Na następny dzień w wiadomościach życzyli wszystkim
szczęśliwych świąt, a cała ekipa nadal wspominała wczorajsze zajście. Każdy na
swój sposób odczytywał zachowanie Alice, czy postąpiła dobrze, czy źle. Jednak
decydujący głos miał Jack który nie wychodził z pokoju.
- Ona nie może wrócić! – warknął James – Co z tego że
jest jedną z nas? Tylko wszystkich pozabija!
- Nie możecie jej zostawiać, nikogo nie możecie. – Iris
spoglądała przygnębiona na płomień tańczący w kominku – Wtedy….
- Iris ma rację. – Lucy podeszła do James’a – Żałuję że
byłam zła odnośnie Alice, wtedy jak straciłam swoją rodzinę, poczułam się jak
ona przez ostatnie dwa lata. Wiesz jaka byłam wtedy przygnębiona, tobie
wybaczyłam ponieważ powiedziałeś mi krótko po tym ale ona? Ona była cały czas
okłamywana.
- To i tak jej nie tłumaczy. – James usiadł na fotelu –
Mogła zrozumieć że to było dla większego dobra! Do tego musiała nauczyć się
panować nad ogniem, co do teraz jej nie wyszło.
- Myślisz że ogień jest łatwym żywiołem? – Mark spojrzał
na niego z drwiącym spojrzeniem – Iris może zaproponujemy mu krótki trening?
- Jestem za. – wsparła go Mary – Niech się dowie czegoś o
ogniu.
- Nie wiem o co chodzi, ale pokażę wam że jestem lepszy.
– prychnął wstając – Więc? Na czym polega tan wasz trening?
- Opowiem ci wszystko tylko wyjdźmy gdzieś gdzie niczego
nie spalisz. – Mark wyjrzał przez okno a Matt pogłośnił telewizor – Coś
ciekawego?
- Prawdopodobnie. – uśmiechnął się wyłączając telewizję –
Obejrzę resztę u siebie, Lilly idziesz ze mną?
- Popatrzę na ich trening. – pokiwała mu radośnie – Daj
mi znać jak się czegoś dowiesz.
Wyszli do lasu nad staw, w razie czego będzie można w
łatwy sposób ugasić pożar. James wyszedł na środek jeziora i rozłożył w ich
stronę ramiona
- Słucham, jaki trening? – spytał uśmiechnięty i pewny
siebie
- Radzę ci stamtąd wyjść. – podleciała do niego Mary –
Utopisz się.
- Ja i topienie się? Chyba pomyliłaś mnie z Alice!
- Ostrzegaliśmy. – Iris podeszła do stawu i zamknęła oczy
- Na strunach przyjaźni... Na skrzypcach dnia... Wiatr
cicho piękną, piosnkę gra. Nuci ją, szepce między drzewami... Nosi po polach i łąkach
z kwiatami… Niech wiatru śpiewanie do Ciebie dziś dotrze...
- Śliczny wierszyk, jakoś ten
śpiew mnie nie przekonał ale…. – James wpadł do wody a Mary szybko podciągnęła
go ku górze – Co tu się dzieje?!
- To moc naszej kochanej Iris,
ciekawa prawda? – Mark nie krył rozbawienia, Mary odstawiła James’a na ziemię –
To teraz zobacz jak trudno zapanować nad ogniem!
- Dobra, skoro tak się bawimy. – James spojrzał na swoje
mokre ubranie, po czym spalił sobie spodnie – To wyglądało na łatwiejsze!
- Słucham? – zaciekawiła się Iris – Nie myśl sobie, że
jak zapanowałeś nad swoim żywiołem, to od razu dasz radę z innym! Tym bardziej
nie z ogniem!
- Niby dlaczego? – James podszedł do niej pozostawiając
za sobą płonącą ścieżkę – Czym to się różni?
- Spójrz za siebie i sam mi powiedz. – wskazała mu na
płomień – Ty masz prościej, ciebie nie okłamały osoby którym ufałeś bez granic.
Pomyśl co teraz przeżywa Alice, graliście na jej uczuciach w momencie gdy klony
jej rodziców się tam pojawili. Bez nich by wam wybaczyła.
- Cholera… - mruknął zdołowany – Jak mogę to naprawić?
- Najlepiej? Nic, to Jack musi naprawić. – ruszyła w
stronę zamku – Mark chodź do mnie!
- Już lecę! – Mark radośnie podbiegł do Iris – Jak
zapanujesz nad ogniem, oddam ci wodę!
- Jak on może być taki…. – Lucy patrzyła na odbiegającego
Mark’a
- Radosny? – dokończyła za nią Mary – Sama nie wiem, taki
już jest. Dobra! James! Trenuj!
- Jesteś pewna że to Jack ma coś zrobić? – Mark szedł
koło Iris zamyślony – Nadal nie wiemy co Alice mu powiedziała że się tak
zamknął.
- Jak widziałam ich razem, widziałam to samo co między
Vincent’em a Annabell. – Iris uśmiechnęła się rozczulająco na wspomnienie
pierwszych władców żywiołów – Ich losy chyba zawsze będą się w jakiś sposób
łączyć.
- Nigdy mi o nich nie opowiadałaś. – przypomniał Mark,
miał nadzieję na opowieść o swoich przodkach – Jeśli zrobisz to teraz….
- I tak chciałam ci powiedzieć o tym. – zaśmiała się
znając jego intencje – Vincent był strasznie podobny z wyglądu do Alice, nie
powiem z zachowania troszeczkę też ale każdy ogień był żywiołowy. Za to
Annabell była spokojna i trochę chłodna jak Jack, była również kochana i
urocza, ha ha ha! – otarła łzy z policzków – Byli swoimi przeciwieństwami, lecz
coś chciało by poczuli do siebie uczucie. Szło im to naprawdę opornie! Każdy
wiedział o ich uczuciach ale oni nie chcieli ich przyjąć! Wiesz jaka byłam
zadowolona gdy Annabell zaszła w ciąże? Wtedy właśnie dowiedziałam się jak wy
możecie mieć dzieci. Niestety John wtedy zginął a stres Annabell przeszedł na
dziecko, urodziły się ale…
- Ale? – Mark czekał na ciąg dalszy ze zniecierpliwieniem
- Ale nie panowały nad żadnym żywiołem, bliźniaki Adam i
Ewa… - prychnęła – Już wiesz skąd wzięła się ta dwójka. Dla nas wyszło to
lepiej…. Tylko że oni później mieli synów i znasz resztę. – zaśmiała się – To
cała ich historia, oczywiście w między czasie mieli problemy ale dali radę.
- I masz nadzieję że tutaj też dadzą radę? – Mark
spojrzał zamyślony w niebo – A co jeśli ta historia skończy się inaczej?
- To nie możliwe. – zaśmiała się i pokiwała ludziom
idących do kaplicy
***
- To nie możliwe! – James po raz kolejny zapalił drzewo –
Mary, powiedz mi w jaki sposób Mark panuje nad wodą!
- Nie wiem tego. – wzruszyła znudzona ramionami – Kiedyś
również miałam taki trening, cudem zapanowałam nad ogniem.
- Ty dałaś radę? – James podszedł do niej – Jak?
- Oczyściłam umysł i wyrzuciłam wszystkie złe uczucia,
najgorszy był gniew. Nie udawało mi się i byłam jeszcze bardziej wściekła! –
podmuchem wiatru zgasiła płomień – Ale kiedy coś mi się udało… Gniew zniknął i
zapanowałam nad nim. Niestety to jest tymczasowe, Mark i Alice żyją z tym od
dziecka.
- Więc będę musiał przestać się śmiać z Alice… - warknął
po czym skierował się do Lucy – Wiesz już gdzie jest?
- Niestety jeszcze nie. – Lucy odwróciła głowę w stronę
Lilly – Razem szukałyśmy, nigdzie jej nie było.
- Czy to możliwe by ona… - zaczęła Lilly, lecz się
zawahała – Nie, to nie możliwe.
- Odczujemy jej śmierć. – stwierdziła stanowczo Mary –
Tak mówiła Iris, jesteśmy połączeni jakby nicią.
- Coś nas ku sobie ciągnie? – James przytulił Lucy i
oparł głowę na jej ramie – Nie mogę narzekać.
- Lilly zostawmy ich samych, Matt chce cię zobaczyć. –
Mary mrugnęła do Lilly – A ty tutaj trenuj.
Lilly oraz Mary szybko znalazły się tuż przed zamkiem,
czekał tam na nich Matt z Jack’iem. Matt cały w skowronkach a Jack patrzył w
ziemię z kamienną twarzą
- Tak jak myślałem! Najlepszym miejscem na święta będzie
wyjazd na narty! – krzyknął zadowolony Matt – Zgadzasz się ze mną Jack?
- Ta… - warknął, nie miał najmniejszej ochoty na wyjście
z pokoju – Możecie mnie zostawić? Mam parę spraw do załatwienia.
- Braciszku, jedź z nami! – poprosiła go Mary – Nigdy nie
byłam na nartach.
- To teraz będziesz, BEZE MNIE. – spróbował wrócić do
środka ale Matt go zatrzymał – Czego?
- Zaufaj mi, dobrze ci zrobi ten wyjazd. – szepnął mu na
ucho Matt – Mają tam ciekawą zjeżdżalnię która przechodzi przez sam środek
góry, ponoć jak się zjeżdża tam w nocy widać stwory mieszkające tam.
- I? – Jack nadal nie wyglądał na zachwyconego – Zwykła
miejska legenda.
- Ja też chętnie pojadę! – odezwał się James przechodząc
wraz z Lucy pod bramą – Miejsce wypełnione śniegiem, że też ja o tym nie
pomyślałem.
- Jak myślisz Mary, Mark i Iris też pojadą? – zaciekawiła
się Lilly
- Pewnie. – z kaplicy wyszła Iris z Mark’iem – Przez
przypadek usłyszeliśmy wasze plany.
- To postanowione! Nawet samolot mamy już wynajęty! – Matt
zabrał Jack’a pod ramię i ruszyli wszyscy w stronę lotniska
Zapowiada się ciekawie ^^
OdpowiedzUsuńUśmiałam się nieźle przy kilku momentach :D
To ja ślę dużo wenki i czekam na kolejne rozdzialiki z niecierpliwością c:
Nożyczki z Tobą ✂
~Yuni
Mogę się dowiedzieć jakie momenty? :3
UsuńGdy James wpadł do wody, a jeszcze chwilkę temu był taki kozak, gdy spalił sobie spodnie i jak Matt próbował przekonać Jack'a, żeby też pojechał na narty. Tak, bo stworki na pewno go zachęcą xd
UsuńNo, mnie by zechęciły ^^ Ale jak on ma takiego doła to sama nie wiem... Ale musi pojechać, bo bez niego to nie będzie to samo! :D
~Yuni
No James będzie teraz przeze mnie w taki sposób molestowany bo za bardzo go polubiłam xD A Jack'a też zachęcają te stworki (nie wiesz jak mu się oczy świeciły *q*) ale próbował udawać fajnego xD
UsuńNie martw się, pojedzie! Dopilnuję tego TuT
Jej ^^ I ciszę się nie tylko z tego, że Jack pojedzie, ale z molestowania James'a XD
Usuń~Yuni
Jak chcesz to w czasie czekania na następną notkę (którą bym mogła w sumie wrzucić ale chcę by była długa bo za mało się w niej póki co znęcałam nad James'em) możesz przeczytać mój drugi i trzeci blog ^^ żądzę krwi oraz o amnezji ^^ W sumie trochę je zaniedbałam T-T
UsuńO amnezji przeczytałam, ale żądzy krwi nie ^^ To pójdę czytać :3
Usuń~Yuni
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń