimna i wredna wszyscy mnie odrzucą tak jak było do tej pory. Myliłam się...
-To twoja wina... Jesteś potworem który nie powinien się urodzić...- szeptał przez płomienie
Wtedy obudziłam się otoczona ogniem. Mój smutek i rozpacz nawet podczas snu przyzwały ogień który zaczął palić wszystko na swojej drodze. Na szczęście moja mama zdążyła ugasić płomienie. Kazała mi od teraz zniszczyć w sobie uczucia by nikogo nie narazić. Od tamtych chwil to co kiedyś było dla mnie darem stało się przekleństwem. Traktowałam znajomych jak zło konieczne i z nikim nie utrzymywałam stałego kontaktu. Przeprowadzałyśmy się z miasta do miasta, aż trafiłyśmy do Transylwanii. Albo inaczej... Do miasteczka w Rumunii niedaleko Transylwanii... Według matki tutaj możemy zacząć nowe życie patrząc na mrok i brak życia. Kupiła dom najbardziej oddalony od wszystkich i zapisała mnie do szkoły. Byłam pewna że gdy będę zimna i wredna wszyscy mnie odrzucą tak jak było do tej pory. Myliłam się...
Rozdział 1
Do szkoły
weszłam szybko i po cichu. Jak najmniejsza uwaga jest jak najlepsza.
Prześlizgnęłam się do pokoju Dyrektorki by dostać plan lekcji. Podczas
ogarniania klas napotkałam ciekawą osobę. Niska, szczupła szatynka z tapetą na
twarzy
- Pomóc ci w czymś? - wystawiła do mnie rękę - Jestem Trish.
- Alice... - ominęłam ją - Nie trzeba.
- Próbuję być miła więc to uszanuj. - chwyciła mnie za ramię - Nie odejdziesz tak łatwo!
- Zaraz zaczynam lekcję, czy możesz mnie puścić? - spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem
- Jesteś wredna... - puściła mnie ale po chwili znowu złapała
- Co znowu? - obejrzałam się na nią
Była wpatrzona w grupkę ludzi idących w naszą stronę. Dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Wszyscy byli piękni. Widać było że pomiędzy nimi jest jakaś więź. Gdy przechodzili obok nas jeden chłopak przetrącił mnie ramieniem. Momentalnie poczułam w tym miejscu chłód. Pierwszy raz od dawna poczułam zimno. Odwróciłam się i spojrzałam oko w oko z wysokim blondynem o niebieskich oczach. Czułam na sobie wzrok innych ale w tym momencie interesował mnie on.
- Jestem James, a ty? - uśmiechnął się
- Nie potrzebujesz mojego imienia. - zlustrowałam go wzrokiem - Jestem tutaj tymczasowo.
- Jeszcze zobaczymy maleńka. - puścił do mnie oko i razem z resztą poszedł dalej korytarzem
Znudzona spróbowałam odejść ale jakaś mroczna siła trzymała moją rękę, bardzo mocno. Obejrzałam się do tyłu i mogłam ujrzeć jej nienawiść w oczach
- Coś nie tak? - spróbowałam się wyrwać ale na marne
- Pierwszy raz oni zwrócili na kogoś nowego uwagę! Tak na korytarzu! - wykrzyczała mi prosto w twarz - Co cię z nim łączy?!
- Nic. Możesz puścić? - puściła mnie - Dziękuję.
Ruszyłam szybko do klasy biologicznej. Wszyscy już siedzieli na miejscach więc nauczyciel kazał usiąść na jakimś wolnym miejscu. Zrobiłam tak nawet nie patrząc na to obok kogo usiadłam. Przez całą lekcję czułam na sobie czyjś wzrok. Po lekcji mój ławkowy sąsiad odezwał się do mnie
- Widzę że jednak poznałem twe imię maleńka. - szepnął mi do ucha a mnie przeszły dreszcze z zimna
- Przepraszam ale mam lekcję w innej klasie. - schowałam podręczniki i wyszłam z klasy
- Przecież możemy iść razem. - wyszedł za mną - Zaprowadzę cię.
- Podziękuję. - weszłam do damskiej toalety
Schowałam się w jednej z kabin. Moje ręce były rozgrzane pierwszy raz od dawna. Musiałam się uspokoić, ukryłam twarz w dłoniach i czekałam aż ciepło z nich zniknie. Równo z dzwonkiem dobiegłam do klasy plastycznej. Nauczycielka kazała nam narysować martwą naturę która stała na środku pomieszczenia. Szło mi bardzo dobrze ponieważ kocham rysować ale w momencie kiedy do klasy wszedł czarnowłosy chłopak poczułam dziwne uczucie a owoce zaczęły się palić
- Wyjdźcie wszyscy! - rozkazała nauczycielka i wszyscy spokojnie wyszli na zewnątrz
- Super nie ma przynajmniej jednej lekcji! - ucieszył się jeden chłopak
- Dlaczego reszta klas też wychodzi? - dziewczyna obok mnie pokazała na korytarz pełen wychodzących klas - Przecież alarm się nie włączył...
- Jack możemy porozmawiać?- do czarnowłosego podszedł James który jak zobaczył mój wzrok mrugnął z uśmiechem - Później pogadamy maleńka.
- Wszyscy mają wyjść na dwór, jak na próbach przeciwpożarowych. - usłyszałam głos Dyrektorki z głośnika
Cała szkoła wyszła na zewnątrz i dopiero teraz zobaczyłam jak ogień objął szkołę. Była cała w płomieniach. Matka na pewno będzie zła gdy się o tym dowie. Po wszystkich rzeczach związanych z ewakuacją puścili nas do domu. Przed bramą szkoły stała Trish już bez tapety. Jak tylko mnie zobaczyła pomachała ręką i podeszła do mnie
- Idziesz ze mną na zakupy? Teraz? - chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę przystanku autobusowego - Nie przyjmiesz odpowiedzi przeczącej, prawda? - posłusznie szłam za nią - A co się stało z twoją tapetą?
- Och mój makijaż? - ucieszyła się na to pytanie - Kiedy zobaczyłam że James interesuje się kimś bez makijażu, to musiałam go od razu zmyć. A teraz idziemy kupić ciuchy podobne do twoich!
- Jeśli chcesz by on cię polubił to musisz być sobą. - zatrzymałam się - Wiesz kiedy otworzą tą szkołę?
- Pewnie od jutra znowu będziemy mogli iść na lekcje. - zrobiła znudzoną minę - Naprawdę myślisz że mnie polubi taką jaka jestem?!
- Ta... - wzruszyłam ramionami
- Od dziś jesteś moją najlepszą przyjaciółką! - przytuliła mnie mocno
- A ty dla mnie wciąż będziesz nic nie wartym człowiekiem... - wyrwałam się z jej uścisku i ruszyłam do domu - Nie mogę mieć przyjaciół... Muszę nad sobą panować i nie mogę mieć żadnych uczuć...
Wróciłam do domu i od razu ukryłam się w swoim pokoju na poddaszu. Pogoda na resztę dnia była dla mnie idealna. Deszcz. Tylko ta pogoda pozwalała mi na uczucia. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Śniło mi się jak byłam w domu, byłam szczęśliwa. Rozmawiałam z mamą i tatą. Po chwili przyszli po mnie znajomi. Moment! To ci ludzie ze szkoły! Nawet James... Czyżbym mogła się z nimi zaprzyjaźnić? Obudziłam się chwilę później. Na policzkach miałam łzy ale wokół mnie nie było ognia.
- Ja mogę płakać? - wyjrzałam przez okno
Deszcz nadal padał.
Rozdział 2
- Pomóc ci w czymś? - wystawiła do mnie rękę - Jestem Trish.
- Alice... - ominęłam ją - Nie trzeba.
- Próbuję być miła więc to uszanuj. - chwyciła mnie za ramię - Nie odejdziesz tak łatwo!
- Zaraz zaczynam lekcję, czy możesz mnie puścić? - spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem
- Jesteś wredna... - puściła mnie ale po chwili znowu złapała
- Co znowu? - obejrzałam się na nią
Była wpatrzona w grupkę ludzi idących w naszą stronę. Dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Wszyscy byli piękni. Widać było że pomiędzy nimi jest jakaś więź. Gdy przechodzili obok nas jeden chłopak przetrącił mnie ramieniem. Momentalnie poczułam w tym miejscu chłód. Pierwszy raz od dawna poczułam zimno. Odwróciłam się i spojrzałam oko w oko z wysokim blondynem o niebieskich oczach. Czułam na sobie wzrok innych ale w tym momencie interesował mnie on.
- Jestem James, a ty? - uśmiechnął się
- Nie potrzebujesz mojego imienia. - zlustrowałam go wzrokiem - Jestem tutaj tymczasowo.
- Jeszcze zobaczymy maleńka. - puścił do mnie oko i razem z resztą poszedł dalej korytarzem
Znudzona spróbowałam odejść ale jakaś mroczna siła trzymała moją rękę, bardzo mocno. Obejrzałam się do tyłu i mogłam ujrzeć jej nienawiść w oczach
- Coś nie tak? - spróbowałam się wyrwać ale na marne
- Pierwszy raz oni zwrócili na kogoś nowego uwagę! Tak na korytarzu! - wykrzyczała mi prosto w twarz - Co cię z nim łączy?!
- Nic. Możesz puścić? - puściła mnie - Dziękuję.
Ruszyłam szybko do klasy biologicznej. Wszyscy już siedzieli na miejscach więc nauczyciel kazał usiąść na jakimś wolnym miejscu. Zrobiłam tak nawet nie patrząc na to obok kogo usiadłam. Przez całą lekcję czułam na sobie czyjś wzrok. Po lekcji mój ławkowy sąsiad odezwał się do mnie
- Widzę że jednak poznałem twe imię maleńka. - szepnął mi do ucha a mnie przeszły dreszcze z zimna
- Przepraszam ale mam lekcję w innej klasie. - schowałam podręczniki i wyszłam z klasy
- Przecież możemy iść razem. - wyszedł za mną - Zaprowadzę cię.
- Podziękuję. - weszłam do damskiej toalety
Schowałam się w jednej z kabin. Moje ręce były rozgrzane pierwszy raz od dawna. Musiałam się uspokoić, ukryłam twarz w dłoniach i czekałam aż ciepło z nich zniknie. Równo z dzwonkiem dobiegłam do klasy plastycznej. Nauczycielka kazała nam narysować martwą naturę która stała na środku pomieszczenia. Szło mi bardzo dobrze ponieważ kocham rysować ale w momencie kiedy do klasy wszedł czarnowłosy chłopak poczułam dziwne uczucie a owoce zaczęły się palić
- Wyjdźcie wszyscy! - rozkazała nauczycielka i wszyscy spokojnie wyszli na zewnątrz
- Super nie ma przynajmniej jednej lekcji! - ucieszył się jeden chłopak
- Dlaczego reszta klas też wychodzi? - dziewczyna obok mnie pokazała na korytarz pełen wychodzących klas - Przecież alarm się nie włączył...
- Jack możemy porozmawiać?- do czarnowłosego podszedł James który jak zobaczył mój wzrok mrugnął z uśmiechem - Później pogadamy maleńka.
- Wszyscy mają wyjść na dwór, jak na próbach przeciwpożarowych. - usłyszałam głos Dyrektorki z głośnika
Cała szkoła wyszła na zewnątrz i dopiero teraz zobaczyłam jak ogień objął szkołę. Była cała w płomieniach. Matka na pewno będzie zła gdy się o tym dowie. Po wszystkich rzeczach związanych z ewakuacją puścili nas do domu. Przed bramą szkoły stała Trish już bez tapety. Jak tylko mnie zobaczyła pomachała ręką i podeszła do mnie
- Idziesz ze mną na zakupy? Teraz? - chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę przystanku autobusowego - Nie przyjmiesz odpowiedzi przeczącej, prawda? - posłusznie szłam za nią - A co się stało z twoją tapetą?
- Och mój makijaż? - ucieszyła się na to pytanie - Kiedy zobaczyłam że James interesuje się kimś bez makijażu, to musiałam go od razu zmyć. A teraz idziemy kupić ciuchy podobne do twoich!
- Jeśli chcesz by on cię polubił to musisz być sobą. - zatrzymałam się - Wiesz kiedy otworzą tą szkołę?
- Pewnie od jutra znowu będziemy mogli iść na lekcje. - zrobiła znudzoną minę - Naprawdę myślisz że mnie polubi taką jaka jestem?!
- Ta... - wzruszyłam ramionami
- Od dziś jesteś moją najlepszą przyjaciółką! - przytuliła mnie mocno
- A ty dla mnie wciąż będziesz nic nie wartym człowiekiem... - wyrwałam się z jej uścisku i ruszyłam do domu - Nie mogę mieć przyjaciół... Muszę nad sobą panować i nie mogę mieć żadnych uczuć...
Wróciłam do domu i od razu ukryłam się w swoim pokoju na poddaszu. Pogoda na resztę dnia była dla mnie idealna. Deszcz. Tylko ta pogoda pozwalała mi na uczucia. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Śniło mi się jak byłam w domu, byłam szczęśliwa. Rozmawiałam z mamą i tatą. Po chwili przyszli po mnie znajomi. Moment! To ci ludzie ze szkoły! Nawet James... Czyżbym mogła się z nimi zaprzyjaźnić? Obudziłam się chwilę później. Na policzkach miałam łzy ale wokół mnie nie było ognia.
- Ja mogę płakać? - wyjrzałam przez okno
Deszcz nadal padał.
Rozdział 2
Przez całą
noc nic mi się nie śniło, pierwszy raz od dawna. Rano wyszłam do szkoły sama
jak zwykle. Całą drogę padało. Przed szkołą stała Trish pod parasolką, gdy
tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się i podbiegła do mnie
- Dlaczego tak mokniesz? - schowała mnie pod parasolką - Dziwne jesteś sucha...
- Czemu jesteś dla mnie miła? Wczoraj nazwałam cię niepotrzebnym człowiekiem. - patrzyłam na nią zdziwiona
- Ponieważ jesteś moją przyjaciółką.- wzruszyła ramionami i ruszyłyśmy do szkoły - Wszyscy mi mówili że jestem ładna, tylko ty powiedziałaś mi prawdę. Nawet stwierdziłaś że mam tapetę. Na początku byłam zła ale miałaś rację.
- Jesteś dziwna. - mruknęłam wchodząc z nią do szkoły - Gdzie jest sala Pana Steina?
- Masz z nim pierwszą lekcję? - podskoczyła radośnie - Super! Będziemy mieć razem lekcję! Siadasz obok mnie!
- Wybacz Trish ale ta oto maleńka usiądzie ze mną. - James objął mnie ramieniem - Prawda maleńka?
- Nie przypominam sobie żebym się na to zgadzała. - poczułam znowu to zimno wychodzące z jego ciała - Usiądę z kim będę chciała, więc na pewno nie z wami.
Oboje zaprowadzili mnie do sali Profesora Steina i kłócili się obok kogo mam usiąść. Wykorzystując ich nieuwagę usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Kiedy tamci zobaczyli że z kimś siedzę razem usiedli przed nami. Na lekcji co chwilę się odwracali i zagadywali mnie, chłopak obok spał i miał wszystko gdzieś
- A właśnie! - James zaczął budzić chłopaka obok mnie - Jack ocknij się. To tą dziewczynę masz poznać.
- Znowu mi o niej trujesz? - czarnowłosy poruszył głową mamrocząc pod nosem - Nie jestem zainteresowany. Ale ty za to co chwilę o niej gadasz.
- Ehh... Znowu to samo. - James szepnął mu coś na ucho po czym się uśmiechnął - Sam zobacz.
- Mogę cię dotknąć? - Jack zbliżył do mnie swoją dłoń nadal chowając twarz - Inaczej on nie da nam spokoju.
- Skoro to warunek spokoju. - dotknęłam jego dłoni
Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz, mocniejszy niż przy dotyku Jamesa. Po chwili zapaliły się papiery profesora. Na szczęście zostały szybko ugaszone przez Jacka. Patrzył na mnie zamyślonym wzrokiem po czym wyszedł z klasy. Mnie nadal ogarniało zimno. Siedziałam wpatrzona w ławkę przypominając sobie każdy szczegół. James i Trish przez resztę lekcji się do mnie nie odzywali wiedząc jak to się skończy. Po szkole nadal padał deszcz tylko że mocniej niż rano. James i Trish zabrali mnie do centrum handlowego niedaleko nas. Poszliśmy na czekoladę na gorąco. Czekali tam na nas przyjaciele Jamesa
- Pamiętacie Alice i Trish, prawda? - podszedł do nich radośnie - Więc tak, ta śliczna blondynka to Lucy, mała szatynka to Lilly. Ci chłopacy obok nich to Will i Louis a ten niosący dla wszystkich czekoladę to...
- Matt! - oczy Trish się zabłysły - Miło cię znowu widzieć!
- Trish? - chłopak odłożył szybko czekolady i przytulił Trish - Ślicznie wyglądasz z tym stonowanym makijażem.
- Naprawdę? - spojrzała na mnie z wdzięcznością w oczach - Alice mi powiedziała bym była sobą.
- Czyli tylko udajesz że nie masz żadnych uczuć. - prychnął James
- Ja to powiedziałam tylko po ty by się ode mnie odczepiła... - popatrzyłam w bok zaciskając pięść - ...Zostawcie mnie lepiej wszyscy w spokoju.
- Co powiesz Trish na mały spacer? - Matt zabrał Trish z dala ode mnie
- Maleńka wiemy o twojej maleńkiej tajemnicy. - rzucił krótko James - Ale nie potrafisz jej kontrolować.
- Skąd niby takie domysły? - usiadłam na fotelu powstrzymując swoje przerażenie - Poza tym ja nadal nie wiem nawet o co ci chodzi.
- Chodzi mi o wczorajszy zapłon szkoły, dzisiejszy ogień u profesorka... Myślisz że nic nie zauważyliśmy? - usiadł obok mnie - Gdyby nie Jack to wszystko by spłonęło przez ciebie.
- Nie rozumiem co mówisz. Ten pożar był przecież w kilku klasach. - wzięłam kubek z czekoladą
- Ale zaczął się wtedy gdy do twojej klasy wszedł Jack. - przypomniał z wrednym uśmieszkiem - Nie okazujesz uczuć, lecz kiedy to robisz tracisz kontrolę nad ogniem.
- Wybacz ale nie mam zamiaru słuchać takich bzdur. - wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia
- To pokaż mi jak się śmiejesz, jak płaczesz. Wtedy uwierzę że nie masz nic wspólnego z tym co mówię. - rozkazał James - Inaczej nie dam ci spokoju.
- Zrób to. Uśmiechnij się. - ktoś chwycił moje ramie - Zaufaj mi.
- Zgoda. - uśmiechnęłam się - Zadowolony?
- Tak... - James wrócił do swoich towarzyszy - Jack nie stój tak za nią! Chodź do nas!
Odwróciłam się. Ten który mi pomógł był Jack. Ten sam Jack od którego przeszył mnie zimny dreszcz na lekcji Profesora Steina. Patrzył na mnie swoimi czarnymi oczami po czym popchnął w stronę wyjścia. Wyszliśmy razem z centrum handlowego. Na dworze wciąż padało ale trochę słabiej niż wcześniej
- Jesteś ciepła. - stwierdził dotykając mojej dłoni - To bardzo miłe uczucie dotykać kogoś ciepłego.
- Przecież wszyscy są ciepli. - zabrałam mu swoją dłoń
- Nie wszyscy, ja nie jestem. - zawrócił w stronę wejścia - Wróć do domu. Tam jesteś bezpieczna.
Wróciłam do domu. Mama nadal była w pracy. Po zrobieniu lekcji poszłam spać. Była jedenasta w nocy a deszcz obijał się o framugę okna.
- Nie czuję się bezpieczna... - mruknęłam i zasnęłam
- Dlaczego tak mokniesz? - schowała mnie pod parasolką - Dziwne jesteś sucha...
- Czemu jesteś dla mnie miła? Wczoraj nazwałam cię niepotrzebnym człowiekiem. - patrzyłam na nią zdziwiona
- Ponieważ jesteś moją przyjaciółką.- wzruszyła ramionami i ruszyłyśmy do szkoły - Wszyscy mi mówili że jestem ładna, tylko ty powiedziałaś mi prawdę. Nawet stwierdziłaś że mam tapetę. Na początku byłam zła ale miałaś rację.
- Jesteś dziwna. - mruknęłam wchodząc z nią do szkoły - Gdzie jest sala Pana Steina?
- Masz z nim pierwszą lekcję? - podskoczyła radośnie - Super! Będziemy mieć razem lekcję! Siadasz obok mnie!
- Wybacz Trish ale ta oto maleńka usiądzie ze mną. - James objął mnie ramieniem - Prawda maleńka?
- Nie przypominam sobie żebym się na to zgadzała. - poczułam znowu to zimno wychodzące z jego ciała - Usiądę z kim będę chciała, więc na pewno nie z wami.
Oboje zaprowadzili mnie do sali Profesora Steina i kłócili się obok kogo mam usiąść. Wykorzystując ich nieuwagę usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Kiedy tamci zobaczyli że z kimś siedzę razem usiedli przed nami. Na lekcji co chwilę się odwracali i zagadywali mnie, chłopak obok spał i miał wszystko gdzieś
- A właśnie! - James zaczął budzić chłopaka obok mnie - Jack ocknij się. To tą dziewczynę masz poznać.
- Znowu mi o niej trujesz? - czarnowłosy poruszył głową mamrocząc pod nosem - Nie jestem zainteresowany. Ale ty za to co chwilę o niej gadasz.
- Ehh... Znowu to samo. - James szepnął mu coś na ucho po czym się uśmiechnął - Sam zobacz.
- Mogę cię dotknąć? - Jack zbliżył do mnie swoją dłoń nadal chowając twarz - Inaczej on nie da nam spokoju.
- Skoro to warunek spokoju. - dotknęłam jego dłoni
Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz, mocniejszy niż przy dotyku Jamesa. Po chwili zapaliły się papiery profesora. Na szczęście zostały szybko ugaszone przez Jacka. Patrzył na mnie zamyślonym wzrokiem po czym wyszedł z klasy. Mnie nadal ogarniało zimno. Siedziałam wpatrzona w ławkę przypominając sobie każdy szczegół. James i Trish przez resztę lekcji się do mnie nie odzywali wiedząc jak to się skończy. Po szkole nadal padał deszcz tylko że mocniej niż rano. James i Trish zabrali mnie do centrum handlowego niedaleko nas. Poszliśmy na czekoladę na gorąco. Czekali tam na nas przyjaciele Jamesa
- Pamiętacie Alice i Trish, prawda? - podszedł do nich radośnie - Więc tak, ta śliczna blondynka to Lucy, mała szatynka to Lilly. Ci chłopacy obok nich to Will i Louis a ten niosący dla wszystkich czekoladę to...
- Matt! - oczy Trish się zabłysły - Miło cię znowu widzieć!
- Trish? - chłopak odłożył szybko czekolady i przytulił Trish - Ślicznie wyglądasz z tym stonowanym makijażem.
- Naprawdę? - spojrzała na mnie z wdzięcznością w oczach - Alice mi powiedziała bym była sobą.
- Czyli tylko udajesz że nie masz żadnych uczuć. - prychnął James
- Ja to powiedziałam tylko po ty by się ode mnie odczepiła... - popatrzyłam w bok zaciskając pięść - ...Zostawcie mnie lepiej wszyscy w spokoju.
- Co powiesz Trish na mały spacer? - Matt zabrał Trish z dala ode mnie
- Maleńka wiemy o twojej maleńkiej tajemnicy. - rzucił krótko James - Ale nie potrafisz jej kontrolować.
- Skąd niby takie domysły? - usiadłam na fotelu powstrzymując swoje przerażenie - Poza tym ja nadal nie wiem nawet o co ci chodzi.
- Chodzi mi o wczorajszy zapłon szkoły, dzisiejszy ogień u profesorka... Myślisz że nic nie zauważyliśmy? - usiadł obok mnie - Gdyby nie Jack to wszystko by spłonęło przez ciebie.
- Nie rozumiem co mówisz. Ten pożar był przecież w kilku klasach. - wzięłam kubek z czekoladą
- Ale zaczął się wtedy gdy do twojej klasy wszedł Jack. - przypomniał z wrednym uśmieszkiem - Nie okazujesz uczuć, lecz kiedy to robisz tracisz kontrolę nad ogniem.
- Wybacz ale nie mam zamiaru słuchać takich bzdur. - wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia
- To pokaż mi jak się śmiejesz, jak płaczesz. Wtedy uwierzę że nie masz nic wspólnego z tym co mówię. - rozkazał James - Inaczej nie dam ci spokoju.
- Zrób to. Uśmiechnij się. - ktoś chwycił moje ramie - Zaufaj mi.
- Zgoda. - uśmiechnęłam się - Zadowolony?
- Tak... - James wrócił do swoich towarzyszy - Jack nie stój tak za nią! Chodź do nas!
Odwróciłam się. Ten który mi pomógł był Jack. Ten sam Jack od którego przeszył mnie zimny dreszcz na lekcji Profesora Steina. Patrzył na mnie swoimi czarnymi oczami po czym popchnął w stronę wyjścia. Wyszliśmy razem z centrum handlowego. Na dworze wciąż padało ale trochę słabiej niż wcześniej
- Jesteś ciepła. - stwierdził dotykając mojej dłoni - To bardzo miłe uczucie dotykać kogoś ciepłego.
- Przecież wszyscy są ciepli. - zabrałam mu swoją dłoń
- Nie wszyscy, ja nie jestem. - zawrócił w stronę wejścia - Wróć do domu. Tam jesteś bezpieczna.
Wróciłam do domu. Mama nadal była w pracy. Po zrobieniu lekcji poszłam spać. Była jedenasta w nocy a deszcz obijał się o framugę okna.
- Nie czuję się bezpieczna... - mruknęłam i zasnęłam
Rozdział 3
Rano znowu
padał deszcz. Przed szkołą znowu czekała na mnie Trish tym razem z Matt'em. Z
nadzieją że mnie zostawi przeszłam obok, niestety wraz z jej głosem ma nadzieja
umarła.
- Alice! - Podbiegła do mnie z parasolką - O! Znowu jesteś sucha?
- Cóż poradzić deszcz mi nie straszny. - stwierdziłam patrząc na Matt'a
- Właśnie widzę. - uśmiechnęła się i zabrała mnie za rękę do szkoły - Do zobaczenia po szkole Matt!
- Znowu mam lekcję ze Profesorem Steinem... - weszłyśmy razem do szkoły - Znowu z tymi dwoma...
- Narzekasz! James nie jest taki zły! Może to kobieciarz i narcyz ale można na nim polegać. - odłożyła parasolkę i poszłyśmy do sali - Czemu wczoraj tak nagle znikłaś?
- Nie lubię tłumów. - weszłyśmy do klasy
Usiadłam na swoim miejscu obok "Pana Śpiącego" i słuchałam długiego wywodu Trish na temat wczorajszego spaceru z Matt'em. Równo z dzwonkiem do klasy wparował James a za nim nauczyciel. Trish wdała się w dyskusję z James'em a ja słuchałam ich znudzona. Po chwili znowu poczułam to zimno dochodzące z mojej ręki. Popatrzyłam tam i zobaczyłam że Jack delikatnie dotyka mojego palca. Uśmiechnęłam się
- Miłe uczucie, co?
Przez cały czas jak mnie dotykał delikatnie się uśmiechałam. Po lekcji wrócił mój spokój na twarzy. Następną lekcją była plastyka. Od czasu gdy nie reaguję ogniem na pojawienie się Jacka bardzo wyczekuję tej lekcji. Mieliśmy dokończyć rysowanie martwej natury z poprzedniej lekcji. Obok mnie usiadł Jack a z drugiej strony Lucy. Czułam się obserwowana z dwóch stron. W końcu nie wytrzymałam
- Mogę wam w czymś pomóc? - westchnęłam
- Jesteś czerwona na twarzy. - odpowiedziała Lucy ze znudzoną miną
- Chodź ze mną. - Jack pociągnął mnie za rękę na korytarz
- Wracajcie tu! - krzyknęła za nami nauczycielka
- Twój dom jest wolny? - wyszliśmy ze szkoły deszcz lał mocniej niż ostatnio - Nie mamy czasu, odpowiedz.
- Matka powinna być w pracy. Ale o co ci chodzi? - doszliśmy do czarnego Harleya - Ty chcesz mnie zabić?
- Spokojnie nic ci nie zrobię i jestem dobrym kierowcą. - podał mi kask i usiadł na motorze - Szybko.
- Nigdzie z tobą nie idę. - oddałam mu kask i zaczęłam wracać do szkoły
- James nadal nie wierzy że nie masz żywiołu. - oparł głowę o rękę - Wciąż chcesz tam wrócić?
- Nie wiem o czym mówisz. - ścisnęłam rękę - Pozwólcie mi normalnie żyć.
- Chodź ze mną a wszystko ci wyjaśnię. - stanęłam i popatrzyłam na niego - Mi to niczego nie zmieni. A tobie może uratować tyłek.
- Zgoda. - założyłam kask i usiadłam na motorze
- Trzymaj się mocno. - usłyszałam warkot silnika i ruszyliśmy
Przytuliłam się do niego z obawą że wypadnę. Poczułam jak mokry materiał jego bluzy pod moim dotykiem staje się suchy. Wiedziałam już że nie ukryję przed nim tego przekleństwa. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na jakimś pustkowiu gdzie przestał padać deszcz. Zeszłam z motoru a on odjechał
- Czyli mnie tu zostawiasz. - patrzyłam jak odjeżdża - Czemu mnie to nie dziwi?
Byłam smutna ponieważ mu zaufałam a on mnie zostawił na jakimś odludziu. Kawałek dalej znalazłam jego motor. Wokół był lód
- Coś mu się stało? - rozejrzałam się dookoła
- Po co ci ta dziewczyna?! - pobiegłam w stronę krzyków i zobaczyłam Jacka stojącego naprzeciw James'a
- Nie pozwolę ci jej zabrać. - odpowiedział spokojny Jack - Myślałem że za nami nie pojedziesz.
- No cóż, zostawiłeś ją na środku pustkowia. Myślisz że ci zaufa? - spod nóg James'a wyszedł lód który szybko zamroził nogi Jacka - W końcu jesteście różni. Jak ogień i lód.
- Myślisz że mnie to interesuje? - lód wokół jego nóg pękł, następnie się roztopił
- I tak wiem że jest blisko, wczoraj ją uratowałeś ale teraz nie dasz rady. - James zamroził Jacka i podszedł do niego - Tego ci się nie uda zniszczyć.
James odszedł od Jacka i zostawił go samego. Zbliżyłam się powoli do wielkiego sopla. Jack patrzył na mnie. Wyglądało to przerażająco ale także smutno. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach
- Ochroniłeś mnie. - dotknęłam lodu - Mimo że mnie nie znasz, ochroniłeś mnie. A ja, głupia myślałam że mnie zostawiłeś.
- Widzę że przyszłaś do mnie, maleńka. - za sobą usłyszałam oklaski - Gratuluję głupoty.
- Co ty mu zrobiłeś? - spytałam zła - Jak powstał ten lód?
- Ty masz swój dar, ja mam swój. - spod jego nóg znowu wyruszył lód w moją stronę ale zanim do mnie dotarł, roztopił się - Miałem rację, jesteś ogniem.
- Ja nie mam daru, to co ja mam to przekleństwo. - warknęłam a wokół mnie zaczął zbierać się płomień - Zabiłam przez niego mojego ojca. Nie będę go traktować inaczej niż przekleństwo.
- Ogień to trudny do opanowania żywioł, z tym się zgodzę. - uśmiechnął się przebiegle - Ale jeśli pójdziesz ze mną, opanujesz go.
- Nie ufam ci. - ogień stanął między nami tworząc ścianę
- Jednak trochę kontrolujesz. - podszedł do ognia i go zamroził - Mały płomyczek cię nie uratuje.
- Płomyczek nie... - ktoś chwycił mnie za ramię - ...Ale ja owszem.
- Alice! - Podbiegła do mnie z parasolką - O! Znowu jesteś sucha?
- Cóż poradzić deszcz mi nie straszny. - stwierdziłam patrząc na Matt'a
- Właśnie widzę. - uśmiechnęła się i zabrała mnie za rękę do szkoły - Do zobaczenia po szkole Matt!
- Znowu mam lekcję ze Profesorem Steinem... - weszłyśmy razem do szkoły - Znowu z tymi dwoma...
- Narzekasz! James nie jest taki zły! Może to kobieciarz i narcyz ale można na nim polegać. - odłożyła parasolkę i poszłyśmy do sali - Czemu wczoraj tak nagle znikłaś?
- Nie lubię tłumów. - weszłyśmy do klasy
Usiadłam na swoim miejscu obok "Pana Śpiącego" i słuchałam długiego wywodu Trish na temat wczorajszego spaceru z Matt'em. Równo z dzwonkiem do klasy wparował James a za nim nauczyciel. Trish wdała się w dyskusję z James'em a ja słuchałam ich znudzona. Po chwili znowu poczułam to zimno dochodzące z mojej ręki. Popatrzyłam tam i zobaczyłam że Jack delikatnie dotyka mojego palca. Uśmiechnęłam się
- Miłe uczucie, co?
Przez cały czas jak mnie dotykał delikatnie się uśmiechałam. Po lekcji wrócił mój spokój na twarzy. Następną lekcją była plastyka. Od czasu gdy nie reaguję ogniem na pojawienie się Jacka bardzo wyczekuję tej lekcji. Mieliśmy dokończyć rysowanie martwej natury z poprzedniej lekcji. Obok mnie usiadł Jack a z drugiej strony Lucy. Czułam się obserwowana z dwóch stron. W końcu nie wytrzymałam
- Mogę wam w czymś pomóc? - westchnęłam
- Jesteś czerwona na twarzy. - odpowiedziała Lucy ze znudzoną miną
- Chodź ze mną. - Jack pociągnął mnie za rękę na korytarz
- Wracajcie tu! - krzyknęła za nami nauczycielka
- Twój dom jest wolny? - wyszliśmy ze szkoły deszcz lał mocniej niż ostatnio - Nie mamy czasu, odpowiedz.
- Matka powinna być w pracy. Ale o co ci chodzi? - doszliśmy do czarnego Harleya - Ty chcesz mnie zabić?
- Spokojnie nic ci nie zrobię i jestem dobrym kierowcą. - podał mi kask i usiadł na motorze - Szybko.
- Nigdzie z tobą nie idę. - oddałam mu kask i zaczęłam wracać do szkoły
- James nadal nie wierzy że nie masz żywiołu. - oparł głowę o rękę - Wciąż chcesz tam wrócić?
- Nie wiem o czym mówisz. - ścisnęłam rękę - Pozwólcie mi normalnie żyć.
- Chodź ze mną a wszystko ci wyjaśnię. - stanęłam i popatrzyłam na niego - Mi to niczego nie zmieni. A tobie może uratować tyłek.
- Zgoda. - założyłam kask i usiadłam na motorze
- Trzymaj się mocno. - usłyszałam warkot silnika i ruszyliśmy
Przytuliłam się do niego z obawą że wypadnę. Poczułam jak mokry materiał jego bluzy pod moim dotykiem staje się suchy. Wiedziałam już że nie ukryję przed nim tego przekleństwa. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na jakimś pustkowiu gdzie przestał padać deszcz. Zeszłam z motoru a on odjechał
- Czyli mnie tu zostawiasz. - patrzyłam jak odjeżdża - Czemu mnie to nie dziwi?
Byłam smutna ponieważ mu zaufałam a on mnie zostawił na jakimś odludziu. Kawałek dalej znalazłam jego motor. Wokół był lód
- Coś mu się stało? - rozejrzałam się dookoła
- Po co ci ta dziewczyna?! - pobiegłam w stronę krzyków i zobaczyłam Jacka stojącego naprzeciw James'a
- Nie pozwolę ci jej zabrać. - odpowiedział spokojny Jack - Myślałem że za nami nie pojedziesz.
- No cóż, zostawiłeś ją na środku pustkowia. Myślisz że ci zaufa? - spod nóg James'a wyszedł lód który szybko zamroził nogi Jacka - W końcu jesteście różni. Jak ogień i lód.
- Myślisz że mnie to interesuje? - lód wokół jego nóg pękł, następnie się roztopił
- I tak wiem że jest blisko, wczoraj ją uratowałeś ale teraz nie dasz rady. - James zamroził Jacka i podszedł do niego - Tego ci się nie uda zniszczyć.
James odszedł od Jacka i zostawił go samego. Zbliżyłam się powoli do wielkiego sopla. Jack patrzył na mnie. Wyglądało to przerażająco ale także smutno. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach
- Ochroniłeś mnie. - dotknęłam lodu - Mimo że mnie nie znasz, ochroniłeś mnie. A ja, głupia myślałam że mnie zostawiłeś.
- Widzę że przyszłaś do mnie, maleńka. - za sobą usłyszałam oklaski - Gratuluję głupoty.
- Co ty mu zrobiłeś? - spytałam zła - Jak powstał ten lód?
- Ty masz swój dar, ja mam swój. - spod jego nóg znowu wyruszył lód w moją stronę ale zanim do mnie dotarł, roztopił się - Miałem rację, jesteś ogniem.
- Ja nie mam daru, to co ja mam to przekleństwo. - warknęłam a wokół mnie zaczął zbierać się płomień - Zabiłam przez niego mojego ojca. Nie będę go traktować inaczej niż przekleństwo.
- Ogień to trudny do opanowania żywioł, z tym się zgodzę. - uśmiechnął się przebiegle - Ale jeśli pójdziesz ze mną, opanujesz go.
- Nie ufam ci. - ogień stanął między nami tworząc ścianę
- Jednak trochę kontrolujesz. - podszedł do ognia i go zamroził - Mały płomyczek cię nie uratuje.
- Płomyczek nie... - ktoś chwycił mnie za ramię - ...Ale ja owszem.
Rozdział 4
Przerażona
otworzyłam oczy. Byłam w swojej sypialni a obok mnie siedział tyłem jakiś
chłopak. Rozmawiał z kimś przez telefon a ja udając że nadal śpię
przysłuchiwałam się
- Tak zostawiłem go. Jestem pewien. Inaczej bym nie wyszedł z tego sopla. - po głosie poznałam że to był Jack - Nie, nie umie go kontrolować. Jak się obudzi opowiem jej wszystko. Słuchaj. Nie ważne co powiesz i tak to zrobię. Powinna to wiedzieć. Jak zacznie trenować... Ehhh... Będzie teraz pod moim nadzorem. James chce ją wykorzystać. Jeśli zdobędzie ogień... - przerwał na dłuższą chwilę - Jak już mówiłem, opowiem jej wszystko gdy się obudzi. Później pogadamy.
- Co się stało? - odezwałam się a on odłożył słuchawkę - Byliśmy na jakimś pustkowiu, teraz jesteśmy u mnie w domu. Jak?
- Dzięki tobie wydostałem się z lodu i pokonałem James'a. Gdy cię dotknąłem, zemdlałaś. - odwrócił się do mnie - Ile słyszałaś z mojej rozmowy?
- Od momentu że go zostawiłeś. Ale teraz powiedz mi co się tu dzieje. - warknęłam zła
- Nie ma sprawy, zasługujesz by wiedzieć. - uśmiechnął się i dotknął mojej dłoni - Jak już mówiłem Ty jesteś ciepła, ja nie. To dlatego że ty możesz panować nad ogniem a ja nad wodą. Od setek lat na ziemi pojawia się ósemka ludzi z takimi zdolnościami. Zazwyczaj w tym samym wieku. Po dwóch na jeden żywioł. Każdy może wybrać. - pokazał mi dwa palce - Magia dobra lub magia zła. - zostawił jeden palec - Magia dobra to taka która pozwoli ci na ochronę nie tylko siebie ale i przyjaciół. Magia zła to taka która chce tylko niszczyć. Ja mam magię dobra, James zła.
- Dlatego cię zamroził? Ponieważ używasz magii dobra?
- Nie. Zaatakował mnie dzisiaj dlatego ponieważ Lucy mu powiedziała że zabrałem cię dziś ze szkoły. - popatrzył przez okno - Twój żywioł jest strasznie rzadki. Często ogień zabija swojego władcę zanim on zacznie go kontrolować.
- Zabija? - przypomniałam sobie moment w którym mój ojciec się palił i gdy obudziłam się otoczona płomieniami - Boże...
- Bóg nie istnieje. - uśmiechnął się wrednie - Tak naprawdę to nasi przodkowie stworzyli ziemię. Wszechświat, wszystko. Pierwszymi ludźmi nie byli Adam i Ewa ale ośmiu pierwszych którzy władali żywiołami.
- Naprawdę? - popatrzyłam na niego zdziwiona - Byli aż tak potężni?
- Tak, tylko że... - Spochmurniał - Jeden z nich chciał być najbardziej potrzebny i zabił drugiego użytkownika żywiołu. W ten sposób powstał rozłam na dobro i zło.
- Jedni się bronią, drudzy atakują. - stwierdziłam smutna - Co wtedy zrobili inni?
- Połowa przeszła na stronę zła, reszta opłakiwała zmarłego. - popatrzył na mnie - James chce cię w swoje ręce. Ma już jednego maga. To właśnie Lucy. Ona kontroluje ziemię dlatego wiedziała gdzie jesteśmy. Razem ze mną jest jeszcze Matt który kontroluje powietrze i Lilly która ma ziemię. Razem z tobą mamy wszystkie cztery żywioły.
- Jeszcze wczoraj bym w to nie uwierzyła. Mimo tego ognia który ciągle się gdzieś pojawia. Ale po tym co dziś widziałam i po tym co mi powiedziałeś. Zaufam ci. - uśmiechnęłam się - Chcę móc ochronić ludzi na których mi zależy. Chcę zapanować nad moim żywiołem. Pomożesz mi?
- Po to właśnie ci to wszystko powiedziałem. - pogłaskał mnie po głowie - Ale wiedz że twój żywioł, nawet opanowany w którymś momencie może...
- Mnie lub kogoś innego zabić. - powiedziałam stanowczo - Wiem to.
- Mądra dziewczynka. - zaśmiał się i mnie mocno przytulił - Tylko uważaj na James'a. On potrafi zmanipulować. A właśnie, mam do ciebie jedno pytanie.
- Jakie? - wstał ode mnie i podszedł do okna - Przez to że ukrywasz uczucia twoja moc jeszcze cię nie zabiła, prawda?
- Tak. - kiwnęłam twierdząco głową
- Póki co rób tak dalej. Do momentu aż zaczniesz nad nią panować. - otworzył okno i wyskoczył
- Chcesz się zabić?! - podbiegłam za nim do okno i ujrzałam wodne schody wychodzące z jeziora niedaleko domu - Więc twój żywioł to woda.
- Łatwy sposób ucieczki. - uśmiechnął się do mnie i wsiadł na motor - Uważaj na siebie, dziewczynko!
Odjechał a ja patrzyłam na zachodzące słońce. Pierwszy raz od dawna deszcz przestał padać.
- Tak zostawiłem go. Jestem pewien. Inaczej bym nie wyszedł z tego sopla. - po głosie poznałam że to był Jack - Nie, nie umie go kontrolować. Jak się obudzi opowiem jej wszystko. Słuchaj. Nie ważne co powiesz i tak to zrobię. Powinna to wiedzieć. Jak zacznie trenować... Ehhh... Będzie teraz pod moim nadzorem. James chce ją wykorzystać. Jeśli zdobędzie ogień... - przerwał na dłuższą chwilę - Jak już mówiłem, opowiem jej wszystko gdy się obudzi. Później pogadamy.
- Co się stało? - odezwałam się a on odłożył słuchawkę - Byliśmy na jakimś pustkowiu, teraz jesteśmy u mnie w domu. Jak?
- Dzięki tobie wydostałem się z lodu i pokonałem James'a. Gdy cię dotknąłem, zemdlałaś. - odwrócił się do mnie - Ile słyszałaś z mojej rozmowy?
- Od momentu że go zostawiłeś. Ale teraz powiedz mi co się tu dzieje. - warknęłam zła
- Nie ma sprawy, zasługujesz by wiedzieć. - uśmiechnął się i dotknął mojej dłoni - Jak już mówiłem Ty jesteś ciepła, ja nie. To dlatego że ty możesz panować nad ogniem a ja nad wodą. Od setek lat na ziemi pojawia się ósemka ludzi z takimi zdolnościami. Zazwyczaj w tym samym wieku. Po dwóch na jeden żywioł. Każdy może wybrać. - pokazał mi dwa palce - Magia dobra lub magia zła. - zostawił jeden palec - Magia dobra to taka która pozwoli ci na ochronę nie tylko siebie ale i przyjaciół. Magia zła to taka która chce tylko niszczyć. Ja mam magię dobra, James zła.
- Dlatego cię zamroził? Ponieważ używasz magii dobra?
- Nie. Zaatakował mnie dzisiaj dlatego ponieważ Lucy mu powiedziała że zabrałem cię dziś ze szkoły. - popatrzył przez okno - Twój żywioł jest strasznie rzadki. Często ogień zabija swojego władcę zanim on zacznie go kontrolować.
- Zabija? - przypomniałam sobie moment w którym mój ojciec się palił i gdy obudziłam się otoczona płomieniami - Boże...
- Bóg nie istnieje. - uśmiechnął się wrednie - Tak naprawdę to nasi przodkowie stworzyli ziemię. Wszechświat, wszystko. Pierwszymi ludźmi nie byli Adam i Ewa ale ośmiu pierwszych którzy władali żywiołami.
- Naprawdę? - popatrzyłam na niego zdziwiona - Byli aż tak potężni?
- Tak, tylko że... - Spochmurniał - Jeden z nich chciał być najbardziej potrzebny i zabił drugiego użytkownika żywiołu. W ten sposób powstał rozłam na dobro i zło.
- Jedni się bronią, drudzy atakują. - stwierdziłam smutna - Co wtedy zrobili inni?
- Połowa przeszła na stronę zła, reszta opłakiwała zmarłego. - popatrzył na mnie - James chce cię w swoje ręce. Ma już jednego maga. To właśnie Lucy. Ona kontroluje ziemię dlatego wiedziała gdzie jesteśmy. Razem ze mną jest jeszcze Matt który kontroluje powietrze i Lilly która ma ziemię. Razem z tobą mamy wszystkie cztery żywioły.
- Jeszcze wczoraj bym w to nie uwierzyła. Mimo tego ognia który ciągle się gdzieś pojawia. Ale po tym co dziś widziałam i po tym co mi powiedziałeś. Zaufam ci. - uśmiechnęłam się - Chcę móc ochronić ludzi na których mi zależy. Chcę zapanować nad moim żywiołem. Pomożesz mi?
- Po to właśnie ci to wszystko powiedziałem. - pogłaskał mnie po głowie - Ale wiedz że twój żywioł, nawet opanowany w którymś momencie może...
- Mnie lub kogoś innego zabić. - powiedziałam stanowczo - Wiem to.
- Mądra dziewczynka. - zaśmiał się i mnie mocno przytulił - Tylko uważaj na James'a. On potrafi zmanipulować. A właśnie, mam do ciebie jedno pytanie.
- Jakie? - wstał ode mnie i podszedł do okna - Przez to że ukrywasz uczucia twoja moc jeszcze cię nie zabiła, prawda?
- Tak. - kiwnęłam twierdząco głową
- Póki co rób tak dalej. Do momentu aż zaczniesz nad nią panować. - otworzył okno i wyskoczył
- Chcesz się zabić?! - podbiegłam za nim do okno i ujrzałam wodne schody wychodzące z jeziora niedaleko domu - Więc twój żywioł to woda.
- Łatwy sposób ucieczki. - uśmiechnął się do mnie i wsiadł na motor - Uważaj na siebie, dziewczynko!
Odjechał a ja patrzyłam na zachodzące słońce. Pierwszy raz od dawna deszcz przestał padać.
Rozdział 5
Podczas
odrabiania lekcji usłyszałam jak samochód zatrzymuje się w garażu. Matka po raz
pierwszy od dawna prędzej skończyła pracę. Zeszłam na dół do kuchni gdzie mama
robiła sobie kolację
- Cześć mamo... - podeszłam spokojnie do stołu - Wcześnie dzisiaj wróciłaś.
- Wiem, dlaczego jeszcze nie śpisz? - zaczęła sobie robić jajecznice - Mówiłam ci że jak jestem w domu ty nie masz mi się pokazywać na oczy.
- Tak wiem, przepraszam. - wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam czegoś szukać w pudłach - Gdzie to jest?
Po kilku minutach znalazłam stary, zakurzony album ze zdjęciami. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Byłam na nich z tatą i z mamą. Zanim zaczęłam przywoływać ogień. Byliśmy tacy szczęśliwi
- Tato, przepraszam. - przytuliłam się do albumu ze łzami w oczach - Nie chciałam byś zginął.
Siedziałam tak przez dobra pół godziny. W pewnym momencie zobaczyłam że mama stoi w drzwiach. Bez słowa podeszła i mnie przytuliła
- Ten jeden raz. - na policzku poczułam jej łzy - Nie myślałam że ten album się nie spalił.
- Znalazłam go wtedy go chciałam znaleźć tatę. Był nietknięty. - otworzyłam go - Zawsze patrzę na te zdjęcia gdy czuję się sama.
- Wiesz ja też mam jedno zdjęcie na które patrzę w takich momentach. - usiadła obok mnie na łóżku - Miałaś tutaj dziś gościa?
- Tak kolegę ze szkoły, wiesz możliwe że niedługo będę potrafiła panować nad tym przekleństwem. - uśmiechnęłam się a zeszyty na moim biurku zaczęły się palić
- O nie! - mama szybko wzięła gaśnicę i zaczęła gasić pożar - Ty nigdy nad tym nie zapanujesz. Mówiłam ci to już wiele razy. Lepiej żyj tak jak było do teraz. - wyszła z pokoju - Nie pokazuj mi się na oczy.
- Dobrze... - przytuliłam do siebie album i położyłam się na łóżku - Przepraszam.
Zasnęłam przytulona do albumu. Obudziłam się czując straszne ciepło wokół. Otworzyłam oczy, zobaczyłam płomień który chroni mnie przed lodem. Podniosłam się i rozejrzałam dookoła
- Widzę maleńka że dobrze się spało. - pomiędzy płomieniami dojrzałam twarz James'a - Twoja mama jest bardzo miła. Sama mnie wpuściła.
- Co jej zrobiłeś? - ogień zaczął przywierać na sile
- Spokojnie, znam ludzi z jej pracy. Miała wezwanie by coś naprawić. - usiadł obok płomieni - Jest bezpieczna.
- Ale ty nie jesteś. - warknęłam a on uniknął ataku ognia - Ten ogień mnie chroni? Przecież...
- Żywioł jest podporządkowany uczuciom właściciela. Ale dziwię się że nawet podczas snu cię chronił. - zbliżył się do płomieni ale od razu się odsunął - Godne pochwały.
- Zostaw mnie. Wiem już że jesteś zły. - ogień zrobił się jeszcze większy - Jack mi wszystko powiedział.
- Naprawdę wszystko? - zaśmiał się - Czy powiedział ci że to on jest zły?
- On nie może być zły. Przecież to ty atakujesz. - ogień osłabł
- Widzę że już wiara spada. - dotknął płomieni i je zamroził - Ja również używam magii zła. Nikt nie powiedział że każdy musi mieć inny typ. Więc jak? Przejdziesz na moją stronę, maleńka?
- Nigdy w życiu. - wybiegłam z pokoju i zobaczyłam na korytarzu Lucy - Kurde.
Stałam pomiędzy James'em a Lucy. Wiedziałam że nie mam jak uciec. Usiadłam na ziemi zmęczona. Obydwoje podeszli do mnie. Z okna zaczął wiać silny wiatr, tak silny że odepchnął ich w dwie różne strony. Ktoś chwycił mnie za ramię i wyciągnął przez okno
- Nawet na moment nie mogę cię zostawić? - Uspokoiłam się na dźwięk tego głosu - Tęskniłaś dziewczynko?
- Cześć mamo... - podeszłam spokojnie do stołu - Wcześnie dzisiaj wróciłaś.
- Wiem, dlaczego jeszcze nie śpisz? - zaczęła sobie robić jajecznice - Mówiłam ci że jak jestem w domu ty nie masz mi się pokazywać na oczy.
- Tak wiem, przepraszam. - wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam czegoś szukać w pudłach - Gdzie to jest?
Po kilku minutach znalazłam stary, zakurzony album ze zdjęciami. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Byłam na nich z tatą i z mamą. Zanim zaczęłam przywoływać ogień. Byliśmy tacy szczęśliwi
- Tato, przepraszam. - przytuliłam się do albumu ze łzami w oczach - Nie chciałam byś zginął.
Siedziałam tak przez dobra pół godziny. W pewnym momencie zobaczyłam że mama stoi w drzwiach. Bez słowa podeszła i mnie przytuliła
- Ten jeden raz. - na policzku poczułam jej łzy - Nie myślałam że ten album się nie spalił.
- Znalazłam go wtedy go chciałam znaleźć tatę. Był nietknięty. - otworzyłam go - Zawsze patrzę na te zdjęcia gdy czuję się sama.
- Wiesz ja też mam jedno zdjęcie na które patrzę w takich momentach. - usiadła obok mnie na łóżku - Miałaś tutaj dziś gościa?
- Tak kolegę ze szkoły, wiesz możliwe że niedługo będę potrafiła panować nad tym przekleństwem. - uśmiechnęłam się a zeszyty na moim biurku zaczęły się palić
- O nie! - mama szybko wzięła gaśnicę i zaczęła gasić pożar - Ty nigdy nad tym nie zapanujesz. Mówiłam ci to już wiele razy. Lepiej żyj tak jak było do teraz. - wyszła z pokoju - Nie pokazuj mi się na oczy.
- Dobrze... - przytuliłam do siebie album i położyłam się na łóżku - Przepraszam.
Zasnęłam przytulona do albumu. Obudziłam się czując straszne ciepło wokół. Otworzyłam oczy, zobaczyłam płomień który chroni mnie przed lodem. Podniosłam się i rozejrzałam dookoła
- Widzę maleńka że dobrze się spało. - pomiędzy płomieniami dojrzałam twarz James'a - Twoja mama jest bardzo miła. Sama mnie wpuściła.
- Co jej zrobiłeś? - ogień zaczął przywierać na sile
- Spokojnie, znam ludzi z jej pracy. Miała wezwanie by coś naprawić. - usiadł obok płomieni - Jest bezpieczna.
- Ale ty nie jesteś. - warknęłam a on uniknął ataku ognia - Ten ogień mnie chroni? Przecież...
- Żywioł jest podporządkowany uczuciom właściciela. Ale dziwię się że nawet podczas snu cię chronił. - zbliżył się do płomieni ale od razu się odsunął - Godne pochwały.
- Zostaw mnie. Wiem już że jesteś zły. - ogień zrobił się jeszcze większy - Jack mi wszystko powiedział.
- Naprawdę wszystko? - zaśmiał się - Czy powiedział ci że to on jest zły?
- On nie może być zły. Przecież to ty atakujesz. - ogień osłabł
- Widzę że już wiara spada. - dotknął płomieni i je zamroził - Ja również używam magii zła. Nikt nie powiedział że każdy musi mieć inny typ. Więc jak? Przejdziesz na moją stronę, maleńka?
- Nigdy w życiu. - wybiegłam z pokoju i zobaczyłam na korytarzu Lucy - Kurde.
Stałam pomiędzy James'em a Lucy. Wiedziałam że nie mam jak uciec. Usiadłam na ziemi zmęczona. Obydwoje podeszli do mnie. Z okna zaczął wiać silny wiatr, tak silny że odepchnął ich w dwie różne strony. Ktoś chwycił mnie za ramię i wyciągnął przez okno
- Nawet na moment nie mogę cię zostawić? - Uspokoiłam się na dźwięk tego głosu - Tęskniłaś dziewczynko?
Rozdział 6
Szybko wsiedliśmy na motor i
ruszyliśmy dalej od domu. Trzymałam się bardzo mocno Jack'a bojąc się że James
albo Lucy mnie zabiorą. Kiedy się zatrzymaliśmy zobaczyłam za nami długą linię
ognia
- To ja to zrobiłam? - zakryłam sobie usta
- Masz większą moc niż sądziłem. - wziął mnie za
rękę do lasu - Musimy się szybko ukryć.
- Jak masz zamiar się ukryć? Sam mówiłeś! Dzięki
Lucy oni nas znajdą! - przypomniałam przerażona
- Jeśli będziemy na ziemi owszem. - uśmiechnął
się i wepchnął mnie do jeziora pomiędzy drzewami
Spróbowałam wypłynąć na powierzchnię i złapać
oddech ale... Nie zdążyłam. Zaczęłam opadać na dno, tracąc przy tym
przytomność. Resztkami sił dojrzałam płynącego do mnie Jack'a. Zamknęłam oczy.
Przede mną była tylko ciemność. Po chwili zobaczyłam światło i zamazaną postać
- Halo? Kim jesteś?! - podeszłam trochę bliżej -
Odpowiedz!
- To nie twój czas skarbie. - podeszłam jeszcze
bliżej i mogłam zobaczyć kontury - Masz jeszcze coś do zrobienia Alice.
- Tato? - zaczęłam się dławić wodą - Co się
dzieje?
- Twoi przyjaciele cię ratują. - uśmiechnął się
a światło zaczęło słabnąć - Opiekuj się mamą!
Z moich ust zaczęło płynąć jeszcze więcej wody.
Później zaczęłam słyszeć różne głosy krzyczące moje imię. Potem zaczęłam szybko
mrugać oczami. Po kilku mrugnięciach zobaczyłam przed sobą Jack'a nabierającego
powietrze
- Nie! - płomyk ognia przeleciał mu przed twarzą
a on odskoczył - Co się...?
- Patrz Jack jednak istnieją dziewczyny których
nie przyciągasz! - zaśmiała się wrednie Lilly
- Widzę że już się obudziłaś. - Jack zaczął
leniwie wstawać - Ale gdyby nie ja, byłabyś martwa.
- Gdybyś mnie nie wrzucił tak do tego jeziora
nic by się nie stało. - podniosłam zmęczona głowę - Gdzie my jesteśmy?
- To nasza kryjówka, Lilly ją stworzyła kiedy ją
poznałem. - spojrzał na nią złowrogo - Może zachowuje się i wygląda na
niedorozwiniętą ale jest spoko.
- Te syrenka! - Jack oberwał z kulki błota
- Ha ha ha! - zaczęłam się śmiać - Jesteście
zabawni!
- A ty się słodko uśmiechasz. - popatrzył na
mnie z uśmiechem
- Wiesz, tak dawno się nie uśmiechałam że aż
zapomniałam jakie to miłe uczucie. - popatrzyłam na niego po czym przestałam
się uśmiechać - Nic się nie spaliło?
- A co się miało spalić? Ty się tylko cieszyłaś.
- zdziwiła się Lilly a ktoś potargał mi włosy - Matt zostaw jej włoski!
- Czyli nie tylko mnie Jack tak wrzucił do wody?
- zaśmiał się - Wybacz za to porwanie ale nie mogliśmy pozwolić by James cię
miał.
- Wszystko rozumiem ale mojej mamie nic nie
jest? - popatrzyłam poważna na Matt'a - Proszę powiedz że tak.
- Spokojnie nic jej nie będzie. - wziął krzesło
i usiadł naprzeciwko mnie - Teraz powiedz czy James coś ci mówił. Coś ważnego.
- James? - wzdrygnęłam się i spojrzałam na
Jack'a
- Alice? - Jack zmartwiony podszedł do mnie - Co
on ci powiedział?
- Tylko tyle że mój żywioł mnie ochronił gdy
spałam. - spojrzałam szybko w kąt - Ogień mnie chronił gdy spałam i gdy z nim
rozmawiałam. Im bardziej mnie irytował tym bardziej wzrastał ale...
- Powiedział ci coś co cię nie tylko zaskoczyło
ale także zasmuciło. - spostrzegł Matt - Stałe działanie gdy chce osłabić
ochronę.
- Co to było? - Jack przyłożył swoją twarz
blisko mojej
- Co? - przeraziłam się nagłym zbliżeniem
- Co ci powiedział że ogień osłabł? - do niego
dołączyła Lilly
- Nie wasza sprawa! - odepchnęłam ich a w ich
miejscu pojawił się ogień - Przepraszam!
- Spokojnie. - Jack zalał ogień wodą - To my
naciskaliśmy.
- Jack wyglądasz na zirytowanego. - rzuciła
uśmiechnięta Lilly
- Jak nie mam być zirytowany? - mimo że jego
żywiołem jest woda w jego oczach widziałam ogień - Ten facet mnie irytuje od
lat! I jeszcze to jak zarywa do każdej dziewczyny! Ten jego uśmieszek!
- Ty też taki masz. - przypomniałam
powstrzymując śmiech - I to jak nazywasz mnie dziewczynka a on maleńka. Wcale
się tak bardzo nie różnicie.
Patrzył na mnie zdziwiony po czym oberwałam z
kuli wody. Lilly zaczęła się śmiać i też została cała mokra. Godzinę później
Jack odwiózł mnie do domu. Był już świt ale na szczęście była sobota. Oddałam
mu kask i chciałam odejść ale chwycił mnie za rękę
- Co się stało? - popatrzyłam na niego zdziwiona
- Chyba nie ma tam James'a?
- Nie, chciałem cię tylko spytać. - popatrzył na
mnie poważny - Co on ci wtedy powiedział?
- Nie ważne. - wyrwałam mu rękę i pobiegłam do
domu. Oparłam się plecami o drzwi i westchnęłam - Tobie na pewno nie powiem.
Rozdział 7
Popatrzyłam przed siebie. Na
schodach stała matka. Patrzyła na mnie z przerażeniem
- Mamo? - przytuliła mnie strasznie mocno po czym uderzyła w policzek
- Gdzie ty byłaś całą noc?! I co to za woda na twoim łóżku?! - patrzyła mi prosto w oczy - Bałam się o ciebie.
- Mamo... Wybacz nie chciałam cię martwić. - przytuliłam się do niej - Ja chciałam zapanować nad ogniem, nie jestem jedyna która panuje nad żywiołem!
- Kochanie, mówiłam że nie dasz rady. To przekleństwo... - z kranu zaczęła lecieć woda kran wyleciał - Co się stało?!
- Witajcie panienki. - ktoś wykopał drzwi - Skoro po dobroci ze mną nie pójdziesz, to pójdziesz siłą.
- James! - zasłoniłam matkę - Mamo on jest zły!
- Cicho siedź. - James kopnął mnie w brzuch aż opadłam na ścianę - Nie lubię sobie brudzić rąk ale cóż. - woda z kranu owinęła mamę jak wąż zatykając jej usta i nos - Decyduj. Ty albo ona.
- Dlaczego to robisz?! - wokół mnie pojawił się ogień
- Raz. - woda coraz mocniej zaczęła ściskać matkę - Dwa.
- James nie! - rzuciłam się do mamy żeby pomóc
- Trzy. - matka przestała się ruszać - Mogłaś się zgodzić. Nie lubię grać tego złego ale mnie zmusiłaś. A teraz... - chwycił mnie za ramie i wyprowadził na zewnątrz - Idziesz ze mną.
- Nie. - wyrwałam mu się
- Nie? - spojrzał na mnie - Co ma znaczyć to nie?
- To że z tobą nie pójdę. - z moich oczy zaczęły płynąć łzy - Gdybym miała szansę jeszcze kogoś uratować! Ale teraz wszyscy na których mi zależało nie żyją! A to wszystko przez te durne żywioły!
- Czepiasz się. W końcu i tak by zmarła. - poczułam jak moje łzy stają się lodem - Była poważnie chora. Dlatego cię unikała. Gdybyś zobaczyła ją w takim stanie... Ja tylko skróciłem wasze cierpienie.
- Kłamiesz! - poczułam jak robię się cała gorąca - Nie wierzę ci! To tylko wymówki!
- Naprawdę była chora. - spod jego stóp zaczął wychodzić w moją stronę lód - A tak, masz spokój.
- Nie wierzę ci! - wyciągnęłam w jego stronę rękę i poleciał tam również ogień
- Alice! - zobaczyłam jak Jack razem z Lilly przyjechał na motorze - Co się stało?!
- Nie wasza sprawa! - James został otoczony przez ogień - Zapłacisz mi za to! - zrobiłam z James'a żywą pochodnię ale w ogóle nie zareagował - Zgiń!
- Alice nie! - ktoś mocno mnie przytulił od tyłu - Proszę nie rób tego.
- On zabił moją matkę! - ogień stał się jeszcze większy - Tylko po to bym się do niego przyłączyła!
- Wiem że jesteś wściekła, ale twoja matka na pewno nie chciałaby byś się tak zachowywała. - szepnął mi do ucha - Proszę odwołaj ten płomień. Miałaś używać magii dobra a nie zła.
- To mnie już nie obchodzi! - pocałował mnie w usta
- Ale mnie owszem. - ogień zniknął a wraz z nim James - Zostaw zemstę za sobą. Nawet gdy go zabijesz, pusta w sercu po stracie matki się nie zapełni. Uwierz mi.
- Przepraszam! - wtuliłam się w niego płacząc - Ale zabił ją na moich oczach! Udusił ją! A ja nie mogłam nic zrobić! Ogień chronił tylko mnie!
- Dlatego musisz nad nim zapanować. By w przyszłości ochronić również innych. - pogłaskał mnie po głowie - Rozumiem twój ból. Ale razem przez to przejdziemy. Zgoda?
- Zgoda. - staliśmy tak przez długi czas
- Mamo? - przytuliła mnie strasznie mocno po czym uderzyła w policzek
- Gdzie ty byłaś całą noc?! I co to za woda na twoim łóżku?! - patrzyła mi prosto w oczy - Bałam się o ciebie.
- Mamo... Wybacz nie chciałam cię martwić. - przytuliłam się do niej - Ja chciałam zapanować nad ogniem, nie jestem jedyna która panuje nad żywiołem!
- Kochanie, mówiłam że nie dasz rady. To przekleństwo... - z kranu zaczęła lecieć woda kran wyleciał - Co się stało?!
- Witajcie panienki. - ktoś wykopał drzwi - Skoro po dobroci ze mną nie pójdziesz, to pójdziesz siłą.
- James! - zasłoniłam matkę - Mamo on jest zły!
- Cicho siedź. - James kopnął mnie w brzuch aż opadłam na ścianę - Nie lubię sobie brudzić rąk ale cóż. - woda z kranu owinęła mamę jak wąż zatykając jej usta i nos - Decyduj. Ty albo ona.
- Dlaczego to robisz?! - wokół mnie pojawił się ogień
- Raz. - woda coraz mocniej zaczęła ściskać matkę - Dwa.
- James nie! - rzuciłam się do mamy żeby pomóc
- Trzy. - matka przestała się ruszać - Mogłaś się zgodzić. Nie lubię grać tego złego ale mnie zmusiłaś. A teraz... - chwycił mnie za ramie i wyprowadził na zewnątrz - Idziesz ze mną.
- Nie. - wyrwałam mu się
- Nie? - spojrzał na mnie - Co ma znaczyć to nie?
- To że z tobą nie pójdę. - z moich oczy zaczęły płynąć łzy - Gdybym miała szansę jeszcze kogoś uratować! Ale teraz wszyscy na których mi zależało nie żyją! A to wszystko przez te durne żywioły!
- Czepiasz się. W końcu i tak by zmarła. - poczułam jak moje łzy stają się lodem - Była poważnie chora. Dlatego cię unikała. Gdybyś zobaczyła ją w takim stanie... Ja tylko skróciłem wasze cierpienie.
- Kłamiesz! - poczułam jak robię się cała gorąca - Nie wierzę ci! To tylko wymówki!
- Naprawdę była chora. - spod jego stóp zaczął wychodzić w moją stronę lód - A tak, masz spokój.
- Nie wierzę ci! - wyciągnęłam w jego stronę rękę i poleciał tam również ogień
- Alice! - zobaczyłam jak Jack razem z Lilly przyjechał na motorze - Co się stało?!
- Nie wasza sprawa! - James został otoczony przez ogień - Zapłacisz mi za to! - zrobiłam z James'a żywą pochodnię ale w ogóle nie zareagował - Zgiń!
- Alice nie! - ktoś mocno mnie przytulił od tyłu - Proszę nie rób tego.
- On zabił moją matkę! - ogień stał się jeszcze większy - Tylko po to bym się do niego przyłączyła!
- Wiem że jesteś wściekła, ale twoja matka na pewno nie chciałaby byś się tak zachowywała. - szepnął mi do ucha - Proszę odwołaj ten płomień. Miałaś używać magii dobra a nie zła.
- To mnie już nie obchodzi! - pocałował mnie w usta
- Ale mnie owszem. - ogień zniknął a wraz z nim James - Zostaw zemstę za sobą. Nawet gdy go zabijesz, pusta w sercu po stracie matki się nie zapełni. Uwierz mi.
- Przepraszam! - wtuliłam się w niego płacząc - Ale zabił ją na moich oczach! Udusił ją! A ja nie mogłam nic zrobić! Ogień chronił tylko mnie!
- Dlatego musisz nad nim zapanować. By w przyszłości ochronić również innych. - pogłaskał mnie po głowie - Rozumiem twój ból. Ale razem przez to przejdziemy. Zgoda?
- Zgoda. - staliśmy tak przez długi czas