niedziela, 16 marca 2014

Rozdział dwudziesty siódmy "Koszmar"

Od tygodnia Jack, Ben i James poszukują miejsca przetrzymywania Alice, w tym momencie są w Polsce. Ben dostał telefon od przyjaciela o organizacji i ich siedzibie w Warszawie. Mieli się z nim spotkać w księgarni niedaleko
- Ile może się spóźniać? - mruknął zdenerwowany Jack - Rozumiem że musi znaleźć dobry moment by wyjść stamtąd bez podejrzeń ale aż dwie godziny?
- Coraz bardziej żałuję że cię wtedy wyciągnąłem z tej klatki. - James westchnął a jego telefon zaczął dzwonić - Zaraz wracam.
- Tylko skończ szybko, idzie. - uśmiechnął się Ben i pokiwał niskiej, szczupłej szatynce w okularach przeciwsłonecznych - Tylko się nie zdziwicie.
- Niby czemu? - Jack ze spokojem usiadł na krześle spoglądając na dziewczynę wchodzącą do księgarni - Skądś cię znam...
- Ja ciebie niestety pamiętam. - warknęła zirytowana - Jak chcesz mogę ci przypomnieć pewną sytuację w szatni. - zdjęła okulary i mrugnęła do niego porozumiewawczo - Długo się z tego śmiałam z Lilly.
- Miło cię znowu widzieć Trish. - Ben uścisnął ją przyjaźnie - To właśnie moja przyjaciółka która dała mi znać gdzie jest Alice, bardzo dobrze że się znacie.
- Od jak dawna jesteś w tej organizacji? - spytał poważny Jack
- Całe życie, mój ojciec jest wysoko postawiony. On mnie w to wciągnął kiedy tylko się narodziłam. - podciągnęła bluzkę pokazując znamię na brzuchu - To jest mój znak przynależności, tylko że Alice to moja przyjaciółka i nie pozwolę jej zostać tam dłużej.
- Mamy problem. - podszedł do nas James chowając telefon - Feniks powstał i wyruszył w naszą stronę. Jest trochę... Duży.
- Jak bardzo? - spytał Ben
- Większy niż struś afrykański, tego możesz być pewny. - James usiadł obok Jack'a - Ty razem ze mną idziesz powstrzymać go przed spaleniem miasta, Ben ty i Trish idziecie po Alice.
- Pierwszy raz żałuję że panuję nad wodą. - mruknął Jack i razem z James'em wstali z krzeseł - Trish, skoro od zawsze byłaś w agencji a byłaś z nami w szkole... Cały czas udawałaś?
- Tak, musiałam. - spojrzała speszona w bok
- Kogo szpiegowałaś? - spytał poważny James
- Matt'a...
- Dlatego tak się do niego kleiłaś. - stwierdził James - Ale na mnie leciałaś, przyznaj to.
- Do ciebie było się łatwiej zbliżyć. - uśmiechnęła się wrednie
- A przy Alice też udawałaś? - Jack spojrzał na nią poważny - Bo albo tego przy niej nie robiłaś, albo jesteś genialną aktorką.
- Jack musimy iść, Matt pilnuje by nikt tego durnego ptaka nie zobaczył. Musimy mu pomóc. - James pociągnął Jack'a za rękę do wyjścia - Kiedy indziej sobie pogadacie.
Ben razem z Trish weszli do budynku w którym przetrzymywali Alice i Mary, pod pretekstem kolejnego bezdomnego do testów. Wjechali z łatwością na ostatnie piętro w którym znajdowały się dziewczyny. Z ich pokoju wyszedł Ivan, spojrzał zimnym wzrokiem na Ben'a a potem na Trish
- Kto to? - warknął zły
- Bezdomny, gotowy do zabicia przez którąś z nich. - odpowiedziała poważna szatynka - Spotkałam go pod pałacem kultury, żebrał.
- Akurat mamy mały problem, jedna jest nieprzytomna a drugą otoczyły płomienie. - otworzył drzwi do pokoju pokazując nieprzytomną Alice leżącą na kanapie i Mary trzymającą jej głowę na kolanach - Daliśmy coś podobnego do serum prawdy i zasnęła gdy tylko zbliżyła się do tamtej.
- Pokrzyżowało ci to plany, prawda? - uśmiechnęła się wrednie Trish
- Nie tylko mi, Joe wychodzi z siebie. - również się uśmiechnął - Lubię gdy jest wytrącony z równowagi, a ta mała potrafi to robić doskonale.
- Nie tylko to... - mruknął Ben powstrzymując śmiech
- Znasz ją? - uśmiech z twarzy Ivan'a zniknął i stał się poważny - Na pewno żebrał pod pałacem?
- Oczywiście, ciebie nie mogę okłamać. - spojrzała w bok speszona a Ivan ją przytulił
- Mam nadzieję że wiesz co robisz ale pamiętaj, że zawsze będę trzymać twoją stronę. - potargał jej włosy i odszedł
- On się zachowywał jak ojciec. - szepnął jej na ucho Ben
- Lepiej martw się o Alice. - zirytowana otworzyła drzwi - Długo śpi?
- Co? - Mary spojrzała na nią zdziwiona
- Alice! - Ben podbiegł do ściany ognia - Chyba nie masz humoru...
- Kim jesteście? - dopytała poważna Mary
- Jesteśmy przyjaciółmi Alice, chcemy was stąd zabrać. - dodał poważny i spojrzał na płomienie - Już kiedyś widziałem ten płomień, wtedy opadł ale Jack i James mogą pomóc. - wyciągnął telefon i zadzwonił do James'a - Żyjecie? Wiecie co zrobić z płomieniem wokół Alice kiedy ona śpi? Jak to ona musi się obudzić!?
- Ben ciszej. - uciszyła go Trish - Chcesz zawołać tutaj kogoś?
- Dobra, czyli musi poczuć się bezpieczna... - mruknął Ben - Matt do nas leci? Spoko, rozumiem. - rozłączył się - Dobra za parę minut będzie tu Matt by zabrać Alice do feniksa, do tego czasu te płomienie muszą zniknąć.
- Skoro jesteście jej przyjaciółmi to chyba mogę powiedzieć wam to co już wiem. - Mary zbliżyła rękę do ognia i przeszła bez poparzenia na drugą stronę - Jeśli mnie ten płomień nie rani, to was może też?
- Warto spróbować. - Ben przesunął ręką nad płomieniem - Racja. Dobra czyli nie musimy nic z tym płomieniem robić. - podszedł do Alice i wziął ją na ręce - Jest lżejsza niż wcześniej. Głodzili was?
- To ona prawie nic nie jadła. - wyjaśniła Trish
- Ktoś jest za ścianą, czuję wibracje w powietrzu. - Mary stanęła twarzą do ściany - Zrobię trochę hałasu. - Uderzyła ręką w ścianę a silny wiatr zrobił dziurę w niej, ich oczom pokazał się Matt
- Matt! Weź Alice szybko do Jack'a i James'a! - Ben wyrzucił Alice w ręce Matt'a i skierował się do Mary - Potrafisz latać prawda.
- Tak? - odsunęła się od niego niepewna - Dlaczego?
- To dobrze. - chwycił ją i wyskoczył z budynku - Trish wiem że dasz sobie radę!
- Ty idioto mógłbyś mnie ostrzec! - wrzasnęła przerażona Mary i silny podmuch wiatru podrzucił ich do góry - Jak tylko będę miała okazję uduszę cię!
- Już to gdzieś słyszałem. - mruknął wskazując na oddalającego się Matt'a - Leć za nim.
Matt doleciawszy do James'a i Jack'a położył Alice na ziemi i podbiegł do niech
- Jack spróbuj ją obudzić, my zajmiemy się feniksem. - chwycił Jack'a za ramie - I zaraz ktoś do nas doleci, nie interesuj się nią.
- Tam jest nieprzytomna Alice, myślisz że ktoś inny mógłby odwrócić moją... - jego wzrok z Matt'a na Mary i Ben'a - ...To jest Mary?
- Chłopie twoja dziewczyna jest nieprzytomna! Siostrą zajmiesz się później! - wrzasnął zirytowany James - Ten ptak zaraz da mi opaleniznę której nie chcę mieć!
Zirytowany jack podbiegł do Alice i przytulił ją do siebie
- Czas wstawać Alice, mamy tutaj poważne kłopoty. - szepnął jej do ucha - Potrzebujemy cię.
- Jack! - feniks zbliżył się do ziemi i spróbował się przedostać obok James'a i Matt'a - Możesz się łaskawie pośpieszyć?!
- Może tu chodzi o tego feniksa... - Jack spojrzał na feniksa i na próby zatrzymania go - Przepuśćcie go!
- Co?! Oszalałeś?! - do niego dobiegł Ben - Oszalałeś?!
- Ja nie mogę jej obudzić i to może dlatego ten durny ptak tu przyleciał. - odpowiedział spokojny Jack - Musimy spróbować. Inaczej zabiję go.
- Dobra. - James i Matt puścili feniksa który wleciał w ciało Alice
- Obym się nie pomylił... - Jack bacznie obserwował czerwonowłosą aż poczuł jak jej ręka którą trzymał spopiela się - Nie... - łzy poleciały mu po policzkach - Cholera nie!
Ciało Alice zmieniło się w popiół i żeby wiatr go nie rozwiał Ben szybko włożył go do pudełka. Jack przez całą podróż do Rumunii do nikogo się nie odzywał i był we własnym świecie, obwiniał się za to że przez niego Alice nie żyje. Po opowiedzeniu Mick'owi całej historii uśmiechnął się i pudełko z prochami dał Jack'owi ze słowami
- Pilnuj tego jak oka w głowie.
Jack postawił pudełko na biurku w pokoju i położył się spać, miał śnił mu się koszmar.

2 komentarze:

  1. masło maślane :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre masło nie jest złe. Nadal nie poprawiłaś tego o czym ci mówiłam :D

    OdpowiedzUsuń