niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział trzydziesty "Własność"

Wyszłam na korytarz, po czym rozejrzałam się ale nikogo już nie było. Spojrzałam na prawe ramie i mocno ścisnęłam pięść. Ruszyłam do salonu w którym napotkałam Mick'a i kilku robotników. Wszyscy byli zajęci naprawiania tego co Jack zniszczył, podeszłam do niego
- Musisz mi coś wyjaśnić. - rozkazałam poważna - Czy ktoś prócz mnie miał kiedyś Evi'ego?
- Tylko jedna osoba... - spojrzał na mnie zainteresowany - Czemu cię to tak nagle zainteresowało, droga Alice?
- Chyba mam prawo by się o to pytać. - warknęłam zdołowana - A jaka ona była?
- Był najlepszym do tej pory który panował nad ogniem. Był pierwszym. - uśmiechnął się jakby wspominał dawnego przyjaciela - Stworzył Evi'ego i wychował. W pewnym momencie, podczas walki on miał zginąć ale Evi zmienił go w popiół. Powstał po kilku dniach. - otworzył szeroko oczy a jego uśmiech zniknął, spojrzał na mnie poważny - Pokaż prawą rękę.
- Nie! - odsunęłam się od niego chowając dłoń za plecami - Nic tam nie ma!
- Ej Mick! Zostaw panienkę. - poprosił jeden z pracowników - Miło mi jestem Marco, ten na drabinie to mój syn Jude a ten łysy to Pascal. Również wyznajesz tą religię?
- Ja chyba nie muszę jej wyznawać. - uśmiechnęłam się
- Hm? - popatrzyli na mnie zdziwieni - Ale tutaj mogą przebywać tylko wyznawcy... Co nie Mick?
- Tak jak już Alice powiedziała, ona nie musi jej wyznawać. - dodał załamany Mick - Pierwszy raz na to pozwalam. To wasz Bóg.
- Taka piękność? - zdziwił się Pascal a Jude spadł z drabiny, poczułam jak moje policzki robią się gorące - Dlaczego ją przed nami ukrywałeś?
- Pascal uważaj! Zawstydziłeś ją! - Marco objął mnie ramieniem - Nie wstydź się, pierwszy raz mamy styczność z jednym z naszych Bogów. Mick nigdy nie chciał was przedstawić.
- Bo wiedziałem jak zareagujecie. - prychnął odstawiając drabinę
- Hej, co tu się dzieje? - w drzwiach stanął Jack z Mary
- Kolejni... - Mick wyglądał na zdołowanego - Jeśli nie macie co robić to naprawcie to... - wskazał na rozwaloną ścianę - Wtedy na coś się przydacie.
- A wy to...? - rzucił do nich Pascal - Wyznawcy?
- Nie. - Jack lustrował mnie wzrokiem, po czym skończył na Marco - Jesteśmy waszymi Bogami.
- Jesteście rodzeństwem? - Jude popatrzył na nich zdziwiony - A to jest twoja dziewczyna?
- Od razu dziewczyna... - spuściłam zawstydzona na podłogę. W sumie nigdy nie usłyszałam by Jack mnie tak nazwał. - Jesteśmy tylko...
- Tak, to moja dziewczyna, coś nie pasuje? - chwycił moją rękę i przyciągnął do siebie
- Jack... - spojrzałam na niego, wyglądał na wkurzonego a ja na prawdę nie mogłam tego przegapić - Jesteś zazdrosny?
- Co? - spojrzał na mnie i zrobił się cały czerwony na twarzy
- Jesteś zazdrosny! - zaśmiałam się triumfalnie
- Mimo że pierwszy raz was widzimy, lepiej idźcie gdzie indziej. - rzucił uśmiechnięty Marco - Młodzieńcza miłość musi się wyszumieć.
- Byle tylko nie za mocno... - dokończył Mick - Wiesz jak to się może skończyć Ja.... - Pascal klepnął go mocno w plecy
- No już staruszku! Spuść ich trochę ze smyczy! - Pascal zaśmiał się dalej klepiąc go w plecy
- Chodź, muszę ci coś pokazać. - pociągnęłam go za rękę na dwór
Zatrzymaliśmy się dopiero przy jeziorze w lesie. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy na błękitną taflę wody, oparłam głowę na jego ramieniu
- Chciałaś pokazać mi miejsce w którym wyszedłem na idiotę, ponieważ nie umiałem obronić swojej dziewczyny? - spojrzał zamyślony w niebo
- Nie, chodziło mi o to... - podciągnęłam rękaw prawej ręki - To Evi... - przejechałam palcami po wzorze - Ponoć pierwszy też to miał, a raczej tak wnioskuję z reakcji Mick'a...
- Mówiłaś mu o tym? - popatrzył na mnie poważny
- Nie tak wprost, tylko pytałam o Evi'ego. - uśmiechnęłam się - Wolałam byś tylko ty o tym wiedział. Skoro jestem twoją dziewczyną... - spojrzałam na jego zaczerwienioną twarz - Pierwszy raz to ty jesteś zazdrosny...
- A ty niby byłaś? - spojrzał na mnie zdziwiony - Niech ktoś zapisze!
- Wtedy gdy spotkaliśmy się w sklepie... Byłam zazdrosna o te dziewczyny co były z tobą... - zaczerwieniłam się i odwróciłam niepewna wzrok - Tym bardziej że tak się do ciebie kleiły...
- One nie miały sprawić byś była zazdrosna... - westchnął i oparł się na łokciach - Stworzyłem je by nie być samym.
- Stworzyłeś? - otworzyłam szeroko oczy - Jak?
- Normalnie... - włożył rękę do wody - Możesz te stworzenia nazywać syrenami, jeśli ci wygodnie. Według mnie to tylko puste powłoki... - wyciągnął rękę a z wody wyjrzała ta sama kobieta, która była z nim w sklepie - O nią byłaś zazdrosna?
- Ty naprawdę to umiesz... - zasłoniłam ręką usta - To... To żyje?!
- Żeby nie było, Dr. Frankenstein'em nie jestem! - zaśmiał się a dziewczyna zanurzyła się pod wodę - Nic poważnego nie było.
- Czyli tęskniłeś wtedy za mną? - przytuliłam się do niego
- Już nie muszę. - objął mnie i pocałował w czoło - Teraz jesteś przy mnie. I należysz tylko do mnie, jasne?
- Naprawdę lubię gdy jesteś zazdrosny. - zaśmiałam się - Idioto, należę do ciebie od dawna.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział dwudziesty dziewiąty "Rodzeństwo"

- Jak to? - Mary patrzyła na nas z zaskoczeniem w oczach, wiedziałam że powinniśmy jej powiedzieć ale to zależy od decyzji Jack'a - Już trzeci raz słyszę od was że jestem jego siostrą, chyba zasługuję na wyjaśnienia?
- Zasługujesz, tylko czy najpierw możemy uspokoić Jack'a? - poprosiłam widząc załamanie na twarzy Jack'a - Jeśli się lepiej poczuje, wszystko ci wyjaśnimy. Zgoda?
- Dobrze, gdy tylko zacznie nad sobą panować wszystko mi powie. - odeszła od nas zdenerwowana
- Póki co ją mamy z głowy, jak się uda to do jej wyjazdu niczego się nie dowie. - stwierdził spokojniejszy Mick i położył rękę na ramieniu Jack'a - Epoka lodowcowa minęła?
- Nie wiem... - ścisnął mocniej moją dłoń - ...Naprawdę ja to zrobiłem?
- Tak, musisz nad sobą zapanować. - uśmiechnęłam się - Pamiętasz jak mi to kiedyś powiedziałeś?
- Pewnie. - również się uśmiechnął - Wiem że muszę to zrobić z jednego powodu, mogę cię stracić.
- Nie martw... - przytulił mnie do siebie - Jack?
- Jeżeli cię stracę - zamilkł na moment po czym spojrzał mi w oczy - stracę wszystko.
Wszyscy zamilkli i czekali na moją odpowiedź, byłam tak zaskoczona że nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Po chwili Mick nas od siebie odsunął
- Wiesz czym to grozi, prawda? - Mick spojrzał zdenerwowany na Jack'a - Znam cię, wiem że długo nie wytrzymasz.
- Nie pozwolę by coś jej się stało. - objął mnie ramieniem, wychodząc natknęliśmy się na Mary - Przyjdź do mnie, wszystko ci wyjaśnię.
- Nareszcie. - uśmiechnęła się i ruszyła za nami do pokoju Jack'a
- Jack, o co chodziło Mick'owi? - spytałam niepewna
- Nie ważne... - pocałował mnie w czoło i weszliśmy do jego pokoju - Siadaj gdzie chcesz. - usiadł na fotelu i pociągnął mnie za rękę między swoje kolana na ziemię - Ty tu.
- Myślisz że będę grzecznym pieskiem? - prychnęłam patrząc na niego, pocałował mnie w usta i mocno przytulił - Wygrałeś...
- Dobra powiesz mi w końcu prawdę? - przypomniała Mary - Chcę wiedzieć kim dla mnie jesteś.
- Jestem twoim bratem. - odpowiedział krótko - Kiedy byłaś mała, pojechaliśmy z rodzicami nad morze. Byłem przekonany że zginęłaś w momencie gdy zostałaś wessana przez wir wodny... - oparł głowę o ręce - Na szczęście twój żywioł cię uratował. Tylko że straciłaś pamięć.
- Ale dlaczego nikt mi tego do teraz o tym nie powiedział? - po jej policzkach zaczęły spływać łzy - Dlaczego gdy się o mnie dowiedziałeś, nie skontaktowałeś się?
- Nie mógł. - szepnęłam smutna - W niektórych przypadkach, kiedy pacjent chory na amnezje dowie się takich rzeczy, może znowu stracić pamięć. Jack chciał wybrać dla ciebie najlepsze wyjście.
- Czy to prawda? - patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami
- Tak... - wymamrotał, jego oczy zaczęły się szklić - Bałem się że znowu stracę moją kochaną młodszą siostrzyczkę.
- Nie stracisz mnie już, nigdy. - Mary przytuliła Jack'a przeszłam pod nimi i postanowiłam im nie przeszkadzać.
Wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Udałam się do swojego pokoju. Po zamknięciu drzwi poczułam jak przy nadgarstku zaczyna mnie mocno piec. Podciągnęłam rękaw i ujrzałam jak po skórze przebiega mi mały płomyk, tworząc dziwne znamię na całym ramieniu. Ból pochodzący z oparzenia był tak mocny że opadłam na kolana. Płomyk zniknął po dojściu do ramienia, tak samo ból. Podeszłam do lustra i przyjrzałam się wzorowi, wychodził z niego płomień zakreślony czerwoną linią. Po chwili coś w lustrze się zmieniło. Nie było tam mojego odbicia, był tam czerwonowłosy chłopak. Na ramieniu również miał ten wzór ale nie wyglądał na zaniepokojonego, wręcz przeciwnie. Uśmiechał się w moją stronę z ciepłem w czerwonych oczach. Odsunęłam się przerażona od lustra na co on tylko się zmartwił. Wyciągnął dłoń i gestem ręki wskazał bym podeszła, niepewna pokręciłam głową. Zaśmiał się i dotknął lustra, mały płomyk zakreślił kształt ptaka otoczonego płomieniami, otworzyłam szeroko oczy
- Evi? - podeszłam niepewnie do lustra - Jak?
Nic nie mówiąc uśmiechnął się. Obraz zniknął a razem z nim Evi, teraz widziałam tam tylko swoje odbicie. Jedyne co nie znikło to znamię na moim ramieniu, dzięki niemu, nie wiem dlaczego ale mam wrażenie że Evi będzie mnie teraz chronił. Odwróciłam się plecami do lustra i zobaczyłam, że drzwi do pokoju były uchylone.