Reszta dnia minęła spokojnie, postanowiłam nikomu nie wspominać o zakładzie. Chciałam sama dojść do wygranej dzięki której wykorzystam doszczętnie Jack'a i odwdzięczę się za te wszystkie sytuacje. Wreszcie nadeszła godzina balu. Wszyscy przychodzący dostawali maski i rękawiczki, wyglądało to tak jakby Mick specjalnie utrudniał mi zadanie. Miałam na sobie popielatą suknię z czarnymi dekoracjami. Rozglądałam się wokół ale nigdzie nie widziałam potencjalnego Jack'a. Kilka razy zostałam poproszona do tańca, oczywiście za każdym razem tańczyłam, lecz po pewnym czasie zmęczona odmawiałam wszystkim. Byłam załamana moją marną szansą na wygraną, zawsze go wyczuwałam. Kiedy szukałam go wzorkiem ktoś chwycił mnie za ramię
- Można prosić do tańca? - spytał uśmiechnięty chłopak - Maski to bardzo dobry pomysł prawda?
- Ben jestem zmęczona... - rzuciłam zdołowana
- Czyli nie chcesz wiedzieć o co chodzi z rękawiczkami? - zawrócił i wolnym krokiem skierował się do wyjścia
- Dobra, zatańczę. - chwyciłam go za rękę i ruszyliśmy na środek sali - To powiesz?
- Ładnie dziś wyglądasz. - stwierdził i zaczęliśmy tańczyć - Suknia wygląda na tobie idealnie.
- Dziękuję, to powiesz mi? - przewróciłam zmęczona oczami - Chyba że chciałeś mnie tylko wyciągnąć.
- Powiem dopiero po skończonym tańcu. - szepnął mi do ucha i pocałował w policzek - A poza tym, dziękuję że się zgodziłaś a nie poszłaś spytać Mick'a.
- Mick by mi nie powiedział. - mruknęłam zdołowana - Dlaczego nie powiesz mi teraz?
- Ponieważ gdybyś się dowiedziała, uciekłabyś z pretensjami. - uśmiechnął się smutno - A ja chciałem z tobą zatańczyć. Widziałem jak wszystkim odmawiasz więc wykorzystałem tę informację.
- Przepraszam, założyłam się o coś i rękawiczki zmniejszają moje szanse. - posmutniałam - Jeśli przegram... Nie wiem co się ze mną stanie...
- Z kim się założyłaś? Przecież nikt cię nie skrzywdzi. - zaśmiał się
- Racja, co mi Jack może zrobić? - stwierdziłam ironicznie
- On nic ci nie zrobi póki jestem przy tobie. - przytulił mnie bardzo mocno - Nie pozwolę mu na nic, tym bardziej nie na to by cię w jakikolwiek sposób zranił.
- Ben? - wtuliłam się w niego
- Tak? - pogłaskał mnie po głowie
- Pamiętasz jak wczoraj powiedziałeś że masz dość mojego ciągłego odrzucania? - spytałam ukrywając twarz - Pamiętasz to?
- Oczywiście.
- Jeśli dziś dowiem się kilku ważnych rzeczy, odpowiem ci czy twoje starania przyniosą cokolwiek. - spojrzałam mu w twarz - Wybacz ale przez to co mi powiedziałeś, muszę upewnić się przynajmniej jednej rzeczy.
- Rozumiem, cieszę się że jednak wzięłaś tamte słowa do serca. - uśmiechnął się i spojrzał za mnie - Nie odwracaj się.
- Jack? - spojrzałam do tyłu - James. Zostaw mnie.
- Nie mogę maleńka, Mick chce byśmy do niego przyszli. - spojrzał złowrogo na Ben'a - Oczywiście nie chodzi mu o zwykłych ludzi.
- Ben nie jest taki zwykły. - podeszłam do niego - Jest lepszy od ciebie.
- Chodzi mi o to że nie jest potomkiem że tak powiem, bogów. - wziął w dłoń kosmyk moich włosów - Masz śliczne włosy, urosły od naszego ostatniego spotkania.
- Miałam nadzieję że to będzie ostatnie. - poczułam jak ktoś uciął moje włosy. Okręciłam się do tyłu a za mną stał zdziwiony Ben i Lucy trzymająca w dłoniach moje odcięte włosy - Dlaczego je ścięłaś?
- Wszystko co podoba się James'owi w tobie, mnie obrzydza. - podeszła do mnie i przycisnęła do mnie odcięte włosy - To jeszcze nic, tylko na to James się póki co zgodził.
Chwyciłam w dłoń włosy a z oczu poleciały mi łzy, poczułam jak moja dłoń zaczyna płonąć a wraz z nią włosy. Byłam tego całkowicie świadoma i kontrolowałam ten ogień. Gdy włosy całkowicie zniknęły, podniosłam wysoko głowę i zmierzyłam Lucy wzrokiem
- Dziękuję, właśnie odcięłaś mnie od mojej przeszłości. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę gabinetu Mick'a, odwróciłam się i spojrzałam na Ben'a - Zaraz wrócę.
Pewna siebie ruszyłam przez tłum ludzi, przypominałam sobie jak ojciec mi mówił że pięknie wyglądam w długich włosach. Teraz poczułam że zostałam tak jakby odcięta od tej przeszłości. Weszłam po schodach na górę i tuż przed drzwiami gabinetu zatrzymałam się, miałam pokazać im się w uciętych włosach. Nagle drzwi same się otworzyły, stał w nich czarnowłosy, zamaskowany mężczyzna
- Wejdziesz? - patrzył na mnie zimnym wzrokiem, byłam tak oszołomiona że z nikim go nie porównałam chociaż że wyglądał znajomo - Wszyscy już są prócz James'a i Lucy.
- Tak już. - weszłam szybko i od razu poczułam na sobie ramiona Lilly
- Alice! Tęskniłam! - wrzasnęła po czym spojrzała na moje włosy - Skróciłaś?
- Kto ci je ściął? - spytał przerażony Mick - Jak cię ostatnio widziałem rano miałaś długie.
- Nic się nie stało. - uspokoiłam ich - Mały wypadek.
- To zrobiła Lucy. - mruknął chłopak w drzwiach, w nich stanęli akurat James i Lucy - Prawda?
- Tak. - odpowiedziała uśmiechnięta Lucy - Lepsze to niż zabicie jej.
- Chciałeś nam coś powiedzieć Mick? - zmienił szybko temat chłopak w kącie
- Tak... Dziękuję za przypomnienie Matt... Więc chodzi mi o to że, znaleźliśmy pozostałe żywioły. - wciągnął powietrze a zegar wybił dwunastą - Dobrze bal już się skończył, Jack możesz zdjąć maskę.
- Co?! - odwróciłam się do chłopaka przy drzwiach
- Warto było stać przy grzejniku. - chłopak uśmiechnął się i zdjął maskę - Teraz możesz mówić to co chciałeś.
- Dzięki. - Lilly poklepała mnie po ramieniu a Mick zaczął tłumaczyć - Więc chodzi o to że, od dwóch lat moja siostra szkoli dwa żywioły. - spojrzał poważny na Jack'a - Powietrze i ogień.
- Przecież siostra Jack'a miała ogień, czy to znaczy że ona żyje? - spytałam i spojrzałam na zdziwionego Jack'a
- Żyje ale... Jej żywioł to nie jest ogień. - odpowiedział unikając wzroku Jack'a - Jej żywiołem jest powietrze. Razem z Iris postanowiliśmy to przed wami ukrywać. Obawialiśmy się waszej reakcji.
- Czekaj, skoro moja siostra żyje i jej żywiołem jest powietrze to w jaki sposób pojawił się kiedyś u niej ogień? Tam nie było nic co mogło nagle się zapalić. - zauważył Jack - Poza tym pamiętam jak ona się topiła.
- Widać przetrwała, a pożar... - wszyscy spojrzeli na mnie - Sprawdziłem to, ty razem z Alice mieszkaliście wtedy w tym samym budynku. Od tamtego czasu Alice potrafi wyczuć twoje zimno.
- Czyli że tak powiem byliście ze sobą połączeni już od dziecka. - rzucił żartobliwie James a Jack nie spuszczał ze mnie wzroku - Czyżby jakieś kłótnie między kochankami?
- James zamknij się. - warknął zły Matt i spojrzał na Mick'a - Jeśli to wszystko to oni mogą już wyjść.
- To wszystko. Prócz jednego. - Mick podszedł do Jack'a - Ona cię nie pamięta.
Pogubiłem się trochę, ale jest dobrze. Czekam na kolejne! :)
OdpowiedzUsuńPodzielam ^^
OdpowiedzUsuń