sobota, 15 listopada 2014

Rozdział trzydziesty siódmy "Piorun"

Wszyscy siedzieli w salonie, w kuchni gotowała się kolacja szykowana przez matkę Nory. Jack nie spuszczał wzroku z Eve która rozmawiała z Norą.
- Więc byłaś z chłopakiem w górach? - rzucił Mark zainteresowany całą sytuacją - A co się z nim stało?
- Nie mam pojęcia... Jutro z samego rana chciałabym go poszukać. - Eve spojrzała smutna na ziemię - Nocą w górach jest niebezpiecznie.
- A opowiedz nam coś o sobie, albo o twoim chłopaku. - Lilly usiadła się wygodniej opierając o Matt'a - Jak się poznaliście?
- Poznaliśmy się w szkole, nie zwracaliśmy na siebie uwagi do momentu projektu z biologii. - uśmiechnęła się na te wspomnienia - Jest strasznie zazdrosny ale to jest w nim bardzo słodkie, chodził do klubu pływackiego. Strasznie kochał wodę, lecz wybrał mnie.
- Urocze. - stwierdził James bez żadnego przekonania - Jakoś historia znajoma.
- A opowiedz coś o sobie. - zaproponowała Lucy
- Ale... Ja nie wiem co... - Eve zaczerwieniła się ale pod pogardliwym spojrzeniem Lucy coś wymyśliła - Nie jestem zbyt otwartą osobą, wszystkich traktowałam kiedyś chłodno. Ale jak poznałam Ethan'a... Wszystko się zmieniło. - jej wzrok stał się nieobecny - Potrafił ze mnie wyciągnąć to czego nie potrafił nikt.
- Póki co ktoś musi iść do sklepu! - ogłosił ojciec Nory - Jestem pewien, że duchy gór zaopiekowały się Ethan'em. Nie musisz się martwić.
- W takim razie mogę iść do sklepu, wczoraj zwiedziłam całą wioskę więc pamiętam gdzie jest. - zasugerowała uspokojona Eve
- Pójdę z nią, dla bezpieczeństwa. - Jack również zgłosił się na ochotnika - Coś by mogło ją po drodze napaść...
- Skoro chcecie... Nora pójdzie z wami, będę miał pewność że wrócicie. - Nora westchnęła i poszła założyć kurtkę - Ale jeszcze zaniesiecie coś w góry, powiedziałem jej że ktoś przyjdzie.
- Nie ma sprawy. - Jack i Eve również ubrali kurtki i całą czwórką wyszli na dwór. Nora dostała coś od swojego ojca i ruszyli w stronę gór.
Do pewnego momentu wszystkim było ciepło, aż weszli na pierwsze pagórki. Eve zaczęła się trząść z zimna i nie mogła dalej iść. Jack postanowił ponieść ją na rękach, wydawała mu się okropnie zimna, jakby była martwa. Wreszcie doszli do małej groty, fala ciepła jaka biła ze środka uderzyła w nich tak mocno, że musieli się cofnąć. Im głębiej szli tym było cieplej aż w końcu zaczęli słyszeć głosy
- Spokojnie, on ci nic nie zrobi. - ten głos był doskonale wryty w pamięć Jack'a, należał tylko do jedynej dziewczyny którą kochał, Alice. - Myślałam że one wyginęły, a tu proszę.
- One nie powinny istnieć. - odezwał się inny głos, męski - Gdyby był większy i nas stąd wyciągnął...
- Nie twoja wina, złamałeś nogę i nie możesz się nigdzie ruszyć. - Nora ruszyła przodem - Kto tam jest?!
- Alice! To ja! - Jack postawił Eve na nogi i ruszył do przodu - Możemy porozmawiać? - pojawiłam się tuż przed nim, wyglądał jakby nie wiedział co powiedzieć - Przepraszam.
- To wy się znacie? - rzuciła dziewczyna za mną
- Tak, to dziewczyna którą kocham. - przytulił mnie mocno, na policzkach poczułam że płacze. - Pytanie czy ona nadal kocha mnie?
- To wy pogadajcie a ja zobaczę co z tym drugim. - obydwie dziewczyny pobiegły do Ethan'a, jedna dziewczyna która przyszła razem z Jack'iem wyglądała znajomo
- Rozumiem twoją złość, ucieczkę i milczenie w tym momencie ale proszę, powiedz że nadal mnie kochasz. - jego głos zaczął się łamać a policzki miałam całe mokre, grzywkę też - Proszę, powiedz mi.
- Tęskniłam. - przytuliłam go, z moich oczu też poleciały łzy - Starałam się ciebie znienawidzić, nie potrafię. Zbyt dużo pięknych dni by to się udało.
- Ethan! - z głębi jaskini dobiegł krzyk - Stój!
- Zostaw ją! - Jack szybko stanął przede mną - Zostaw Alice!
- Chłopie uspokój się, pogorszysz stan swojej nogi jak będziesz chodził! - wrzasnął Jack po czym usłyszałam świst - Co ty robi...!
- Jack! - Jack opadł przede mną na kolana, cały się trząsł jak porażony piorunem aż opadł na ziemię - Co mu zrobiłeś?!
- Ja nie wiem... Nie panuje nad tym... - Ethan potknął się i upadł na plecy
- Mamy już dwa trupy... - stwierdziła jedna z dziewczyn - Pójdę po pomoc.
- Świetna gwiazdka, nie ma co. - mruknęłam zdołowana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz