Po zakopaniu ciała mamy ukryliśmy się w kryjówce. Pozwolili mi nocować w pokoju dla gości gdzie się od razu zamknęłam. Położyłam się na łóżku i zwinęłam w kłębek. Chciałam być sama. Wspominałam każdy moment spędzony z mamą. Mimo że nie był on najlepszy, nie chciałam tego zapominać. A na pewno nie stracić w taki sposób. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Leżałam tak przez dwa dni. Później zaczęłam chodzić z kąta w kąt. W ogóle nie jadałam posiłków które zostawiali mi pod drzwiami. Czwartego dnia ktoś otworzył drzwi. Siedziałam wtedy w najciemniejszym kącie pokoju. Tym kimś okazał się Jack. W ręce trzymał kartonik z pizzą. Jej zapach zaczął unosić się po pokoju i dotarł do mnie. Nie miałam siły nawet powiedzieć słowa
- Masz tu i jedz! - rzucił karton na łóżko - Mam nadzieję że może być z pieczarkami i salami. - patrzyłam na niego morderczym spojrzeniem - Nie lubisz salami? - przypatrywał mi się tak przez dłuższą chwilę - Jesteś tak słaba że nie możesz mówić. W takim wypadku potraktuję cię jak dziecko i będę cię karmić. - wziął mnie na ręce i siadając na łóżku położył mnie sobie na kolana - Powinnaś o siebie dbać. - zabrał kawałek pizzy i podłożył mi go pod usta - Obiecałem że przejdziemy przez to razem a ty mi się zamykasz w pokoju na cztery dni. To nie było sprawiedliwe. - wzięłam maleńki gryz pizzy - Strasznie osłabłaś. Czyżbyś była już całkowicie bezbronna? - uśmiechnął się wrednie a pomiędzy nami pojawił się niewielki płomień - Dobra cofam, jesteś jednak dość silna.
- Nie traktuj mnie... Jak dziecko... - wymamrotałam zdenerwowana
- Umiesz mówić! - spojrzał na mnie zdziwiony - Zjedz wszystko, muszę gdzieś iść.
- Gdzie? - położył mnie na łóżku i podszedł do drzwi
- Jestem z kimś umówiony. - uśmiechnął się do mnie i wyszedł
Nawet szybko zjadłam pizze zostawiając salami w kartonie. Podeszłam do zamkniętych drzwi i przez przypadek usłyszałam rozmowę Matt'a z Lilly
- Nareszcie tam wszedł. Jeszcze jeden dzień tego narzekania i bym go tam sama wepchnęła. - stwierdziła Lilly - Całe cztery dni tu pod drzwiami zdenerwowany siedział!
- Martwił się. Chociaż myślałem że szybciej tam wejdzie. Alice pewnie zdążyła strasznie osłabnąć. - w głosie Matt'a wyczułam współczucie - Oboje w końcu stracili rodziny.
- My również nie mamy rodzin. - warknęła Lilly
- Ale my straciliśmy ich jako noworodki. Oni zdążyli pojąć co stracili a my, zawsze żyliśmy bez rodziców. Mają za czym tęsknić. - na policzkach znowu poleciały mi łzy
- Masz rację. Ale od czasu gdy ona się pojawiła Jack wydaje się jakiś taki... Jakby to ująć? Weselszy?
- Otwarty. - uśmiechnęłam się - Tak samo jak te drzwi w tej chwili. - ktoś otworzył drzwi - Prawda Alice? Ładnie podsłuchiwać?
- Przepraszam, ale skąd wiedziałeś? - popatrzyłam na niego zdziwiona
- Oboje wiedzieliśmy. - zaśmiała się Lilly i tupnęła nogą - Przez dwa ostatnie dni ładnie krążyłaś po pokoju.
- Ja wyczułem twój oddech, dzięki czemu wiedziałem że żyjesz. - Matt uśmiechnął się a moje włosy uniósł słaby wietrzyk - Nie powiem, bardzo się ucieszyłem jak Jack przeszedł z pizzą przez cały dom, mocno przy tym hałasując.
- Też się ucieszyłam gdy go zobaczyłam. - uśmiechnęłam się i poczułam ciepło na policzkach przypominając sobie jak mnie karmił pizzą
- Czyżby Jack zrobił coś ciekawego? - Lilly uśmiechnęła się wrednie - Twoje policzki cię zdradzają.
- N..Nie! - zaprzeczyłam bez przekonania
- Ważne że stamtąd wyszłaś. - Matt szybko zmienił temat za co jestem mu wdzięczna - Jest coś co chciałabyś zrobić?
- Chcę się nauczyć kontrolować ogień. - powiedziałam poważna - Nie chcę stracić innych ważnych mi osób.
- Rozumiem. Cieszę się że tak postanowiłaś. Lilly mogłabyś zaprowadzić Alice na zewnątrz? - Matt spojrzał na Lilly - Ja wezmę parę rzeczy.
- Oczywiście! - Lilly pociągnęła mnie za rękę w stronę schodów - Wejście przez jezioro jest tylko dla Jack'a i Matt'a, my możemy wchodzić tędy. Zapamiętasz?
- Muszę. - wyszłyśmy przez jakieś drzewo tuż obok jeziora na zewnątrz - Wasze żywioły są bardzo pomocne. Nie to co mój.
- Nie mów tak! - zatrzymałyśmy się i spojrzała na mnie z pretensją w oczach - Gdyby nie ogień co byśmy teraz mieli?! Nic. Więc proszę nie narzekaj już na niego.
- Postaram się. - uśmiechnęłam się bez przekonania - Po co tutaj wyszłyśmy?
- Spróbujesz zapanować nad ogniem. - za mną stanął Matt - Ponoć zaatakowałaś James'a, powiedz jak?
- Sama nie wiem. Byłam wściekła i go znienawidziłam. - wzruszyłam ramionami
- Uczucia bardzo wpływają na kontrolę. - zamyślił się i spojrzał na Lilly - Mogę prosić?
- Czekałam tylko na tą prośbę. - uśmiechnęła się a na środku jeziora pojawił się błotny manekin przypominający Jacka. Razem z Matt'em spojrzałam zdziwionym spojrzeniem na Lilly - No co przez ostatnie dni mocno mnie wkurzył!
- Ehhh... - zaśmiałam się a Matt załamał - Alice wyobraź sobie płomień. - zamknęłam oczy - Wyciągnij rękę. - wyciągnęłam - Wyobraź sobie że twój płomień jest w tej ręce. Nie parzy cię. Czujesz coś?
- Delikatne ciepło. - otworzyłam powoli oczy a na mojej dłoni był mały płomyk - Ja to zrobiłam?
- Tak, bardzo ładnie ci wyszło. - Matt się uśmiechnął - Teraz strzel w tamtą podobiznę Jack'a.
- Dobrze. - skierowałam dłoń w stronę jeziora
- Pizza! - Lilly krzyknęła tuż obok mnie a wystrzelony płomyk trafił do jeziora - Wiedziałam że coś się wtedy stało!
- Lilly, naprawdę? - Matt wyglądał na załamanego - Alice spróbuj jeszcze raz. A ty siedź cicho.
- Postaram się. - powtórzyłam wszystko i wystrzeliłam płomień trafił on na drzewo obok jeziora - Musimy to szybko zgasić!
- Jak Jack by się przydał to nigdy go nie ma. - warknął zdenerwowany Matt - Albo czekajcie. Alice spróbuj usunąć ten płomień. Wyobraź sobie że on znika.
- Ale mogę go przez przypadek powiększyć! - odpowiedziałam przerażona na co płomień się powiększył - Spokój Alice! Spokój! - płomień zniknął - Ja to zrobiłam?
- Nie ty tylko ja. - zobaczyłam Jack'a opartego o jedno drzewo - Matt za dużo od niej wymagasz.
- Chciała opanować swój żywioł to wszystko. - Matt wzruszył ramionami a Jack spojrzał na swoją podobiznę
-Lilly. - w jego oczach widziałam mordercę po czym spojrzał na mnie łagodniejszym wzrokiem - Od teraz ja będę cię uczyć. Zaczniemy od teraz. - woda z jeziora wystrzeliła w moją stronę po drodze zmieniając się w lód - Refleks.
- Jaja se robisz?! - wysunęłam w tamtą stronę rękę, zamknęłam oczy i wyobraziłam spanikowana płomień. Po chwili ciszy otworzyłam oczy. W mojej dłoni był płomień a na ziemi była woda - Udało mi się?
- W ostatniej chwili. - ucieszył się Matt
- Gratuluję dziewczynko. - Jack potargał mi włosy z wrednym uśmieszkiem - Coś z ciebie może jednak wyrośnie.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się
- Ej skoro już skończyliśmy z tym treningiem to może pójdziemy do centrum? - zasugerowała Lilly - Przy okazji kupimy sobie jakieś ciuchy.
- Dobra, mała wycieczka pewnie przyda się Alice. - przytaknął Matt i spojrzał na Jacka - Będzie pod twoją ochroną.
- Przecież wiem. - mruknął Jack i pociągnął mnie za rękę - Jedziesz ze mną maleńka.
fajne fajne >w<
OdpowiedzUsuńJej matka zginęła, a tu motyw z zakopywaniem ciała jakby chcieli zatuszować zbrodnie xd No nic, czytamy dalej.
OdpowiedzUsuń