sobota, 6 czerwca 2015

Księga II Rozdział 2

Mimo tego co powiedział, nie zrobił nic więcej. Zasnął od razu po tym... A przez Lucy i James'a nie mogłam spać całą noc... Chociaż też bym tak chciała, ale mu tego nie powiem. A gdybym mogła wstać to by było święto! Dureń potraktował mnie jak przytulankę... A po tym wszystkim nie mogę mu odmówić... Kiedy tamci skończyli, wreszcie mogłam się przespać. Niestety, ten świat nie jest taki łaskawy. Chwilę później jak zasnęłam, Jack musiał wstać...
- Wstajemy śpiąca królewno. - pocałował mnie w policzek. W ten magiczny sposób, cała moja złość na niego znikła. - Przepraszam za wieczór, byłem zmęczony...
- Nic się nie stało, rozumiem... - odwróciłam się na drugi bok - Pozwól mi jeszcze chwilę pospać... Lucy i James nie dawali sobie przerw...
- No skoro tak. - przytulił się do moich pleców, jak tutaj człowiek ma zasnąć? - Będę pilnował twojego spokojnego snu.
- Jesteś jednym z czynników, przez które nie mogę spać... - wymamrotałam tak szybko jak tylko umiałam.
- Co mówiłaś? - odwrócił mnie w swoją stronę. Po uśmieszku wiedziałam, zrozumiał... - Możesz powtórzyć?
- Jesteś sadystą. - warknęłam wtulając się w niego, tak się cieszę. Już po wszystkim... - Za to cię kocham. - nie słysząc odpowiedzi spojrzałam do góry. - Jesteś czerwony aż po same uszy! - zaśmiałam się, byłam z siebie zadowolona.
- Ponieważ dawno tego nie słyszałem... - zasłonił twarz dłonią, to było tak strasznie urocze. Spojrzał na zegarek, poczym na mnie - Jest dopiero siódma... Więc może...
- Nie zaśniesz? - spojrzałam na niego z pretensją
- Ja nie, a ty księżniczko? - rzucił mi to wyzywające spojrzenie
- Nie jestem tobą. - prychnęłam odwracając od niego wzrok
Nagle poczułam jak ręką podnosi moją głowę w swoją stronę, pocałował mnie. Tak delikatnie, uroczo. Był uroczy, gdy był delikatny... Powoli zszedł z pocałunkami na moją szyję, trochę mnie to łaskotało... Ale czułam się cudownie. Zamknęłam oczy, mimo nieprzespanej nocy, byłam pełna energii. Do czasu...
- Jack?! Możemy zacząć trening?! - do pokoju bez pytania weszła Nora, a gdzie ta jej nieśmiałość z wczoraj? - Przepraszam, nie wiedziałam że przeszkadzam...
- Najpierw się puka, teraz wyjdź. - warknęłam piorunując ją wzrokiem
- Alice, ona ma rację... - Jack szepnął mi do ucha, po plechach przeszły mnie dreszcze - A ty się prześpij.
- Naprawdę jesteś sadystą! - wykopałam go z łóżka i schowałam się cała pod kołdrą. - Nie wracaj mi tutaj!
Usłyszałam tylko westchnienie i zamknięcie drzwi. Teraz tak wzdychaj... Mnie będzie głowa boleć przez całe życie! Poza tym, co to za wychowanie? Ta cała Nora weszła sobie bez pukania ani nic! Zamknęłam oczy, próbowałam zasnąć. Niestety myśl o tym, że tranują sami nie dawała mi spokoju... Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Po szybkim prysznicu zeszłam do stołówki, Matt oraz Mary. Zabrałam miseczkę z płatkami i usiadłam obok nich
- Wyspałaś się? - ziewnęłam nalewając mleko do miski
- Tak! Wyspałam! Tym bardziej mając za ścianą James'a i Lucy podczas upojnej nocy sam na sam! - wrzasnęłam na cały głos
- To miło. - zaśmiała się wrednie Mary - A braciszek coś zrobił?
- Wykorzystał... - spojrzeli na mnie przerażeni - Jako przytulankę... - odetchneli z ulgą - Chociaż rano zaczęło być przyjemnie... Ale ta cała Nora przylazła...
- A to dlatego Jack był taki markotny... - zauważył z uśmiechem Matt - Co takiego się tam wydarzyło?
- Em... Zaczął mnie ten... całować po... no po szyi... I weszła do nas Nora, powiedziała coś o treningu. No to Jack stwierdził, że musi iść z nią... - zaczęłam jeść płatki
- A ty na to...? - zaczął dalej Matt
- Wykopałam go z łóżka i kazałam nie wracać... - mruknęłam
- Biedny braciszek... - westchnęła Mary - Chociaż zachował się jak ostatnia świnia... To muszę przyznać.
- Chcesz, to możemy się na nim zemścić. - zaśmiał się wrednie Matt, pierwszy raz widziałam ten błysk w jego oczach. - Mark pewnie się zgodzi.
- Coś ty wymyślił? - Ten błysk bardzo mi się spodobał, miałam nadzieję że z planem będzie to samo...
Mary pobiegła radośnie po Mark'a, gdy wróciła była sama i cała czerwona. Pewnie też zapomniała zapukać... Kiedy Mark do nas zszedł równiez był czerwony, aż byłam ciekawa co tam się między nimi wydarzyło... Matt opowiedział nam swój plan. Średnio mi się podobał... Ale jak już wszyscy byli zaangażowani... Razem z Mark'iem wyszłam na zewntąrz
- Myślisz że się uda? - rozglądałam się za Jack'iem i Norą - Alice?!
- Tak? - spojrzałam na niego zaskoczona, byłam aż tak zamyślona?
- Ehh... Rozumiem że jesteś zazdrosna, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież to tylko nauka. - kiwnął głową na zamarznięte jezioro przed nami
- Jack zakochał się we mnie podczas treningu... - mruknęłam zauważając Norę i Jack'a, jeździli na łyżwach - A tu warunki są jeszcze lepsze...
- Umiesz jeździć na łyżwach? - spojrzał na mnie z uśmiechem, pokręciłam głową - Nauczę cię.
Podeszliśmy nad jezioro, a on zrobił nam z lodu łyżwy. Wytłumaczył przy okazji całą sprawę z treningiem James'a. Aż się dziwiłam, że niczego wczoraj nie spalił... Trzymał mnie za rękę i poprowadził na środek. Czułam na sobie wzrok Jack'a, był chłodniejszy od lodu pod nami... Mark nie puszczał mojej ręki nawet na chwilę, dwie godziny treningu i potrafiłam jeździć bez jego pomocy. Wtedy podjechał do nas Jack
- Zamienimy się? - spojrzał na Mark'a
- A nie masz teraz treningu? Nora się zmartwi, że ją tak zostawiłeś. - chwyciłam za ramię Mark'a
- Wybacz, ale nie mogę... - uśmiechnęłam się, po uśmiechu zobaczyłam że rozumie i odszedł. - To jak?
- Przepraszam za poranek... - mruknął zawstydzony - Pewnie poczułaś się okropnie...
- To mało powiedziane. - po jego minie widziałam, że jest mu z tym źle. Ale tak świetnie się bawiłam... - Wiesz co czuje dziewczyna, gdy jej facet zostawia ją w łóżku dla innej?
- To samo co ja, gdy zobaczyłem cię tutaj z Mark'iem?
- Gorzej. - zaśmiałam się, Matt chyba wiedział że tak to się skończy - Skończyliście na dzisiaj trening?
- Tak... W sumie, nie ale... - podrapał się po głowie. Naprawdę, musiałam się starać by go nie wyśmiać - ...Ale nie mogłem was tak zostawić...
- Jack, jesteś uroczy. - uśmiechnęłam się. Jednak męska zazdrość jest naprawdę słodka.

***
W tym samym czasie. Lochy zamku Vlada Tepesa. Stary przyjaciel dowiedział się o nieobecności i ucieczce Alice. Zadowolony śmiał się chodząc po celi
- Wiedziałem że to kiedyś nastąpi, tak było w wizji! - zaśmiał się podchodząc do krat - Chodź i mnie wreszcie uwolnij!
- Spokojnie Mick, będziesz miał czas na zemste. - do krat podszedł zamaskowany mężczyzna - Jak myślisz, kiedy dowiedzą się o twojej ucieczce?
- Przychodzą tutaj tylko sprzątać i przynieść jedzenie. Następna przyjdzie dopiero jutro, mamy czas na wyjazd z kraju. - otworzyli klatkę a Mick wyszedł rozciągając się - Nareszcie... 
- Musimy działać zgodnie z planem, najpierw Iris i Minnie, potem reszta. - zaśmiał się wrednie zamaskowany mężczyzna - Nie boli cię zabicie siostry i córki?
- A ciebie matki i kuzynki? - warknął zirytowany Mick, towarzysz powoli go irytował 
- I tu mnie masz. - zaśmiał się i ruszył do wyjścia - Niestety, uczucia do rodziny straciłem już dawno temu. Tak samo jak ty gdy zabiłeś swoją ukochaną i zrzuciłeś wszystko na Minnie.
- Zamknij się już. - Mick ruszył za nim.

***
Razem z Jack'iem wróciliśmy do schroniska, Iris razem z Minnie bawiły się pluszakami. Miałam złe przeczucia, że ten spokój niedługo zniknie... Podeszliśmy do nich
- Co ciekawego robilicie? - usiadłam obok Minnie, była taka radosna mimo sprawy z Mick'iem
- Bawimy się w rodzinę! - pokazała na słonia - To jest tata! A Iris trzyma mame!
- Naprawdę? - spojrzałam rozbawiona na żyrafę - A może chcesz się pobawić z nami w rodzinę?
- Hmmm... - spojrzała na nas zamyślona - Dobra! Jack będzie tatą! A Alice mamą! Iris i ja będziemy waszymi dziećmi! - do pokoju wszedł James z Lucy - A oni będą wujkiem i ciocią!
- O co chodzi? Komuś gratulować? - spytał zaskoczony James
- Ta... Mamy dwie córki... - stwierdził załamany Jack 
- Nie narzekaj, takie urocze córki to skarb! - przytuliłam się do Minnie, spojrzałam na James'a - Zostaliście wciągnięci w naszą zabawę.
Przez resztę dnia bawiliśmy się razem w rodzinę, brakowało mi tej atmosfery... Na końcu wszyscy zasnęliśmy razem na kanapie. 

czwartek, 4 czerwca 2015

Księga II Rozdział 1

Po długiej przerwie zaczynamy nową część. Zmienia się wątek, ponieważ Alice zapanowała nad ogniem. Razem z tym, zmieniony został opis oraz tło. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Miłej lektury. 



Dziewczyna 30 minut później, przyprowadziła Matt'a oraz Mark'a. Domyśliłam się, że wszyscy tutaj przyjechali... A to oznaczało więcej histerii. Gdy Mark wszedł do środka, podszedł do mnie smok którego wcześniej znalazłam. Widziałam że zainteresował się bałaganem oraz... Mark'iem...
- Mark, mogę cię poprosić? - podniosłam smoka i spojrzałam na Mark'a. Tęskniłam za nimi...
- Pewnie, za chwilę dojrzie James, musiał się ubrać... - zaśmiałam się, pewnie Lucy jest teraz zła. - O co chodzi?
- Zainteresowałeś kogoś. - podałam mu smoka. Widziałam między nimi jakieś podobieństwo...
Nagle poczułam piekące uczucie w ramieniu, tatuaż. Podwinęłam rękaw, świecił się na czerwono... W tym samym momencie smok zniknął, a w ubraniu Mark'a powstała wypalona dziura. Dzięki temu mogłam dostrzeć smoczy tatuaż na jego piersi, więc o to chodzi... Uśmiechnęłam się. To dlatego pojawił się tutaj dzisiaj rano...
- Masz wiernego towarzysza... - stwierdziłam, po chwili poczułam jak lód unieruchomił moje nogi - Witaj James...
- Co ty mu zrobiłaś? - zobaczyłam jak kucnął przy Jack'u - Wygląda jak porażony piorunem, tylko jak?
- To sprawka drugiego nieprzytomnego. - stopiłam lód i podeszłam do Ethan'a - Wystrzelił z niego piorun... Nie umiem tego wytłumaczyć ale...
- Ja mogę... - spojrzałam na czarnowłosą dziewczynę, nie odzywała się od powrotu z chłopakami... - Zauważyłam że potraficie panować nad żywiołami... I... Myślę że mogę wam o tym powiedzieć...
- Streszczaj się. - rozkazał James, dawno nie słyszałam jak się żądzi... Za tym akurat nie tęskniłam...
- Więc, ja też potrafię strzelać piorunami... Ale nie tylko! - wyciągnęła latarkę i wyjeła z niej baterie - Może to wygląda śmiesznie ale...
- Pośpiesz się. - ponaglił ją James, widać że nie ma humoru po tym co stracił z Lucy...
- Proszę. - wyrzuciła baterie na bok a latarka się zapaliła - Potrafię włączać różne przedmioty, możecie mnie uznać za przenośny akumulator. - zaśmiała się nerwowo - Poczytałam trochę w internecie i książkach... Moje moce podpisują się pod władanie energią... W międzyczasie znalazłam wziankę o was... I poleciałam do Transylwanii... Znalazłam zamek i wszystko ale was tam nie było... A potem spotkałam Matt'a na lotnisku, musiałam skorzystać! Nie wiedziałam, że jesteście tacy...
- Normalni? - skomentował James - Myślałaś że spotkasz jakiś staruszków? Albo obcych?
- Tak... - wymamrotała, nie dziwię się że była przerażona. James był naprawdę wkurzony...
- Przedyskutujemy to jak ich weźmiemy! - odwróciłam się do chłopaków - Jak ich bierzemy?
- Ja biorę Jack'a, nie wiem jak wy. - James zabrał Jack'a na plecy i zaczął wracać - Eve! Idziesz ze mną!
- Eve? - spojrzałam na dziewczynę która wybiegła z jaskini - Kto to?
- Dziewczyna tego gościa... - Matt wskazał na Ethan'a - Jesteście strasznie podobne...
- Niby w którym miejscu? - prychnęłam - Ja jestem jedyna w swoim rodzaju.
- Ta, jasne... - Matt oraz Mark zaśmiali się podnosząc Ethan'a
- Alice? - dziewczyna położyła rękę na moje ramie - Możemy porozmawiać?
- Nie lepiej najepierw wrócić do domu? - wskazałam na chłopaków wychodzących z jaskini
- Chcę tylko wiedzieć co myślisz o tym, co powiedziałam... - wymamrotała, wcześniej myślałam że jest bardziej pewna siebie...
- Nie wyglądasz na kogoś kto by kłamał w tym temacie, a po tym co tutaj widziałam... - uśmiechnęłam się do niej - Jestem w stanie ci uwierzyć. A teraz chodź, pewnie ci zimno.
- A tobie nie jest? Nie masz żadnej kurtki!
- Moim żywiołem jest ogień, więc nigdy nie narzekam na chłód. - zaśmiałam się, widać że mało o nas wie... - Wracajmy.
Ruszyłyśmy za chłopakami w ciszy. W międzyczasie przypomniałam sobie, że nie spytałam jej o imię... Teraz nie wypada więc... Później kogoś innego spytam... Mimo wszystko byłam zainteresowana tym co wcześniej powiedziała. Przecież ogień, ziemia, woda i powietrze to nie są jedyne żywioły na świecie... O energii też kiedyś słyszałam... Z mojego zamyślenia wyrwała mnie dziewczyna, gdy poszła otworzyć chłopakom drzwi. Spojrzałam na dom w którym się zatrzymali, lepiej niż w jaskini... Nim weszłam do środka usłyszałam głosy Lilly i Lucy
- Znaleźliście go? - w głosie Lilly wyczułam współczucie - Musimy opatrzeć jego nogę!
- I tylko po to James szedł z wami? - znowu przeszły mnie dreszcze. Nie tylko James był zły... - Powiedzcie że coś jeszcze tam było.
- A no... Jest przed drzwiami. - jak zwykle Matt mnie wrobił... Weszłam niepewnie do domu - Nasza zaginiona!
- Cześć... - mruknęłam kiwając im, poczułam się przez wszystkich obserwowana...
- Ty... - Lucy oraz Lilly zabrały mnie pod ramię na górę, a za nami podążyła Mary - Wyjaśnisz nam kilka rzeczy.
- Ratunku! - krzyknęłam patrząc na chłopaków - Zdrajcy!
Zaciągnęły mnie do pokoju, z porozrzucanych rzeczy wnioskowałam że spała tutaj Mary...
- Gadaj. - warknęła Lucy
- A...Ale co? - mruknęłam siadając na krześle, jednak to nie był dobry pomysł...
- Jakich facetów spotkałaś?! - krzyknęła radośnie Mary, one to potrafiły mnie zaskoczyć... - Chyba mi nie powiesz, że tylko jednego zajętego faceta...
- Żadnego... Ethan był jedynym którego spotkałam... Jeśli chodzi o tych w naszym wieku... - odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na Lucy - Tamta dziewczyna przeszkodziła wam w czymś?
- Nora? - Lucy zrobiła się momentalnie czerwona na policzkach, więc tak ma mna imię... Moment...
- Lucy ty się zawstydziłaś?! - wszystkie spojrzałyśmy na Lucy, nie mogłam uwierzyć w to co widzę
- No wiesz... - odwróciła się do nas tyłem
- I jeszcze nie wiesz co mi odpowiedzieć?! To musiało być poważne... - powstrzymałam się od śmiechu. Zdałam sobie sprawę, że brakuje mi bliskości Jack'a...
Do pokoju wszedł zmieszany James, pewnie wszystko słyszał. Oznajmił że Jack się obudził i chce ze mną pogadać na osobności... Więc zostawiłam dziewczyny poczym poszłam do pokoju Jack'a. Trochę się bałam rozmowy z nim... W końcu gdyby nie ja, to by tego nie było... Zapukałam do drzwi
- Proszę. - usłyszałam głos Jack'a, teraz nie ma odwrotu. Weszłam.
- O czym chcesz porozmawiać? - mruknęłam cicho, czekałam tylko aż zacznie krzyczeć. O dziwo nie zrobił tego. Wstał z łóżka i mnie mocno przytulił. - Jack?
- Cicho. Jeszcze przez chwilę, muszę sobie uświadomić że tu jesteś. - mruknął, słyszałam jak jego głos się załamywał. - Czuje się jakby minęła wieczność...
- Przepraszam za ucieczkę... - wymamrotałam wtulając się w niego, poczułam jak do oczu napływają mi łzy - Przepraszam za wszystko...
- Ciii... - odsunął mnie od siebie, też miał szklanki w oczach - Zostawmy już to wszystko. - pocałował mnie delikatnie w usta, poczułam jak znamie na ramieniu robi się coraz gorętsze.
Powoli pocałunek zaczął się pogłębiać, a Jack zaczął mnie powoli popychać do tyłu. W momencie gdy moje plecy dotknęły zimnych drzwi, poczułam jego ręce na moich plecach pod bluzką. Czyżby mu też brakowało bliskości? Przytuliłam się do jego szyi i przylgnęłam do niego. Jego ręka zaczęła powoli wędrować coraz wyżej, niestety ktoś zapukał do drzwi
- Jak już skończyliście gadać, to mamy tutaj mały problem z Norą! - głos James'a doskonale zdradzał jego myśli. Wiedział że nam przeszkodził...
- Musimy iść... - mruknęłam odrywając się od niego
- Dobra, ale śpisz ze mną w pokoju. - uśmiechnięty pocałował mnie w policzek i trzymając za rękę, wyszliśmy z pokoju. W salonie siedzieli wszyscy oprócz Ethan'a oraz Eve. - Jaki problem?
- Nora panuje nad energią, jednym z żywiołów. - odpowiedziała Iris, po jej minie wiedziałam, że też nie rozumie skąd się wziął ten żywioł tak nagle... - Ethan również go posiada, musimy znaleźć kogoś by ich uczyli.
- Najlepszym wyjściem byłabyś ty. - zasugerował Matt
- Tak, ale skoro Mick jest zamknięty, ja przejmuję jego papierkową pracę. - uśmiechnęła się delikatnie, wyglądała jak porcelanowa lalka... - Według mnie dla Ethan'a najlepszym nauczycielem będzie Alice, ponieważ przypomina Eve i on jej ufa.
- A Nora? - spojrzałam na dziewczynę poprawiającą ogień w kominku
- Rozmawiałam z nią, prosiła by Jack się nią zajął. - Poczułam jak ściska mocniej moją rękę, coś mnie ominęło? - Zgadzasz się, Jack?
- Tak, muszę... - spojrzałam na niego z uśmiechem, chciałam dodać mu otuchy. Przy okazji było mi żal Nory... Jack nie umie uczyć... - Nie patrz tak na mnie, będę lepszy niż u ciebie...
- Jasne, wmawiaj sobie. - zachichotałam, dla Nory lepiej by to była prawda - Kiedy mamy zacząć?
- Kiedy chcecie, oczywiście Ethan musi się obudzić. - Iris wstała i ruszyła do pokoju - Chodźmy też spać, to był ciężki wieczór.
- O z wielką chęcią. - Jack przyłożył mnie przez ramie i zaniósł do swojego pokoju - Do jutra!
- Jack! - zaczęłam go bić po plecach. W pokoju rzucił mnie na łóżko i zbliżył się niebezpiecznie blisko
- Tej nocy masz się postarać. - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły dreszcze po plecach. Sadystyczny Jack się pokazał...