środa, 14 października 2015

Księga II Rozdział 3 + Info~!

Pierwszą rzeczą którą chcę ogłosić, jest to, że otwieram nowego bloga. Planuję go otworzyć dopiero na Halloween, więc wtedy podam tutaj notkę wraz z linkiem. Teraz mogę jedynie podać zdjęcie głównych bohaterów (przepraszam że robione w grze od Rinmaru ale nie mam talentu plastycznego...). Mam nadzieję że spodoba wam się tak samo jak historia Jack'a oraz Alice. 
Drugą rzeczą, jest zadanie dla was. Na podstawie zdjęcia, spróbujcie zgadnąć o czym będzie opowiadanie, oraz w jaki sposób poznają się bohaterowie. Od razu mówię, nie znali się wcześniej. 

To wszystko Dziękuję <3
~~~~~~

Gdy Matt oraz Lilly nas obudzili, było już daleko po północy. Zabrał Minnie do łóżka, a nas zostawił z Norą i jej czekoladą. Muszę przyznać, była bardzo dobra. Koło drugiej poszliśmy do łóżek. Tym razem zasnęłam we własnym pokoju. Śnił mi się koszmar. Był tam Mick, szedł w moją stronę a ja nie mogłam się ruszyć. Byłam w połowie w kamieniu. W jego ręce nagle pojawiło się ostrze
- To twój koniec. - Przyłożył do mojej szyi nóż - Mogłem to zrobić jak tylko cię spotkałem.
- Jeśli to zrobisz... Oni cię zabiją... - warknęłam a z rany poleciała stróżka krwi
- Nie zrobili tego od milionów lat, myślisz że teraz im się uda? - zabrał rękę i przyjrzał się mojej krwi - To dopiero ostrzeżenie.
Obudziłam się cała spocona, na szczęście to był tylko koszmar... Poczułam nagle ból przy szyi, dotknęłam tam ręką... Rana którą zostawił mi Mick... Ona nie zniknęła... Pobiegłam na dół do kuchni szukając bandaży, W kuchni stała Lucy ze szklanką wody, podeszłam do niej zakrywając ranę
- Coś się stało? - w oczy rzuciła mi się skąpa piżama jaką zakłada, to dlatego James nie może się nigdy powstrzymać - Źle się czujesz?
- Pewnie zjadłam coś nieświeżego... - napiła się jeszcze wody - wymiotowałam.
- James wie? - spojrzałam na nią sięgając po opatrunki
- Nie... Wolałam spać dzisiaj sama... - westchnęła - A ty czemu nie śpisz?
- Miałam koszmar, poza tym lepiej żeby on o tym wiedział. - wstając uderzyłam głowę o górę szafki - Ała... - przeklęłam pod nosem, po czym spojrzałam na Lucy - Pomóc ci wrócić do łóżka?
- Jeszcze trochę tutaj zostanę... Ale dziękuję za troskę. - posłała mi miły uśmiech
- Ale nie siedź za długo. - wyszłam z kuchni i skierowałam się do swojego pokoju, gdy odeszłam już trochę usłyszałam jak szklanka w kuchni się roztrzaskała. Wróciłam tam biegiem. Lucy leżała nieprzytomna na ziemi. - James! Jack! Chodźcie tu! - zawołałam ich zbliżając się do niej - Lucy pobudka!
- Co się stało? - do kuchni wszedł zaspany Jack, gdy spojrzał na Lucy, bez pytań zabrał ją na ręce a ona wrzasnęła z bólu - Lucy...
- Słyszałem Lucy! - przybiegł do nas James i zabrał szybko Lucy na ręce - Co jej się stało?!
- Nie wiem... Przed chwilą jeszcze stała i rozmawiała ze mną... - wymamrotałam przerażona, byłam w totalnym szoku
- Zabierz ją do jej pokoju. - obok nich stanęła Iris - Lilly zaraz powinna tam być.
- Wiesz co jej jest? - James patrzył na nią jak na ostatnią deskę ratunku
- Prawdopodobnie... Idź. Już. Jeśli będzie tam Mark... Ma się nie zbliżać do Lucy. - rozkazała - Będzie wiedział o co chodzi.
James odszedł, Iris podeszła do mnie i spojrzała na moją szyję
- Jak to się stało? - dotknęła rany, zabolało
- Obudziłam się z tym...- w sumie, nie skłamałam...
- Alice, jeśli mi nie powiesz to ci nie pomogę. - poczułam w jej głosie wrogość - Jak to się stało?
- Nie mam pojęcia... Naprawdę... - spojrzałam na Jack'a, - Pomocy...
- Iris, zostaw ją na razie. Jest przerażona tym co się stało. - uratował mnie - Idź lepiej do Lucy.
Bez słowa wyszła, zostawiając mnie samą z Jack'iem. On bez słowa odkaził mi ranę i zawinął bandażem. Czułam jak chce mnie o to spytać, lecz w końcu tego nie zrobił. Wyszedł bez słowa. Nie chciałam stracić nikogo z nich... A to może być tylko przypadek... Ehh... Kiepsko to sobie tłumaczę... To nie może być prawda... On powinien być zamknięty... Wiedząc że Iris zajmie się Lucy, wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Zasnęłam dopiero po godzinie. Tym razem byłam związana łańcuchami. Naprzeciwko mnie znowu stał Mick
- Widzę, że nasza kochana Alice chce umrzeć. - zaśmiał się, dlaczego akurat teraz nie mogłam korzystać z ognia? - Coś ci nie pasuje? Może dlatego że... - Wokół mnie pojawił się ognisty krąg - Ja tu rządzę.
- Co ty planujesz?! - wrzasnęłam, krąg się zmniejszał i powoli zaczął mnie parzyć - To nie możliwe!
- Zabiję cię, a ty nie masz na to wpływu. Już to mówiłem. To twój koniec.
Obudziłam się tuż nad ranem, tym razem oprócz przecięcia na szyi miałam... Oparzenia na całym ciele...