niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział dwudziesty "Służąca"

Po szokujących wiadomościach ze strony Mick'a wszyscy wróciliśmy do pokoi, niestety na mnie czekało odprowadzenie Jack'a. Przegrałam zakład dlatego teraz muszę słuchać jego rozkazów, na moje nieszczęście wiadomość o żyjącej siostrze nie zmieniła jego wrednego usposobienia
- Jeśli nie masz do mnie żadnej roboty to pójdę spać. - po odprowadzeniu go odwróciłam się i ruszyłam w stronę pokoju Ben'a - Ale jeszcze coś załatwię.
- Nie pozwalam. Służąca powinna być przy swoim panu cały czas. - odwróciłam się i spojrzałam na niego przerażona - Chyba nie myślałaś że tak po prostu cię puszczę?
- Jesteś diabłem wcielonym. - warknęłam i weszłam do jego pokoju - To w czym mam ci pomóc?
- Pilnuj mnie. - zamknął za sobą drzwi i wszedł do łazienki - Wiem że cię to korci ale nie podglądaj.
- To ty sobie upatrzyłeś wchodzenie do damskich przebieralni! - zrobiłam się cała czerwona na twarzy - Poza tym, sam potrafisz się pilnować więc bym mogła sobie iść.
Nic mi nie odpowiedziało więc podeszłam do drzwi, spojrzałam na drzwi od łazienki. Jestem taka głupia. Usiadłam na krześle obok drzwi, godzina była już późna więc szybko zasnęłam. Obudziłam się w łóżku ale nie w swoim pokoju. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła, obok mnie spał Jack. Wyglądał tak słodko, zaczęłam się w niego przyglądać
- Wolno patrzeć ale nie konsumować. - stwierdził z zamkniętymi oczami Jack
- Ja wcale na ciebie nie patrzyłam. - odwróciłam głowę i spojrzałam przez okno
- Nie, wcale. - wstał i ziewnął - Dzisiaj masz być cały dzień przy mnie, o północy moja wygrana wygasa. Jasne?
- Im szybciej tym lepiej. - mruknęłam zła i wstałam patrząc na niego - Ale będę musiała z kimś porozmawiać na osobności.
- Z kim? - spojrzał na mnie kątem oka
- Ben'em... - mruknęłam najciszej jak tylko mogłam, nie chciałam by wiedział dlaczego muszę z nim porozmawiać - Sprawa osobista.
- Nie pozwalam ci rozmawiać z Ben'em. - zdjął bluzkę i rzucił ją we mnie - Wrzuć do pralki, potem ją ładnie przy mnie wyprasujesz, złożysz i i ładnie ułożysz na łóżku. Zrozumiałaś, czy mam coś powtórzyć?
- Jak to nie pozwalasz mi z nim porozmawiać? - poczułam jak robi mi się strasznie gorąco
- Po północy. - wziął bluzę z szafy i wszedł do łazienki - Po północy jesteś wolna.
Spojrzałam zirytowana przez okno, byłam pewna że nic już do niego nie czuję. Okropnie się zmienił w ciągu tych dwóch lat, nigdy nie myślałam że takiego go poznam. Drzwi do łazienki otworzyły się a w nich stał Jack przebrany w dres. Patrzyłam na niego zdziwiona
- Czemu się tak ubrałeś? - wskazałam na niego palcem
- Biegasz, no nie? Więc jako twój pan nie mogę cię zaniedbać. - uśmiechnął się i zabrał butelkę wody ze stolika - Idziemy do ciebie, chyba nie chcesz biegać w sukience?
- Czyli zostawisz mnie bym się mogła przebrać? Czuję się zaszczycona! - wyszłam zdenerwowana z jego pokoju - Idiota jeden!
- Alice? - za sobą usłyszałam głos Ben'a - Co robiłaś u Jack'a w pokoju? Całą noc?
- B... - odwróciłam się do niego, niestety moje usta zostały zasłonięte przez Jack'a
- To moja służąca i spędziła ze mną całą noc w łóżku. - powiedział wrednie Jack - I dzisiaj nawet nie marz o rozmowie z nią, ona jest cała moja. - patrzyłam na niego oszołomiona - Idziesz się przebrać czy mam ci pomóc?
- Przepraszam. - wyszeptałam i pobiegłam do swojego pokoju - Naprawdę muszę ci o tym później powiedzieć.
Poszłam pod prysznic, założyłam dres i weszłam do pokoju. Jack stał przede mną i lustrował mnie wzrokiem
- Puka się. - warknęłam zła
- Ja nie muszę. - uśmiechnął się i wyszedł - Pokażesz mi dzisiaj czego się nauczyłaś. To rozkaz.
Pobiegliśmy nad jezioro w lesie, Jack patrzył na nie nieobecnym wzrokiem. Usiadłam się zmęczona na trawie i odetchnęłam. To było miejsce gdzie Ben wpadł do wody, zaczęłam się śmiać
- Co cię tak śmieszy? - Jack usiadł obok mnie - Też chcę się pośmiać.
- Ostatnio jak biegałam tutaj z Ben'em, on wpadł do wody. - spojrzałam na niego z uśmiechem - A gdy wróciłam do domu żalił się Mick'owi, ha ha ha!
- Fajnie. - uśmiechnął się po czym spojrzał na wodę - Ja mam stąd inne wspomnienia.
- Tak? Jakie? - zaciekawiłam się
- Dwa lata temu była tu dziewczyna, moczyła sobie nogi. A przez to że ją znałem no to połaskotałem ją. - zaśmiał się - Byłem pod wodą i mnie nie widziała... Tęskniłem za nią.
- Jack. - przypomniałam sobie jak dwa lata temu moczyłam sobie tutaj nogi, jak ktoś mnie uratował - To byłeś ty! To ciebie widziałam w wodzie! Wiedziałam że to ty mnie uratowałeś! Tylko, dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz jak to jest gdy komuś ufasz a po dwóch latach ta osoba się całkowicie zmienia?!
- To wszystko? - warknął i podszedł do jeziora - Nauczyłaś się już pływać?
- Nie odzywaj się do mnie. - wstałam i odwróciłam się do niego tyłem - Wracam do zamku.
- Miałaś być ze mną cały dzień. - przede mną stanęła ściana wody - Nie puszczę cię tak łatwo, po dwóch latach mogę cię drażnić bez żadnych konsekwencji.
- Nie drażnij mnie lepiej. - spojrzałam na niego zirytowana po czym się uśmiechnęłam złośliwie - Czyli jeśli będę ci usługiwać cały dzień puścisz? - kiwnął zamyślony głową - To jakie jest twoje pierwsze życzenie?
- Pokaż czego się nauczyłaś. - uśmiechnął się i kiwnął palcem - Zaatakuj mnie.
- Nie mogę. - mruknęłam zła - Jestem ochroną, chcę chronić ludzi ważnych dla mnie.
- Ja się do nich nie zaliczam więc atakuj. Raz nic się nie stanie. - wzruszył ramionami - Wiem że chcesz mi przyłożyć. Ulżyj sobie.
- Sam się prosisz. - uśmiechnęłam się i skierowałam na niego palcem - To będzie słodka zemsta.
Z mojego palca w jego stronę strzelił mały płomyczek, Jack zatrzymał go gołą ręką. Spojrzał na mnie zawiedziona u gdy już miał coś powiedzieć wielki wybuch odrzucił go na parę metrów w tył, wylądował w jeziorze. Ulżyło mi kiedy wyszedł z wody, tylko że w sercu poczułam dziwny żar. Straciłam na chwilę oddech i opadłam na kolana. Jack podbiegł do mnie przerażony
- Nic ci nie jest? - spytał poważny dotykając mojego czoła - Nienawidzę tego że jesteś ciepła, nie mogę sprawdzić czy masz gorączkę! Często ci się to zdarza?
- Tak... - skłamałam łapiąc oddech - Już jest dobrze. I co, zadowolony z moich postępów?
- Nie strasz mnie. - odetchnął z ulgą i usiadł zmęczony - Dobrze że ja cię nie uczyłem, to mi wystarczy. Wracajmy.
Wróciliśmy do zamku około 12, cały czas czułam na sobie wzrok. Doskonale wiedziałam że należy on do Ben'a, obawiałam się co Jack mu powiedział gdy poszłam rano do swojego pokoju. Nie miałam wyboru tylko czekać do północy. Miałam jeszcze jedno zmartwienie na głowie, to co poczułam nad jeziorem. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Minnie
- Gdzie się szwendacie? Ben się o ciebie martwił. - powiedziała patrząc mi w oczy i wskazując palcem na ukrytego w krzakach bruneta - Poza tym co robiłaś z nim?
- Nic takiego, chciał zobaczyć ile nauczył mnie twój ojciec. - uśmiechnęłam się sztucznie
- A on wie że Ben ci niedawno malinkę na szyi zostawił? - poczułam że robię się czerwona na to wspomnienie i odruchowo spojrzałam na nie wzruszonego Jack'a - I to jak pocałował cię pierwszej nocy gdy zdjęłaś mu kaptur, czekaj on strasznie często cię całuje. - skierowała się do Jack'a - Ciebie to nie peszy?
- Wcale. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek - Teraz to ona jest moja.
- Przestań! - odsunęłam się od niego i uderzyłam go w policzek - Nie wykorzystuj mojej przegranej!
- Gdy weźmiesz prysznic przyjdź do czytelni, będę tam czekał. - Jack spochmurniał i odszedł od nas
Zirytowana wróciłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i zaczęłam się bawić ogniem przelatującym mi przez palce. Znowu poczułam dziwny żar w sercu, opadłam na łóżko i zemdlałam. Śnił mi się moment w którym spaliłam mojego ojca, jak nie potrafiłam panować nad żywiołem. Tym razem było tak samo. Siedziałam bezpieczna pod kocem a on się palił, zobaczyłam jak odwraca się w stronę mojej młodszej wersji i otworzył usta by coś powiedzieć
- Nigdy nie będziesz wolna od swojej przeszłości. - wymamrotał i upadł
Serce zaczęło mi szybciej bić i się obudziłam. Siedziałam cała zalana potem a obok mnie siedział zdziwiony Jack, rękę miał zamoczoną w wodzie razem z jakimś materiałem.
- Zmartwiłem się bo długo nie przychodziłaś. - przytulił się do mnie - Gdy przyszedłem, majaczyłaś przez sen i się pociłaś. Sin przyniosła materiał i ocierałem ci czoło z nadzieją że się obudzisz. Ale powiedz mi co się stało?
- Nic wielkiego, to tylko lekka choroba... - patrzyłam na niego zdziwiona - Przeziębiłam się.
- To nie wygląda na zwykłe przeziębienie. - popatrzył mi w oczy poważny - Przez ciebie straciłem cały dzień.
- Która godzina? - rozejrzałam się w poszukiwaniu zegara
- Za pięć minut północ. - mruknął zdołowany - A teraz pozwól mi tutaj poleżeć. - położył głowę na moich kolanach i kazał się głaskać - O północy będziesz mogła mnie zrzucić.
- Niczego gorszego nie zrobisz? - zaczęłam doszukiwać się haczyka
- Potrzebuję teraz twojego ciepła. - chwycił moją dłoń i się do niej przytulił - Niczego więcej.
- To przez twoją siostrę? - poczułam na dłoni coś mokrego - Jack czy ty...? - przytuliłam go a zegar wybił północ - Nie martw się, jestem przy tobie.

1 komentarz: