Patrzyłam na ziemię ze łzami w oczach, nie pamiętam już w którym momencie James się do mnie tak zbliżył, że jego zdrada zabolała mnie tak mocno. Jack również wyglądał na smutnego
- Alice znienawidzisz mnie jeśli ci powiem że o tym wiedziałem? - spojrzał na mnie poważny
- Słucham? - otworzyłam szeroko oczy, miałam nadzieję że to jakiś żart - Że ponoć wiedziałeś? I nic z tym nie zrobiłeś?
- Tak, wiedziałem to od samego początku... Wiedziałem również że zabije twoją matkę. - odwrócił wzrok - I nic z tym nie zrobiłem. - uderzyłam go w twarz
- Kłamałeś... - wstałam ściskając pięści - Wiesz jak cierpiałam, dlaczego go nie powstrzymałeś?
- Nie mogłem... - dotknął palcami swój policzek - Lilly i Matt też wiedzieli.
- Czyli wszyscy mnie okłamywali. - odwróciłam wzrok, do oczu podchodziły mi łzy - Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
- Przepraszam. - wymamrotał
- Za późno. - wyszłam wściekła i trzasnęłam drzwiami, oparłam się o nie i zjechałam na ziemię
Wszyscy mnie oszukiwali, prócz Ben'a. Tylko on był szczery od samego początku, wstałam i ruszyłam do pokoju w którym leżał. Kiedy weszłam do pokoju poczułam że nogi tracą swoją siłę. Oparłam się o ścianę i spoglądałam na niego. Przypomniało mi się że płomień nie tylko zabija, daje również życie. Podeszłam do Ben'a i położyłam rękę w miejscu serca, miałam nadzieję że rany pod moim dotykiem znikną. Po kilku minutach nadal się nie poruszył, usiadłam na krześle obok. Popatrzyłam na niego zdołowana
- Okazało się że tylko tobie mogę ufać. - wzruszyłam ramionami - Wybacz że cię zostawiłam. - jego ręka drgnęła - Ben?
- Cieszę się że jesteś. - wyszeptał, spojrzałam na jego twarz, uśmiechał się - Dobrze że nic ci nie jest.
- To ja powinnam ci to powiedzieć. - z moich oczu zaczęły się wydobywać łzy - Miałeś rację, mówiłeś że Jack się tylko mną bawi... Przepraszam że ci nie uwierzyłam.
- Nic się nie stało. - usiadł drapiąc się po głowie - Chociaż wolałbym byś teraz przez to nie cierpiała...
- To mówi facet który został przebity soplem lodu. - uśmiechnęłam się ocierając łzy - Powinieneś leżeć.
- Czuję się o wiele lepiej. - zaśmiał się - Opowiedz co się stało.
- Wiesz co spotkało moją matkę, prawda? - pokiwał twierdząco głową - Okazało się że to nie była jedyna ofiara James'a, rodzice Jack'a oraz rodzina Lucy też zostali przez niego zabici.
- Nie to musiało cię aż tak zaboleć. - zauważył
- Zabolało mnie to że wszyscy prócz mnie o tym wiedzieli, Jack, Lilly, Matt a Mick sam wydawał rozkazy. - spróbowałam się uśmiechnąć - Nikt z tym nic nie zrobił.
- Ben pewnie jeszcze się nie wybudził. - usłyszeliśmy za drzwiami głos Mick'a - Ale musimy zmienić jego opatrunek. - wszedł do środka razem z Minnie - Alice?
- Alice! - podbiegła i się do mnie przytuliła - Pokłóciłaś się z Jack'iem? - spojrzała na Ben'a - Tato on nie śpi!
- Powiedz mi Ben, czy Minnie coś o tym wie? - Minnie zaczęła rozmawiać z Ben'em a ja podeszłam do Mick'a - Czy wie tak dla przykładu, że chcesz zabić własną siostrę?
- Skąd o tym wiesz? - spojrzał na mnie poważny - Nikt o tym nie wiedział prócz...
- Pierwszego pokolenia? - uśmiechnęłam się wrednie - Zwołaj naradę, tak żeby wszyscy byli, Iris i Mark również.
- Co chcesz zrobić? - dopytał niepewny
- Zobaczysz. - wróciłam do Minnie i Ben'a - I jak jego rany?
- Nie ma ich. - Ben się odwrócił a na jego plecach nie było śladu po ranach - To dziwne, przynajmniej jakiś ślad przynajmniej powinien zostać.
- Po prostu mam świetne pielęgniarki. - zaśmiał się Ben i mocno przytulił Minnie - A czy możecie mnie i Alice zostawić jeszcze samych?
- Ta, postaram się w tym czasie spełnić jej prośbę. - Mick zabrał Minnie na ręce i wyszli z pokoju
- O co chodzi? - usiadłam z powrotem na krześle
- Najbardziej boli cię to że Jack nic nie zrobił, prawda?
- Aż tak to widać? - uśmiechnęłam się
- Weź o nim teraz zapomnij. - potargał mi włosy
- Nie umiem.
- Dlaczego?
- Pamiętasz ile to jest dwa plus dwa? - spojrzałam na niego ze smutkiem w oczach
- No oczywiście że pamiętam. - prychnął
- To weź to zapomnij. - położyłam głowę na jego kolanach i zaczęłam płakać - Pozwolił mi uwierzyć w siebie. W to, że czasem warto walczyć o coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne. Chwile zwątpienia i małe niepowodzenia tylko pobudzały do działania....
- Wiesz, może nigdy nie byłam z nim zaprzyjaźniony ale... - westchnął - Kiedy wrócił do zamku po twoim zniknięciu chciał cię od razu szukać. Według mnie jemu naprawdę na tobie zależy i dlatego nie mówił ci tego do tej pory. Bywa tak że życie układa nam inny scenariusz niż byśmy chcieli, ale na końcu zawsze spotka nas happy end.
- Naprawdę tak myślisz? - przestałam płakać i spojrzałam na niego - Naprawdę czeka mnie happy end?
- Każdego czeka. - uśmiechnął się - Nie masz co narzekać, masz cel i musisz do niego dążyć. Pamiętaj że ja zawsze będę po twojej stronie.
- Dziękuję ci. - przytuliłam go mocno - Uwierz mi, to co ja zrobię będzie nazywane wielką rewolucją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz