wtorek, 25 marca 2014

Rozdział dwudziesty ósmy "Ogień i lód"

Jack zamknął się w pokoju razem z prochami Alice, wszyscy zastanawiali się nad tym co się wydarzyło. Siedzieli w salonie przy kominku gdyż na dworze zaczął padać śnieg
- Jak myślicie to z samopoczucia Jack'a? - zmartwiona Lilly patrzyła na krajobraz za oknem - Mick, chyba nie powinieneś był mu dawać jej prochów.
- Wybacz mi ale musiałem. - Mick uśmiechnięty siedział na fotelu z zamyślonym wzrokiem - Jeśli coś ma się wydarzyć, to tylko przy nim.
- Skąd wiesz? - wtrącił się zirytowany Ben oparty o ścianę - To przez niego jest to co jest.
- Tego nie można było powstrzymać, według mnie Jack wiedział, że Alice przeżyje jeśli Evi się do niej zbliży. Właśnie! Mary! Rozmawiałem ze swoją siostrzyczką, powiedziała że kogoś po ciebie przyśle. 
- Naprawdę? - szatynka siedząca przy kominku wpatrywała się w ognisko - A mówiła kiedy?
- Jeszcze przed gwiazdką. - uśmiechnął się - Nareszcie nie będę musiał wysyłać pocztą do niej prezentów. Chociaż jakieś plusy...
- Wracając do Alice, jesteś zbyt spokojny... Czego nam nie powiedziałeś? - spostrzegł Matt 
- Dużo rzeczy wam nie powiedziałem, sami musicie zrozumieć swoje życie i moce. Ja mogę wam tylko dawać wskazówki. - brunet wstał i podszedł do drzwi - Myślicie że jakim byłbym nauczycielem jakbym robił za was wszystko i nie dawał wam się rozwinąć?
- Stary, naoglądałeś się za dużo filmów... - zaśmiał się James - Szczerze, mało mnie już obchodzi tamta dwójka. Spadam do Lucy.
- A gdzie ona właściwie jest? - odwrócił się do niego Mick - Znikła przed tymi wszystkimi wydarzeniami.
- Ona jeszcze ma rodzinę. - James podszedł do Mick'a i spojrzał mu w twarz - Jest z nimi strasznie zżyta, nadal nie wie że muszę ich... - blondyn rozejrzał się po pokoju i wyszedł
- Wszystko idzie w złym kierunku... - Mick podrapał się po głowie unikając oskarżających oczu - Jak wam się uda wyciągnąć Jack'a to dajcie znać.
- Czasami naprawdę się go boję... - mruknęła przerażona Lilly - ...Tym bardziej gdy coś przed nami ukrywa.
- Niestety, mam czasami wrażenie że jest totalnym idiotą, lecz w takich momentach dreszcze mnie przechodzą. - Matt otrząsnął się i spojrzał na Mary - Więc masz powietrze... Cieszę się że spotkałem swojego kompana. - uśmiechnął się - Jesteś siostrą Jack'a no nie?
- Co? - Lilly szybko uderzyła Matt'a w głowę - Jak już o tym mówisz, Alice powiedziała to samo... 
- Wybacz on czasami plecie ploty jak stara baba. - warknęła Lilly i przytuliła Matt'a - Ale i tak go kocham. - pocałowała go w policzek - Tylko niestety... Nie będziemy mogli być razem...
- Dlaczego? - Mary odwróciła się do nich z zainteresowaniem 
- Patrz, jeśli dla przykładu być chciała być z James'em, będziesz mieć jego dziecko. Wiadomo że zazwyczaj do tego prowadzi miłość. To wtedy całe twoje powietrze będzie dawało energię dla dziecka, a ty przez to zostaniesz utopiona przez wodę ze środka. - Matt położył sobie Lilly na kolanach i spojrzał jej w oczy - Mam nadzieję, że do tego czasu znajdziemy rozwiązanie. 
- Też mam taką nadzieję... - Lilly namiętnie go pocałowała a Mary poczuła się jak trzecie koło u wozu - Wybacz, po prostu kocham go jak tak się o mnie troszczy.
- A jeśli to by się stało z normalnym człowiekiem? - przesunęła się z dala od ognia który nagle zgasł
- Dziecko by zginęło... W końcu byłby to zwykły śmiertelnik, jak każdy z nich, umiera. - mruknęła Lilly a z sufitu wyrósł wielki sopel lodu - Mary! - Lilly zasłoniła Mary swoim ciałem i lód pękł w starciu ze skałą - Matt?!
- Żyję! Nic wam nie jest? - Matt minął skałę i wyciągnął dziewczyny - Obawiam się że Jack traci kontrolę.
- Musimy coś z tym zrobić! Co jeśli komuś zrobi krzywdę?! - Lilly przytuliła się do niego przerażona - Tylko jak...?
- Ja wiem jak. - w drzwiach pojawiła się Minnie - Tata wam o tym nie powiedział, że Alice się obudzi. - rozejrzała się po pokoju - Czy Ben'a z wami nie było?
- Ben? Ben! Ben?! - Wszyscy zwrócili się w stronę chłopaka przebitego w ramieniu przez sopel lodu - Czemu nic nie mówiłeś?!
- Zamyśliłem się... - szepnął ruszając leniwie głową w ich stronę - Zrobicie coś dla mnie?
- Nie. Ty nie umierasz to tylko ramie. - Lilly podeszła do niego i złamała sopel - Czekaj... Twoje plecy?
- Z tyłu również oberwałem... - uśmiechnął się słabo i wypluł krew - Powiecie Alice jak się obudzi, że naprawdę ją kochałem?
- Tak jak powiedziała Lilly, nie umierasz. - przypomniał zirytowany Matt i zabrał Ben'a na ramiona - Chłopie nie pozwalamy ci na to.
- Jak ty to powiedziałaś? "W końcu to zwykły śmiertelnik, jak każdy z nich, umiera." - szepnął
***
Obudziłam się w pokoju wypełnionym lodem i śniegiem, ostatnie co pamiętałam to była moja próba uniknięcia przesłuchania i ochrony Mary. Podniosłam się i rozejrzałam dookoła, byłam w pokoju Jack'a. Siedziałam na łóżku otoczona lodem który w zetknięciu się z moją skórą topił się natychmiast, pod grubą warstwą dostrzegłam dobrze znaną mi twarz
- Jack... - przyłożyłam ręce do lodu, po chwili mogłam go ze spokojem wyciągnąć. Położyłam na łóżku i położyłam rękę na jego czole - Jesteś lodowaty... Ktoś musi ci pomóc...
Rozmroziłam cały lód w pokoju i wybiegłam z niego poszukując pomocy. W salonie trafiłam na Matt'a i Mick'a, wszystko było zniszczone a przy ścianie była widoczna krew. Cicho weszłam do środka przerażona widokiem
- Co tu się stało? - mój wzrok wbity był w krew na ścianie - Czyja jest ta krew?
- Alice? - Matt spojrzał na mnie zdziwiony po czym podszedł i mnie przytulił - Tak się cieszę, że nic ci nie jest. Wszyscy się o ciebie baliśmy, myśleliśmy że... Nie żyjesz...
- Dlaczego? - powędrowałam wzrokiem do Mick'a, widziałam jak go unikał - Skąd się tu wzięłam jak byłam porwana, co tu się stało i najważniejsze, czyja jest ta krew?!
- Nie czas na wyjaśnienia, musisz powstrzymać Jack'a. - Matt odsunął się ode mnie z udawanym uśmiechem - Tylko ty możesz sprawić by się ogarnął.
- To jego sprawka? - cofnęłam się krok do tyłu - Jak to możliwe?
- Myślał że zginęłaś. Obwiniał się za to, jeśli go nie powstrzymasz będzie gorzej. - odezwał się Mick - To dopiero pierwszy dzień.
Pobiegłam z powrotem do pokoju Jack'a, tym razem przytomny siedział na łóżku. Weszłam do pokoju, odwrócił głowę w moim kierunku i się uśmiechnął
- Odejdź, kolejny koszmar. - warknął z obrzydzeniem
- Jack... To ja... Jestem prawdziwa... - podeszłam bliżej niego - Ja żyję.
- Wszyscy tak mówią. - łóżko zaczął zajmować lód - Odejdź bo znowu to zrobię.
- Uwierz mi. - poprosiłam zbliżając się - Jestem tu, stoję przed tobą żywa. Proszę. Jeśli tego nie zrobisz komuś stanie się krzywda... - przypomniałam sobie krew na ścianie - ...Albo już się stała.
- Widziałem jak twoje ciało zmienia się w popiół, to ja dopuściłem do tego by feniks się do ciebie zbliżył. - lód zaczął pokrywać również ściany - Nikomu nie uwierzę w to że żyjesz.
- Jack... - oparłam się ręką o ścianę, lód wokół niej zniknął. W mojej głowie zaświtał pomysł - Chwyć mnie za rękę. - dojrzałam jego zdziwienie na twarzy - Tylko tak mogę cię przekonać że jestem prawdziwa.
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, wyciągnął niepewny rękę po czym ją cofnął. Miałam tylko nadzieję że to się uda. Kiedy jeszcze raz spróbował ją zbliżyć ją do mnie, wzięłam inicjatywę i rzuciłam mu się w ramiona. Poczułam to samo zimno jak w chwili gdy wyciągnęłam go z lodu, tym razem zaczęło ono powoli znikać. Jego ręka pogłaskała mnie po głowie, na szyi poczułam jego łzy. 
- To naprawdę ty... - przytulił mnie mocno, przez ten tydzień tak mi go brakowało - Nareszcie... Bałem się że... Naprawdę przepraszam...
- Spokojnie, już wszystko dobrze. - z moich oczu również zaczęły płynąć łzy
Siedzieliśmy wtuleni przez godzinę bez słowa, nie potrzebowaliśmy ich, nasza obecność nam wystarczyła. Niestety musieliśmy wyjść stamtąd i dowiedzieć się jakie szkody wyszły z braku kontroli Jack'a. Tym razem w salonie była Lilly, Matt oraz Mick. Lilly płakała wtulona w Matt'a a Mick wpatrywał się kałużę krwi, wiedziałam że najpierw muszę dowiedzieć się co tu się stało, dopiero potem będę mogła pytać o to jak się tu znalazłam. Pociągnęłam Jack'a za rękę do środka
- Powiedzcie co tu zaszło. - poprosiłam smutna
- Alice? - Lilly odwróciła się w moją stronę cała zapłakana - Tak się cieszę... ale wybacz mi, nie mogę przestać płakać!
- Ben został ranny, lód wbił się w jego ramie i w żebra. - wyjaśnił Matt - Jest teraz w śpiączce, udało nam się na szczęście ustabilizować jego stan i nic mu nie zagraża. Tylko że gdy się obudzi będzie na długo przytwierdzony do łóżka.
- Chociaż coś dobrego... - wymamrotałam i poczułam mocniejszy uścisk ręki Jack'a
- A co z Mary? - spytał udając spokojnego
- Zdążyłam ją osłonić. - uśmiechnęła się delikatnie Lilly - Siedziała tuż przede mną, szybko na nią skoczyłam i osłoniłam skałą... Jest bezpieczna.
- Niestety coś mi się o tobie powiedziało... - mruknął Matt
- Mówiłem wam byście nic jej nie mówili, że jest siostra Jack'a! - warknął zły Mick
- Siostrą? - usłyszałam za nami cichu i delikatny głos, odwróciłam się i zobaczyłam drobną szatynkę - Jak to?

4 komentarze:

  1. Ohoh, podoba mi się taka koncepcja :) Szału z przecinkami nie ma xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Polska język, trudna język.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam opis, i od razu weszłam. Jedyne co mi się tu nie podoba, to...literówki, interpunkcja, do tego...Alice Swan? Hah, serio? No ale ok. No i w sumie przydałby się szablon.
    Poza tym, opowiadanie ma sens i jest ciekawe, czeka mnie trochę czytania. ^^

    Ja również piszę o dziewczynie, która ma Dar. Jej zadaniem jest pomagać Duszom. http://shadows-voice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń