środa, 16 lipca 2014

Rozdział trzydziesty trzeci "Prawda"

Na następny dzień do pokoju Ben'a weszła Minnie i powiedziała że jeszcze dzisiaj przyjedzie Iris wraz z Mark'iem, oraz James i Lucy. Byłam pewna że Lucy przyzna mi rację gdy się dowie, że to James zabił jej rodziców. Jeśli Iris również postanowi mi pomóc to Mark też, za nimi pójdzie Mary... W ten sposób będziemy tak samo silni jak Mick z resztą zdrajców. Popołudniu poszłam do kuchni uszykować coś do jedzenia dla mnie i Ben'a, niestety spotkałam tam Matt'a i Lilly
- Hej Alice! - Lilly podbiegła do mnie radośnie - Ponoć Ben się obudził! Wszystko z nim dobrze?
- A co was to obchodzi? - warknęłam otwierając drzwi lodówki - Przecież i tak musicie go zabić.
- O co ci chodzi? - entuzjazm Lilly gwałtownie spadł - Przecież to nasz przyjaciel, tak jak i ty.
- Skoro jestem waszą przyjaciółką, to dlaczego nie zareagowaliście na wieść że moja mama ma zginać? - zamknęłam lodówkę - Zamówię lepiej pizze. 
- Już wiesz... - mruknął Matt - Skąd?
- Jack mi powiedział. Kiedy ogarnęłam że jego rodziców i wszystkich innych zabija James! - wrzasnęłam wściekła uderzając pięścią o lodówkę - Teraz jesteście dla mnie tylko zdrajcami....
- Czemu zrzucił na nas resztę? - Matt odetchnął z ulgą a Lilly zaczęła się śmiać - To jest naprawdę kłopotliwe...
- Ciocia przyjechała! - usłyszeliśmy radosne wołanie Minnie - Ciocia!
- Muszę się z nią zobaczyć. - wybiegłam szybko z kuchni
Ruszyłam za głosem Minnie na podwórze. Stała tam białowłosa dziewczyna razem z rudym chłopakiem, uśmiechnięta rozmawiała z Minnie. Chłopak spojrzał na mnie, przede mną rozbłysł ogień. Rozejrzałam się dookoła 
- Alice uważaj! - Jack podbiegł do mnie przerażony - Ten chłopak...
- Zostaw mnie. - podeszłam do Iris - Witaj, jestem Alice.
- Właśnie usłyszałam. - zaśmiała się i wskazała na chłopaka - To jest Mark a ja jestem Iris. Bardzo mnie zdziwiło że chcesz coś wszystkim ogłosić, stwierdziłam że jesteś bardzo ciekawą osobą. A kim jest tamten chłopak?
- Jack? To brat Mary. - mruknęłam zła
- Jesteś dla niego ważna. - poklepała mnie po ramieniu - Uratował cię przed płomieniem Mark'a, to naprawdę wyczyn.
- Możliwe... Musisz wiedzieć że Mick chce cię... - podbiegła do nas Mary i przytuliła Mark'a - Serio?
- Mark! Tęskniłam! - Spojrzała na Iris - Iris! 
- Witaj Mary. - Iris uśmiechnęła się i skierowała się do stojącego w drzwiach Mick'a - Witaj braciszku.
- Witaj, wybacz że tak nagle cię wezwałem. - weszli razem do zamku, poczułam na sobie spojrzenie Minnie
- Pokłóciłaś się z Jack'iem? - spytała prosto z mostu - O co chodzi? - spojrzałam na załamanego Jack'a - Wiesz że jeśli macie jakiś problem to najlepiej obgadać go w cztery oczy?
- To już nic nie da. - potargałam jej włosy i odeszłam ze smutnym uśmiechem, powstrzymując łzy - Już nic nie pomoże....
Powróciłam do Ben'a, widząc mój smutek mocno mnie przytulił i milczał. Byłam mu za to wdzięczna. Wieczorem wrócił James razem z Lucy, wszyscy zebrali się w jednym pokoju.
- Więc co chciałaś nam przekazać? - Iris uśmiechnęła się w moją stronę
- Wszyscy wiedzą że mam feniksa, racja? - spojrzałam na każdego, po czym podciągnęłam rękaw i pokazałam znamie które Evi pozostawił - Mam to samo co pierwszy, Mick doskonale poznaje to znamie. Oczywiście nie wspominając już o tym jak powstał Evi.
- Do czego zmierzasz? - mruknął znudzony Mick
- Do tego że Evi pokazał mi moment w którym zginął i powstał, moment jak soplami lodu przebiła go Julie. - Mick oraz Iris szeroko otworzyli oczy ze zdziwienia - Vincent go ocalił, lecz ty wtedy planowałeś zamach na własną siostrę. - wszyscy spojrzeli na Mick'a - Ciekawe ile rzeczy jeszcze zmyśliłeś? Iris ty inaczej trenowałaś Mary i Mark'a, prawda? - pokiwała oszołomiona głową - Mary nic nie wie o tym co się stanie gdyby zaszła w ciążę z Mark'iem, czy to prawda że by wtedy zmarła?
- Nic o tym nie wiem... Wcześniej nie było przy tym żadnych problemów pod warunkiem że w przypadku Mary pilnowałby jej Matt, tym sposobem żywioł byłby spokojny. - Mick spróbował wstać lecz James go powstrzymał - Skoro już wszystko nam przekazałaś to my też chcemy coś powiedzieć, prawda James?
- Taaak... - James uśmiechnął się a ja usiadłam na kanapie - Alice nie powiedziała tego że to przeze mnie ginęły wasze rodziny, oczywiście większość z was o tym wie. Ale to wszystko kłamstwo.
- Co? - ktoś położył rękę na moje ramie - Widziałam jak zabijałeś moją matkę.
- Znasz syreny Jack'a? - James uśmiechnął się wrednie - Dlatego nikt mnie nie powstrzymał, rodziców Jack'a przerzuciłem razem z Mary do Anglii. Oczywiście wcześniej się skontaktowałem z Iris, prawda Mary?
- Udawałam że straciłam pamięć, gdybyście wiedzieli moglibyście coś wygadać. - spojrzała na mnie - Ale naprawdę się ucieszyłam po tym co powiedziałaś mi o Jack'u tam. Ale jeśli moglibyście wyjaśnić mi syreny?
- Potrafię wytworzyć z wody postać która spełnia wszystkie potrzebne funkcje życiowe, oraz potrafi się komunikować. - wyjaśnił jej Jack
- Przy rodzinie Lucy również Jack pomógł, tylko płacz Lucy który słyszałaś przez telefon nie był udawany. Dopiero później opowiedziałem jej prawdę. - spojrzałam na Lucy która się uśmiechała i podeszła do mnie
- Przepraszam cię za te włosy, po tym jak się dowiedziałam jak na James'a i Mick'a nawrzeszczałaś za to co zrobili... Zrozumiałam że źle cię oceniłam. - oniemiała patrzyłam na wszystkich po kolei
- Mogę wyjść? - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi
- Są tu dwie osoby które powinnaś spotkać przed wyjściem. - Jack wybiegł przede mną i otworzył drzwi
- Mama? - do oczu dopłynęły mi łzy, spojrzałam na postać za kobietą z niedowierzaniem opadłam na kolana a z moich oczu wydobył się strumień łez - To nie możliwe! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz