piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział dwunasty "Feniks"

Na następny dzień zostałam wywieziona przez Matt'a i Lilly do zamku Draculi nic mi nie wyjaśniając. Rozmawiali między sobą
- Zobaczysz że ją polubi! W końcu w połowie jest jej żywiołem! - Lilly podskakiwała na siedzeniu jak oszalała - Poza tym znasz go.
- Tak zna, ale tak ci przypomnę że ma również w połowie twój żywioł. - Matt co chwilę spoglądał na mnie w lusterku - Pewnie ciekawi cię o kim rozmawiamy. Lilly jesteś taka pełna energii to opowiedz jej większość a on zajmie się szczegółami.
- Zgoda! - odwróciła się do mnie - Więc w zamku istnieje stowarzyszenie wierzące w nas. Jesteśmy tak jakby bogami! - zachichotała wrednie - Więc jest tam również taki chłopak. Jest on tak jakby medium. Widzi przyszłość. A to wszystko przez to że jest stworzony z dwóch żywiołów. Ognia i powietrza.
- A woda i ziemia? - starałam się wszystko ogarnąć
- Z tych żywiołów jest jego siostra. Dzięki takim żywiołom przyciągają się. Ale to teraz nie ważne. Ważne jest to jaki z niego przystojniak! - Lilly spojrzała w przestrzeń zauroczona
- Chodzi o to że on jest kapłanem zamku a jego siostra w Anglii niedaleko Stonehenge. No i możemy im ufać. Zachowują się jak normalni ludzie tylko mają te swoje zdolności i tym nas przewyższają. Mick wszystko ci dokładnie objaśni jeśli chodzi o żywioły no i przeznaczenie.
- Jakie przeznaczenie?
- Cóż, Mick każdemu z nas przepowiada połowę przepowiedni. Resztę dopowiada Iris. Więc teraz Mick będzie cię trenował na zamku, jako jedyną. Będziesz w naprawdę dobrych rękach. - uśmiechnięty znowu spojrzał na mnie w lusterku - Nie obawiaj się, jest spoko tylko że jeśli stanie się poważny to... Naprawdę nie życzę ci byś go takiego widziała.
- Ale dziwi mnie że Jack zrezygnował z uczenia Alice. Teraz Mick będzie się do niej doczepiał. - mruknęła mniej zadowolona Lilly
- Jack wcale się do mnie nie... - ruszyłam na nią lecz mi przerwała
- Przypomnieć ci przebieralnie? - uśmiechnęła się wrednie - No ale i tak mnie dziwi jego zachowanie. Tym bardziej że był inny gdy się pojawiłaś, potem stał się z powrotem nudnym sobą.
- Dojechaliśmy. - auto się zatrzymało - Mogłem się tego spodziewać.
- Mick! - Lilly bez wahania wybiegła z auta i rzuciła się na bruneta z czerwonymi oczami - Dawno się nie widzieliśmy!
- Witaj Lilly! Matt! Miło was widzieć! - wyszłam razem z Matt'em na zewnątrz - Cieszę się że mogę cię w końcu poznać Alice.
- Skąd mnie znasz? - popatrzyłam na niego zdziwiona po czym sobie przypomniałam - Nie ważne, też się cieszę.
- Mick będziesz mógł jej wszystko wyjaśnić? - Matt podszedł do niego bliżej - Ty zrobisz to najlepiej z nas wszystkich. I przy okazji potrenować?
- Nie ma sprawy dla was wszystko. Ale ty i Lilly lepiej stąd odjedźcie. Jeśli ktoś was zobaczy nie będziecie mieć łatwego powrotu. - Mick szepnął tak że tylko my to słyszeliśmy - Rozumiecie?
- Pewnie. Alice załatwimy twoją nieobecność w szkole więc martw się tylko treningiem. - Matt wsiadł do auta - Do zobaczenia! Alice! Mick!
- Cześć! - Mick i ja pokiwaliśmy mu
- Alice obiecaj mi że zawsze będziesz moją przyjaciółką! - Lilly mocno mnie przytuliła - Czemu musisz tu siedzieć tak długo?!
- Jak długo? - przytuliłam ją - Obiecuję że zawsze nią będę.
- Dwa lata... - mruknął mi do ucha Mick
- Że ile? - spojrzałam na niego przerażona
- Pa pa! - Lilly pokiwała z auta i wyjechali
- Wy to uknuliście... - patrzyłam zdołowana na ziemię - Dobra nie wiem jak wrócić więc tutaj zostaję. Od czego zaczynamy?
- Chodź ze mną, wszystko ci wyjaśnię. - uśmiechnięty otworzył drzwi do piwnicy - Wiesz kim jestem prawda?
- Tak, opowiedzieli mi po drodze. - zaczęłam schodzić po schodach
- Dobrze to trochę pomoże. - wszedł za mną i zamknął drzwi - Tutaj nikt nie powinien schodzić. Zejdźmy na sam dół tam mam dla ciebie niespodziankę. - ruszyliśmy razem w dół - Ten zamek jest bardzo pomocny, ma tutaj mnóstwo ukrytych przejść.
- Skąd macie pozwolenie na przebywanie tutaj? - rozejrzałam się po wąskim korytarzu - Przecież to zamek samego Vlada Tepesa. Inaczej pierwszego "wampira".
- Tak, "wampir". Był tak naprawdę kimś takim jak ty. Tylko że kontrolował wodę. A wiadomo ludzkie ciało składa się w 60% z wody. A Vlad rozwinął swoją moc tak mocno że zaczął kontrolować tą wodę. - uderzyłam w lodowate drzwi - O doszliśmy na dół! - otworzył drzwi - No i to trochę wyglądało przerażająco ale w ogóle to spoko z niego gość był, tylko skończył kiepsko.
- Co to za miejsce? - wokół biegało mnóstwo zwierząt - Słodkie są.
- I większość mordercza. - wzięłam szybko rękę od małego psa - Więc tak masz żywioł ognia a ja tu mam niczego sobie zwierzaczki. Możesz wybrać jednego który będzie z tobą tak jakby związany. Sam to wymyśliłem.
- Dlaczego?
- Więc jak będziesz w potrzebie on będzie mógł cię uratować. - uśmiechnął się smutno - Muszę was chronić. To jest najlepszy sposób. Więc?
- Mam jeden wybór tak? - rozejrzałam się i zobaczyłam małego starego ptaka - Co to za gatunek?
- Nic nie mogę mówić w tym temacie. - wzruszył ramionami - To część twojego treningu.
- Świetnie. - przyjrzałam się ptaku. Miał małe czerwone skrzydła i malutki słaby dziób. Wzięłam go na palec - Wybiorę jego.
- Czemu? Przecież jest stary i słaby. - podszedł do mnie
- Ponieważ Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu byłam tak samo słaba jak on, trzeba dać mu po prostu szansę. - uśmiechnęłam się a mały zaśpiewał - Piękna piosenka.
- To jest feniks. - ucieszył się Mick - Coś czułem że go wybierzesz, w końcu ten sam żywioł. Dobrze teraz zobaczę twoją przyszłość. Podaj rękę.
- Ale tylko połowę prawda? - podałam mu rękę
- Tak. - chwycił ją i zamknął oczy. Po dłuższej chwili znów je otworzył - W ciągu trzech następnych lat dużo się zmieni w twoim życiu. Wszyscy użytkownicy żywiołów będą z tobą powiązani w jakiś sposób. Niestety tuż przed najważniejszym momentem twojego życia zginiesz. Twoje serce będzie wtedy zamarznięte i ogień cię nie uratuje. Niestety, to wszystko co widzę. Przykro mi.
- Zginę? - otworzyłam szerzej oczy - No cóż, skoro to moje przeznaczenie to muszę się do niego przygotować. Możemy zacząć już trening?
- Trening zaczniemy jutro z rana. Teraz idź odpocznij. Takie informacje trzeba przemyśleć. - otworzył drzwi do góry - Opiekuj się Feniksem.
- Będę. - uśmiechnęłam się delikatnie i ruszyłam do góry
Mick pokazał mi pokój w którym była grzęda dla feniksa, komputer, łóżko, szafa i półka z książkami. Na biurku obok monitora był jakiś album. Otworzyłam go i z moich oczu zaczęły płynąć łzy. To był album z mojego domu na którym jestem z całą rodziną. Pomiędzy stronami była mała karteczka z napisem
- "On jest dla ciebie ważny, nie trać go."
- Kto go tu przyniósł? - otarłam łzy a feniks wydał dźwięk
- Jack go przyniósł. Był tutaj wczoraj. - rozpoznałam głos Mick'a - Powiedział że wyjeżdża na długo. Nie jest razem z James'em. Okłamał cię.
- To że wiesz o mnie wszystko mocno pomaga. Nie muszę tłumaczyć większości rzeczy. - uśmiechnęłam się w jego stronę - Dlaczego tutaj był?
- Właśnie po to by zostawić ci ten album. - podrapał się po głowie - Idź spać. Jutro wcześnie wstajesz.
- Dobrze. - zamknęłam album a Mick zamknął drzwi do pokoju - I jak niby mam ci przestać ufać?
Jak tylko położyłam się na łóżko feniks podleciał do mnie i zasnął tuż obok. Biło od niego ciepło więc zasnęłam od razu. Wiedziałam że będę mieć tej nocy miły sen.

2 komentarze: