sobota, 1 lutego 2014

Rozdział siedemnasty "Lilia wodna"

Minęły już dwa lata od mojego przybycia do zamku i treningów u Mick'a. Evi w dalszym ciągu nie powstał z popiołu przez co martwię się o niego coraz bardziej. Każdą wolną chwilę spędzałam na łóżku czekając aż się pojawi ale nic to nie dawało. Za parę dni w zamku ma się odbyć bal. Jedynym problem w sprawie balu jest osoba która mnie zaprosiła... Oczywiście Jack'a nie widziałam po sprawie gdy topiłam się w jeziorze więc nie mógł mnie zaprosić, wykorzystał to Ben. Przez całe dwa lata starał się do mnie zbliżyć nie powiem gdyby nie Mick możliwe że by mu się to udało, jednak nigdy nie zapomniałam o Jack'u. W tym momencie jest noc i staram się jakoś zasnąć. Niestety moją głowę ciągle dręczy bal. Ktoś zapukał do drzwi
- Mogę wejść? - to był Ben, coraz częściej przychodzi w nocy do mojego pokoju - Nic ci nie zrobię.
- Ile razy to już słyszałam? - warknęłam zła - Wejdź bo i tak mi nie dasz spokoju.
- Widzę już trochę mnie poznałaś. - radosnym krokiem wparował do pokoju - Widzę że Evi nadal się nie ruszył. - usiadł na łóżku - Trochę mnie to martwi.
- Nie tylko ciebie. Już dwa lata tak jest. - położyłam sobie poduszkę na kolanach - A opowiedz skąd masz Sin?
- Ona nie jest moja. - zamyślił się - Ma mnie pilnować. Kumpel jej kazał. No wiesz... Bym nic tutaj nie zmalował. Ha ha ha!
- Ale widzę że ty nic z tego nie robisz. - uśmiechnęłam się - A jeśli chodzi o bal. Ponoć wszystkie żywioły mają się tam pojawić, czyli że Matt, Lilly, Lucy, James i...
- Chyba tylko oni... - położył się na łóżku - ...Nie pamiętam by był ktoś jeszcze.
- Nie kładź się na moim łóżku. - westchnęłam zmęczona - Chcę iść zaraz spać.
- Dobrze się składa ja również. - chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie - Mi nie przeszkadza że będziemy spać razem.
- Ale za to mi przeszkadza. - spróbowałam mu się wyrwać - Puść mnie.
- Jesteś już w piżamie więc śpij. - przytulił mnie i przykrył kołdrą
- Nic nie zrobisz? - spojrzałam na niego podejrzliwie
- Nie zrobię. - pogłaskał mnie po głowie - Będę cię pilnować całą noc.
- Skoro nie pozostawiasz mi wyboru... - wtuliłam się w niego
Czułam ciepło i bezpieczeństwo. Zasnęłam niemal od razu. Śnił mi się pierwszy raz od dwóch lat mój ojciec. Kolejny raz płonął stojąc przede mną. Lecz tym razem ogień po chwili zostawił go a on mnie przytulił, zaczęłam płakać mu w ramionach jako dorosła. Byłam pewna że pogratuluje mi mojej kontroli nad ogniem i że z mamą wszystko w porządku, niestety myliłam się
- Alice, przed tobą dużo ciężkich wyborów. - pogłaskał mnie po głowie - Ona zadecydują nad twoją przyszłością.
- Tak wiem. Niedługo miną dwa lata z przepowiedni Mick'a a za rok. - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję że spotkam się z wami.
- Tylko mi nie mów takich rzeczy! - uderzył mnie delikatnie w brodę, tak jak to robił kiedyś - To że Mick ci przepowiedział przyszłość, nie znaczy że nie możesz jej zmienić. Zapamiętaj to. A właśnie! - wziął moją rękę i coś do niej włożył - Jeśli to zobaczysz rób to co czujesz. Zaufaj mi.
- Lilia wodna? - popatrzyłam zdziwiona na kwiat - Ale... - zniknął
Po moich policzkach poleciały łzy. Gdzieś w środku czułam że to był ostatni raz jak z nim rozmawiam. Spojrzałam jeszcze raz na kwiat. Tylko żebym nie musiała czekać za długo, mój czas powoli się kończy. Obudziłam się ze łzami w oczach, wtulona w śpiącego Ben'a. To ciepło dodawało mi teraz odwagi by przetrwać ten ostatni rok. Może jednak udało mu się  do mnie zbliżyć wystarczająco blisko? Pogładziłam ręką po jego policzku, uśmiechnął się. Może dobrze że to był on a nie Jack. Spojrzałam na zegarek, była 12 w południe. Już czułam tą złość Mick'a za brak pomocy
- Ben wstawaj! - uderzyłam go delikatnie w policzek - Jest południe!
- Jeszcze 5 minut skarbie... - pocałował mnie delikatnie w usta
- Ja ci zaraz dam skarbie jak nie wstaniesz! - powstrzymałam się od uderzenia go - Chyba że wolisz by Mick cię zobaczył?
- Hę? - otworzył oczy i spojrzał na mnie zaspany - A skoro tak to przedstawiasz... - niechętnie wstał - Płakałaś w nocy.
- Miałam dziwny sen. - wziął łyka z butelki która była na stoliku nocnym - Wiesz coś o liliach wodnych? - butelka upadła a woda się rozlała - Ben?
- Muszę coś załatwić. - wybiegł szybko zostawiając mnie z bałaganem
- Dzięki... - mruknęłam zdołowana i spojrzałam w lustro - Ej! Coś ty mi w nocy robił że mam coś na szyi czerwonego?!
- To mi wygląda na malinke. - za mną stanęła Minnie - I nie martw się tata jeszcze też śpi. Wczoraj do późna ustalał szczegóły balu. Nie martw się, nie wie że Ben tutaj spał.
- Nie powiesz mu? - odwróciłam się do niej zmartwiona - Błagam.
- Nie ma sprawy i tak nie wie o wielu rzeczach. Takich jak ta wtedy na basenie dwa lata temu. - uśmiechnęła się wrednie
- Musiałaś mi przypominać? - zamknęłam oczy próbując zapomnieć tamto wydarzenie - Ech... Kiedy mamy przymiarkę sukni?
- Jutro rano. - zaakcentowała słowo "rano" i wyszła
Czyli dzisiaj też będę mogła tutaj siedzieć. Usiadłam na łóżku, zabrałam książkę ze stolika i zapominając o wylanej wodzie zatraciłam się w historię Tristana i Izoldy.

1 komentarz:

  1. 2 lata od poprzedniego rozdziału? Bal na zamku, rly? A co z treningiem i Jamesem?
    Mimo wszystko nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, postaraj się! :)

    OdpowiedzUsuń