Udało mi się wyrwać od Jack'a i przebrać się w inne ubranie do obiadu. Przed drzwiami do jadalni stał Ben, wyglądał na zmartwionego. Obawiałam się że czegoś się dowiedział. Podeszłam niepewnie
- Ben? Wszystko w porządku? - spytałam cichutko, spojrzał na mnie zdziwiony
- Alice! - przytulił mnie mocno - Tak się cieszę że cię widzę! Chciałem cię przeprosić za to co powiedziałem wtedy w twoim pokoju!
- Tylko dlatego mnie szukałeś? - odsunęłam się od niego - Ja nie byłam na ciebie zła.
- To dlaczego zniknęłaś? - położył mi dłonie na ramiona - Coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się a za sobą poczułam czyjąś obecność, odwróciłam się - Jack?
- Czego tu szukasz? - warknął Ben przyciągając mnie do siebie - Jak już mówiłem nie pozwolę ci jej zranić. - spojrzał z powrotem na mnie z uśmiechem - Nauczę cię pływać, co ty na to?
- Naprawdę?! - podskoczyłam radosna - Z chęcią!
- Obiad gotowy. - Jack przeszedł obok nas chwytając mnie za rękę i ciągnąc do jadalni - Siadasz obok mnie.
- Jack? - uśmiechnęłam się wrednie - Czy ty jesteś zazdrosny?
- Nie. - odwrócił się do mnie z wrednym uśmieszkiem - Jestem pewny że jesteś cała moja, po prostu nie lubię gdy on cię dotyka.
- Czyli jesteś zazdrosny. - zaśmiałam się cicho - Wiesz co?
- Co? - mruknął zdenerwowany
- To słodkie. - uśmiechnęłam się i usiadłam na krześle - Myślałam że jesteś słodki tylko wtedy gdy śpisz.
- Ja ci zaraz dam słodkie! - pocałował mnie w szyję i zaczął łaskotać
- Przestań, mieliśmy się ukrywać póki nie podejmę decyzji. - spróbowałam mu się wyrwać ale bez skutków - Jack proszę cię.
- Alice! Pomożesz w czymś?! - z kuchni dobiegł głos Minnie
- Pewnie! - wybiegłam szybko do kuchni - W czym pomóc?
- Zanieś te rzeczy na stół. - poprosiła zabierając talerze
Przeniosłyśmy wszystko i zasiedliśmy do obiadu. Rozmawialiśmy o wszystkich tematach, lecz moją uwagę przykuł Jack. Pod stołem chwycił moją rękę i trzymał ją cały czas. Po obiedzie Mick kazał mi iść biegać ponieważ ostatnio przestałam, Jack i Ben zostali zmuszeni do zostania w domu by nic mnie nie rozpraszało. Gdy dobiegłam do jeziora czułam czyjąś obecność, w pewnym momencie ktoś zakrył mi oczy
- Zgadnij kto to. - rozpoznałam ten głos od razu, po moim uśmiechu zdjął ręce - Głupi rozkaz Mick'a mnie nie zatrzyma. Wiesz o tym.
- Oczywiście że wiem Jack. - uśmiechnęłam się, tylko przy nim czułam się naprawdę bezpiecznie
- Ile czasu zajmuje ci bieganie tutaj? - zaczął się do mnie zbliżać aż wpadłam na drzewo
- Pół godziny, a co? - uśmiechnęłam się
- Mam zamiar ci trochę poprzeszkadzać. - podniósł mi lekko głowę do góry i pocałował namiętnie
Znowu poczułam ciepło w sercu w wokół nas zapalił się mały krąg. Przeraziłam się ale gdy poczułam zimne dłonie Jack'a na policzku uspokoiłam się. Po chwili płomień wzrósł a ja wyczułam inną obecność. Odsunęłam Jack'a od siebie
- Co się stało? - spytał zdenerwowany moją reakcją - Nie martw się o ten ogień jak widzisz nic nam nie zrobi a ciebie nic nie boli.
- Nie o to chodzi. - podeszłam do ognia - Ostatni raz tak się zachował gdy spałam i James przyszedł. On mnie chroni.
- Czyli coś ci się tu może stać. - rozejrzał się wokół - Lepiej już chodźmy. Alice...
- Jack? - odwróciłam się przerażona, leżał nieprzytomny - Jack!
- Nie zbliżaj się do niego. - usłyszałam zimny głos za sobą, był to jakiś mężczyzna w garniturze - Wiemy kim jesteś Alice Swan i jeśli życie tego chłopaka jest dla ciebie ważne to lepiej z nami chodź.
- Kim jesteście? - warknęłam zła
- Jesteśmy przeciwnikami ludzi z twoimi zdolnościami którzy nazywają się bogami. - otoczyli nas inni mężczyźni - Chcemy was tylko wyłapać by nikomu nie stała się krzywda. Więc albo pójdziesz z nami bez problemu albo chłopczyk oberwie kulką w łeb.
- Czyli to zwykły chłopak. - spojrzałam na niego zdenerwowana po czym płomień opadł - Pójdę z wami, ale macie go nie tykać.
- Ja dotrzymuję danego słowa. - uśmiechnął się i wyciągnął do mnie dłoń - Podejdź.
Ostatni raz spojrzałam na Jack'a i podeszłam do mężczyzny. Czułam jak do oczu napływają mi łzy, mam nadzieję że w końcu będę mogła użyć ognia bez zagrożenia. Wtedy wrócę do zamku, na pewno tu wrócę.Kilka godzin później w zamku Jack chodził zdenerwowany po salonie a reszta siedziała na fotelach
- Jestem beznadziejny! Nie mogłem jej obronić! - wrzasnął zirytowany - Powinienem był zauważyć że coś jest nie tak!
- Nie cofniesz czasu Jack, to już się zdarzyło więc nie mów co mogłeś zrobić ale co możesz zrobić by ją uratować. - stwierdził spokojnie Mick - Tylko dlaczego ona sama się nie obroniła?
- Od jakiegoś czasu ogień próbuje ją wykończyć. - odpowiedział zmęczony James przeczesując włosy ręką - Nie chciała was tym martwić, tylko ja o tym wiedziałem a od rana dopiero Jack.
- Boje się co jej tam mogą zrobić. - stwierdziła przerażona Lilly tuląca się do Matt'a - Proszę powiedzcie że nic jej nie będzie!
- Czekajcie, skoro oni zabierają was to dlaczego Jack tutaj nadal jest skoro był z Alice? - rzuciła Minnie - Czy wam coś tu nie pasuje?
- Oni wiedzieli tylko o Alice... - mruknął Mick
- ...A ona mnie obroniła. - warknął wściekły Jack - Dajcie mi coś rozwalić! Najlepiej głowę tego porywacza!
- Spokojnie Jack. - rozkazał James uśmiechając się wrednie - Alice jest silna więc mamy czas by opracować plan odbicia jej.
- Skoro na pewno nie wiedzą o Jack'u to jest możliwość że nie wiedzą o nas. - zamyślił się Matt - Możemy to wykorzystać.
- Ale nie jesteście tego pewni. - wtrącił się Ben - Ja nie jestem jednym z was, mi nic nie zrobią.
- Coś w tym jest. - Mick przyznał mu rację - Dobra, na razie musimy ochłonąć. Jutro pomyślimy nad planem. Niech nikt nie robi niczego na własną rękę. - wszyscy spojrzeli na Jack'a - Jasne?
- A wy myślicie że potrafię tu siedzieć kiedy ona jest w niebezpieczeństwie?! - wrzasnął zdenerwowany
- Nie dajesz innego wyboru stary. - stwierdził James a Jack został zamknięty w lodowej klatce - Lilly?
- Już. - lód został pokryty diamentem - Wybacz mi Jack ale póki co to jest najlepsze wyjście...
Oh god why XD
OdpowiedzUsuńWhyyyy ?? ;---;
OdpowiedzUsuńTaka duża dziewczynka, a wciąż nie potrafi pływać xd
OdpowiedzUsuń