Wyszłam na korytarz, po czym rozejrzałam się ale nikogo już nie było. Spojrzałam na prawe ramie i mocno ścisnęłam pięść. Ruszyłam do salonu w którym napotkałam Mick'a i kilku robotników. Wszyscy byli zajęci naprawiania tego co Jack zniszczył, podeszłam do niego
- Musisz mi coś wyjaśnić. - rozkazałam poważna - Czy ktoś prócz mnie miał kiedyś Evi'ego?
- Tylko jedna osoba... - spojrzał na mnie zainteresowany - Czemu cię to tak nagle zainteresowało, droga Alice?
- Chyba mam prawo by się o to pytać. - warknęłam zdołowana - A jaka ona była?
- Był najlepszym do tej pory który panował nad ogniem. Był pierwszym. - uśmiechnął się jakby wspominał dawnego przyjaciela - Stworzył Evi'ego i wychował. W pewnym momencie, podczas walki on miał zginąć ale Evi zmienił go w popiół. Powstał po kilku dniach. - otworzył szeroko oczy a jego uśmiech zniknął, spojrzał na mnie poważny - Pokaż prawą rękę.
- Nie! - odsunęłam się od niego chowając dłoń za plecami - Nic tam nie ma!
- Ej Mick! Zostaw panienkę. - poprosił jeden z pracowników - Miło mi jestem Marco, ten na drabinie to mój syn Jude a ten łysy to Pascal. Również wyznajesz tą religię?
- Ja chyba nie muszę jej wyznawać. - uśmiechnęłam się
- Hm? - popatrzyli na mnie zdziwieni - Ale tutaj mogą przebywać tylko wyznawcy... Co nie Mick?
- Tak jak już Alice powiedziała, ona nie musi jej wyznawać. - dodał załamany Mick - Pierwszy raz na to pozwalam. To wasz Bóg.
- Taka piękność? - zdziwił się Pascal a Jude spadł z drabiny, poczułam jak moje policzki robią się gorące - Dlaczego ją przed nami ukrywałeś?
- Pascal uważaj! Zawstydziłeś ją! - Marco objął mnie ramieniem - Nie wstydź się, pierwszy raz mamy styczność z jednym z naszych Bogów. Mick nigdy nie chciał was przedstawić.
- Bo wiedziałem jak zareagujecie. - prychnął odstawiając drabinę
- Hej, co tu się dzieje? - w drzwiach stanął Jack z Mary
- Kolejni... - Mick wyglądał na zdołowanego - Jeśli nie macie co robić to naprawcie to... - wskazał na rozwaloną ścianę - Wtedy na coś się przydacie.
- A wy to...? - rzucił do nich Pascal - Wyznawcy?
- Nie. - Jack lustrował mnie wzrokiem, po czym skończył na Marco - Jesteśmy waszymi Bogami.
- Jesteście rodzeństwem? - Jude popatrzył na nich zdziwiony - A to jest twoja dziewczyna?
- Od razu dziewczyna... - spuściłam zawstydzona na podłogę. W sumie nigdy nie usłyszałam by Jack mnie tak nazwał. - Jesteśmy tylko...
- Tak, to moja dziewczyna, coś nie pasuje? - chwycił moją rękę i przyciągnął do siebie
- Jack... - spojrzałam na niego, wyglądał na wkurzonego a ja na prawdę nie mogłam tego przegapić - Jesteś zazdrosny?
- Co? - spojrzał na mnie i zrobił się cały czerwony na twarzy
- Jesteś zazdrosny! - zaśmiałam się triumfalnie
- Mimo że pierwszy raz was widzimy, lepiej idźcie gdzie indziej. - rzucił uśmiechnięty Marco - Młodzieńcza miłość musi się wyszumieć.
- Byle tylko nie za mocno... - dokończył Mick - Wiesz jak to się może skończyć Ja.... - Pascal klepnął go mocno w plecy
- No już staruszku! Spuść ich trochę ze smyczy! - Pascal zaśmiał się dalej klepiąc go w plecy
- Chodź, muszę ci coś pokazać. - pociągnęłam go za rękę na dwór
Zatrzymaliśmy się dopiero przy jeziorze w lesie. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy na błękitną taflę wody, oparłam głowę na jego ramieniu
- Chciałaś pokazać mi miejsce w którym wyszedłem na idiotę, ponieważ nie umiałem obronić swojej dziewczyny? - spojrzał zamyślony w niebo
- Nie, chodziło mi o to... - podciągnęłam rękaw prawej ręki - To Evi... - przejechałam palcami po wzorze - Ponoć pierwszy też to miał, a raczej tak wnioskuję z reakcji Mick'a...
- Mówiłaś mu o tym? - popatrzył na mnie poważny
- Nie tak wprost, tylko pytałam o Evi'ego. - uśmiechnęłam się - Wolałam byś tylko ty o tym wiedział. Skoro jestem twoją dziewczyną... - spojrzałam na jego zaczerwienioną twarz - Pierwszy raz to ty jesteś zazdrosny...
- A ty niby byłaś? - spojrzał na mnie zdziwiony - Niech ktoś zapisze!
- Wtedy gdy spotkaliśmy się w sklepie... Byłam zazdrosna o te dziewczyny co były z tobą... - zaczerwieniłam się i odwróciłam niepewna wzrok - Tym bardziej że tak się do ciebie kleiły...
- One nie miały sprawić byś była zazdrosna... - westchnął i oparł się na łokciach - Stworzyłem je by nie być samym.
- Stworzyłeś? - otworzyłam szeroko oczy - Jak?
- Normalnie... - włożył rękę do wody - Możesz te stworzenia nazywać syrenami, jeśli ci wygodnie. Według mnie to tylko puste powłoki... - wyciągnął rękę a z wody wyjrzała ta sama kobieta, która była z nim w sklepie - O nią byłaś zazdrosna?
- Ty naprawdę to umiesz... - zasłoniłam ręką usta - To... To żyje?!
- Żeby nie było, Dr. Frankenstein'em nie jestem! - zaśmiał się a dziewczyna zanurzyła się pod wodę - Nic poważnego nie było.
- Czyli tęskniłeś wtedy za mną? - przytuliłam się do niego
- Już nie muszę. - objął mnie i pocałował w czoło - Teraz jesteś przy mnie. I należysz tylko do mnie, jasne?
- Naprawdę lubię gdy jesteś zazdrosny. - zaśmiałam się - Idioto, należę do ciebie od dawna.
I to perfidne 'baka' na końcu xd
OdpowiedzUsuń